Przejdź do treści

Dlaczego Iran już wygrał wojnę? Jak i dlaczego Zachód ignorował Iran przez 47 lat – i nadal to robi. - Patrick Ringgenberg, Forum Geopolitica, 9.03.2026.

"Bóg stworzył wojnę po to, aby Amerykanie nauczyli się geografii.” - Mark Twain


Od czasu rozpoczęcia konfliktu w sobotę, 28 lutego, analitycy tacy jak Alastair Crooke, Larry C. Johnson, Douglas Macgregor, John Mearsheimer, Scott Ritter czy Lawrence Wilkerson już starannie scharakteryzowali stawkę i kwestie obecnej wojny. Stany Zjednoczone nie mogą jej wygrać. Iran nie może jej przegrać. Jednak konsekwencje konfliktu sprawią, że wszystkie kraje regionu będą przegranymi, nie wspominając o światowej gospodarce, która w różnym stopniu ucierpi z powodu napięć w Zatoce Perskiej i poza nią. Wiele powiedziano o szaleństwie tej wojny, opartej na niemal niewiarygodnej ignorancji wobec Iranu: brak jasnych celów, nieplanowana i bezprawna agresja, niepokojący stan nieprzygotowania militarnego oraz pęd naprzód bez wyjścia. Kłamstwa, które uzasadniały atak na Iran — fałszywie oskarżany o stwarzanie bezpośredniego zagrożenia i bycie o krok od zdobycia broni jądrowej — przypominają te, które w 2003 roku doprowadziły do amerykańskiej inwazji na Irak, pogrążając region w niestabilności, która trwa do dziś. Różnica jest jednak znacząca. Iran to nie Irak, a kontrast między rzeczywistością wojny a retorycznymi sztuczkami prezydenta Donalda Trumpa i jego otoczenia osiąga stopień schizofrenii niespotykany w najnowszej historii. Szerzej patrząc, konflikt ten stanowi niezwykłe ujawnienie globalnego kryzysu dyplomacji, rozbitego porządku międzynarodowego oraz dysfunkcyjnego lub toksycznego systemu medialnego.

Dla każdego, kto zna Iran, ta wojna jest rezultatem dziesięcioleci błędnych interpretacji i ignorancji wobec sytuacji irańskiej. Dwunastodniowa wojna (13–24 czerwca 2025) pokazała już, że porażka Izraela, zmuszonego do poproszenia o zawieszenie broni, wynikała mniej z możliwości militarnych, a bardziej z braku wiedzy o Iranie, jego warunkach społeczno-kulturowych i potędze militarnej. Można było sądzić, że lekcje tej wojny, którą przeżyłem osobiście w Teheranie, zostaną wyciągnięte. Tak się jednak nie stało. Media, a nawet "eksperci”, wciąż powielają konstelację uprzedzeń słyszanych od dziesięcioleci, które każdy poważny iranista może łatwo obalić lub skorygować: "Iran jest osłabiony”, "reżim mułłów jest u kresu”, "Islamska Republika nie ma już żadnej legitymizacji”, "irańskie społeczeństwo chce wolnego i świeckiego państwa”.

W kontekście, w którym zachodni uczestnicy konfliktu wykazują ogólnie alarmujący brak wiedzy historycznej, celem niniejszego artykułu jest podkreślenie kluczowych elementów pozwalających zrozumieć Iran.

"Reżim mułłów” i inne uprzedzenia

Po pierwsze, Irańczycy nie są arabami. Są pierwotnie indo-europejczykami, podobnie jak ludy zachodnie, co oznacza, że współcześni Irańczycy są bliżsi Zachodowi niż Arabom czy Turkom. Indo-europejczycy będący przodkami ludów irańskich (Medów i Persów) przybyli na Wyżynę Irańską między końcem II tysiąclecia a początkiem I tysiąclecia p.n.e. Od czasów imperium Achemenidów, założonego przez Cyrusa Wielkiego w VI w. p.n.e., Irańczycy stali się kulturą dominującą na Bliskim Wschodzie, który zawsze był mozaiką ludów, religii i kultur.

