Historyczna zmiana rysuje się na horyzoncie - Andreas Mylaeus, ForumGeopolitica, 18.03.2026.
Kontrola nad Cieśniną Ormuz może położyć kres opartej na długu dominacji finansowych oligarchii z City of London i Wall Street.

Ewangelia Mateusza (21:12–13): Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich, którzy tam kupowali i sprzedawali; powywracał stoły bankierów i ławy sprzedawców gołębi. I powiedział do nich: "Napisane jest: ‘Mój dom będzie nazwany domem modlitwy’, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców.”
Wprowadzenie
Każdy, kto śledzi bieżące wydarzenia na świecie, nie może nie kręcić głową: anglosaski "agresor” po raz kolejny daje się wciągnąć w wojnę, której nie może wygrać. Na Ukrainie już mierzy się z przeciwnikiem, który pokazuje mu granice jego realnej siły, a teraz przeciera oczy ze zdumienia, zastanawiając się, jak to możliwe, że "podludzie” w Persji nie poddają się dobrowolnie i nie godzą się na poddaństwo w obliczu nadciągającej amerykańskiej armady.
Biorąc pod uwagę rzeczywisty układ sił (poziom technologiczny irańskiego uzbrojenia w dziedzinach ISR (Intelligence, Surveillance, Reconnaissance) i technologii rakietowej, warunki topograficzne i demograficzne Iranu, jedność i determinację narodu irańskiego oraz aktywne wsparcie bardzo potężnych sił, takich jak Rosja i Chiny), wielu racjonalnych doradców wojskowych ostrzegało USA i Izrael, że ten atak na Iran — który pod każdym względem narusza prawo międzynarodowe - doprowadzi do poważnych niepowodzeń w ich planie dalszego podporządkowania sobie regionu.

Przypomina to Herodota, który donosi, że Krezus (nomen est omen), król Lidii (ok. 595–546 p.n.e.), zasięgnął przepowiedni wyroczni delfickiej przed atakiem na imperium perskie pod wodzą Cyrusa II: "Czy powinienem iść na wojnę przeciw imperium perskiemu?” Odpowiedź wyroczni miała brzmieć: "Jeśli przekroczysz rzekę Halys, zniszczysz wielkie imperium.” Krezus zinterpretował niejednoznaczną wypowiedź wyroczni zgodnie ze swoimi życzeniami. Ostatecznie jednak to Lidia została podbita przez Persję, a nie odwrotnie. Dzisiejszy wynik może wkrótce być podobny dla Zachodu.

Dlaczego ta wojna i dlaczego teraz?
Istnieje wiele teorii dotyczących przyczyn i momentu tej wojny USA i Izraela przeciwko Iranowi. Chcielibyśmy dodać tu jeszcze jedną perspektywę.
Wielu słusznie zauważyło, że propagandowe uzasadnienia ataków militarnych na Iran są bezpodstawne. Iran nie stanowi zagrożenia militarnego dla Zachodu, a tym bardziej dla Stanów Zjednoczonych. Jego sprzęt wojskowy ma charakter czysto defensywny. Nie jest też "eksporterem" ataków terrorystycznych na Zachód. W zakresie, w jakim wspiera Hezbollah, Ansarallah w Jemenie, irackie milicje czy inne ugrupowania, nie są to terroryści, lecz siły wyzwoleńcze broniące się przed kolonizacją swoich krajów przez Zachód. Argument, że Stany Zjednoczone powinny były przeprowadzić atak wyprzedzający na Iran, gdyż amerykańscy żołnierze w bazach w regionie również zostaliby zaatakowani w przypadku spodziewanego irańskiego kontrataku na zbliżającą się agresję izraelską, jest z natury sprzeczny i całkowicie niejasny. Izraelski atak na Iran jest możliwy tylko za zgodą Ameryki. Nie ma mowy o samoobronie USA. Wszystkie te "uzasadnienia” są oczywiście naciągane. Ale w tym geostrategicznym świecie nic nie dzieje się przypadkiem. Co więc się naprawdę dzieje?
Podejścia wyjaśniające
W swoim blogu The New Atlas z 12 lutego 2026 roku Brian Berletic słusznie zauważył, że plany tej wojny istniały od dziesięcioleci. Strategia polegająca na tym, że Stany Zjednoczone najpierw wysłały Izrael, a dopiero potem "przyszły mu z pomocą”, również była częścią tego planu. Decyzja o ataku na Iran była nieodwołana od dziesięcioleci. Gdy tylko Iran obalił amerykański marionetkowy reżim w latach 70. XX wieku, Stany Zjednoczone były zdeterminowane, by to odwrócić. I właśnie do tego dążą od tamtej pory. I to właśnie kieruje obecnie decyzjami administracji Trumpa. Nie podejmuje ona tych decyzji nagle od nowa. Raczej, tak się składa, że ta administracja po prostu stanowi polityczną twarz ciągłości programu w tym konkretnym momencie. Podobnie jak wcześniej, Berletic powołuje się na odpowiednie dokumenty strategiczne amerykańskich think tanków.
