Spirala zadłużenia prowadząca do zniszczenia dolara. Sześć twardych prawd, których Ameryka nie może już ignorować - Nick Giambruno, The International Man, 30.03.2026
"Ilekroć rządom przyznaje się możliwość wykupu własnego długu, nigdy nie omieszkają z niej skorzystać, ostatecznie niszcząc wartość waluty.” – Ron Paul
Zróbmy krok wstecz i spójrzmy na szerszy obraz, aby ocenić sytuację finansową rządu USA, kierunek, w jakim prawdopodobnie zmierza, oraz co te trendy mogą oznaczać.
Obserwacja nr 1: Politycznie niemożliwe jest ograniczenie wydatków
Do największych wydatków rządu USA należą tzw. świadczenia obowiązkowe (społeczne), takie jak Social Security i Medicare. Jest mało prawdopodobne, by jakikolwiek polityk ograniczył te świadczenia. Wręcz przeciwnie. Spodziewam się, że będą one nadal rosły.
Wynika to z faktu, że dziesiątki milionów przedstawicieli pokolenia "baby boomers" — około 22% populacji — przejdą na emeryturę w nadchodzących latach. Ograniczenie Social Security i Medicare to pewna droga do przegrania wyborów. Odsetki od długu federalnego są już drugim co do wielkości wydatkiem rządu. W ciągu kilku miesięcy mają przewyższyć wydatki na Social Security i stać się największą pozycją budżetową.

W obliczu najbardziej niepewnej sytuacji geopolitycznej od czasów II wojny światowej wydatki na obronę narodową - kolejna duża pozycja - raczej nie zostaną ograniczone. Wręcz przeciwnie, niemal na pewno wzrosną. Prezydent Trump zaproponował ich zwiększenie z 917 miliardów do 1,5 biliona dolarów. Trwająca wojna z Iranem gwarantuje, że wydatki wojskowe będą tylko rosły. I to znacząco. Pentagon zażądał na początek dodatkowych 200 miliardów dolarów na ten konflikt.
Różne programy opieki zdrowotnej i socjalnej również stanowią znaczną część budżetu federalnego i raczej nie zostaną ograniczone. Krótko mówiąc, próby redukcji wydatków będą bez znaczenia, dopóki politycznie akceptowalne nie stanie się dokonanie drastycznych cięć w świadczeniach, obronie narodowej i systemie opieki społecznej, a także redukcja długu publicznego w celu obniżenia kosztów odsetek.
Innymi słowy, USA potrzebowałyby przywódcy, który (co najmniej) przywróciłby rząd federalny do formy ograniczonej republiki konstytucyjnej, zamknął 128 baz wojskowych za granicą, zredukował system świadczeń społecznych, zlikwidował państwo opiekuńcze i spłacił znaczną część długu publicznego.
Jest to jednak całkowicie nierealistyczna fantazja. Zakładanie, że coś takiego się wydarzy, byłoby nierozsądne. Oto sedno sprawy. Rząd nie jest w stanie nawet spowolnić tempa wzrostu wydatków, nie mówiąc już o ich ograniczeniu. Wydatki mogą tylko rosnąć - i to szybko.
Obserwacja nr 2: Ciągle rosnący dług to jedyny sposób finansowania deficytów
Stając przed wyborem, politycy zawsze wybierają najłatwiejsze rozwiązanie. W tym przypadku oznacza to emisję kolejnego długu zamiast podejmowania trudnych decyzji budżetowych lub otwartego bankructwa. Wystarczy spojrzeć na powtarzający się teatr wokół limitu zadłużenia w Kongresie USA, który od 1944 roku był podnoszony ponad 100 razy. W każdym razie nie należy liczyć na wzrost dochodów podatkowych, który miałby zrównoważyć rosnące wydatki.