Produkt tysiąca lat historii, współczesny Iran jest ożywiany przez potrójną tożsamość:

  • irańską, przede wszystkim, sięgającą starożytności i podsycającą współczesny nacjonalizm,

  • muzułmańską od VII wieku, szyicką od XVI wieku,

  • zachodnią, szczególnie od XIX wieku, gdy wpływy europejskie stały się coraz silniejsze.

Ta złożoność kulturowa widoczna jest na wszystkich poziomach. Poza jednością narodową ustanowioną przez dynastię Pahlawich (1925–1979) Iran jest zasadniczo krajem wieloetnicznym i wielokulturowym. Persowie stanowią około połowy ludności, a druga połowa składa się z różnych grup tureckich lub tureckojęzycznych, arabów oraz ludów odlegle spokrewnionych z Irańczykami, takich jak Kurdowie i Beludżowie. Iran używa trzech kalendarzy (irańskiego, muzułmańskiego i zachodniego). Codzienna kultura łączy tradycje irańskie, wartości muzułmańskie i elementy kultury zachodniej. Nawet Islamska Republika jest systemem hybrydowym. Jednocześnie zachodnim państwem narodowym i demokracją, republiką będącą spadkobierczynią rewolucji konstytucyjnej z 1906 roku, potęgą imperialną zakorzenioną w tysiącletniej tradycji rządzenia oraz systemem religijnego przewodnictwa (imamokracją raczej niż teokracją) o starożytnych korzeniach.

Od XVI wieku Irańczycy są w większości szyitami, ale irański islam jest złożony zarówno w swojej historii, jak i w praktyce. Praktyki muzułmańskie znajdują się na skrzyżowaniu szyizmu, ruchów mistycznych i sufickich, których idee przez wieki rozprzestrzeniały się w poezji perskiej (Nezami Ganjavi, Farid ud-Din Attar, Jalal ad-Din Rumi, Saadi Shirazi, Hafez, Jami), islamu ideologicznego promowanego przez państwo oraz interakcji między religią a kulturą różniących się w zależności od regionu i etniczności. Wbrew sekularyzującym uprzedzeniom obecność religii w życiu politycznym jest wielowiekową, a nawet tysiącletnią tradycją, do tego stopnia, że stanowi irański archetyp polityczny. Pod tym względem rewolucja islamska z 1979 roku jedynie sformalizowała starożytną zasadę strukturalną w ramach nowoczesnej architektury politycznej.

Jednak sprowadzanie Islamskiej Republiki do "reżimu mułłów” jest błędem. Choć duchowni znajdują się na różnych szczeblach władzy, prowadzenie polityki jest przede wszystkim związane z tradycją imperialną. Od czasów imperium Achemenidów Iran był regionalną potęgą i budował się politycznie przez stulecia na imperialnej strukturze politycznej, legislacyjnej i administracyjnej. Nawet po przybyciu islamu w VII wieku to irańscy wezyrowie administrowali imperiami u boku kalifów Abbasydów czy tureckich sułtanów. Doprowadziło to do tradycji rządzenia, które po rewolucji zostały częściowo zislamizowane, lecz w rzeczywistości mają korzenie w przed-nowoczesnym, a nawet przed-islamskim modelu władzy, podejścia strategicznego i horyzontu tożsamości. Pod wieloma względami polityka Islamskiej Republiki jest mniej uwarunkowana religijnie niż w Izraelu, gdzie ultra-ortodoksyjni Żydzi uzasadniają ambicje kolonialne mitami historycznymi i mesjanizmem, czy w Stanach Zjednoczonych, których obecna polityka pro-izraelska jest przeniknięta syjonistycznym mesjanizmem ewangelistów.

Iran posiada również wielowiekowe tradycje wojskowe, oparte zarówno na wartościach religijnych (męczeństwo imama Husajna w Karbali), jak i heroicznych (epopeja Księgi Królów autorstwa poety Ferdousiego). Utworzone w 1979 roku w celu ochrony nowo powstałej Islamskiej Republiki, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej przez dekady zdobył wielowymiarowe doświadczenie w sprawach rewolucji i kontrrewolucji, wojny konwencjonalnej oraz wojny asymetrycznej.