5 marca 2026 roku Wolfgang Bittner ponownie odniósł się na naszym blogu do legendarnego wywiadu udzielonego przez czterogwiazdkowego generała Wesleya Clarka dla Democracy Now! w 2007 roku, w którym Iran został wymieniony jako siódmy kraj na liście państw regionu Morza Śródziemnego przeznaczonych do zniszczenia. Clark powiedział, że bezpośrednio po ataku na World Trade Center 11 września 2001 roku istniał plan zmiany reżimu i wojen na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Oprócz Afganistanu na liście znalazło się siedem innych państw: Irak, Syria, Liban, Libia, Somalia, Sudan i wreszcie Iran. Interwencje przeciwko sześciu z tych państw zostały stopniowo "przepracowane”. Pozostał tylko Iran, a wojna ta toczy się teraz po latach intryg, podżegania i sankcji.
Listę tę sporządzili Donald Rumsfeld (sekretarz obrony w administracji prezydenta George’a W. Busha do grudnia 2006) i Paul Wolfowitz (zastępca sekretarza obrony ds. polityki w administracji George’a H. W. Busha; w latach 80. pełnił funkcję szefa sztabu Pentagonu w administracji sekretarza obrony Caspara Weinbergera. Zajmował również kilka stanowisk w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA).
Lawrence Wilkerson, emerytowany pułkownik armii amerykańskiej i były szef sztabu Departamentu Stanu pod przewodnictwem sekretarza stanu Colina Powella, zwrócił uwagę w wywiadzie udzielonym Nimie R. Alkhorshidowi (Dialogue Works) 10 marca 2026 roku, że już Winston Churchill był zagorzałym zwolennikiem ruchu syjonistycznego. Churchill postrzegał utworzenie żydowskiej kolonii w Palestynie jako szansę na promowanie brytyjskich interesów na Bliskim Wschodzie, a jednocześnie polityczne pozyskanie diaspory żydowskiej. Dzięki bliskim powiązaniom z politykami amerykańskimi, a zwłaszcza z prezydentem Harrym S. Trumanem, był w stanie wpłynąć na klimat polityczny w USA w kwestii Mandatu Palestyny. Również w tym przypadku Wilkerson dostrzega ciągłość programu wykraczającą poza ten kontekst historyczny – choć tym razem nie tylko ze strony USA. W tej rozmowie wymienia nazwiska faktycznych inicjatorów obecnych działań wojennych w Azji Zachodniej. To "zwyczajowi podejrzani”, zainteresowani destabilizacją. Lichwiarska oligarchia w Londynie i gdzie indziej. Tam również wciąż pojawia się nazwisko Rothschild.
Modele biznesowe Rothschildów
W rzeczywistości można je streścić w dość prostym wzorze. W całej historii potencjalni władcy napotykali problem. Aby zbudować armię zdolną do projekcji siły, przekształcali produktywną część populacji w nieproduktywnych wojowników (lub najemników), którzy nie wnosili nic do realnej gospodarki kraju. Żołnierzy tych trzeba było wyposażyć, zakwaterować i wyżywić – kosztem reszty ludności. Sprzęt, mieszkania i żywność były kosztowne (Napoleon: "Armia maszeruje na żołądkach”). Podatki nie wystarczały na pokrycie tych kosztów. Co zrobić?
Dżentelmeni spod herbu "Czerwonej Tarczy' chętnie pomagali. Ale oczywiście nie za darmo. Najpierw dobroczyńca pobiera tzw "zniżkę". Wypłaca więc tylko część wartości nominalnej pożyczki – np. 90% – a pozostała część (10%) jest zatrzymywana. Pożyczkobiorca musi jednak zapłacić odsetki od pełnej wartości nominalnej. A potem pojawia się kwestia zabezpieczenia. Potencjalny dłużnik oddaje więc wszystkie swoje zasoby lichwiarzowi. Ponieważ oczywiście nie może spłacić pożyczki (co lichwiarz brał pod uwagę od samego początku), lichwiarz staje się właścicielem wszystkich zasobów kraju (w tym jego sił wytwórczych – takich jak zdolność ludzi do pracy, ich wiedza, wykształcenie, doświadczenie i umiejętności, a także organizacja pracy w kraju) – na zawsze – a odsetki, rzecz jasna, nadal narastają.
