Przejdź do treści

Luke Gromen dla MacroVoices #528: Hormuz może doprowadzić do odpowiednika kryzysu sueskiego z 1956 roku - Erik Townsend, Partick Ceresna, MacroVoices, 16.04.2026.

1. Kluczowy czynnik: Cieśnina Ormuz jako punkt zapalny systemu

Obecna sytuacja makroekonomiczna i geopolityczna jest w swojej istocie zaskakująco prosta, choć jej konsekwencje są ekstremalnie złożone i wielowarstwowe. Wszystko sprowadza się do jednego fundamentalnego pytania: czy Cieśnina Ormuz jest otwarta, czy zamknięta. To nie jest jeden z wielu czynników. To czynnik dominujący, który w tej chwili steruje niemal całym globalnym układem gospodarczym i finansowym. Jak podkreślono w rozmowie, to "rynek jednego czynnika”.


Jeśli cieśnina pozostaje zamknięta, świat zmierza w stronę pogorszenia się sytuacji, gdzie problemy narastają wykładniczo, a nie liniowo. Początkowo konflikt miał być krótki – kilka dni, maksymalnie tygodni – ale rzeczywistość szybko zweryfikowała te założenia. Po wielu tygodniach nadal brak rozwiązania, a scenariusz przypominający kryzys sueski z 1956 roku przestaje być przypadkiem skrajnym, a zaczyna być scenariuszem bazowym.

Najbardziej niepokojące jest to, że rynki wydają się ignorować skalę zagrożenia. Panuje względne "zadowolenie”, podobne do tego obserwowanego przed kryzysem finansowym w 2007 roku lub na początku pandemii w 2020 roku. Inwestorzy nie rozumieją fizycznych ograniczeń systemu, szczególnie w kontekście rynku ropy. Transport surowców przez Ormuz trwa tygodniami – ostatnie transporty sprzed zamknięcia dopiero docierają do miejsc przeznaczenia.

To oznacza, że faktyczny niedobór jeszcze się nie rozpoczął, mimo że rynek już spekuluje na temat jego skutków. Nawet jeśli konflikt zakończy się natychmiast, świat i tak odczuje kilkutygodniową przerwę w dostawach. Nie istnieje możliwość "przyspieszenia” tankowców – fizyka i logistyka są nieubłagane. To tworzy warunki do sytuacji, w której rynek najpierw odetchnie z ulgą po potencjalnym rozwiązaniu konfliktu, by chwilę później doświadczyć realnego szoku podażowego i gwałtownej korekty oczekiwań.

2. Efekty domina: energia, nawozy, żywność i ryzyko humanitarne

Drugi poziom konsekwencji jest jeszcze bardziej niepokojący, gdyż dotyczy fundamentów funkcjonowania globalnej gospodarki – energii i żywności. Zakłócenia w dostawach ropy i gazu przekładają się bezpośrednio na produkcję nawozów, które są kluczowe dla współczesnego rolnictwa. W rozmowie przywołano bardzo obrazowy przykład: globalna populacja przy obecnym poziomie nawozów wynosi ok. 7,5 miliarda ludzi, natomiast bez syntetycznych nawozów spadłaby do ok. 3,9 miliarda. To pokazuje, jak krytyczny jest ten element systemu. Nawet częściowe ograniczenia dostępu do nawozów mają ogromne konsekwencje.

Dodatkowo rolnictwo działa w ramach sztywnych okien czasowych. Jeśli nawozy nie zostaną zastosowane w odpowiednim momencie sezonu, nie da się tego nadrobić później. Oznacza to, że dzisiejsze decyzje i ograniczenia determinują poziom produkcji żywności za kilka miesięcy. W efekcie świat może stanąć w obliczu znaczącego spadku plonów, co przełoży się na silną inflację żywności w horyzoncie 6–12 miesięcy. Już teraz pojawiają się dodatkowe czynniki pogłębiające problem, jak zwiększone wykorzystanie zbóż do produkcji paliw (np. etanolu), co dodatkowo ogranicza podaż żywności.

To prowadzi do klasycznego efektu domina: wyższe ceny energii → droższe nawozy → niższe plony → droższa żywność → zmiana zachowań konsumentów (gromadzenie zapasów) → dalsza presja inflacyjna. W krajach rozwijających się skutki mogą być dramatyczne. Mówimy nie tylko o inflacji, ale o realnym ryzyku głodu i wielkich kryzysów humanitarnych. W krajach rozwiniętych pojawi się z kolei presja polityczna, wzrost napięć społecznych i potencjalne zmiany władzy.