Iran w okresie islamskim był centralną kulturą Bliskiego Wschodu, rozszerzając swoje wpływy aż do Azji Środkowej i północnych Indii. Nic więc dziwnego, że spośród krajów regionu (poza Turcją) Iran posiada najbogatsze i najbardziej różnorodne dziedzictwo kulturowe, które do dziś pozostaje żywe i wpływowe. Silna hybrydyczność kraju jest źródłem napięć tożsamościowych i kryzysów politycznych, ale jest też jego siłą oraz jedną z przyczyn kulturowej supremacji w regionie. Z powodu tej złożoności społeczeństwo irańskie jest tak samo różnorodne kulturowo, jak podzielone politycznie. Tak było podczas rewolucji islamskiej w 1979 roku i tak jest dziś. Podczas gdy wielu opłakuje śmierć Najwyższego Przywódcy, inni obwiniają go za polityczną stagnację ostatnich lat, cenzurę kulturową oraz wybory geopolityczne, które utrzymywały kraj w międzynarodowej marginalizacji.

Istnieje także przepaść między elitami a ludnością. Historycznie zawsze istniał pewien dystans między rządzącymi (przez tysiąclecia królewskimi) a społeczeństwem silnie zorientowanym na rodzinę, korporacje lub plemiona. Jak każde nowoczesne państwo Iran doświadcza także względnego podziału między lud a elity, choć Islamska Republika — w przeciwieństwie do monarchii Pahlawich, która sankcjonowała samotną władzę jednego człowieka — lepiej włączyła społeczeństwo w proces polityczny i budowę narodu.

Nacjonalizm jest jednak siłą, która jednoczy Irańczyków ponad wszystkimi podziałami. Tak było podczas wojny iracko-irańskiej (1980–1988), kiedy Irańczycy zjednoczyli się, mimo podziałów społeczno-politycznych mogących doprowadzić do wojny domowej, aby bronić kraju przed obcą agresją. Dziś Irańczycy podobnie prezentują zjednoczony front wobec narzuconej wojny. Nacjonalizm, motywacje religijne, siła imperialna i idea oporu: w obliczu tej infrastruktury mentalnej, równie ważnej jak pociski balistyczne, Izrael i Stany Zjednoczone już przegrały wojnę i mogą nigdy nie wygrać pokoju.

Dlaczego idea "zmiany reżimu” nie ma sensu

Eksperci ze wszystkich stron już zwrócili uwagę, że poza nielegalnością izraelsko-amerykańskiej agresji bombardowania nigdy nie doprowadziły do zmiany reżimu. Co gorsza, w przypadku Iranu drobnomieszczańskie i nieodpowiedzialne zabójstwo Najwyższego Przywódcy tylko wzmocni antyamerykański nacjonalizm w całym kraju, suwerenną i antyzachodnią determinację będącą sercem systemu irańskiego oraz podsyci szyicki, a szerzej muzułmański gniew wobec Zachodu w całym świecie islamskim.

Należy również pamiętać, że zabicie jednego człowieka — nawet jeśli jest Najwyższym Przywódcą — nie zabija systemu, a tym bardziej idei politycznej; że Ali Khamenei, który zmarł w wieku 86 lat, od ponad dziesięciu lat podnosił kwestię swojej sukcesji i że próżnia władzy była w istocie niewyobrażalna; że Najwyższy Przywódca nie jest postacią odizolowaną, lecz otoczony jest galaktyką lojalności i postaci — zarówno widocznych, jak i ukrytych — które tworzą głęboki i rozległy aparat; że zamach na Alego Chameneiego uczynił z niego męczennika i ikonę, tak że jego śmierć uczyniła go jeszcze potężniejszym niż za życia. Jak zresztą można sobie choćby przez sekundę wyobrazić, że śmiercionośne i niszczycielskie bombardowania mogłyby doprowadzić do powstania irańskiego rządu, który nie byłby wrogi wobec bezprawnych i bezlitosnych agresorów? I jak można sądzić, że ponad 90-milionowa populacja współpracowałaby z reżimem narzuconym z zewnątrz po wojnie, której pierwszym aktem była masakra uczennic?

