Metale szlachetne w działaniu - Mark Thornton, Mises Wire, 14.04.2026.
W ciągu ostatniego roku rynki metali szlachetnych odnotowały historyczne wzrosty, a następnie spadki cen. Jest to oczywiście wynik działania podaży i popytu, ale pojawiły się również głosy o rynkowych manipulacjach.
W tym podcaście i kilku wywiadach, które tu reprodukuję, przedstawiłem warunki podaży i popytu zarówno na czystym wolnym rynku, jak i w obecnych warunkach w świecie rzeczywistym.
Oczekuje się kilku form manipulacji, takich jak zmiany wymogów dotyczących depozytów zabezpieczających, a także innych, takich jak tajemnicze zamknięcia i spowolnienia. Przede wszystkim zorganizowane rynki i aktorzy polityczni będą działać w pierwszej kolejności, aby ratować siebie.
W rezultacie, w ciągu ostatniego roku wielokrotnie oświadczałem, że gdy ceny zaczną osiągać rekordowe poziomy – zwłaszcza gdy cena srebra zbliży się do 50 dolarów za uncję – rynki metali szlachetnych będą doświadczać "bólów wzrostu”.
Oczywiście wszelka aktywność wpływa na rynek, powodując zmiany cen i wielkości obrotów, jednak w tym przypadku komentatorzy często wskazują na rzekome nielegalne działania.
Nasze podstawowe rozumienie tych rynków polega na tym, że w modelu całkowicie wolnorynkowym, gdzie złoto jest dosłownie pieniądzem, charakteryzuje się ono niezwykłą stabilnością siły nabywczej w długim okresie. Poważne zmiany cen lub siły nabywczej są wynikiem interwencji rządowych, a odchylenia cen od długoterminowych trendów inflacyjnych wynikają z rzeczywistych krótkoterminowych korekt podaży i popytu, takich jak zmieniające się oczekiwania, wybuch wojny i zmiany w cyklu koniunkturalnym.
Przed hossą na rynku złota i srebra niektórzy komentatorzy, w tym ja, wskazywali na przesłanki sugerujące wzrost popytu na złoto oraz na to, że wydobycie metali szlachetnych nie nadąży za tym wzrostem, co może podnieść ceny. Innymi słowy, przewidywali oni, że większe zainteresowanie przy ograniczonej podaży doprowadzi do wzrostu cen — i rzeczywiście tak się stało.
Przed ostatnimi gwałtownymi spadkami cen niektórzy komentatorzy wskazywali z kolei, że spadek popytu może silnie obniżyć ceny. Innymi słowy, jeśli ludzie zaczną kupować mniej lub sprzedawać więcej, ceny spadną — i to również się potwierdziło. Ważne jest jednak, aby wymienić kilka przykładów tych, którzy zmniejszyli swój popyt, stając się dostawcami, jak to się dla nich sprawdziło i udowodnić, że te rynki działają. Czy wszyscy zmniejszą swój popyt, aby całkowicie utrzymać metale szlachetne, a ceny spadną do zera?
Metale szlachetne mają całodobowe, globalne rynki, ale zacznijmy od Stanów Zjednoczonych. Wśród licznych powodów, dla których metale szlachetne sprzedawano na rynku krajowym – zmieniając popyt na dostawców – znajdują się następujące:
- Spekulanci i handlarze. Podnieśli ceny na rynkach, a następnie postanowili zrealizować zyski i przerzucić się na inne rynki, zwłaszcza na ropę naftową, jeszcze przed wybuchem działań wojennych. Ten rodzaj handlu opiera się na wycenie względnych wyników i spekulacji na temat przyszłych warunków, w tym informacji poufnych. Tymczasem "manipulatorzy” również przyczyniali się do wzrostu rynków, licząc na to, że będą mogli czerpać korzyści z krótkich pozycji.
- Kryzys płynności: Wiemy, że niektóre inwestycje – zwłaszcza private equity i prywatne kredyty – borykają się z tzw. problemami płynności, albowiem Fed uruchomił w grudniu program awaryjny, a wykupy tej "sekwestrowanej” kategorii kapitału (nieobjętej otwartym obrotem na rynkach) zostały zablokowane. Oznacza to, że aktywa te nie generują wystarczających przychodów, aby pokryć wydatki i zobowiązania dłużne, i nie można ich łatwo wymienić na gotówkę. Program Fed o wartości 40 mld dolarów miesięcznie, polegający na zakupach rezerwowych (RMP - Reserve Management Purchases), wydawał się wystarczający w grudniu 2025. Być może jednak ostatnio już tak nie jest. Jeśli jest to poważny, utrzymujący się problem, należy spodziewać się rozszerzenia tego programu.
W obu tych przypadkach rynki metali szlachetnych zachowały się zgodnie z oczekiwaniami. Inwestorzy przenosili środki z walut do metali szlachetnych jako aktywów o niskim ryzyku, a następnie ponownie je wycofywali, aby zaradzić problemom z płynnością i dostosować się do zmieniających się warunków rynkowych.
Poza Stanami Zjednoczonymi głównym wydarzeniem był atak Izraela na Iran przy wyraźnym wsparciu USA. Nie wchodząc w szczegóły, jak dotąd wojna ta spowodowała ogromne straty kapitałowe i ograniczyła działalność gospodarczą.
Miało to negatywny wpływ na światową populację pod względem konsumpcji produktów petrochemicznych, wszystkich produktów pochodnych oraz spadku podaży niemal wszystkich konsumpcyjnych dóbr, gdyż podnosi to ogólne koszty produkcji. Zakłócenia w handlu naraziły setki milionów ludzi na szczególne ryzyko i oczywiście sytuacja może się znacznie pogorszyć.
Jeśli jednak skupimy uwagę na samym obszarze konfliktu - państwach wokół Zatoki Perskiej i Lewantu: Syrii, Libanie, Judei/Palestynie, Jordanii oraz Cyprze, czyli pierwotnej "ziemi wschodzącego Syna” - zauważymy, że kraje Zatoki Perskiej w dużym stopniu wyprzedają złoto z powodu zniszczenia lub unieruchomienia aktywów związanych z ropą naftową, czyli ich głównego źródła dochodu, oraz chęci opuszczenia regionu.
Ta sprzedaż złota jest widoczna w jego obniżonych cenach na rynkach Zatoki Perskiej, a samo złoto bez wątpienia spełniło swoją podstawową rolę jako aktywo pieniężne w bardzo trudnych czasach - tak jak dzieje się to w innych miejscach podczas hiperinflacji.
Warto pamiętać, że kryzysy, załamania i wojny mają negatywne skutki, które mogą się rozprzestrzeniać, jednak w skali globalnej wpływają one na różne grupy ludzi w odmienny sposób.
Skoro warunki płynności na światowych rynkach aktywów pozostają bardzo niepewne, a działania wojenne na Bliskim Wschodzie nadal trwają, rynki metali szlachetnych będą doświadczać spadku popytu i wzrostu podaży, aż do momentu wyczerpania tych tendencji lub poprawy sytuacji. Wtedy uwaga rynków może przesunąć się na takie kwestie jak kryzysy kredytowe, przewartościowanie aktywów w warunkach rosnących stóp procentowych oraz rosnące koszty utrzymania wydatków publicznych i obsługi długu, zwłaszcza w kontekście inflacji i stóp procentowych. Najważniejsze pytanie brzmi: co zrobią dalej banki centralne?