3. Dylemat rządów, wojna o rynki i narastający kryzys zadłużenia

Rządy znajdują się w sytuacji bez dobrego wyjścia. Z jednej strony mogą pozwolić rynkowi działać, co oznacza wzrost rentowności obligacji, zaostrzenie warunków finansowych i recesję. Z drugiej strony mogą ingerować – drukować pieniądz, kontrolować ceny, subsydiować energię i żywność. Problem polega na tym, że świat już przed tym kryzysem znajdował się w bardzo napiętej sytuacji fiskalnej. Jak wskazano, w USA koszty odsetkowe i zobowiązania zbliżają się lub przekraczają poziom dochodów budżetowych, co oznacza strukturalny problem finansów publicznych.

Rynek obligacji zaczyna to odzwierciedlać. Rentowności rosną, a poziomy uznawane za "bezpieczne” stają się politycznie nieakceptowalne. Władze reagują – poprzez operacje na rynku długu czy inne działania stabilizacyjne – co sugeruje, że rynek nie jest już w pełni wolny. Dodatkowo zmieniła się struktura popytu na obligacje. Banki centralne przestały być głównymi kupującymi, a ich miejsce zajęły fundusze hedgingowe wykorzystujące wysoką dźwignię. To oznacza większą kruchość systemu. W momentach stresu te podmioty mogą szybko wycofać kapitał.

Istotnym elementem jest także rola zagranicy. Kraje posiadające duże rezerwy dolarowe mogą być zmuszone do ich sprzedaży, aby zapewnić sobie dostęp do żywności i energii. W takiej sytuacji aktywa finansowe – obligacje i akcje – przegrywają z podstawowymi potrzebami. Jednocześnie pojawia się szerszy kontekst geopolityczny. Konflikt nie jest tylko regionalny, ale ma znaczenie egzystencjalne także dla takich krajów jak Chiny czy Rosja, które mogą reagować w sposób pośredni, np. poprzez wpływ na łańcuchy dostaw lub rynki finansowe.

4. Inflacja vs deflacja, chaos rynkowy i implikacje inwestycyjne

Jednym z najbardziej złożonych aspektów sytuacji jest jednoczesne działanie sił inflacyjnych i deflacyjnych. W krótkim okresie wzrost cen surowców działa silnie inflacyjnie. Jednak jednocześnie wysokie ceny ograniczają popyt i aktywność gospodarczą, co prowadzi do efektów deflacyjnych. Ten dualizm powoduje dużą zmienność rynków i dezorientację inwestorów. Dochodzi do tego trzeci element – reakcja fiskalna. Spadające dochody budżetowe przy rosnących wydatkach prowadzą do momentu krytycznego: rządy muszą zdecydować, czy dopuścić do niewypłacalności, czy drukować pieniądz. Historia i logika polityczna wskazują, że wybiorą druk, co w dłuższym terminie oznacza silną inflację.

Rynki finansowe dodatkowo komplikują obraz. Złoto początkowo rosło jako bezpieczna przystań, później spadło pod wpływem oczekiwań wyższych stóp procentowych. Podobne rozchwianie widać na innych aktywach – inwestorzy są często "po złej stronie rynku”, co prowadzi do gwałtownych ruchów cen. Dodatkowo pojawiają się sygnały możliwych interwencji i "zarządzania” rynkami, co jeszcze bardziej utrudnia interpretację sytuacji.

W takim środowisku krótkoterminowe inwestowanie jest ekstremalnie trudne – zbyt wiele zmiennych, zbyt duża rola polityki i nieprzewidywalnych wydarzeń. W dłuższym horyzoncie bardziej obiecujące wydają się sektory związane z energią, infrastrukturą energetyczną, uranem, złotem oraz szeroko rozumianym sektorem żywnościowym. Jednocześnie należy brać pod uwagę możliwość gwałtownego "air pocket” – nagłego załamania aktywności gospodarczej i rynków.

Podsumowując, sytuacja jest paradoksalna. Z jednej strony niezwykle prosta – wszystko zależy od jednego wąskiego gardła w globalnym systemie. Z drugiej strony ekstremalnie złożona w swoich konsekwencjach. Największym ryzykiem nie jest sam kryzys, lecz to, że rynki i decydenci pozostają wobec niego zbyt spokojni. Jeśli obecny stan utrzyma się jeszcze przez kilka tygodni, świat może wejść w fazę gwałtownej korekty, która ujawni wszystkie ukryte napięcia jednocześnie – od inflacji, przez rynki obligacji, po stabilność polityczną i społeczną.