Organizacja polityczna Iranu jest jednocześnie pionową strukturą i mandalą. System republikański — z hierarchią parlamentu, ministrów i prezydenta — nadzorowany jest przez Najwyższego Przywódcę, autorytet religijny będący także widoczną twarzą "głębokiego państwa”, zasadniczej i centralnej osi władzy. To właśnie ona reprezentuje imperialno-religijną tradycję Iranu, sięgającą starożytności w praktykach politycznych i administracyjnych oraz epoki Safawidów (XVI wiek) w obecnym powiązaniu władzy pionowej z duchowieństwem zarazem hierarchicznym i policentrycznym.

Z perspektywy czasu dynastia Pahlawich jawi się jako modernizująca i świecka przerwa w historii współczesnej. Rewolucję islamską interpretowano jako fundamentalistyczny powrót do islamu, podczas gdy była ona przede wszystkim próbą przywrócenia równowagi wobec polityki Pahlawich, która była jednolicie i jednostronnie prozachodnia i "iranofilska”. Tak jak Pahlawi nie byli w stanie całkowicie zeuropeizować Iranu, tak Islamska Republika nie była w stanie całkowicie zislamizować kraju. Co więcej, w epoce Islamskiej Republiki proces "westernizacji" rozpoczęty przez Pahlawich trwał na tysiąc sposobów — często pośrednio — mimo polityki islamizacji i wbrew rewolucyjnym intencjom. Paradoksalnie Iran pod rządami Islamskiej Republiki jest pod wieloma względami bardziej nowoczesny niż w epoce Pahlawich, kiedy powierzchowna amerykanizacja nadawała pseudo-modernistyczną powłokę w dużej mierze archaicznemu reżimowi dyktatorskiemu.

Od ponad 20 lat nacjonalizm, zakazany w czasie rewolucji, ponieważ przeczył ponadnarodowemu ideałowi ummy (wspólnoty muzułmańskiej), stał się spoiwem łączącym Irańczyków. Nawet Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej od lat przedstawiany jest nie jako armia pretoriańska broniąca ideologii rewolucyjnej, lecz jako siła narodowa chroniąca naród irański. Chociaż ten nacjonalizm jest historycznie stosunkowo nowy i inspirowany Europą, ma on w rzeczywistości starożytne korzenie: jest nim tożsamość irańska, oparta na terytorium, które Irańczycy dominują politycznie i kulturowo od VI wieku p.n.e.

Rewolucja islamska może być postrzegana jako zerwanie z przeszłością, ale w rzeczywistości przedłużyła epokę Pahlawich na wiele sposobów, jednocześnie odwołując się do wielowiekowej tożsamości politycznej — imperialnej i religijnej. Islamska Republika kontynuowała rozwój przemysłu, infrastruktury, szkół i uniwersytetów zapoczątkowany przez Pahlawich. Choć Iran włączył do niektórych stanowisk i orientacji strategicznych agendę muzułmańską, w praktyce jego polityka jest bardziej imperialna niż ideologiczna, bardziej nacjonalistyczna niż pan-islamska i bardziej pragmatyczna niż doktrynalna. Po rewolucji islamskiej polityka przez około 10–15 lat była zdominowana przez ideały religijne i rewolucyjne, lecz dziś Islamska Republika funkcjonuje zasadniczo na osi nacjonalistyczno-imperialnej, która była główną cechą epoki Pahlawich i w rzeczywistości stanowi ciągłość irańskiej obecności od starożytności.

To właśnie sprawia, że idea zmiany reżimu jest problematyczna. Czy chcemy zmienić przywódców? Zostaną oni zastąpieni zgodnie z mechanizmami przewidzianymi w systemie politycznym (wybory lub nominacje). Czy chcemy zmienić sam system? Można bez wątpienia zmodyfikować pewne przepisy w schemacie organizacyjnym lub pewne mechanizmy systemu politycznego, lecz nie można naruszyć "głębokiego państwa”, fundamentalnej struktury władzy irańskiej zakorzenionej w historii. Czy chcemy więcej demokracji w Iranie? Czy naprawdę trzeba wyobrażać sobie powrót króla lub opozycji, które — aby kontrolować ogromny i heterogeniczny kraj — prawdopodobnie byłyby równie autorytarne jak poprzednie rządy? Czy nie byłoby bardziej właściwe — i zgodne z ewolucją społeczną oraz debatami w samym Iranie — wzmocnienie republikanizmu Islamskiej Republiki, ograniczenie wpływu politycznego instytucji niewybieralnych oraz redefinicja prerogatyw Najwyższego Przywódcy w sensie bardziej moralnym niż politycznym? Czy chcemy społeczeństwa bardziej liberalnego, mniej poddanego publicznej cenzurze? Od epoki reformistycznego prezydenta Mohammad Khatami i wraz z pojawieniem się nowych pokoleń, dzięki internetowi i po ruchu "Kobieta, Życie, Wolność” (2022), w Iranie zachodzi liberalizacja — często połowiczna i nieciągła, lecz rzeczywista — choć obecnie jest ona zagrożona przez środki bezpieczeństwa wprowadzone w wyniku wojny i jej następstw.

