USA: "Dlaczego przegrywamy?" - Peter Hanseler, ForumGeopolitica, 18.04.2026.
Jeśli spojrzeć na fakty, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wojna w Iranie nie tylko stanie się największą klęską militarną w krótkiej historii Stanów Zjednoczonych, ale także strąci je z tronu jako jedynego hegemonicznego mocarstwa na świecie. – Eksperyment myślowy oparty na faktach.
Wprowadzenie
W moim ostatnim artykule ("Wojna z Iranem: pokój z USA to farsa, miraż”) wyraziłem już pogląd, że jest mało prawdopodobne, aby to cokolwiek dało – niestety. Izraelczycy nadal zabijają, zarówno w Strefie Gazy, jak i w Libanie, naruszając tym samym jeden z warunków pokoju, jakie postawił Iran. Trump ogłosił blokadę morską – kolejną zbrodnię wojenną, tym razem pod nazwą "piractwa”. Musimy założyć, że ta krótka chwila wytchnienia wkrótce dobiegnie końca, dlatego już teraz możemy zacząć rozważać widmo zagłady. Ogłoszone niedawno zawieszenie broni między Izraelem a Libanem to również farsa, podobnie jak otwarcie Cieśniny Ormuz, która została ponownie zamknięta już w sobotę.
Tytuł tego artykułu oparłem na Franku Capra, który w latach 1942–1945 wyprodukował amerykański propagandowy cykl "Why We Fight”.

Stany Zjednoczone wygrały II wojnę światową dzięki szeroko zakrojonej propagandzie i, dla porównania, zaledwie kropli w morzu rozlewu krwi. Rosjanie zapłacili cenę krwi, podczas gdy Stany Zjednoczone stworzyły wizerunek, który pieczołowicie wpajano w tej części świata, którą dziś nazywamy Zachodem. Składnikami tego wspaniałego wizerunku były militarna niezwyciężalność, bogactwo, przyzwoitość oraz bycie gwarantem wolności i demokracji. Amerykanie wygrali zatem II wojnę światową głównie dzięki propagandzie i udawało im się utrzymać ten wizerunek do niedawna, mimo że nawet pobieżne spojrzenie na fakty od 1945 roku ukazuje zupełnie inny obraz. Dziś dla opinii publicznej na całym świecie staje się jasne, że wszystkie czynniki, które stanowiły podstawę światowej dominacji, nie mają już żadnego oparcia w rzeczywistości.
W tym artykule podkreślamy to, czego niewielu Amerykanów chce zobaczyć. Fakty, które mogą doprowadzić do utraty wszystkiego, w co USA lubią wierzyć – i to co daje im pewność siebie, by uważać się za najsilniejsze.
Coraz trudniej jest uzyskać jasny obraz sytuacji. O ile w przeszłości to głównie służby wywiadowcze posuwały się do jawnych kłamstw, o tyle obecnie wydaje się, że tę strategię przyjęło wielu polityków. Każda informacja może być prawdziwa lub nie. Starannie rozważamy wszystkie dostępne dane. Mimo to błędy wciąż mogą się zdarzyć.
Wiarygodność USA słabnie
W czerwcu ubiegłego roku napisałem artykuł ("Dyplomacja na łożu śmierci – od rozjemcy do podżegacza wojennego”), w którym analizowałem wiarygodność Stanów Zjednoczonych. Koncentrowałem się na reputacji USA jako międzynarodowego partnera w negocjacjach dyplomatycznych. W tamtym czasie zaufanie Amerykanów do swojego rządu było wciąż stosunkowo wysokie. Jednak nastroje społeczne zaczęły się od tego czasu zmieniać, nawet w samych Stanach Zjednoczonych.
Dużo czytam i przeglądam X-a i Telegrama. Nie tylko po to, by znaleźć fakty, ale także po to, by zorientować się w ogólnych nastrojach. Uderzające jest to, że od momentu wybuchu wojny 28 lutego wydarzenia i narracje w Stanach Zjednoczonych (te, które amerykański rząd przedstawiał i nadal przedstawia jako fakty) są tam dyskutowane i podawane w wątpliwość. Jednak "fakty” te są pełne dziur jak szwajcarski ser.
