Olej, inflacja i recesja - Charles Hugh Smith, Of Two Minds, 6.04.2026.
Recesje nie wymagają gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej/benzyny, ale gwałtowne wzrosty cen energii wywołują recesje. To logiczne, ponieważ węglowodory stanowią fundament każdej branży, od tak zwanych "zielonych” technologii, przez wszystkie branże high-tech (SpaceX, centra danych AI itp.), po transport, tworzywa sztuczne i wszystko inne.
Recesje mają oczywiście inne przyczyny. Cykl koniunkturalny nadmiernego zadłużenia i spekulacyjnych ekscesów prowadzących do niewypłacalności oraz ograniczenia kredytów i wydatków, pęknięcie spekulacyjnych baniek, inflacyjną spiralę nadmiernego zadłużania się w celu finansowania "broni i masła” oraz destrukcyjne wydarzenia, takie jak zarazy i wojny.
Inflacja zmniejsza dochód rozporządzalny, albowiem większą część zarobków trzeba przeznaczyć na artykuły pierwszej potrzeby. W gospodarce konsumpcyjnej to zmniejszenie dochodu rozporządzalnego powoduje, że gospodarstwa domowe zaciągają więcej kredytów, aby wypełnić rosnącą lukę między tym, co uważają za należny im standard życia, a siłą nabywczą swoich zarobków.
Ten wzrost zadłużenia powoduje, że większy procent dochodów netto przeznacza się na spłatę odsetek i kapitału, co jeszcze bardziej zmniejsza dochód rozporządzalny. Ostateczne cięcia – redukcja zadłużenia poprzez ograniczenie wydatków i niewypłacalność – prowadzą do spadku konsumpcji, czyli recesji.
Recesja pojawia się wtedy, gdy optymistyczna wizja gospodarki, która nie odzwierciedla rzeczywistości, zderza się z nią. Przed recesją ta optymistyczna wizja zawsze wygląda tak samo. Zyski przedsiębiorstw są solidne i rosną, wydatki konsumentów są stabilne, rynek pracy ma się dobrze, bezrobocie jest niskie, sytuacja finansowa gospodarstw domowych jest zdrowa, technologia zwiększa wydajność i tak dalej.
Zgodnie z tą optymistyczną wizją recesja jest niemożliwa, więc pożyczajcie i kupujcie, kupujcie, kupujcie – akcje, domy, przeżycia, rejsy. Kupujcie wszystko, bo dobre czasy trwać będą wiecznie.
Słabe punkty wynikające z nadmiernego polegania na kredytach w celu sfinansowania wydatków oraz niszczące skutki inflacji są ukryte pod statystycznymi sztuczkami. Dodajcie do tego wszystkie zamożne gospodarstwa domowe, a następnie obliczcie średnią i "voila". Spójrzcie, jak "bogate" jest przeciętne gospodarstwo domowe. Wszystko jest w porządku, pożyczajcie i kupujcie do woli. Dodajcie do tego hedonistyczne korekty i odrobinę magicznego pyłu, i voila, 8% inflacja w magiczny sposób zmniejsza się do 2,5%.
Zawieszenie niewiary/zaufania to magia szczęśliwej historii. Dopóki ludzie są zadowoleni i pewni siebie, działają w przekonaniu, że ich dochody i majątek będą nadal rosły, umożliwiając im dalsze zaciąganie pożyczek i wydawanie pieniędzy.
Trzeba ukryć fakt, że w dłuższej perspektywie niekoniecznie leży to w ich najlepszym interesie, aby nie ograniczyli zaciągania kredytów i wydatków, bo przecież głównym celem gospodarki jest maksymalizacja zysków, a jest to możliwe tylko wtedy, gdy ludzie, którzy nie zarabiają wystarczająco dużo, by swobodnie wydawać pieniądze, zaciągają kredyty, by móc swobodnie wydawać.
W tym miejscu niezbędna staje się kolejna magia tej radosnej opowieści. Efekt bogactwa generowany przez bańki kredytowo-aktywowe. Jeśli ludzie widzą, jak rośnie wartość ich domów i portfeli akcji, czują się bogatsi i odczuwają większą pewność siebie w zaciąganiu kredytów i wydawaniu pieniędzy, skoro w tle "gromadzi się" to bogactwo.