Nie należy się jednak łudzić: przez długi czas Iran prawdopodobnie będzie posiadał system polityczny o charakterze imperatywnym i silnie hierarchicznym, ponieważ ten sposób rządzenia ma swoje korzenie w patriarchalnej strukturze irańskich rodzin, w tradycjonalistycznej mozaice kraju oraz w zasadzie religijnego lub mistycznego przewodnictwa. Tendencje autorytarne są szeroko rozpowszechnione w całym spektrum politycznym — od reformatorów po konserwatystów — którzy chętnie narzucają odgórnie programy nacjonalistyczne, populistyczne, rozwojowe czy islamistyczne.

Ponadto tym, którzy uważają liberalną demokrację w stylu zachodnim za ostateczny ideał i "koniec historii”, należy przypomnieć, że liberałowie w Iranie są mniejszością i zawsze nią byli, a dyskurs liberalny jest głównie charakterystyczny dla irańskiej diaspory, zbyt zwesternizowanej, by zrozumieć kraj, który często zna bardzo słabo i który nie ogranicza się do eleganckich dzielnic północnego Teheranu. Dla wielu Irańczyków, nawet krytycznych wobec Islamskiej Republiki, najważniejsze nie jest koniecznie lub zawsze nasze zachodnie pojęcie wolności i nacisk na liberalizm, lecz raczej wartości tradycyjne, kulturowe, religijne i tożsamościowe. Zresztą wolność na Zachodzie jest względna, a sami mieszkańcy Zachodu — karmieni przez media głównego nurtu i algorytmy komercyjne — często nie zdają sobie sprawy, jak warunkowa jest ich wolność i jak bardzo sformatowana może być ich wizja świata. Długowieczność Islamskiej Republiki wynika z połączenia transformacji społecznej i restauracji kulturowej: umożliwiła ona awans społeczny jednostkom i grupom społecznym wykluczonym lub zmarginalizowanym w epoce Pahlawich, które dziś tworzą polityczny, administracyjny i intelektualny kręgosłup kraju; broniła również wartości, z którymi mogą identyfikować się grupy społeczne nie utożsamiające się z selektywną westernizacją i modernizmem Pahlawich.

Jeśli chodzi o Reza Pahlaviego, domniemanego następcę tronu, nie ma on wpływów politycznych, sieci kontaktów w Iranie ani doświadczenia. Niektórzy sugerowali scenariusz inspirowany królem Juan Carlos I w Hiszpanii lub ajatollahem Ruhollah Khomeini w 1979 roku. W obu przypadkach porównanie jest nietrafne. Juan Carlos zapewnił demokratyczną transformację w Hiszpanii, ponieważ Francisco Franco zmarł, a kwestia przyszłości politycznej była otwarta. W Iranie wszyscy są "na miejscu”. Najwyższy Przywódca Ali Chamenei został zabity, lecz rada tymczasowo go zastąpi, dopóki Zgromadzenie Ekspertów nie wyznaczy następcy. Jeśli umrze prezydent, zastąpi go wiceprezydent do czasu wyboru nowego w głosowaniu powszechnym.