Kilka przykładów. Pobieżne dochodzenie ujawnia, że JFK nie został zamordowany przez Lee Harvey Oswalda, który jakoby miał działać jako samotny wilk. Pojawiają się doniesienia, że Izrael miał w tym swój udział. Kennedy rzekomo chciał zapobiec uzyskaniu przez Izrael bomby atomowej. Ta inicjatywa miała zostać udaremniona przez Izraelczyków poprzez jego zabójstwo, oczywiście w ścisłej współpracy z CIA.
Ponadto Amerykanie obecnie świętują przelot wokół Księżyca tak, jakby było to wielkie osiągnięcie, prawie 60 lat po lądowaniu na Księżycu. Jest to jednak wielkie osiągnięcie tylko wtedy, jeśli nigdy naprawdę nie polecieliśmy na Księżyc. Teorie (nie "teorie spiskowe”) dotyczące wspomnianych wydarzeń często brzmią bardziej wiarygodnie niż oficjalne wersje. Mam osobiste opinie na temat tych teorii, ale nie są one istotne, gdyż nie mam co do nich 100% pewności. Faktem jest, że ludzie coraz mniej wierzą w "wielkie narracje" USA. Nawet w samych Stanach Zjednoczonych. Ludzie nie ufają już własnemu rządowi.
Kiedy wiadomość o ataku z 7 października 2023 roku dotarła do mediów, byliśmy skrajnie sceptyczni. Ten atak idealnie wpisywał się w izraelski plan. Był darem niebios, usprawiedliwiającym rozpoczęcie ludobójstwa na przemysłową skalę, które od tamtej pory trwa na oczach wszystkich. Masakry usprawiedliwiały jeszcze większe masakry. Postanowiliśmy poczekać i zobaczyć, i napisaliśmy trzyczęściowy cykl o krwawych masakrach. Zakwestionowaliśmy w nim oficjalną narrację dotyczącą Hiroszimy i Nagasaki, zbadaliśmy społeczeństwo przed i po 11 września oraz przeanalizowaliśmy strategię USA ("Odbudowa Obronności Ameryki”), która otwarcie dążyła do "momentu Pearl Harbor”, aby skłonić amerykańską opinię publiczną do wojny. Na koniec zakwestionowaliśmy 11 września (a raczej oficjalną wersję tej rzezi) która, według wersji przedstawianej przez rząd USA, nie mogła przebiegać dokładnie w ten sposób.
Wzrost nieufności, zarówno na arenie międzynarodowej, jak i krajowej, jest procesem naturalnym: gdy ludzie dochodzą do punktu, w którym po prostu nie ufają już jednej ze stron, odkopują stare historie i je analizują – taka jest ludzka natura; tak właśnie wygląda wiele rozwodów. Wygląda na to, że będziemy mieli do omówienia o wiele ważniejsze kwestie. Dzięki internetowi nie da się już powstrzymać kontroli rządu USA i jego mediów. Ogromne wysiłki podejmowane obecnie przez rządy i firmy technologiczne w celu regulacji internetu można z pewnością postrzegać bardzo, bardzo krytycznie w tym kontekście.
Jakie są interesy Stanów Zjednoczonych?
W ostatnich tygodniach Trump pokazał, że jego zachowanie osiągnęło poziom, przy którym ludzie zasadniczo nie są już skłonni do dalszej komunikacji z taką osobą. Jest jednak prezydentem Stanów Zjednoczonych i dopóki nikt nie "wyciągnie wtyczki” i nie usunie go z urzędu, świat będzie musiał z nim żyć i się z nim komunikować.
Wielu analityków twierdzi, że Trump jedynie wykonuje polecenia Netanjahu lub syjonistów. Fakt, że Vance miał rzekomo zdać raport Netanjahu po nieudanych negocjacjach w Islamabadzie, ma silnie przemawiać na korzyść tej teorii. Dodatkowym argumentem ma być również to, że Netanjahu twierdzi, iż to on decyduje, kiedy wojna z Iranem się skończy.
https://x.com/SilentlySirs/status/2044578105604612498
Jeśli jednak spojrzeć na długoterminową strategię USA, dwa kluczowe elementy rzucają się w oczy. Ćwierć wieku temu celem USA było zaatakowanie siedmiu krajów w ciągu pięciu lat, a ostatnim krajem na liście był Iran. Taki był plan neokonserwatystów z tzw. "głębokiego państwa" ("deep state"). Warto również zauważyć, że Iran jest jednym z najważniejszych partnerów strategicznych Chin i Rosji. Nie tylko ze względu na zasoby naturalne, ale także poprzez strategiczne położenie tego rozległego kraju i kluczowe szlaki transportowe, które go przecinają. Z jednej strony planowany Korytarz Północ-Południe, który połączy Rosję z Indiami, omijając Kanał Sueski.

