Jerome Powell zwraca się do Kongresu: "Powodzenia z tym problemem zadłużenia…” - James Hickman, Schiff Sovereign, 31.03.2026.
Jerzy Washington powierzył Alexandrowi Hamiltonowi praktycznie niemożliwe zadanie we wrześniu 1789 roku.
Ameryka była zadłużona na około 75 milionów dolarów po wojnie rewolucyjnej. Poszczególne stany były bliskie ogłoszenia niewypłacalności. Zagraniczni wierzyciele uważali nowo powstały kraj za kompletny żart. A krajowi posiadacze obligacji sprzedawali bezwartościowe rządowe zobowiązania za ułamek ich wartości.
Hamilton zaproponował więc rozwiązanie. Było ono bardzo kontrowersyjne, ale zdołał przekonać Kongres do jego przyjęcia. Krótko mówiąc, Hamilton wyemitował dla inwestorów zupełnie nowe obligacje, które w praktyce objęły całe dotychczasowe zadłużenie stanowe i federalne. Nowe obligacje były zabezpieczone specjalnymi wpływami z podatków – w tym, co budziło największe kontrowersje, podatkiem od whisky. Dzisiaj byłoby to równoznaczne z opodatkowaniem korzystania z Instagrama.
Trzeba jednak przyznać, że jego plan zadziałał. W ciągu dekady amerykańskie obligacje osiągnęły pełną wartość. Zagraniczny kapitał napłynął szerokim strumieniem. Wiarygodność kredytowa kraju przeszła od obiektu drwin do złotego standardu (dosłownie, po uchwaleniu ustawy menniczej z 1792 roku).
Sukces Hamiltona nie był jakąś sprytną sztuczką finansową. Cała idea polegała na zbudowaniu wiarygodności. Pokazaniu, że Ameryka poważnie traktuje spłatę swoich długów. Każdy dolar długu był powiązany z konkretnym podatkiem przeznaczonym na jego spłatę. Posiadacze obligacji mogli spojrzeć na wpływy podatkowe, spojrzeć na dług i policzyć wszystko sami.
I rachunek się zgadzał.
Ale to było 237 lat temu. Wczoraj przewodniczący Rezerwy Federalnej, Jerome Powell, przyznał, że dziś rachunek już się nie zgadza.
"[Dzisiejszy] poziom długu nie jest nie do utrzymania” – powiedział Powell – "ale droga, którą obraliśmy, nie jest do utrzymania. Nie skończy się dobrze, jeśli wkrótce czegoś nie zrobimy”.
Przeczytaj to jeszcze raz, aby zrozumieć. Sama wielkość długu (39 bilionów dolarów) nie jest problemem. Problemem jest kierunek, w jakim on zmierza.
Ameryka - jak zauważył - jest emitentem głównej waluty rezerwowej świata i ma najgłębsze rynki kapitałowe na Ziemi. Może więc utrzymywać większe zadłużenie niż mniejsze kraje. I to prawda. Ale Powell przyznał też oczywisty fakt: "Nasz dług rośnie znacznie szybciej niż gospodarka. A w długim okresie to właściwie definicja sytuacji nie do utrzymania.”
Ma rację.
Biuro Budżetowe Kongresu prognozuje, że płatności odsetkowe netto od długu publicznego osiągną 1 bilion dolarów w tym roku fiskalnym. To prawie trzykrotnie więcej niż w 2020 roku. W pierwszych trzech miesiącach roku fiskalnego 2026 Departament Skarbu wydał 270 miliardów dolarów tylko na odsetki. I nie obejmuje to pożyczonego kapitału, który musi zostać spłacony zagranicznym wierzycielom, którzy po prostu chcą odzyskać swoje pieniądze.
CBO (Congressional Budget Office) prognozuje również, że do 2031 roku średnie oprocentowanie długu publicznego przewyższy tempo wzrostu gospodarczego. Jeśli oprocentowanie długu wynosi 6%, a gospodarka rośnie zaledwie w tempie 4%, problem sam się nakręca: dług będzie rósł szybciej niż gospodarka, niezależnie od decyzji Kongresu.
Byłaby to fiskalna spirala śmierci - a według danych CBO dzieli nas od niej zaledwie pięć lat.
Po II wojnie światowej Ameryka stanęła przed podobnym ciężarem. Dług publiczny wynosił 106% PKB w 1946 roku. Jednak w ciągu trzech dekad wskaźnik ten spadł do 23%.
Jak? Prosto. Rząd regularnie osiągał nadwyżki budżetowe, a boom przemysłowy napędzał silny wzrost gospodarczy. Dodatkowo (i to jest część, o której nikt nie lubi mówić) Rezerwa Federalna przez lata utrzymywała stopy procentowe poniżej inflacji — w praktyce cicho opodatkowując posiadaczy obligacji poprzez finansową represję, co stopniowo "topiło” dług.
Dziś nie istnieje żaden z tych warunków. Rząd USA nie notował nadwyżki budżetowej od dziesięcioleci. Wzrost PKB w IV kwartale 2025 roku został skorygowany w dół do zaledwie 0,7%. A inflacja jest na tyle wysoka, że Fed nie może obniżyć stóp procentowych bez jej dalszego podsycania.
Jest w tym pewna ponura ironia, że to właśnie przewodniczący Fed wygłasza to ostrzeżenie.
W końcu to ten sam człowiek nadzorował najbardziej agresywną ekspansję monetarną w historii. Biliony nowo wykreowanych dolarów, lata niemal zerowych stóp procentowych i luzowanie ilościowe, które sprawiło, że zadłużanie się rządu było praktycznie bezbolesne. Fed nie stworzył uzależnienia polityków od wydatków. Ale wręczył Kongresowi kartę kredytową bez limitu z promocyjnym oprocentowaniem 0%. Teraz, gdy ten promocyjny okres się skończył, rachunek za odsetki wynosi 1 bilion dolarów rocznie.
Proponowane rozwiązanie? "Nie musimy spłacać długu” — powiedział Powell. "Musimy tylko doprowadzić do tego, żeby gospodarka rosła szybciej niż dług.” A następnie dodał z pewną autoironią: "Ograniczam się do takich ogólnych stwierdzeń, które właściwie wszyscy ignorują.”
Czy więc Kongres nagle odnajdzie w sobie dyscyplinę fiskalną? Czy politycy tacy jak Bernie Sanders, Alexandria Ocasio-Cortez i Elizabeth Warren przeprowadzą kluczowe reformy deregulacyjne, aby pobudzić wzrost gospodarczy?
Nie liczyłbym na to.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz — jak argumentowano od lat — jest taki, że Kongres nadal nie zrobi nic… co ostatecznie doprowadzi do spadku wartości dolara i jego siły nabywczej. Twoje oszczędności, dochody i konto emerytalne będą mogły kupić mniej.
Historia jest w tej kwestii jednoznaczna. Rządy niezmiennie wybierają inflację. Za każdym razem.