Chomeini mógł przejąć władzę w 1979 roku dzięki sieci duchownych w Iranie, projektowi politycznemu określonemu już w 1970 roku oraz charyzmie kontrastującej z nepotystycznymi intrygami dworu Pahlawich. Reza Pahlavi opuścił Iran 47 lat temu, więc on i jego otoczenie dosłownie nie znają swojego kraju. Co ważniejsze, w oczach wielu Irańczyków Reza Pahlavi kojarzy się z amerykańskim imperializmem, który chce podporządkować Iran i sprowadzić go do roli satelity interesów izraelsko-amerykańskich. Współpraca z obcymi mocarstwami jest zresztą w pewnym sensie częścią losu rodziny Pahlawich: Reza Shah doszedł do władzy dzięki Brytyjczykom; został obalony w 1941 roku przez aliantów, którzy umieścili na tronie jego syna Mohammad Reza Pahlavi; ten ostatni zawdzięczał powrót do władzy po zamachu stanu przeciwko Mohammad Mossadegh w 1953 roku Stanom Zjednoczonym i Brytyjczykom. W przeciwieństwie do dziadka i ojca, którzy w rozsądny sposób skierowali Iran ku niezbędnej modernizacji przemysłowej, Reza Pahlavi wezwał do wojny przeciwko swoim „współobywatelom”, aby zaspokoić izraelsko-amerykańskie ambicje, których jest jedynie pionkiem.

Wreszcie nie można pominąć kulturowej przepaści między Irańczykami w Iranie a Irańczykami w diasporze. Istnieją pewne interakcje między obiema stronami, lecz ich odmienne trajektorie sprawiają, że mówią tym samym idiomem, lecz niekoniecznie tym samym językiem. Byłoby zatem niebezpieczną iluzją wyobrażać sobie, że Irańczycy w Iranie — którzy cierpieli przez dziesięciolecia — powitaliby z otwartymi ramionami diasporę, która w ślad za marionetkowym rządem narzuconym z zewnątrz przejęłaby ich miejsca pracy i stanowiska oraz narzuciła im polityczną i kulturową reorientację.

Wielka Gra

"Wielka Gra” była angielsko-rosyjską rywalizacją w Azji Środkowej. Obecna sytuacja wymaga szerszej perspektywy, obejmującej Eurazję i Azję. Aby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do XVI wieku. Hiszpanie i Portugalczycy zapoczątkowali tworzenie europejskich imperiów kolonialnych, a Portugalczycy dotarli do Zatoki Perskiej w 1507 roku. W następnym stuleciu Anglicy, Francuzi i Holendrzy zaczęli budować własne imperia kolonialne, przy czym Anglicy wyparli Portugalczyków z Zatoki Perskiej na początku XVII wieku. Persja (Iran) stopniowo stała się miejscem krzyżowania się obcych ingerencji — głównie brytyjskich i rosyjskich — które nasiliły się w XIX wieku. W 1907 roku Brytyjczycy i Rosjanie podzielili między siebie strefy wpływów w Iranie: południe przypadło Brytyjczykom, a północ Rosjanom.

Dopiero za zwesternizowanych rządów dynastii Pahlawich Iran odzyskał suwerenność, choć względną: Brytyjczycy zachowali znaczne wpływy aż do II wojny światowej, a następnie Amerykanie szeroko ingerowali w administrację, a nawet politykę Mohammad Reza Pahlavi aż do 1979 roku. Obalenie premiera Mohammad Mossadegh w 1953 roku przez Central Intelligence Agency pozostaje dla Irańczyków symbolem zawłaszczającej kontroli Stanów Zjednoczonych nad Iranem. Antyzachodni charakter rewolucji islamskiej miał więc na celu uwolnienie Iranu od politycznej, gospodarczej, a nawet kulturowej ingerencji zachodnich mocarstw trwającej co najmniej od początku XIX wieku. Ten suwerenny kierunek znajduje się w samym centrum irańskiego systemu i stanowi podstawę jego polityki protekcjonizmu oraz dążenia do niezależności: rządy mogą się zmieniać, lecz ten strukturalny czynnik pozostaje.