Z drugiej strony istnieje linia kolejowa wschód-zachód z Chin do portów irańskich, a następnie na Bliski Wschód i do Europy, sfinansowana i ukończona przez Chiny. To właśnie tę linię kolejową Izraelczycy, wspólnie z Amerykanami, zaatakowali w południowym Iranie, gdy postanowili zniszczyć mosty i inną infrastrukturę.
Amerykanie zawsze myślą w kategoriach hegemonii. Choć mówią o "wielobiegunowości', w rzeczywistości mają na myśli jedynie wersję pod amerykańskim przywództwem. Chcą trzymać się hegemonii, którą stworzyli – co fundamentalnie przeczy samej istocie wielobiegunowości. Z perspektywy obecnego hegemona największym przeciwnikiem jest rzekomo kolejny hegemon, czyli Chiny, a nie na przykład BRICS jako całość. I dokładnie w ten sposób postępują Stany Zjednoczone. Dla Amerykanów Iran jest jedynie przystankiem na drodze, choć bardzo istotnym. Krajem, który Amerykanie chcą sobie podporządkować, tak jak wcześniej zrobili to z Afganistanem, Irakiem, Syrią, Libią, Libanem, Somalią i Sudanem. Jeśli nie są w stanie kontrolować i eksploatować danego kraju, niszczą go i przechodzą do kolejnego "kandydata".
Ta strategia niezmiennie kończy się destrukcją państw, których dotyczy. USA nigdy nie udało się przekształcić celu w dochodową kolonię. To - czyli brak zdolności do tworzenia "prawdziwych” kolonii - najwyraźniej nie stanowi dla USA problemu, skoro nie zmieniły swojej strategii od 1945 roku. Jeden z najbystrzejszych analityków geopolitycznych, Brian Berletic, mieszkający w Tajlandii, wielokrotnie podkreśla, że głównym celem USA są Chiny. W kontekście działań USA wobec Wenezueli i Iranu, przekonująco dowodzi, że konflikt z Iranem dotyczy przede wszystkim Chin. A konkretnie - odcięcia Chin od dostaw energii.

Stany Zjednoczone odcięły Chiny od dostaw energii do Wenezueli i teraz robią to samo w regionie Zatoki Perskiej. Następny przystanek: Cieśnina Malakka. Chińczycy i Rosjanie doskonale o tym wiedzą. Podczas niedawnej wizyty w Pekinie rosyjski minister spraw zagranicznych Ławrow powiedział prezydentowi Xi:
"Rosja z pewnością może wypełnić lukę w zasobach, która powstała w Chinach i innych krajach zainteresowanych współpracą z nami na równych i korzystnych dla obu stron zasadach”. Sergey Lavrov, 15 kwietnia 2026 r.
Nie znam dokładnych liczb, ale zakładam, że Rosja bez problemu pokryje niedobory energii wynikające z odcięcia dostępu do Wenezueli i Ormuzu. Być może kosztem Europy, która, mimo że stoi w obliczu otchłani, emanuje na rynek orzeźwiającą pewnością siebie. Pani von der Leyen promuje swój program oszczędnościowy (dla mas, a nie dla elit) argumentując, że najtańsza energia to ta, która nie jest zużywana.
Przekonujące argumenty Berletica podważają teorię sugerującą całkowite uzależnienie Stanów Zjednoczonych od Izraela. Twierdzi on (i wielokrotnie potwierdza to statystykami oraz amerykańskimi dokumentami strategicznymi, z których niektóre mają już kilkadziesiąt lat) że to USA kontrolują Izrael. Wcześniej argumentowałem, że współzależności między USA a Izraelem nie są aż tak znaczące, gdyż te dwa kraje - niezależnie od tego, jakie są ich ostateczne cele - obecnie działają w tym samym kierunku i są od siebie wzajemnie zależne. Izrael zależy od USA pod względem pieniędzy, broni i logistyki, podczas gdy Amerykanów wiążą powiązania finansowe. Jest wysoce prawdopodobne, że Izraelczycy "ułatwiają” amerykańskie „zobowiązania” wobec projektu syjonistycznego poprzez masowy szantaż, czyniąc w ten sposób decydentów podatnymi na ich żądania.