Zgodnie z pisemną, przedstawiającą wydarzenia w korzystnym dla siebie świetle historią rodziny autorstwa Nialla Fergusona – historyka zatrudnionego i opłacanego wówczas w tym celu w związku z publikacją "Rothschildowie – prorocy pieniądza – cz. I, II” – właśnie taki model biznesowy stanowił od samego początku podstawę ich działalności.
"Wszystkie współczesne wojny są sporem o pieniądze” - (Henry Dudas do Williama Pitta na początku wojen z rewolucyjną Francją – cytat Nialla Fergusona, Historia Rothschildów, tom I, s. 84)
Staje się to całkiem oczywiste na przykład w kontekście dojścia do władzy Nathana Rothschilda na początku XIX wieku, kiedy to był on najważniejszym "łącznikiem finansowym” między rządem brytyjskim a polami bitew kontynentu, gdzie w latach 1814 i 1815 rozstrzygały się los Europy (Niall Ferguson, dz. cyt., s. 85 i nast.).
Warto poświęcić czas na szczegółową lekturę opus magnum Fergusona – pomimo wszelkich wybieleń i łagodzenia (zwłaszcza jeśli chodzi o współczesność), można się z niego dowiedzieć wielu ważnych rzeczy, które pomagają wyjaśnić obecny stan świata. Na przykład tego, że pożyczkodawca oczywiście niekoniecznie musi pożyczać własne pieniądze. Wręcz przeciwnie: pożyczanie cudzych pieniędzy pomaga rozłożyć ryzyko. Wystarczy, by ugruntować swoją pozycję na "rynku pieniężnym”. Oprócz istotnej anonimowości ("rynek pieniężny” zamiast nazwisk i adresów), prowadzi to do dodatkowych zysków: tylko część odsetek otrzymanych od dłużnika jest przekazywana ostatecznym wierzycielom. Co więcej, można również handlować obligacjami rządowymi ze wszystkich stron, kupując je tanio i odsprzedając drożej.
W tym kontekście pomocna jest oczywiście globalna sieć informacyjna, która przyćmiewa sieci poszczególnych państw – "neutralny” wierzyciel, który obsługuje wszystkie strony, otrzymuje również niezbędne informacje od wszystkich stron (oczywiście warunkiem koniecznym jest dyskrecja). Sposób powstania tej prywatnej sieci wywiadowczej można również wywnioskować z wyżej wymienionych prac. Nic więc dziwnego, że niejaki pan Epstein utrzymywał doskonałe stosunki z agencjami wywiadowczymi wszystkich stron. Niejaki pan Macron był zatrudniony przez Rothschild & Co, a niejaki pan Merz był przewodniczącym rady nadzorczej BlackRock Asset Management Germany w latach 2016–2020.

Poniższy obraz mówi więcej niż tysiąc słów. (Jak mawiają wykształceni ludzie: "Na ubranych ludzi się nie wskazuje gołym palcem”).

Kto komu mówi, jak tu się sprawy mają? (Sir Evelyn Rothschild z królem Karolem) Motto: "Kto płaci za dudziarza, ten wybiera melodię!” (popularne przysłowie)
Najgorszy wróg globalnych lichwiarzy
Ten krótki przegląd złożonych modeli biznesowych tych lichwiarzy pokazuje, że są oni zasadniczo zależni od znalezienia rządów lub ich przywódców, którzy są skłonni zaciągnąć długoterminowy dług na "rynku pieniężnym” – tak jak Niemcy robią to obecnie ze swoimi tzw. "funduszami specjalnymi”. Jednak gdy główne państwa przechodzą w kierunku tworzenia suwerennej (tj. nieuzależnionej trwale od długu) realnej gospodarki, aby zapewnić byt swoim obywatelom, podcina to wierzycielom grunt pod nogami. Widzimy tu zatem jeden z najważniejszych powodów wojen na Ukrainie, a teraz z Iranem: Rosja, Chiny i Iran są niedostępne dla krwiopijców. Muszą więc zostać zmuszeni do uległości, zanim ich polityka, zorientowana na suwerenną realną gospodarkę, rozprzestrzeni się na cały świat.
Historycznym przykładem "skutecznego” prowadzenia tej walki o władzę między globalną gospodarką finansową a realną gospodarką na korzyść własnego narodu są Stany Zjednoczone.
Przykład Stanów Zjednoczonych
Po II wojnie światowej Stany Zjednoczone Ameryki były zdecydowanie największym wierzycielem na świecie. Dziś jednak są największym dłużnikiem na świecie. Finansowa oligarchia może zatem powiedzieć: misja wykonana.
