Jak (i kiedy) złoto może osiągnąć 10 000 dolarów - James Hickman, SchiffSovereign, 10.03.2026.

Perskie Imperium Sasanidów – znane również jako Imperium Irańczyków – stało się poważnym problemem dla Rzymu w połowie III wieku naszej ery. Irańczykami rządził niezwykle agresywny król o imieniu Shapur I, który nie miał wielkiego szacunku dla wielkości i autorytetu Cesarstwa Rzymskiego. A przy ograniczonej obecności Rzymu na Bliskim Wschodzie Shapur dostrzegł okazję do ataku.


Ze swojej stolicy w południowo-zachodnim Iranie Sasanidzi najechali na zachód, na ziemie rzymskie (dzisiejszą Syrię i Turcję). A 13-letni cesarz Rzymu, Gordian III, osobiście poprowadził armię, by odeprzeć nowego wroga. Rzymianie zostali jednak pokonani, a Gordian zginął. Jego następca, Filip Arab, wystąpił o pokój i zaoferował Shapurowi ogromną sumę pieniędzy, by zakończyć walkę. Nie trzeba dodawać, że Shapur wziął pieniądze… ale kontynuował wojnę.

Do roku 260 wojna przebiegała dla Rzymu bardzo źle. Jego siły były wyczerpane, skarbiec pusty, zapasy się kończyły. Podczas bitwy pod Edessą tego lata sam cesarz rzymski został pojmany przez siły irańskie… i poprowadzony z powrotem do Persji jako jeniec. Nie był to koniecznie TEN jeden moment, który wstrząsnął starożytnym światem. Rzym już wcześniej znajdował się w poważnych kłopotach – i wszyscy o tym wiedzieli.

Rzymska gospodarka była słaba. Inflacja zaczynała gwałtownie rosnąć. Korupcja polityczna była powszechna. Niegdyś wielkie imperium, które wznosiło niezwykłe dzieła architektury i inżynierii, nie potrafiło już właściwie niczego zrobić dobrze. Kiedy więc wieści o upokarzającej porażce, pojmaniu i przymusowym powrocie cesarza rzymskiego do Iranu rozeszły się po starożytnym świecie, ludzie prawdopodobnie tylko wzruszyli ramionami i pomyśleli: "no cóż, to oczywiste…”.

Jeszcze zaledwie sto lat wcześniej taka wiadomość zostałaby przyjęta z niedowierzaniem. Ale w III wieku skrajne porażki i niekompetencja Rzymu stały się czymś znormalizowanym… niemal oczekiwanym. Jednym z kluczowych skutków było to, że zagraniczne królestwa – z których większość chętnie handlowała z Cesarstwem Rzymskim, aby uzyskać dostęp do jego ogromnego i stosunkowo zamożnego rynku konsumenckiego – zaczęły tracić zaufanie do Rzymu… i do rzymskiej waluty.

Na przykład główna srebrna moneta Rzymu została zdewaluowana. 98% zawartości srebra za panowania Augusta w I wieku n.e. spadło do zaledwie 15% w połowie III wieku. Mimo to przez ponad dwa stulecia zagraniczni partnerzy handlowi Rzymu nadal używali tych mocno zdewaluowanych monet… po prostu dlatego, że Rzym miał ogromną i przerażającą armię. Łatwo to zrozumieć. Gdy wszyscy wierzą, że jesteś militarnym supermocarstwem, możesz pozwolić sobie na wręcz skandaliczne rozwadnianie swojej waluty.

Ale ta militarna porażka (a także pojmanie cesarza rzymskiego i poprowadzenie go do Persji) zniszczyła wizerunek rzymskiej niezwyciężoności. Nagle imperium zaczęło wyglądać na słabe… a partnerzy handlowi zbuntowali się. Z czasem kupcy zaczęli odrzucać rzymskie monety i zamiast tego domagać się zapłaty albo w towarach wysokiej jakości (takich jak przyprawy czy jedwab), albo w twardych aktywach – takich jak złoto.