Aby odpowiedzieć na pytanie, czyje interesy tak naprawdę realizują Stany Zjednoczone, należy starannie rozróżnić interesy Stanów Zjednoczonych od interesów Trumpa. Trump jest kompletnym narcyzem i być może psychopatą. Zupełnie nie przejmuje się innymi. Jego działania sugerują, że nie interesuje go w ogóle los Stanów Zjednoczonych. Myśli tylko o sobie, co w ostatnich dniach doprowadziło do wydarzeń, które zapierają dech w piersiach – a właściwie raczej go odbierają.

Trump najwyraźniej całkowicie stracił już swoje zdolności intelektualne. Na przykład: po tym, jak zraził do siebie muzułmanów (31,5% światowej populacji) poprzez pośrednie wsparcie ludobójstwa Palestyńczyków i inwazję na Iran, w ciągu 24 godzin zdołał zrazić do siebie kolejne 31,5% światowej populacji swoimi uwagami na temat papieża. Nawet jego europejscy pochlebcy zaczynają wyrażać zaniepokojenie.
Jeśli odłożymy na bok absurdalną komunikację amerykańskiego rządu i skupimy się na tym, co się faktycznie dzieje, z pewnością można argumentować, że USA realizują swoje strategiczne interesy, a "kieszonkowy Hitler” w Tel Awiwie jest ostatecznie jedynie narzędziem "głębokiego państwa",
Osiągalność amerykańskich celów
Jeśli chodzi o Iran, USA i Izrael zmierzają w tym samym kierunku, choć nie do końca w ten sam sposób. USA chcą odciąć Chinom dostęp do ropy z Zatoki Perskiej. Izraelczycy, podobnie jak Hitler i jego poplecznicy, sięgną po wszelkie niezbędne środki. Z radością włączają ludobójstwo jako jeden z głównych elementów – aby zrealizować swoje ekspansjonistyczne ambicje. Ich celem jest podporządkowanie sobie Azji Zachodniej. Iran stanowi przeszkodę na drodze do tego celu. Dopóki Iran istnieje jako dobrze zorganizowane i uzbrojone państwo, marzenie Netanjahu o "Wielkim Izraelu" nie może się spełnić. Wie o tym od 40 lat i dąży do tego celu. Jeśli Iran przetrwa, pokrzyżuje plany Izraelowi i Stanom Zjednoczonym – co już częściowo uczynił. Chociaż straty w ludziach i infrastrukturze są poważne, profesor Marandi zauważył w różnych wywiadach, że trzeba znać skalę zniszczeń w Teheranie, aby je dostrzec, co nie oznacza, że Iran nie cierpi z powodu tej wojny.
W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, Izraelczycy ryzykują własnym istnieniem, podejmując to wyzwanie. Wydaje się jednak, że w swojej pysze Izraelczycy nie pogodzili się jeszcze z tym ryzykiem, mimo że straty prawdopodobnie będą katastrofalne. W Izraelu panuje całkowita cenzura w zakresie szkód. Negatywne raporty są karane pięcioma latami więzienia. Trudno oszacować, ilu Izraelczyków opuściło kraj od początku wojny, gdyż Izrael również tutaj fałszuje dane, aby zapobiec panice. W każdym razie prawdopodobnie setki tysięcy osób uciekają do miejsc takich jak Grecja i Cypr, ku "uciesze" tamtejszych mieszkańców, którzy prawdopodobnie już przeczuwają, że wydarzy się coś złego.
Z wojskowej logiki wynika, że w przypadku dalszych ataków ze strony Iranu, małe państwo Izrael rzeczywiście byłoby zagrożone całkowitym zniszczeniem. W każdym razie szanse Izraela na przetrwanie są daleko mniejsze od szans Iranu.
