Marksizm kulturowy przebrany za prawdziwą historię - Wanjiru Njoy, MisesWire, 14.03.2026.

Odkąd ludzie zaczęli ostrzegać przed zagrożeniem ze strony marksizmu kulturowego, główną linią obrony marksistów było zaprzeczanie wszystkiemu. Twierdzą, że ich krytycy mają halucynacje i walczą z cieniami. Marksiści kontrolujący uniwersytety utrzymują, że wolność akademicka ma się dobrze. Nikt nie został wykluczony z życia akademickiego za bycie konserwatystą. Żadni nauczyciele nie indoktrynują swoich studentów — oni jedynie uczą ich prawdziwej historii.


W tym świetle zrozumiałe jest, że administracja Trumpa przedstawiła swój atak na marksizm kulturowy jako troskę o "prawdziwą historię”. Rozporządzenie wykonawcze (EO - Executive Order) zatytułowane "Przywracanie prawdy i zdrowego rozsądku historii Ameryki” przedstawiało demontaż cywilizacji zachodniej jako projekt rewizjonistyczny. Nie martwcie się, uczciwi obywatele, wasz prezydent dopilnuje teraz, aby historia nie była błędnie rewidowana – obiecał.

Słabość tej strategii jest oczywista. Samo rewidowanie historii nie jest niczym złym. Historia nie jest wykuta w kamieniu. Historycy regularnie kwestionują dominujące interpretacje i w razie potrzeby je rewidują. Problem nie polega na tym, że uniwersytety rewidują historię, lecz na tym, że indoktrynują studentów w trujących dogmatach marksizmu kulturowego. Problem wskazany w EO nie jest jedynie historycznym rewizjonizmem, choć administracja Trumpa bardzo starała się tak go przedstawić. Jak wyjaśnia EO:

…poprzednia administracja [Bidena] sponsorowała szkolenia prowadzone przez organizację, która opowiada się za demontażem „zachodnich fundamentów” i "kwestionowaniem instytucjonalnego rasizmu”, oraz wywierała presję na strażników parków historycznych, aby ich tożsamość rasowa decydowała o tym, w jaki sposób przekazują historię odwiedzającym Amerykanom, ponieważ Ameryka rzekomo jest rasistowska.

…Instytucja Smithsonian w ostatnich latach znalazła się pod wpływem dzielącej ideologii skoncentrowanej na rasie. Ta zmiana promuje narracje przedstawiające amerykańskie i zachodnie wartości jako z natury szkodliwe i opresyjne.

Narodowe Muzeum Historii i Kultury Afroamerykańskiej ogłosiło, że "ciężka praca”, "indywidualizm” i "rodzina nuklearna” są aspektami "białej kultury”. Planowane Muzeum Historii Amerykańskich Kobiet Smithsonian zamierza celebrować wyczyny męskich sportowców biorących udział w kobiecych zawodach sportowych. To tylko kilka przykładów.

Potępienie białych Amerykanów jako rasistów nie jest "rewizjonistyczną historią”. To atak motywowany ideologicznie, podszywający się pod historię. Obrona kraju nie jest projektem historycznym. Jest nieodłączną częścią prawa do samoobrony. Nie ma obowiązku siedzieć i patrzeć, jak twoje społeczności są niszczone pod płaszczykiem prawdziwej historii. Bardziej trafne byłoby nazwanie EO "Odrzuceniem marksizmu kulturowego”. Marksizm kulturowy to toksyczna i destrukcyjna ideologia. Antony Mueller wyjaśnia:

Inną nazwą neo-marksizmu, który zyskuje coraz większą popularność w Stanach Zjednoczonych, jest "marksizm kulturowy”. … Teoria marksistowska kwitnie dziś w instytucjach kultury, w świecie akademickim oraz w mediach masowych.