Demonizację Iranu przez Zachód od 1979 roku można więc również postrzegać jako kontynuację imperialnej polityki i wizji, która — nie mogąc już wpływać na Iran jak dawniej — próbuje kontrolować narrację (Iran jako siła negatywna) i uzasadniać środki (sankcje, naciski, operacje destabilizacyjne, a obecnie wojnę), mające go powstrzymać. W tym sensie chęć kontrolowania irańskiego programu nuklearnego, sięgająca jeszcze czasów Mohammad Reza Pahlavi, może być rozumiana jako kontynuacja wielowiekowej imperialnej polityki w regionie, która stworzyła z natury zniekształconą grę dyplomatyczną. Program nuklearny Iranu jest zatem tylko pretekstem: elementy negocjacji i reguły gry są stronnicze, a europejscy dyplomaci są albo oślepieni swoim zachodo-centryzmem i ignorancją historii, albo współuczestniczą w izraelsko-amerykańskich manipulacjach lub są przez nie wykorzystywani. Wrażliwość Iranu na kwestię palestyńską — którą państwa zachodnie chcą sprowadzić do ideologii — wynika z głębokiej świadomości imperializmu zachodniego, którego Iran doświadcza od ponad dwóch stuleci.

Z drugiej strony od I wieku p.n.e. Iran był ważnym ogniwem tego, co nazwano "Jedwabnymi Szlakami” — lądowymi połączeniami między Morzem Śródziemnym a Dalekim Wschodem. Geograficznie pozostaje on również kluczowym elementem nowych chińskich Jedwabnych Szlaków uruchomionych w 2013 roku. W zglobalizowanym świecie Iran ponownie stał się celem amerykańskiego neoimperializmu, który ożywia pięciowiekową zachodnią agendę imperialną i dąży do osiągnięcia co najmniej sześciu kluczowych celów:

  • kontrolowania Bliskiego Wschodu poprzez destabilizację i osłabienie centralnego elementu regionalnej układanki geopolitycznej, ponieważ Iran — spadkobierca imperium — jest jedynym bezpiecznym i stabilnym krajem regionu;

  • ochrony interesów finansowych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej, podporządkowanych Stanom Zjednoczonym, poprzez osłabienie jedynego kraju — Iranu — który mógłby stać się decydującym rywalem;

  • przerwania połączeń wschód-zachód (Morze Śródziemne–Azja) oraz północ-południe (Rosja–Iran–Indie) poprzez uderzenie w kraj stanowiący ich skrzyżowanie;

  • uderzenia w interesy Chin poprzez osłabienie ważnego dostawcy ropy i kluczowego ogniwa nowych tras handlowych;

  • przeciwdziałania wpływom Rosji poprzez osłabienie partnera, który stał się kluczowy w nowym porządku geopolitycznym związanym z rosnącą rolą krajów BRICS;

  • przejęcia kontroli nad zasobami kraju niezwykle bogatego w ropę (3. największe udokumentowane rezerwy na świecie) i gaz (2. największe rezerwy).

Historia starożytna uczy nas, że Iran jest świecką potęgą regionalną i pozostanie nią w przyszłości. Gdy islam dotarł w VII wieku, Wyżyna Irańska była już od ponad tysiąca lat "ziranizowana” przez kolejne imperia irańskie (Achemenidów, Partów i Sasanidów). W islamizowanym Wschodzie, nawet jeśli władcy byli głównie Arabami lub Turkami, kultura irańska stała się kulturą centralną i referencyjną. Rewolucja islamska stworzyła wrażenie kraju niestabilnego lub kruchego, ale może to być złudzenie optyczne: rewolucja zmieniła formy władzy, nie naruszając archetypów politycznych, wielowiekowych praktyk rządzenia ani podstawowych osi tożsamości. Struktura polityczno-religijna władzy w Iranie jest nowoczesna w formie, lecz starożytna w treści: od starożytności władza królewska była wspierana przez autorytet religijny. Zsekularyzowane rządy dynastii Pahlawich stanowią raczej wyjątek.

W konsekwencji Iran — osiowa cywilizacja Bliskiego Wschodu — nie upadnie. Po pierwsze, jest zbyt duży, by upaść. Po drugie, posiada fundamentalny rdzeń tożsamościowy: niezależnie od zmian w organizacji politycznej czy rewolucji pałacowych ta tożsamość pozostaje decydującą osią gwarantującą ciągłość irańskich tradycji. Wreszcie Iran od 2600 lat jest główną potęgą w swoim regionie. Jedynym krajem, który może z nim rywalizować, jest Turcja — spadkobierczyni imperium osmańskiego — lecz młodszego. Turcy osiedlili się w Azji Mniejszej dopiero od XI wieku n.e., podczas gdy indo-europejczycy przybyli na Wyżynę Irańską już w II tysiącleciu p.n.e. Gdyby trzeba było postawić na przyszłość jednego kraju, byłby to ten o najstarszych korzeniach i najpotężniejszym dziedzictwie kulturowym. Poza Turcją wszystkie pozostałe państwa regionu są stosunkowo młodymi konstrukcjami i charakteryzują się chroniczną niestabilnością lub strukturalnymi słabościami.