Osłabienie Chin
Atak USA na Iran jest również wyraźnym atakiem na geopolityczne interesy Chin, a Chińczycy przygotowują się do tego od dawna. Przede wszystkim zdywersyfikowali swoją logistykę energetyczną na masową skalę. Wiele rurociągów i szlaków żeglugowych prowadzi do Chin. Wątpliwe jest zatem, by Stany Zjednoczone rzeczywiście były w stanie zdławić chińskie dostawy energii. Wiadomości płynące z Pekinu w dzisiejszych czasach powinny uświadomić Stanom Zjednoczonym, że Rosja jest w stanie wypełnić lukę energetyczną Chin. To stwierdzenie pochodzi od Ławrowa, a nie od Trumpa czy Bessenta – co ma duże znaczenie dla wiarygodności.
Dla Chińczyków i Rosjan Iran jest niezbędnym sojusznikiem i członkiem BRICS oraz Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO - Shanghai Cooperation Organization). Długoterminowi stratedzy w Pekinie w pełni będą wspierać Iran. W sytuacji kryzysowej prawdopodobnie nawet militarnie, choć doprowadziłoby to świat do III wojny światowej. Zakładam więc, że Chińczycy wspierają Irańczyków nie tylko logistycznie, ale także dostawami broni. Fakt, że Chiny zachowują ostrożność w swoich komunikatach, nie jest żadnym dowodem na to, że tak się nie dzieje.
Osłabienie Rosji
Zmiana władzy w Teheranie na korzyść USA byłaby katastrofą nie tylko dla Chin, ale i dla Rosji. BRICS poniosłoby poważne straty, korytarze Północ-Południe i Wschód-Zachód stałyby się przeszłością, a reputacja Rosji jako "mocarstwa opiekuńczego" zostałaby poważnie nadszarpnięta.
Skoro plan USA nie działa, Rosja – nieumyślnie – czerpie wiele korzyści z tego konfliktu.
Po pierwsze, świat obserwuje nielegalny atak na Iran i zastanawia się, o co właściwie można teraz oskarżyć Rosjan w związku z operacją wojskową na Ukrainie. Wojna na Ukrainie trwa, a Rosjanie robią postępy – powoli, ale systematycznie, tak jak od początku wojny. W ostatniej wymianie jeńców stosunek wyniósł 1:25, co mniej więcej odpowiada rozkładowi strat. Nie jest to zaskoczeniem. Ukraińcy, wcieleni do wojska wbrew swojej woli, stoją w obliczu dobrze opłacanych i zmotywowanych Rosjan.
Po drugie, cena rosyjskiej ropy Ural wzrosła do ponad 120 dolarów za baryłkę od początku wojny. To kolejny dowód na to, że "oficjalne” ceny ropy są niedokładne.

Potwierdził to również saudyjski minister finansów. Powiedział: "Widzicie na ekranie 90 dolarów, ale życzę powodzenia z zakupem ropy po tej cenie. Rzeczywista cena waha się od 120 do 160 dolarów za baryłkę”.
https://x.com/AlaliQasem/status/2045158848462250151
Jeśli chodzi o Rosję, podwojenie cen ropy (jak dotąd) będzie miało ogromny wpływ na rosyjski budżet. Według Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem, Rosja wyeksportowała w marcu 7,1 miliona baryłek ropy, co przyniosło Rosji dodatkowe 426 milionów dolarów. To ogromna korzyść dla Rosji i spodziewam się dalszego wzrostu cen ropy.
Co więcej, Departament Skarbu USA właśnie wydał nową licencję, zezwalającą na dalsze transakcje dotyczące dostaw rosyjskiej ropy – pomimo wcześniejszych obietnic zamknięcia tej drogi.
Po trzecie, Amerykanie porzucają wojowniczych Europejczyków, którzy przygotowują się do wojny z Rosją. Istnienie NATO wisi na włosku, a bez USA, NATO – i Europa – stanowi znacznie mniejsze zagrożenie dla Rosji.
Niezauważone przez większość obserwatorów, rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało 15 kwietnia oświadczenie, w którym wskazało ukraińskie zakłady produkujące drony w Europie – wraz z ich adresami – jako potencjalne cele dla Rosji. Oto fragment oświadczenia:
"Planowane jest znaczne zwiększenie produkcji bezzałogowych statków powietrznych dla reżimu w Kijowie poprzez zwiększenie finansowania "ukraińskich” i "łączonych” przedsiębiorstw produkujących drony szturmowe i ich komponenty, zlokalizowanych na terytorium krajów europejskich.