Biorąc pod uwagę fatalną reputację marksizmu, jedynymi, którzy mogą zyskać na przedstawianiu marksizmu kulturowego jako "rewizjonizmu historycznego”, są marksiści. Wiedzą, że ich idol, Karol Marks, jest siewcą śmierci i zniszczenia. Z pewnością chętnie zrobiliby z niego zwykłego rewizjonistę historycznego. David Gordon wyjaśnia:

Marksa często przedstawia się jako człowieka motywowanego miłością do klasy robotniczej, jeśli nie do całej ludzkości. W rzeczywistości, już od czasów studiów uniwersyteckich okazywał pogardę i nienawiść wobec mas, które uważał za stojące poniżej niego. Jak pisze McMeekin: "Zamiast doceniać szczęśliwy los, który pozwalał mu prowadzić to przyjemne życie w bezczynności [umożliwione dzięki kieszonkowemu od ojca], Marks pisał poezję pełną gniewu i mizantropii. W Savage Saga, opublikowanej w styczniu 1841 r., dwudziestodwuletni Marks gromił, że ludzie są zmęczeni, puści i przerażeni — ‘małpy zimnego Boga’, Boga, który ostrzegał swoje małpy: ‘Rzucę gigantyczne klątwy na ludzkość’.” W tym kontekście McMeekin mógłby również wspomnieć książkę pastora Richarda Wurmbranda Marx and Satan (Crossway, 1986). Przyjęcie przez Marksa lucyferiańskiej persony było w istocie częstym motywem dziewiętnastowiecznego romantyzmu, analizowanym w słynnej książce Marion Praz The Romantic Agony (Oxford, 1930).

Marksiści woleliby skupić się na debatach o niewolnictwie. Zapomnijcie, że Marks był lucyferianinem, może omówimy fakt, że George Washington i William Penn posiadali niewolników? Żadna inna historia niewolnictwa ich nie interesuje – interesuje ich tylko ta jej część, którą można wykorzystać do zniszczenia cywilizacji zachodniej.

Przedstawianie marksizmu kulturowego jako "debaty historycznej” jest zatem dla marksistów sukcesem wizerunkowym. Upierają się, że ich plany nie mają charakteru ideologicznego. Twierdzą, że wystawy o niewolnictwie, które są przedmiotem rozporządzenia wykonawczego, są jedynie "tablicami informacyjnymi” i zawierają „materiały edukacyjne na temat historii niewolnictwa”.

Gdyby była to rzeczywiście debata o historii – jak nierozsądnie przyznaje EO – wówczas aktywiści mieliby rację, twierdząc, że nie możemy oczekiwać, że politycy będą rozstrzygać debaty historyczne za pomocą dekretów wykonawczych. Z pewnością nie powinniśmy wymazywać wystaw historycznych tylko dlatego, że politycy nie lubią określonej interpretacji historycznej.

"Debatuj o historii, nie wymazuj jej!” – krzyczą przebudzeni historycy, gdy ich marksistowskie eksponaty zostają zdemontowane. Ale ich prawdziwe motywy ujawniają się w deklarowanym pragnieniu "pomszczenia przodków” za zło niewolnictwa.

Koalicja Avenging The Ancestors — organizacja afroamerykańskich historyków, aktywistów i innych osób — była jednym z liderów wysiłków mających na celu przywrócenie tablic dotyczących wystawy o niewolnictwie.

Twierdzą oni, że EO jest próbą "przepisania i wybielenia historii” przez administrację Trumpa. Na tej podstawie uzyskali nakazy sądowe, że tablice muszą zostać przywrócone. Rozradowany burmistrz Filadelfii powiedział: "Dziś świętujemy powrót naszej historii w tym ważnym miejscu.” Jedna z aktywistek była wzruszona do łez na widok powrotu swojej "historii”.

"Cóż, to ważne. To ważne” — powiedziała Cardillino. "To się wydarzyło. To się wydarzyło i jest częścią naszej historii. Nie można temu zaprzeczyć. Nie chodzi tylko o 6th i Market. Nie chodzi tylko o Filadelfię. Nie chodzi tylko o Pensylwanię. To była właściwa rzecz do zrobienia dla naszego kraju.”

To oczywiście ci sami aktywiści, którzy zniszczyli liczne zabytki na Południu. Zszokowali świat, niszcząc Monument Avenue w Richmond w Wirginii. Oblali różową farbą pomnik Jeffersona Davisa, zawiązali mu pętlę na szyi i zburzyli go. Wzięli siekierę do pomnika Stonewalla Jacksona i przekształcili go w coś, co "New York Times” z podziwem określił jako "rodzaj stopionej, zmutowanej groteski”. Sama artystka określała swoją groteskową sztukę jako "pewnego rodzaju widmo”. Szaleli na cmentarzach, niszcząc nagrobki. Pomnik Roberta E. Lee, który stał w Charlottesville w Wirginii, został wrzucony do pieca.

"Dziś pomnik zostaje usunięty i jesteśmy o jeden mały krok bliżej bardziej doskonałej unii” — powiedziała ówczesna burmistrz Nikuyah Walker.