Dlaczego Zachód nie rozumie Iranu

Każdy, kto zna Iran, jest uderzony nieadekwatnym, jałowym lub nierozumnym charakterem zachodniej dyplomacji wobec tego kraju. Rewolucja islamska rzeczywiście wywołała nieufność i niezrozumienie między Iranem, Europą, Stanami Zjednoczonymi i Izraelem. Jednak czterdzieści siedem lat po tej rewolucji — mimo głębokich zmian w społeczeństwie irańskim — Zachód nadal postrzega Iran przez pryzmat uprzedzeń, które są co najwyżej niewystarczające, a w najgorszym przypadku całkowicie fantastyczne.

W zachodnim postrzeganiu Iranu dominują trzy poziomy uprzedzeń:

  • orientalizm opisany przez Edward Said;

  • islamofobia wywodząca się ze średniowiecza;

  • iranofobia powstała po rewolucji islamskiej.

Do tego dochodzi paradygmat neokolonialny, który uznaje kraje zachodnie za normę cywilizacji i arbitra dobra oraz zła. Państwa, które nie podzielają tej wizji, są delegitymizowane.

Kilka wniosków (w oczekiwaniu na koniec wojny)

Czterdzieści siedem lat presji, sankcji i propagandy przyniosło skutki odwrotne do zamierzonych:

  • wzmocniło frakcje izolacjonistyczne w Iranie;

  • zmilitaryzowało system polityczny;

  • zradykalizowało nawet umiarkowane środowiska;

  • wzmocniło jedność narodową;

  • zaszkodziło gospodarce, ale wzmocniło czarny rynek;

  • oddaliło Irańczyków od Zachodu.

Decyzja prezydenta George W. Busha o włączeniu Iranu do "osi zła” w 2002 roku osłabiła reformistów. Wycofanie się Donalda Trumpa z porozumienia nuklearnego w 2018 roku zmusiło Iran do zbliżenia z Chinami i Rosją. Dzisiejsza wojna tylko wzmocni antyzachodnie nastroje i przyspieszy zwrot Iranu ku Wschodowi.

Inwazja USA na Irak w 2003 roku — oparta na kłamstwie o broni masowego rażenia — zakończyła się strategiczną katastrofą i paradoksalnie wzmocniła Iran. Autor przewiduje, że podobnie będzie w obecnej wojnie: Iran wyjdzie z niej zwycięsko, wypierając Amerykanów z Zatoki Perskiej i stając się symbolem oporu wobec zachodniego neoimperializmu.

Jeśli w konflikcie przewaga wynika z równowagi sił i wiedzy, widać już, że kraje zachodnie padły ofiarą własnego kompleksu militarnej wyższości i zachodnio-centrycznego spojrzenia. To nie tylko porażka dyplomatyczna, lecz także polityczna, akademicka i epistemologiczna.

Żyjemy w paradoksalnych czasach. Nigdy wcześniej nie mówiono tak dużo o inteligencji (sztucznej i ludzkiej), a jednocześnie przywódcy polityczni, wojskowi i dyplomaci Zachodu rzadko byli tak niebezpiecznie ignorantami. Propaganda przeciwko Iranowi — budowana przez dekady — doprowadziła do poważnego zniekształcenia percepcji.

Wojna w tym przypadku nie jest kontynuacją polityki innymi środkami — jak pisał Carl von Clausewitz — lecz tragiczną konsekwencją ludzkiej porażki. Jak przypomina epicka księga Shahnameh autorstwa Ferdousiego, nic nie jest gorsze niż przygaszenie inteligencji. Wiedza bez mądrości jest bezwartościowa. Ci, którzy chcą żyć, muszą umieć umrzeć. A świat nie może przetrwać bez sprawiedliwości.