Ta zmiana nastąpiła stopniowo, poprzez szereg wydarzeń gospodarczych i politycznych oraz w wyniku odpowiednich decyzji podmiotów krajowych. Po 1945 roku Stany Zjednoczone zajmowały wyjątkową pozycję: Europa i Japonia zostały zdewastowane przez wojnę. USA odpowiadały za około połowę światowej produkcji przemysłowej. Posiadały lwią część światowych rezerw złota. Wiele krajów było im winnych pieniądze. Wraz z międzynarodowym systemem z Bretton Woods (1944) dolar stał się światową walutą rezerwową. Inne waluty zostały powiązane z dolarem, a dolar z kolei ze złotem. Umożliwiło to Stanom Zjednoczonym udzielanie międzynarodowych pożyczek i realizację programów finansowych, takich jak Plan Marshalla.
Począwszy od lat 60. XX wieku rozpoczęły się zmiany strukturalne. Wysokie koszty wojny w Wietnamie (wojna koreańska odegrała tu już pewną rolę) oraz szeroko zakrojone programy socjalne administracji Lyndona B. Johnsona. Rosnące inwestycje zagraniczne amerykańskich firm doprowadziły do tego, że więcej dolarów wypływało za granicę niż wracało w formie zysków z eksportu.
W 1971 roku prezydent Richard Nixon został zmuszony do porzucenia powiązania dolara ze złotem z powodu i tak już ogromnego długu publicznego. Doprowadziło to do upadku systemu z Bretton Woods. Dolar stał się walutą czysto fiducjarną. Stany Zjednoczone mogły teraz znacznie łatwiej finansować deficyty. Inne kraje nadal utrzymywały rezerwy dolarowe, ponieważ dolar pozostał światową walutą rezerwową.
W latach 80., za prezydentury Ronalda Reagana, nastąpiły znaczne cięcia podatkowe i gwałtowny wzrost wydatków wojskowych. W rezultacie dług publiczny ponownie gwałtownie wzrósł. Jednocześnie pogłębiał się utrzymujący się deficyt handlowy: Stany Zjednoczone importowały więcej niż eksportowały. Różnica została sfinansowana napływem kapitału z Europy, a później, w szczególności, z Japonii i Chin, ponieważ kraje te nadal nabywały duże ilości amerykańskich obligacji rządowych.
Już w latach 50. XX wieku rozpoczął się proces globalizacji i deindustrializacji, który później nasilił się w różnych falach (np. podczas recesji w latach 70.). Znaczna część produkcji przemysłowej została przeniesiona za granicę, najpierw do Meksyku, a następnie do Chin i Azji Południowo-Wschodniej. Stany Zjednoczone przeszły transformację z gospodarki realnej w gospodarkę opartą niemal wyłącznie na finansach.
Rozwój kapitału finansowego w latach 70., a zwłaszcza w latach 80. (nie tylko w Stanach Zjednoczonych), oznaczał, że zyski i władza w coraz większym stopniu pochodziły nie z produkcji dóbr, ale z transakcji finansowych, kredytów, obrotu giełdowego i przepływów kapitału. Sprzyjały temu na przykład decyzje polityczne podjęte za prezydentury Ronalda Reagana, które zniosły wiele ograniczeń dotyczących banków i przepływu kapitału (deregulacja bankowości, zniesienie wielu ograniczeń kapitałowych, liberalizacja rynków akcji). Ułatwiło to znacznie inwestowanie kapitału na arenie międzynarodowej. Główne instytucje finansowe, takie jak Goldman Sachs, JPMorgan Chase, Morgan Stanley i inne, zaczęły inwestować globalnie. Instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy promowały liberalizację i swobodny przepływ kapitału na całym świecie. Głównymi motorami tego rozwoju byli dwaj panowie.

Dwóch filantropów: Lord Jacob Rothschild, 4. baron Rothschild, i David Rockefeller w bibliotece kamienicy Davida Rockefellera w Nowym Jorku, maj 2012 (zdjęcie Annie Leibovitz).
Odegrali decydującą rolę w utracie suwerenności gospodarczej Stanów Zjednoczonych. Kraj znalazł się teraz całkowicie pod kontrolą "rynków finansowych” – a wraz z nimi całego świata zachodniego, który nie tylko chętnie przyjął ten system, ale także zrobił wszystko, co w jego mocy, aby go promować i rozwijać, aż do momentu własnej deindustrializacji.