Nawet gdyby stawki podatkowe wynosiły 100%, nadal nie wystarczyłoby to, aby powstrzymać wzrost zadłużenia. Według Forbes w USA jest około 902 miliarderów o łącznym majątku wynoszącym około 6,8 biliona dolarów. Rząd federalny USA wydał około 7 bilionów dolarów w roku fiskalnym 2025 i niemal na pewno wyda znacznie więcej w 2026 roku i później. Nawet gdyby rząd USA skonfiskował 100% majątku miliarderów poprzez podatek majątkowy, nie pokryłoby to nawet jednego roku obecnych wydatków federalnych.
A nawet po konfiskacie całego majątku miliarderów rząd USA nadal musiałby pożyczyć ponad 200 miliardów dolarów, aby pokryć wydatki w 2025 roku. Wniosek jest prosty. Podnoszenie podatków, nawet do skrajnych poziomów, nie zmieni trajektorii tego niepowstrzymanego trendu - nawet w niewielkim stopniu. Prawda jest taka, że niezależnie od tego, co się wydarzy, deficyty nie przestaną rosnąć, ani dług potrzebny do ich finansowania.
Tempo wzrostu nawet nie zwolni. Ono przyspieszy. Oznacza to, że koszty odsetek od długu federalnego będą nadal gwałtownie rosnąć.
Obserwacja nr 3: Ponad połowa długu USA zapada do 2028 roku
W tym roku zapada prawie 10 bilionów dolarów amerykańskich obligacji skarbowych. Każda zapadająca obligacja musi zostać refinansowana przy dzisiejszych znacznie wyższych stopach procentowych. Oznacza toznacznie większe koszty odsetek przez kolejne lata. To, co kiedyś odnawiano niemal niezauważalnie, dziś można refinansować tylko przy mniej więcej dwukrotnie wyższych kosztach niż w 2022 roku.

To właśnie pokazuje wykres. Era "taniego pieniądza" się skończyła. Impreza „darmowego pieniądza” dobiegła końca, a rachunek za ostatnie bodźce fiskalne trzeba teraz spłacić. Ponad połowa amerykańskiego długu zapadnie do 2028 roku. Za każdym razem, gdy dług USA jest refinansowany przy wyższych stopach, zwiększa to koszty odsetek. które muszą być finansowane kolejnym długiem, pogłębiając problem.
Warto zauważyć, że około 6,6 biliona z 9,6 biliona dolarów zapadających w tym roku (czyli około 69%) to krótkoterminowe bony skarbowe. To typowe w kryzysie zadłużeniowym. Gdy popyt na długoterminowe obligacje słabnie, inwestorzy przenoszą się do krótkoterminowych instrumentów, takich jak bony skarbowe, zamiast 10-letnich obligacji i 30-letnich papierów.
To ten sam wzorzec, który obserwuje się w kryzysach rynków wschodzących. Rynek skraca zapadalność długu w miarę pogarszania się warunków. Tylko głupiec chciałby pożyczać pieniądze bankrutującemu rządowi na długi termin.
Obserwacja nr 4: Rosnące koszty odsetek napędzają spiralę zadłużenia
Roczne koszty odsetek od długu federalnego przekraczają 1,2 biliona dolarów i szybko rosną. Oznacza to, że ponad 23% dochodów podatkowych rządu trafia wyłącznie na obsługę istniejącego długu. Ray Dalio jest jednym z najbardziej skutecznych zarządzających funduszami hedgingowymi na świecie.
Jego sukces wynika z umiejętności trafnej oceny "szerokiej perspektywy”. Niedawno powiedział (wyróżnienie moje):
"Jesteśmy w punkcie, w którym pożyczamy pieniądze na spłatę zadłużenia. Kiedy zadłużenie rośnie szybciej niż dochody, oznacza to, że obsługa zadłużenia wpływa na wydatki, a jednocześnie chcemy je kontynuować.
W takim przypadku pojawia się potrzeba coraz większego zadłużania się. Proces ten przyspiesza. Jesteśmy w punkcie tego przyspieszenia. Znajdujemy się blisko punktu zwrotnego”.
Sytuacja finansowa rządu USA pogarsza się stopniowo od dekad, więc nie dziwi, że wiele osób pozostaje obojętnych. Od dawna słyszą o problemie długu — i nic się nie wydarzyło. Jednak teraz zbliżamy się do punktu krytycznego.
Dzieje się tak, albowiem rząd USA pożycza pieniądze, aby płacić odsetki od wcześniejszych pożyczek, jak zauważył Dalio. Politycy rozwiązują problemy poprzedniego długu, zaciągając nowy. Tworzy to samonapędzającą się pętlę katastrofy. Koszty odsetek od długu federalnego są już wyższe niż wydatki na obronę. Wkrótce przewyższą wydatki na Social Security i staną się największą pozycją budżetową.