Co ważniejsze, skoro zagraniczni kupcy nie chcieli już z nich korzystać, te rzymskie monety szybko wracały do kraju… a zalew waluty powracającej do rzymskiej gospodarki wywołał kolejny poważny epizod inflacji. Nie jest to szczególnie wyjątkowa historia. Cykl potęgi, wzlotu i upadku imperium, utraty statusu waluty rezerwowej – wszystko to jest dobrze znane z historii. I warto zastanowić się, czy nie jesteśmy świadkami podobnego cyklu także teraz.

Być może. Pomimo swoich problemów zawsze kibicowałem i zawsze będę kibicował Ameryce. I wielokrotnie argumentowałem wcześniej, że Stany Zjednoczone mają [wąskie] okno możliwości, aby uciec z grawitacyjnego pola swojej fiskalnej czarnej dziury… ponownie potwierdzić dominację dolara amerykańskiego… i przywrócić swoje miejsce na szczycie globalnego porządku. Pomaga w tym fakt, że gospodarka USA jest absurdalnie innowacyjna, że Europa w najbardziej niewyobrażalny sposób sama sobie strzela w stopę, a Chiny mają własne skrajne wyzwania demograficzne i gospodarcze. Dlatego wynik wciąż pozostaje niepewny.

Istnieje jednak wyraźna możliwość, że – podobnie jak Rzym w III wieku – partnerzy handlowi Ameryki mogą szybko odwrócić się od dolara amerykańskiego. W żaden sposób nie życzę sobie, aby tak się stało. Ale pewne dowody mamy już przed sobą. Cena złota jest oczywistym przykładem. Złoto nie jest jakąś "gówno-walutą" ani akcją-memem, która nagle stała się popularna w pokoju czatowym na Reddit.

Wzrost ceny złota, jak przewidywaliśmy i o którym informowaliśmy od lat, wynika z tego, iż zagraniczne rządy i banki centralne tracą zaufanie do Stanów Zjednoczonych. Widzieli amerykańskiego prezydenta ściskającego witającego się z powietrzem. Widzieli upokarzające wycofanie z Afganistanu. Widzieli, jak Departament Skarbu rutynowo zamraża aktywa dolarowe należące do zagranicznych państw. Widzieli ogromne deficyty budżetowe USA i Kongres niechętny, by to zatrzymać.

Wszystko to skłoniło zagraniczne rządy i banki centralne do przesunięcia zaledwie niewielkiej części swoich aktywów w dolarze amerykańskim do złota. I już ta niewielka (kilkaset miliardów dolarów) realokacja sprawiła, że złoto osiągnęło poziom 5000 dolarów. Szczerze mówiąc, myślę, że bardzo niewiele osób naprawdę docenia, jak bardzo cena złota może jeszcze wzrosnąć.

Cudzoziemcy posiadają ponad 40 bilionów dolarów w amerykańskich aktywach "zbliżonych do gotówki”, takich jak obligacje skarbowe, depozyty bankowe, fundusze rynku pieniężnego itd. A jeśli zaledwie kilkaset miliardów dolarów podniosło cenę złota do 5000 dolarów, to co się stanie, jeśli zainwestują w złoto, powiedzmy, 4 biliony dolarów? Nawet to stanowiłoby tylko 10%. Po przeprowadzeniu modelowania z użyciem kilku symulacji AI oraz przy niewielkiej pomocy analityków JP Morgan, cena złota na poziomie 10 000 dolarów oznaczałaby, że zagraniczne rządy i banki centralne skupią około 10 000 ton metrycznych w ciągu najbliższych kilku lat.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że byłoby to bezprecedensowe. Najwyższe roczne zakupy banków centralnych wyniosły 1 000 ton w 2024 roku, więc dosłownie nigdy wcześniej coś takiego się nie wydarzyło. Taki zwrot w stronę złota nastąpiłby tylko wtedy, gdyby pojawiła się kluczowa zmiana geopolityczna sygnalizująca, że inne kraje naprawdę całkowicie utraciły zaufanie.

Jest to mało prawdopodobne tak długo, jak Stany Zjednoczone są w stanie utrzymać dominację militarną. Ale właśnie dlatego tak wiele zależy od wyniku konfrontacji z Iranem.