Dolar jako waluta globalna
Mimo to dolar pozostał najważniejszą walutą świata. Wiele krajów nadal inwestuje swoje nadwyżki eksportowe w obligacje skarbowe USA – aczkolwiek w znacznie mniejszych ilościach.
"Rynek finansowy” (czyli w zasadzie kto?) zapewnił zakup tych coraz bardziej bezwartościowych obligacji skarbowych. Wiele banków i instytucji finansowych na całym świecie jest zobowiązanych lub decyduje się na posiadanie amerykańskich obligacji skarbowych, aby spełnić wymogi regulacyjne. Na przykład ramy Bazylejskie, międzynarodowy zbiór przepisów dla banków, określają, ile kapitału i płynności muszą posiadać banki, aby zabezpieczyć się przed ryzykiem. Publicznie deklarowanym celem jest zapobieganie kryzysom bankowym i zwiększenie stabilności systemu finansowego.
Zgodnie z ramami Bazylea I, Bazylea II i Bazylea III aktywa banku są ważone według ryzyka. W przypadku wielu obligacji rządowych emitowanych przez kraje o wysokim ratingu – zwłaszcza Stany Zjednoczone – waga ryzyka wynosi około 0%. Oznacza to, że bank może posiadać duże ilości amerykańskich papierów wartościowych skarbowych bez konieczności gromadzenia dodatkowego kapitału. Z kolei banki muszą utrzymywać rezerwy kapitałowe na pożyczki korporacyjne lub osobiste. Właśnie dlatego obligacje rządu USA są bardzo atrakcyjne dla banków z perspektywy regulacyjnej. Należy jednak zauważyć, że waga ryzyka wynosząca około 0% dla takich instrumentów dłużnych nie ma żadnego uzasadnienia w realnej gospodarce – wręcz przeciwnie. Każdy, kto nie może spłacić swoich długów z powodu braku produktywności, powinien być w rzeczywistości uznany za dłużnika wysokiego ryzyka. "Rynkowi finansowemu” w ten sposób, poprzez swoje regulacje i propagandę, udaje się sprzedać taką fikcję jako realne aktywa. To jedyny sposób na stworzenie trwałego popytu na amerykański dług rządowy.

Henry Kissinger i książę Fahd z Arabii Saudyjskiej w Waszyngtonie 8 czerwca 1974 r.
W tym kontekście nie można pominąć petrodolara. Po tym, jak Arabia Saudyjska obiecała Stanom Zjednoczonym 8 czerwca 1974 roku, że handel ropą naftową na Bliskim Wschodzie będzie możliwy wyłącznie w dolarach, wszystkie kraje na świecie, które opierały swoją energię na ropie naftowej, musiały najpierw uzyskać dolary, aby móc ją kupić. To w dużej mierze zabezpieczyło wiarygodność kredytową państwa-dłużnika, Stanów Zjednoczonych, do dziś.
Zarówno beneficjenci, jak i marionetkarze
Jaki jest cel tego długu publicznego (poza tym, że służy on finansowaniu aparatu państwowego – czyli personelu politycznego, który kieruje rządem)?
W przypadku ostatniego w pełni zakończonego roku fiskalnego (rok fiskalny 2025) w Stanach Zjednoczonych można z rozsądną dokładnością oszacować następujące kwoty: dochody rządu wyniosły około 5,23 biliona dolarów. Płatności odsetek od długu publicznego wyniosły około 970 miliardów dolarów. Udział dochodów przeznaczonych na obsługę długu (tylko odsetki – bez spłaty kapitału!) stanowił zatem około 18–19% całkowitych dochodów rządu USA. A kto otrzymuje te środki?
To prowadzi nas z powrotem do modelu biznesowego, który Niall Ferguson szczegółowo opisuje na około 1200 stronach swojej biografii rodziny Rothschildów. Jednocześnie przypomina nam się stare niemieckie przysłowie: "Kto płaci, ten dyktuje!”. Potencjał szantażu lichwiarzy wobec klasy politycznej – obecnie często nazywanej "klasą Epsteina” – jest praktycznie nieograniczony. Wykorzystują to nie tylko osoby takie jak magnatka kasynowa Miriam Adelson, która prawdopodobnie może wywierać presję na prezydenta Trumpa, przynajmniej częściowo, swoimi pieniędzmi. AIPAC (American Israel Public Affairs Committee) i powiązane z nim organizacje, kontrolujące Kongres USA, również korzystają z tego w szerokim zakresie. Ostatecznie jednak wpływa to również na finanse publiczne jako całość. Wystarczy spojrzeć na coroczny spektakl towarzyszący odpowiedniemu "zamknięciu rządu federalnego USA”, podczas którego toczy się zaciekła walka o odpowiednie łupy. Jednocześnie jednak – jak wspomniano – dotyka to także całego zachodniego sektora bankowego.