Krótko mówiąc, gwałtownie rosnące koszty odsetek stały się poważnym zagrożeniem dla wypłacalności rządu USA.
Obserwacja nr 5: Rosnące koszty odsetek zmuszają Rezerwę Federalną do luzowania polityki monetarnej
Rosnące koszty odsetek zagrażają wypłacalności rządu USA i zmuszają Rezerwę Federalną do obniżania stóp procentowych, skupowania obligacji skarbowych i stosowania innych narzędzi luzowania monetarnego w celu kontroli kosztów zadłużenia. Na rynku obligacji, gdy popyt spada, rosną stopy procentowe, aby przyciągnąć kupujących.
Jednak skala długu federalnego jest tak ogromna, że pozwolenie stopom na wzrost do poziomu przyciągającego inwestorów mogłoby doprowadzić do bankructwa rządu USA z powodu rosnących kosztów odsetek. Dla porównania: gdy Paul Volcker podniósł stopy procentowe powyżej 17% na początku lat 80., relacja długu do PKB wynosiła około 30%. Dziś przekracza 123% i szybko rośnie.
To właśnie obecny poziom zadłużenia sprawia, że znaczący wzrost stóp procentowych nie wchodzi w grę — mógłby doprowadzić do bankructwa państwa. To jeden z powodów, dla których prezydent Trump obsadził Fed lojalnymi osobami, które będą naciskać na niskie stopy procentowe i politykę taniego pieniądza.
Ponadto świat nie wykazuje obecnie dużego apetytu na amerykański dług. To niekorzystny moment, ponieważ podaż długu gwałtownie rośnie. Jeśli wyższe stopy procentowe nie są możliwe, a zagraniczni inwestorzy nie zwiększą popytu, kto sfinansuje rosnące wielobilionowe deficyty? Jedyną instytucją zdolną do tego jest Rezerwa Federalna, która kupuje obligacje za pieniądze tworzone z niczego.
Obserwacja nr 6: Nieunikniona dewaluacja waluty
Rosnące koszty odsetek zmuszają Fed do działań, które zwiększają podaż pieniądza i osłabiają walutę. W efekcie rosną ceny. To z kolei zmusza rząd USA do jeszcze większych wydatków na Social Security i programy socjalne, aby nadążyć za wzrostem kosztów życia. To samo dotyczy wydatków na obronę i innych kategorii budżetowych.
Były sekretarz obrony Robert Gates powiedział niedawno:
"Utrzymywanie się na poziomie inflacji lub poniżej jest całkowicie niewystarczające. Znaczące dodatkowe środki na obronę są konieczne i pilne.”
To pogłębia problem, ponieważ rosnące wydatki mogą być finansowane tylko poprzez dalsze osłabianie waluty. Dlatego ciągła dewaluacja waluty jest nieuniknionym skutkiem spirali zadłużenia rządu USA. To samonapędzająca się pętla, z której nie ma wyjścia.

Krótko mówiąc, jedynym sposobem finansowania państwa jest tworzenie przez Rezerwę Federalną (Fed) coraz większych ilości pieniądza z niczego. Przypomina to powiedzenie: "Nie da się ograniczyć schematu Ponziego.” Autorem tych prostych, lecz trafnych słów jest komentator finansowy Max Keiser. Schemat Ponziego (inaczej piramida finansowa) to niestabilny mechanizm, który wymaga ciągłego napływu nowych pieniędzy, aby funkcjonować. Załamuje się, gdy napływ środków spowalnia.
Wielu uważa, że Rezerwa Federalna prowadzi coś, co przypomina gigantyczny schemat Ponziego. Wynika to z faktu, że ogromne wydatki i rosnący dług USA osiągnęły punkt zwrotny. System załamie się, jeśli Fed nie będzie stale zwiększał ilości nowego pieniądza. To jak jazda rozpędzonym pociągiem bez hamulców.
Ludwig von Mises, ojciec austriackiej szkoły ekonomii wolnorynkowej, podsumował ten dylemat:
"Nie ma sposobu uniknięcia ostatecznego załamania boomu wywołanego ekspansją kredytową. Alternatywa polega jedynie na tym, czy kryzys nastąpi wcześniej w wyniku dobrowolnego zaprzestania ekspansji kredytowej, czy później — jako ostateczna i całkowita katastrofa systemu walutowego.”
Rząd USA nie zrezygnuje dobrowolnie z ekspansji kredytowej, ponieważ jest uzależniony od emisji coraz większego długu, aby finansować rosnące koszty świadczeń, obrony, opieki społecznej i odsetek.
Oznacza to, że jedyną drogą jest dalsza dewaluacja dolara — aż do "ostatecznej i całkowitej katastrofy systemu walutowego”, jak ujął to Mises. To jak narkoman, który musi stale zwiększać dawkę, aby osiągnąć ten sam efekt… aż w końcu umiera z przedawkowania.
Jeśli ten trend się utrzyma, szkody dla oszczędności, siły nabywczej i wolności osobistej mogą być znacznie większe, niż większość ludzi sobie wyobraża. A gdy kryzys stanie się oczywisty dla wszystkich, podjęcie skutecznych działań może być znacznie trudniejsze.
Dlatego tak ważne jest przygotowanie się już teraz.