Przejdź do treści

Upadek imperiów zaczyna się od utraty legitymizacji - Auguste Maxime, ForumGeopolitica, 19.03.2026.

Amerykańskie imperium od dawna przedstawia się jako obrońca demokracji, praw człowieka, pokoju i dobrobytu. Jednak rosnąca przepaść między tą narracją a rzeczywistością szybko podważa jego legitymizację.


Konfrontacja między Stanami Zjednoczonymi a Iranem koncentruje się wokół kontroli nad Cieśniną Ormuz – kluczowym wąskim gardłem dla globalnych dostaw energii. Jeśli Waszyngtonowi nie uda się zabezpieczyć tego strategicznego korytarza, jego wiarygodność jako filaru międzynarodowego porządku zostanie poważnie podważona.

Taka sytuacja przypomina kryzys wokół Kanału Sueskiego z 1956 roku, kiedy to Wielka Brytania, niezdolna do narzucenia swojej woli Egiptowi Nassera i pod presją Stanów Zjednoczonych, obnażyła granice swojej potęgi. W ten sposób Ray Dalio interpretuje tę nową wojnę na Bliskim Wschodzie.

Władza i legitymizacja

Regularnie przywołuje się liczne wskaźniki, aby ocenić względny spadek potęgi Stanów Zjednoczonych: "nadmierne rozciągnięcie” sił zbrojnych, upadek przemysłu, rosnące nierówności, spadającą długość życia, ogromne zadłużenie, porażki militarne czy wzrost znaczenia Chin. Jednak imperium nie utrzymuje się wyłącznie dzięki sile.

Opiera się ono na połączeniu potęgi i legitymizacji – ideologicznej, kulturowej, a nawet religijnej. W książce Tout empire périra francuski historyk Jean-Baptiste Duroselle podkreśla, że utrata legitymizacji jest jednym z najgłębszych i najbardziej decydujących czynników upadku imperiów. Aby się utrzymać, imperium takie jak Stany Zjednoczone musi jawić się – w oczach podporządkowanych społeczeństw, peryferyjnych elit oraz części własnego społeczeństwa – jako władza godna szacunku. Gwarant pewnego porządku, względnego dobrobytu i uniwersalnych wartości.

Dopóki ta legitymizacja się utrzymuje, władza może być sprawowana przy stosunkowo niskich kosztach. Jednak gdy zaczyna się kruszyć, użycie siły staje się coraz bardziej kosztowne i nieskuteczne. Rośnie bowiem opór, tworzą się wrogie koalicje, a sprzeciw wewnętrzny się nasila.

Gdy imperium jest postrzegane jako aroganckie, drapieżne lub dekadenckie, jego autorytet się rozpada. Można powiedzieć, że utrata legitymizacji przypomina bankructwo: początkowo powolne i stopniowe, a na końcu nagłe i nieodwracalne. Wydaje się, że Stany Zjednoczone weszły już w tę drugą fazę.

Ukryta strona "sankcji gospodarczych”

Jednym z głównych narzędzi amerykańskiej potęgi jest stosowanie sankcji gospodarczych, możliwe dzięki kontroli nad dolarem i systemem płatności SWIFT. Przez długi czas przedstawiane jako "bezkrwawa” alternatywa dla wojny, ich dewastujący wpływ na ludzi zaczyna dziś docierać do świadomości publicznej.

Badanie opublikowane w zeszłym roku w The Lancet Global Health przeanalizowało dane dotyczące śmiertelności według wieku ze 152 krajów na przestrzeni pięćdziesięciu lat (1971–2021). Wskazuje ono na istotny związek przyczynowy między jednostronnymi sankcjami gospodarczymi nakładanymi przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską a znacznym wzrostem śmiertelności. Według autorów polityki te wiążą się z około 38 milionami dodatkowych zgonów w badanym okresie.

Polityki te, często określane jako "narzędzia dyplomatyczne” lub "ukierunkowana presja”, w rzeczywistości funkcjonują jako faktyczne jednostronne embarga, nakładane poza jakimikolwiek legalnymi ramami wielostronnymi, takimi jak ONZ. Ich skutki są głęboko destrukcyjne. Ograniczają dostęp do żywności, podstawowych leków, sprzętu medycznego, wody pitnej i infrastruktury zdrowotnej, powodując masowe i bez-rozróżnieniowe cierpienie ludności cywilnej.

Pomimo licznych porażek politycznych środki te nigdy nie są poddawane w wątpliwość. Kuba cierpi ich skutki od ponad 65 lat, a Iran i Wenezuela od dziesięcioleci.

Pierwszymi ofiarami są systematycznie najbardziej wrażliwi. Dzieci poniżej 5 roku życia oraz osoby starsze. Badanie pokazuje, że ta grupa wiekowa stanowi większość nadmiarowych zgonów, przy szczególnie silnym wpływie na najmłodsze dzieci. Od początku lat 2010. szacuje się, że sankcje przyczyniły się do śmierci ponad miliona takich dzieci na całym świecie, pogłębiając niedożywienie, sprzyjając rozwojowi chorób zakaźnych, którym można zapobiec, oraz ograniczając dostęp do podstawowej opieki pediatrycznej.

Daleko od bycia "łagodnym” czy humanitarnym środkiem, jednostronne sankcje gospodarcze stanowią formę pośredniej broni masowego rażenia, której koszt ludzki jest porównywalny z kosztami konwencjonalnej wojny. Ta rzeczywistość, poparta rzetelnymi danymi, wymaga pilnej debaty nad moralną i prawną legitymizacją tych działań.