Widmo nawiedza zbiorowość Zachodu (luźno oparte na Marksie i Engelsie)
Słynne pierwsze wersy Manifestu komunistycznego Karola Marksa i Fryderyka Engelsa brzmią: "Widmo krąży nad Europą – widmo komunizmu”. W pierwszym akapicie czytamy dalej: "Wszystkie mocarstwa dawnej Europy zawarły święte przymierze, by wypędzić to widmo: papież i car, Metternich i Guizot, francuscy radykałowie i niemiecka policja”.
Dziś widmem nie jest komunizm, lecz suwerenna, realna gospodarka wzorowana na BRICS.
Jak wiadomo, grupa BRICS to sojusz gospodarek wschodzących, który dąży do wielobiegunowego porządku świata i działa jako przeciwwaga dla systemu zachodniego. Początkowo składała się z Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Republiki Południowej Afryki, ale 1 stycznia 2024 roku grupa została rozszerzona i obecnie obejmuje również Egipt, Etiopię, Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie, a od 2025 roku Indonezję. Stanowią ponad 45% populacji świata i mają znaczący udział w globalnym produkcie gospodarczym, a tendencja ta ma charakter wzrostowy.

Turcja złożyła wniosek o członkostwo w BRICS 3 września 2024.
Do innych zainteresowanych krajów należą: Azerbejdżan, Bangladesz, Bahrajn, Burkina Faso, Salwador, Gabon, Irak, Kamerun, Kolumbia, Demokratyczna Republika Konga, Republika Konga, Komory, Kuwejt, Laos, Libia, Mali, Mjanma/Birma, Nikaragua, Korea Północna, Pakistan, Palestyna, Senegal, Zimbabwe, Sri Lanka, Sudan Południowy, Syria, Tunezja, Wenezuela i Republika Środkowoafrykańska.
To, co przyciąga wszystkie te kraje, to koncepcja BRICS, ponieważ idea suwerenności narodowej – również w kategoriach gospodarczych – jest centralnym elementem wizerunku BRICS. Deklaracje ze szczytów wielokrotnie podkreślają, że państwa powinny być w stanie samodzielnie kształtować swój rozwój gospodarczy bez zewnętrznej presji.
"Potwierdzamy nasze zaangażowanie w przestrzeganie zasad Karty Narodów Zjednoczonych, w tym suwerenności, integralności terytorialnej i niezależności politycznej wszystkich państw. Podkreślamy znaczenie sprawiedliwego i inkluzywnego porządku międzynarodowego, w którym wszystkie kraje mogą podążać własnymi ścieżkami rozwoju, zgodnie z własnymi uwarunkowaniami”. - Deklaracja BRICS z Johannesburga (2023)
Kolejny fragment wyraźnie podkreśla aspekty ekonomiczne:
"Popieramy otwartą gospodarkę globalną, która umożliwia wszystkim krajom osiągnięcie zrównoważonego rozwoju i transformacji gospodarczej, i sprzeciwiamy się jednostronnym środkom gospodarczym, które są niezgodne z prawem międzynarodowym”. - Deklaracja BRICS z Johannesburga (2023)
W tym kontekście zrównoważony rozwój i transformacja gospodarcza oznaczają, że zasoby ludzkie i materialne danego kraju są faktycznie wykorzystywane do utrzymania jego własnej ludności, a nie są płacone jako danina kolonialnym panom lub lichwiarzom.

Suwerenność gospodarcza wymaga alternatywnych struktur finansowych. Na przykład Nowy Bank Rozwoju służy do finansowania projektów bez udziału Banku Światowego i MFW. Waluty krajowe są coraz częściej wykorzystywane w handlu. Rozwijane są niezależne systemy płatnicze i mechanizmy finansowe, takie jak Transgraniczny Międzybankowy System Płatności (CIPS) Chin, partnera BRICS.
Kraje powinny sprawować kontrolę nad własnym rozwojem gospodarczym i mieć prawo do samodzielnego kształtowania polityki gospodarczej, realizacji własnych strategii przemysłowych i rozwojowych oraz niezależnego regulowania swoich surowców i rynków.