Używają palnika, aby naciąć głowę posągu w wzór maski pośmiertnej. Twarz Lee spada na podłogę z głośnym brzękiem.

Twierdzenie neo-marksistów, że interesuje ich jedynie historyczna dokładność, zostaje obalone przez ich własny destrukcjonizm. Historyk Clyde Wilson ma więc rację, ostrzegając, że nie jest to debata o historii - "nie jesteśmy w sporze o interpretację przeszłości”. Wilson zauważa:

Nie interesuje ich zrównoważone rozważanie dowodów historycznych. Dla nich historia jest abstrakcją i narzędziem władzy nad innymi.

Ataki na Południe, w szczególności, są zaprzeczeniem utrwalania historii. Ich celem, jak zauważył Wilson, jest to, że "Columbia w Karolinie Południowej musi stać się nieodróżnialna od Columbus w Ohio, co jest jedynie małym i wczesnym krokiem na drodze do Nowego Porządku Świata”. Marksiści kulturowi mają nadzieję, że tam, gdzie hasło "robotnicy całego świata, zjednoczcie się”, poniosło porażkę, hasło, że wszyscy jesteśmy obywatelami Jednego Świata, może odnieść sukces..

Ale chwila — mówią marksiści. Znowu walczycie z cieniami. Czy Nowy Porządek Świata nie jest tylko teorią spiskową? Propagatorzy marksizmu kulturowego wiedzą, że kpina jest potężną bronią polityczną, więc wyśmiewają swoich krytyków jako zwolenników teorii spiskowych — ale jednocześnie jako pierwsi protestują przeciwko wyśmiewaniu ich własnych projektów w duchu woke. "Przestańcie się z nas naśmiewać!” — wołają.

Problemem jest ton wrogości, ton szyderstwa.… Jedną rzeczą byłaby przenikliwa krytyka. Proszę bardzo. Ale to szyderstwo, ta złośliwa wrogość naprawdę mnie niepokoi.

Denerwują się, gdy są wyśmiewani, a jednocześnie wyśmiewają konserwatystów za strach przed nieistniejącym "tajnym autorytetem globalistycznym”. Z pewnością nie ma żadnego tajnego autorytetu globalistycznego, ponieważ cele neomarksistów są dalekie od tajnych. Są one jawnie publikowane. W 2018 roku Brian Balfour zauważył, że:

Weźmy na przykład książkę z 1985 roku Hegemony and Socialist Strategy, napisaną przez socjalistycznych teoretyków Ernesto Laclau i Chantal Mouffe. W rzeczy samej idee, które zainspirowały tę książkę, zostały uchwycone w artykule Laclau i Mouffe opublikowanym pod bardziej wymownym tytułem "Socialist Strategy, Where Next?” w styczniowym numerze Marxism Today z 1981 roku.

Zaprzeczają oni, że ruch polityki tożsamości oraz ich "teorie krytyczne” — które, jak twierdzą, w ogóle nie istnieją — mają cokolwiek wspólnego z marksizmem. "Czy ty w ogóle wiesz, czym jest marksizm?” — szydzą. Jednak ich marksistowskie korzenie są oczywiste:

Marks i marksizm często pojawiają się w tekstach, które ukształtowały ten ruch. Gramsci jest z kolei cytowany z aprobatą przez kilku autorów w antologii esejów z 1995 roku, która służy jako biblia CRT, Critical Race Theory: The Key Writings that Formed the Movement [1995] — którą zwolennicy CRT, w kolejnym nawiązaniu do Mao, nazywają „Wielką Czerwoną Książką”. I, żeby nikt nie zapomniał, frankfurcki Instytut Badań Społecznych, z którego wywodzi się niemiecki poprzednik CRT — teoria krytyczna — został założony w 1922 roku przez członków różnych partii komunistycznych, aby pomóc w promowaniu marksizmu na Zachodzie.

Wilson ma zatem prawo ostrzegać, że "nieustanny napływ kłamstw wymierzonych w nasze dziedzictwo to coś więcej niż seria drobnych potyczek o interpretację historii”. Udają, że są zainteresowani reinterpretacją historii, podczas gdy kierują nimi zemsta i destrukcja.

Jak to ujmuje Wilson, "nie są to ludzie, których możemy pozyskać, przedstawiając dowody historyczne”. Prawda jest taka, że ​​„nie toczymy walki o interpretację historyczną; znajdujemy się w wojnie o naszą kulturę.