To jak konto oszczędnościowe, które rośnie bez konieczności rezygnacji z bieżącej konsumpcji. W bańkach kredytowo-aktywowych możemy "mieć ciastko i zjeść ciastko".
Problem, który musi być ukryty przez tę radosną opowieść, polega na tym, że nadmierne zadłużenie i spekulacje są samolikwidujące. Mechanizm, który je napędza, z natury rzeczy ulega samozniszczeniu. Dług generuje odsetki, które zmniejszają dochód rozporządzalny, co powoduje kurczenie się kredytu i konsumpcji, a wszystkie bańki kredytowo-aktywowe pękają, niezależnie od intensywności propagandy / optymistycznej narracji, że to nie jest bańka, tylko "kapitalizm”, "technologia” czy "zwierzęce instynkty”.
Jesteśmy tak skonstruowani, by obawiać się, że nadmiar może nagle przerodzić się w niedobór, a rosnące ceny energii, wywołujące efekt domina w całej gospodarce, powodują ponowną ocenę naszego samozadowolenia.
Każda firma odczuwa skutki rosnących kosztów dosłownie wszystkiego, co kupuje do prowadzenia działalności, a skoro dochody rozporządzalne 80% najbiedniejszych są już pod presją, nie mogą one zbytnio podnosić cen bez utraty obrotu (wolumenu) sprzedaży.
Gospodarstwa domowe natychmiast odczuwają rosnące koszty mediów i paliwa, a zarówno w przypadku przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych istnieje ryzyko, że zaufanie do przyszłości ulegnie erozji niczym zamek z piasku podczas przypływu.
Oto wykres średniej ceny benzyny w USA od 1976 r. do lutego 2026. Dodałem ostatni skok do obecnej średniej ceny wynoszącej 4,11 USD za galon. Co ciekawe, jest to cena dość zbliżona do ceny benzyny skorygowanej o inflację w czasie kryzysu paliwowego z lat 1973–1974 oraz do ceny nominalnej z lipca 2008 r. Po uwzględnieniu inflacji 4,11 USD z lipca 2008 r. to 6,11 USD w dzisiejszych dolarach.

Chcę tu podkreślić, że nie ma konkretnego progu cenowego wywołującego recesję. Zależy ona od ukrytych słabości i podatności gospodarki. Innymi słowy, zależy to od rozbieżności między optymistyczną narracją mającą na celu utrzymanie wysokiego poziomu zaufania i samozadowolenia a rzeczywistością, w której rosnące koszty i obciążenia związane z obsługą długu zmniejszają dochód rozporządzalny.
Bańki kredytowo-aktywowe pękają z wielu powodów, ale to, czego doświadczamy, to załamanie zaufania, że bańka będzie się nadal napompowywać, czyniąc nas coraz bogatszymi każdego dnia, pod każdym względem. Podstawową słabością dzisiejszej gospodarki jest to, że wzrost konsumpcji zależy obecnie od wydatków 10% najbogatszych, którzy akurat posiadają lwią część aktywów generujących dochód, takich jak nieruchomości, akcje, obligacje korporacyjne i przedsiębiorstwa.
Gdy bańka spekulacyjna pęknie, zaufanie najlepiej zarabiających i najwięcej wydających ulegnie załamaniu, co doprowadzi do spadku ich zadłużenia i wydatków.
Cena ropy naftowej nie musi osiągnąć 147 dolarów za baryłkę, a benzyny 6 dolarów za galon, aby wywołać recesję. (W Kalifornii benzyna kosztuje ponad 6 dolarów za galon, a w stanach z wysokimi podatkami od paliw ponad 5 dolarów za galon). Nie ma konkretnego pułapu cenowego, podobnie jak nie ma konkretnego wskaźnika, który pozwalałby nam przewidzieć lawinę. Wszystko zależy od ukrytych słabości i nadużyć gospodarki w danym momencie.

Kiedy "Wiluś E. Kojot" (Wile E. Coyote) jest pewny siebie, może chodzić w chmurach. Jego pewność siebie znika, gdy nagle dostrzega rzeczywistość. Recesje zawsze zaskakują konwencjonalnych ekonomistów, ponieważ załamanie zaufania wywołuje nagły wzrost bezrobocia i niewypłacalności oraz gwałtowny spadek kredytów i wydatków.
To nie sama cena ropy powoduje recesję, lecz ukryte słabości, które dotychczas maskowano optymistycznymi narracjami, by utrzymać ten system przy życiu.