Jest to pośrednie wyzwanie dla tzw. "porządku opartego na regułach" na Zachodzie, w którym „reguły gry” – takie jak Konsensus Waszyngtoński – są stale dostosowywane i zmieniane, aby pasowały do mocarstw kolonialnych. Dlatego BRICS regularnie wzywa do reform Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), Banku Światowego i międzynarodowych reguł finansowych, ponieważ gospodarki wschodzące mają tam zbyt mały wpływ na decyzje dotyczące ich gospodarek. Dokumenty BRICS krytykują również takie środki, jak jednostronne sankcje, presja polityczna za pośrednictwem systemów finansowych i eksterytorialne prawo gospodarcze. W ten sposób BRICS staje się głosem Globalnego Południa i platformą sprawiedliwej współpracy gospodarczej – a wszystko to jako kontr-model globalnego porządku gospodarczego, jednostronnie zdominowanego przez zachodnich lichwiarzy.
Nic dziwnego, że dawne mocarstwa kolonialne obawiają się tego rozwoju wydarzeń niczym widma i robią wszystko, co w ich mocy, aby osłabić BRICS – a przede wszystkim jego filary, Rosję, Chiny i Iran – lub, jeśli to możliwe, całkowicie je wyeliminować, skoro nie mogą przejąć nad nimi kontroli.
Czy MAGA chciała wyrwać się z błędnego koła?
Inteligentni i dobrze poinformowani ludzie, tacy jak Alex Krainer, wysunęli teorię, że w administracji Trumpa (i w kręgach pociągających za sznurki) istniały – i nadal istnieją – siły, które przewidują rychły upadek obecnego, opartego na zadłużeniu systemu finansowego i próbują wyrwać się z tego błędnego koła. Pierwotny program stojący za hasłem Donalda Trumpa "Make America Great Again” (MAGA) koncentrował się na wzmocnieniu realnej gospodarki – przynajmniej w retoryce polityki gospodarczej i kilku kluczowych działaniach jego pierwszej kadencji (2017–2021). Główny nacisk położono na przemysł krajowy, produkcję, infrastrukturę i miejsca pracy – czyli sektory realnej gospodarki, a nie na spekulacje finansowe.
Kluczowym punktem było przywrócenie produkcji przemysłowej do Stanów Zjednoczonych i krytyka deindustrializacji trwającej od lat 80. XX wieku. Celem było stworzenie zachęt dla firm do wznowienia produkcji w USA. Retorycznie rzecz biorąc, strategia MAGA wyraźnie sprzeciwiała się globalizacji lat 90. i 2000., odwołując się do starszych amerykańskich tradycji gospodarczych, takich jak promowanie przemysłu przez Alexandra Hamiltona (XVIII wiek), nacjonalizm gospodarczy i protekcjonizm.
W tym kontekście przywołuje się na przykład przemówienie Donalda Trumpa w Rijadzie (Arabia Saudyjska), które wygłosił na szczycie z przywódcami państw arabskich i muzułmańskich. Szczególnie znane jest przemówienie wygłoszone na szczycie Arab Islamic American Summit 21 maja 2017 r. w Rijadzie. Nie krytykował w nim bezpośrednio "globalizacji” jako koncepcji, lecz raczej zachodnią politykę interwencjonizmu i budowania narodu, którą łączył z globalistycznym podejściem Stanów Zjednoczonych od lat 90. 14 lutego 2026 sekretarz stanu USA Marco Rubio wygłosił przemówienie na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, które oprócz niezwykle niejasnych uwag na temat odbudowy świata neokolonialnego, zawierało również krytyczne uwagi dotyczące dotychczasowej globalizacji.
"Pod wpływem tej iluzji – że żyjemy w świecie bez granic – przyjęliśmy dogmatyczną ideę całkowicie wolnego handlu, mimo że inne kraje chroniły swoje rynki i dotowały swoje firmy, aby systematycznie podkopywać nasze. Doprowadziło to do zamykania fabryk, deindustrializacji dużej części naszego społeczeństwa, przenoszenia milionów miejsc pracy za granicę i przejęcia kluczowych łańcuchów dostaw przez rywali i adwersarzy”.
(...)
"Deindustrializacja nie była nieunikniona. Była to celowa decyzja polityczna – trwający dekady projekt gospodarczy, który pozbawił nasze narody bogactwa, zdolności produkcyjnych i niezależności. Utrata kontroli nad łańcuchami dostaw nie była wynikiem zdrowego globalnego systemu handlowego. To była nierozsądna i dobrowolna transformacja naszej gospodarki, która uczyniła nas zależnymi”. - Marco Rubio, 14 lutego 2026, Monachium
Nieprzypadkowo ten fragment przemówienia nie pojawia się w zachodnich mediach. Rzeczywista polityka pierwszej i drugiej administracji Trumpa nie przyniosła zauważalnego postępu w rozwiązywaniu wspomnianych powyżej kluczowych kwestii. Wydaje się jednak, że przynajmniej autorzy przemówień od czasu do czasu trafnie odnosili się do tych kwestii.
