Przejdź do treści

Imperia wczoraj i dziś - Adam Sharp, Daily Reckoning, 31.03.2026

Wyobraź sobie jedno państwo będące w centrum światowego systemu monetarnego. Imperium przepełnione bezprecedensowym bogactwem. Brzmi całkiem nieźle. Ale pod tą błyszczącą powierzchnią nie wszystko jest w porządku. Te ogromne bogactwa zniechęciły do rozwoju przemysłu w kraju. Państwo importuje większość swoich dóbr.


Elity prowadzą luksusowe życie. Budują pałace i sprowadzają najwspanialsze zagraniczne towary. Ale inflacja staje się uporczywym problemem z powodu nadmiaru pieniądza w obiegu. Ludzie pracy mają trudności z wiązaniem końca z końcem. Wojny i budowanie państwa nieustannie obciążają finanse. Mimo całego bogactwa dług narasta.

Mówimy oczywiście o Imperium Hiszpańskim w XVI wieku.

Utonąć w pieniądzach

W jednej z najlepszych inwestycji w historii król Hiszpanii Ferdynand i królowa Izabela sfinansowali wyprawę Kolumba do Nowego Świata w 1492 roku. Korona wydała na to przedsięwzięcie jedynie 5–10 milionów dolarów w dzisiejszych pieniądzach, osiągając godny rekordów zwrot z inwestycji.

Kolumb i Hiszpania szukali lepszej drogi do Azji, ale znaleźli Nowy Świat z niewiarygodnymi ilościami złota i srebra. A w tamtych czasach złoto i srebro były pieniędzmi. Srebro stanowiło prawdziwy fundament gospodarki. Stosunek złota do srebra utrzymywał się na poziomie około 12, więc jedna uncja złota była warta zaledwie 12 uncji srebra. A w Amerykach znaleziono OGROMNE ilości srebra.

Od 1500 do 1650 roku Hiszpania przetransportowała do kraju setki ton złota i dziesiątki tysięcy ton srebra. Przez pewien czas miało to niezwykłe skutki. Bogactwo się przelewało. Powstawały nowe katedry i pałace. Sztuka i kultura rozkwitały. Ale z czasem ten napływ pieniędzy zaczął powodować problemy. Od 1500 do 1600 roku ceny wzrosły czterokrotnie. I to po stuleciach stabilności cen.

Wprowadzenie tak ogromnej ilości pieniądza zaburzyło całą gospodarkę. Oszczędzający zobaczyli, jak ich majątek się ulatnia. Płace nie nadążały za rosnącymi cenami żywności i towarów. Monarchia wydawała zbyt dużo na wojny w obronie imperium, a dług stał się poważnym problemem.

Lokalne gałęzie przemysłu upadły, ponieważ kraj coraz bardziej polegał na imporcie. W 1569 roku Tomás de Mercado, zakonnik i proto-ekonomista, napisał: "Indie przynoszą nam srebro, lecz my zamieniamy je w dym, który wiatr rozwiewa.”

Gdy pod koniec XVI wieku napływ srebra z Ameryk spowolnił, monarchia została zmuszona do bicia monet miedzianych. Klasyczne psucie pieniądza. Pomimo bezprecedensowego bogactwa, w ciągu stulecia zostało ono w dużej mierze roztrwonione. Był to początek okresu upadku Hiszpanii i minęło sporo czasu, zanim jej gwiazda ponownie zabłysła.

Podobieństwa i wnioski

Pisarz Aldous Huxley napisał słynne zdanie: "To, że ludzie niewiele uczą się z lekcji historii, jest najważniejszą ze wszystkich lekcji historii.”

Historia Hiszpanii z XVI wieku nie jest idealnym odpowiednikiem współczesnej Ameryki. Możemy jednak spróbować wyciągnąć z niej ważne wnioski. Podobnie jak Hiszpania w XVI wieku, Ameryka przez wiele dekad była centrum monetarnego świata. Status dolara amerykańskiego jako światowej waluty rezerwowej jest zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Nasza waluta fiducjarna była znacznie silniejsza niż jakakolwiek inna.

To sprawia, że import jest tani, ale osłabia nasz rynek eksportowy. W rezultacie nasz sektor produkcyjny znajduje się w stanie schyłkowym. Dolar jest po prostu zbyt silny, co czyni nasze towary niekonkurencyjnymi na rynku globalnym. Naszym głównym eksportem są dziś dolary, tak jak dla Hiszpanii było nim srebro.

Amerykańska gospodarka stała się nadmiernie sfinansjalizowana. Ogromna część naszej gospodarki polega w istocie na przetasowywaniu i żonglowaniu pieniędzmi na coraz bardziej kreatywne sposoby. Wydajemy również w sposób nie do utrzymania na wojsko. To klasyczny błąd upadających imperiów. Gdy wojsko staje się tak dużą częścią gospodarki i polityki zagranicznej, trudno to zmienić. Obecna wojna w Iranie jest tylko najnowszym tego przykładem. Znacznie przyspieszy ona nasz kryzys zadłużenia.

Niektórzy twierdzą, że jest to warte swojej ceny - i w porządku. Musimy jednak uznać prostą prawdę.

Brak łatwych rozwiązań

Stany Zjednoczone stoją dziś na rozdrożu. Doszliśmy do punktu, w którym dla wszystkich jest oczywiste, że coś musi się zmienić.

Niepokojące jest to, że możemy zmienić się w niewłaściwy sposób. Młodzi ludzie mają trudności z utrzymaniem się. Nie stać ich na domy i mają zbyt mało dzieci. Wielu zwraca się ku socjalizmowi i/lub komunizmowi jako ostateczności. Rządy burmistrza Mamdaniego w Nowym Jorku są niepokojącym sygnałem tego, co może nadejść. Miejmy nadzieję, że ten eksperyment zakończy się tak źle, jak się spodziewamy, a kraj wyciągnie z niego lekcję (koniecznie przeczytaj niedawny list Seana Ringa, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś!).

Wygląda na to, że nasz system polityczny jest nieodwracalnie zepsuty. Potrzebny będzie prawdziwy kryzys, aby zapewnić niezbędne przebudzenie. Obecnie wydaje się, że przyśpieszamy w jego kierunku. Bez względu na wszystko, Stany Zjednoczone czeka rozliczenie. Ten ogromny dług sam się nie rozwiąże. W nadchodzącej dekadzie zobaczymy niewiarygodne ilości dodrukowanego pieniądza. Globalny kryzys finansowy i COVID były jedynie rozgrzewką.

Tak więc w przeciwieństwie do XVI-wiecznej Hiszpanii, gdzie problemem był napływ złota i srebra, dziś są one częścią rozwiązania. Jestem głęboko przekonany, że każdy powinien mieć przynajmniej 5–10% swojego majątku ulokowane w złocie i srebrze. Dla mnie akceptowalne jest nawet 20%.

Obecna korekta stanowi doskonałą okazję dla tych, którzy chcą rozpocząć inwestowanie lub zwiększyć swoje zaangażowanie. Zalecam jednak strategię "uśredniania ceny zakupu” (dollar-cost averaging), czyli kupowanie w czasie. Dzięki temu, jeśli ceny jeszcze spadną, średnia cena zakupu się wyrówna.

Nasza przyszłość gospodarcza jest bardziej niepewna niż kiedykolwiek. Będziemy nadal pomagać czytelnikom odnaleźć się w tych szalonych czasach.