Agresja militarna i chaos regionalny

Wojna, którą Stany Zjednoczone obecnie prowadzą przeciwko Iranowi, wpisuje się w długą serię agresji militarnych w regionie trwających od ponad dwudziestu pięciu lat. Wesley Clark, były generał i naczelny dowódca NATO, ujawnił ich skalę już w 2007 roku. Zaledwie dziesięć dni po 11 września 2001 roku odkrył w Pentagonie poufne memorandum przedstawiające plan obalenia siedmiu państw w ciągu pięciu lat – Iraku, Syrii, Libanu, Libii, Somalii, Sudanu i wreszcie Iranu.

Wszystkie te konflikty przedstawiano opinii publicznej jako walkę w słusznej sprawie: promowanie demokracji, wyzwolenie uciskanego narodu, walka z terroryzmem, emancypacja kobiet, obalenie tyrana czy neutralizacja zagrożenia bronią masowego rażenia. Wielkie narracje, starannie konstruowane i bezkrytycznie powielane. Jednak za tymi uzasadnieniami rzeczywistość jest niezmiennie taka sama: chaos, zniszczenie, śmierć i miliony przesiedlonych ludzi.

Dziś niewielu wierzy jeszcze, że bombardowanie Iranu ma na celu wyzwolenie irańskich kobiet, wprowadzenie reżimu sprzyjającego Zachodowi czy powstrzymanie Teheranu przed zdobyciem broni jądrowej. Iran rzekomo stoi na progu jej uzyskania – to zagrożenie i argumentacja, którymi Netanjahu posługuje się od ponad trzydziestu lat.

Pierwszego dnia konfliktu atak na szkołę przeprowadzony przez Stany Zjednoczone i Izrael spowodował od 150 do 175 ofiar śmiertelnych, głównie dziewcząt w wieku od 7 do 12 lat.

Rezygnacja Joe Kenta z 17 marca ze stanowiska dyrektora Narodowego Centrum Antyterrorystycznego potwierdza kryzys zaufania i niepokój wywołany tą nową wojną. W swoim liście stwierdził, że Iran nie stanowił bezpośredniego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Dodał, że konflikt ten, podobnie jak niegdyś inwazja na Irak, został wywołany pod naciskiem Izraela i jego potężnego lobby w Waszyngtonie. Teheran jest jednym z ostatnich aktorów regionalnych zdolnych powstrzymywać izraelski ekspansjonizm i projekt "Wielkiego Izraela”.

Choć trudno jasno określić interesy USA, komunikacja Białego Domu budzi zdumienie. Donald Trump wielokrotnie twierdził, że wojsko "świetnie się bawi”, zatapiając irańskie okręty. Z kolei sekretarz obrony Pete Hegseth wygłasza coraz bardziej wojownicze oświadczenia – mówiąc o "dziesiątkowaniu”, "bezprecedensowym zniszczeniu” czy irańskich urzędnikach "ukrywających się jak szczury” – z których część stoi w sprzeczności z międzynarodowym prawem humanitarnym.

Oficjalne konto Białego Domu w mediach społecznościowych publikuje obrazy trafionych celów w Iranie, przeplatane materiałami z gier wideo. Trudno określić docelową publiczność takich treści. Ich wpływ dyplomatyczny jest jednak katastrofalny. Tradycyjni sojusznicy USA prywatnie wyrażają niepokój z powodu tej eskalacji oraz komunikacji Waszyngtonu, którą uznają za nieodpowiedzialną.

https://x.com/i/status/2032115039985881556

Imperium nosi w sobie zalążki własnego zniszczenia

Według Jeana-Baptiste’a Duroselle’a każde imperium jest skazane na zanik z samej swojej natury. W przeciwieństwie do narodu czy wspólnoty opartej na wzajemnej zgodzie, imperium opiera się na siłowej dominacji. Utrzymuje się dzięki okupacji wojskowej, represjom, eksploatacji i presji dyplomatycznej.

Taka logika rodzi stałe napięcie. Imperium próbuje legitymizować się poprzez ideologię wyższości, podczas gdy jego działania systematycznie tej narracji przeczą. Ta dysonans podkopuje jego legitymizację i stanowi jedną z fundamentalnych przyczyn jego upadku.

Katastrofalna polityka zagraniczna prowadzona przez Stany Zjednoczone na Bliskim Wschodzie od ponad dwudziestu pięciu lat, wraz z ogromnymi szkodami spowodowanymi przez "sankcje gospodarcze” narzucane przez Waszyngton, stanowią współczesną ilustrację tego zjawiska. Stały się one nie do zniesienia i nie do usprawiedliwienia – zwłaszcza gdy głosi się amerykański wyjątkowość.

Imperium staje przed śmiertelnym dylematem. Tolerowanie sprzeciwu osłabia jego władzę centralną i rozbija spójność, podczas gdy represje, choć chwilowo skuteczne, niszczą pozostałą legitymizację. Radykalizują społeczeństwa, zrażają sojuszników i partnerów oraz powodują gwałtowny wzrost kosztów ludzkich, ekonomicznych i moralnych.

Centralny paradoks Duroselle’a jest jasny. Im bardziej imperium próbuje powstrzymać swój upadek siłą, tym szybciej go przyspiesza. Legitymizacja – niewidzialny cement dominacji – raz utracona, nie może zostać przywrócona przymusem. Każda próba ratunku grozi pogłębieniem problemu i doprowadzeniem imperium do końca.

Polityka Trumpa podąża śladami jego poprzedników, lecz jego styl i przesada niewątpliwie przyspieszają utratę wiarygodności Ameryki na arenie międzynarodowej.