Również rosyjska polityka zagraniczna przez pewien czas, za pomocą tzw. Procesu Anchorage, próbowała zachęcić tę część amerykańskich kręgów finansowych do zmiany obecnego kursu – bezskutecznie. Tak czy inaczej. Jeśli kiedykolwiek istniał spór o kierunek działań w kręgach wspomnianej oligarchii finansowej, to wydaje się, że został on ostatecznie rozstrzygnięty w świetle wojny z Iranem.
Próba odpowiedzi na pierwotne pytanie
Jak więc podżegaczom wojennym udało się wciągnąć Stany Zjednoczone w tę wojnę z Iranem? Od 11 września każda amerykańska administracja unikała faktycznego rozpoczęcia tej wojny. Polegała na propagandzie i sankcjach, okazjonalnie zachęcając do ataków militarnych lub przeprowadzając je. Ale wojna totalna, taka jak ta, którą widzimy teraz, nigdy nie doszła do skutku, mimo że Netanjahu od dziesięcioleci snuje opowieści, że Iran jest "na krawędzi” zbudowania bomby atomowej i podpalenia świata.
Czy Donald Trump był szantażowany (aktami Epsteina, przez swoich głównych darczyńców, czy przez AIPAC)? To nie jest wiarygodne wytłumaczenie. System taki jak amerykańska machina polityczna nie może być poważnie zagrożony atakiem polegającym na kompromitacji lidera bądź jego dekapitacji. A co z Kennedym? A co z Nixonem? System po prostu zastąpił przywódcę i kontynuował działalność jak zwykle. Więc gdyby Trump został obalony, ciągłość programu i tak by trwała.
W tym przypadku szantaż musiał zatem przybrać zupełnie inny wymiar. Przedstawiona tu teza zakłada, że dominująca oligarchia finansowa przystawiła pistolet do głów dysydentów w amerykańskich kręgach decyzyjnych. Albo toczycie tę wojnę teraz, albo was zamkniemy – co oznacza, że na kolejnej aukcji amerykańskich obligacji skarbowych nie będzie żadnych ofert z naszej strony.
Powodem tego jest prawdopodobnie to, że "widmo” systemu BRICS narasta i narasta, a Iran odgrywa w tym decydującą rolę. Jeśli bowiem Iran, z pomocą Chin i Rosji, będzie decydować o światowym zaopatrzeniu w energię, rekiny finansowe Zachodu stracą swoją decydującą pozycję. Dlatego Iran musi zostać zniszczony.
Czas nadszedł. Rosja jest nadal uwikłana w Ukrainę, a czas jest na wagę złota, ponieważ Chiny zyskują coraz większe wpływy w Iranie, a tym samym w całej Azji Zachodniej.
Jeśli USA nie wygrają tej wojny (co było przewidywalne od początku i teraz staje się oczywiste), to rekiny finansowe nie będą się tym przejmować. Europa dwukrotnie popełniła zbiorowe samobójstwo i za każdym razem finansowali rzeź ze wszystkich stron. Nie obchodzi ich śmierć całych narodów ani regionów – w końcu mogą pozbierać kawałki, zaoferować się jako pożyczkodawcy na odbudowę, a przy okazji dyktować warunki, zarówno finansowe, jak i polityczne. Zbliżające się zniszczenie państwa Izrael w jego obecnej, kolonialnej formie, zniszczenie amerykańskich baz i arabskich państw wasalnych jest akceptowane z aprobatą. Znaczne zniszczenia w Iranie są celowe.
Jak będzie wyglądał wynik?
Nikt nie ma szklanej kuli, która pokazałaby nam przyszłość. Staje się jednak jasne, że amerykańsko-izraelska projekcja siły w Azji Zachodniej traci impet. O światowych dostawach ropy naftowej z tego regionu w przyszłości decydować będą Iran i jego sojusznicy. Iran skutecznie wzniósł już barierę celną w Cieśninie Ormuz, co może oznaczać koniec petrodolara. Przepustkę mają tylko ci, którzy płacą juanami lub inną walutą BRICS, albo korzystają z chińskiego systemu płatności międzybankowych (CIPS).
Wygląda na to, że Iranowi może się udać dokonać tego, co Jezus usiłował zrobić, zgodnie z przytoczoną powyżej legendą Nowego Testamentu: ostatecznie wypędzić handlarzy ze świątyni, podważając tym samym fundamenty starotestamentowej struktury władzy. Miejmy nadzieję, że uda się to osiągnąć bez uciekania się przez byłych władców do "opcji Samsona".