Uważamy tę decyzję za celowy krok prowadzący do gwałtownej eskalacji sytuacji militarno-politycznej na całym kontynencie europejskim i stopniowej transformacji tych krajów w strategiczne zaplecze Ukrainy.
Realizacja scenariuszy ataków terrorystycznych na Rosję przez rzekomo ukraińskie bezzałogowe statki powietrzne, o których mówi reżim w Kijowie, prowadzi do nieprzewidywalnych konsekwencji. Zamiast wzmacniać bezpieczeństwo państw europejskich, działania europejskich przywódców coraz bardziej wciągają te kraje w wojnę z Rosją.
Europejska opinia publiczna powinna nie tylko jasno zrozumieć przyczyny zagrożeń dla jej bezpieczeństwa, ale także znać adresy i lokalizację "ukraińskich” i "łączonych” firm produkujących bezzałogowe statki powietrzne i ich komponenty dla Ukrainy w swoich krajach" - Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej, 16 kwietnia 2026.
Rosja jak dotąd powstrzymywała się od atakowania ukraińskich celów poza Ukrainą, co wywołało ożywioną debatę w kraju. Wiele głosów (w tym w rosyjskich programach telewizyjnych) wzywa do zajęcia twardszego stanowiska wobec Europy. Jednak rząd jak dotąd zachowywał dużą powściągliwość. Zostało to zinterpretowane jako przejaw słabości – między innymi przez Gilberta Doctorowa. Posunął się nawet do stwierdzenia, że Putin jest znienawidzony w Rosji z powodu swoich słabości i należy go odsunąć od władzy. W przeciwieństwie do prezydenta Putina, Doctorow nie zastanawiał się nad konsekwencjami takiej eskalacji. Wygląda na to, że legalistycznie nastawieni Rosjanie zmienili kurs. Oficjalnie łączą trwające na Ukrainie ataki dronów z dronami produkowanymi w Europie dla Ukrainy. Moment nie jest zaskoczeniem. Co mogliby zrobić Europejczycy, gdyby te zakłady produkcyjne w Europie zostały zaatakowane? Niewiele. Wzrost rusofobii w Europie nie jest już możliwy, albowiem Merz, von der Leyen i Kallas rzeczywiście wykonali tu solidną robotę. Pozostaje już tylko płakać, bo wykluczam możliwość, że Amerykanie pospieszą Europejczykom z pomocą.
Geopolitycznie i gospodarczo Rosja prawdopodobnie nie ulegnie osłabieniu w perspektywie krótko- i średnioterminowej, a raczej wzmocnieniu.
Motywacja do zwycięstwa
Cena, jaką Iran będzie musiał zapłacić, będzie wysoka, ale dla Iranu nie jest to po prostu kolejna wojna z długiej serii wojen, jak dla Izraela i USA. To egzystencjalna walka o przetrwanie. Daje to Irańczykom znaczącą przewagę motywacyjną. Walczą o przetrwanie narodu, kraju oraz kultury i cywilizacji sięgającej tysięcy lat. Izraelczycy i Amerykanie z kolei prowadzą nielegalną ekspansjonistyczną wojnę, popełniając jednocześnie najcięższe zbrodnie wojenne. Ma to ogromny wpływ na motywację żołnierzy i ludności zaangażowanej w konflikt. Iran, Rosja i Chiny również kierują się w tym konflikcie przekonaniem, że stoją po właściwej stronie historii, przekonaniem podzielanym przez ich społeczeństwa.
Trump desperacko poszukuje wyjścia z tej porażki. Wielu Amerykanów coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że wojna ta nie jest prowadzona ani w ich interesie, ani w interesie narodu amerykańskiego.
Utrzymanie hegemonii
Stany Zjednoczone osiągnęły swoją pozycję hegemona w 1945 roku: Bretton Woods, 70% światowej produkcji przemysłowej, 22 000 ton złota, zwycięstwo w II wojnie światowej i pozytywny wizerunek. Najważniejszym czynnikiem jest siła gospodarcza, mierzona od II wojny światowej w PKB. Jest to niefortunny wskaźnik, ponieważ uwzględnia marnotrawstwo środków publicznych i zakupy broni.
"Jak można być hegemonem, jeśli nie jest się numerem jeden?”

Jeśli PKB oblicza się na podstawie parytetu siły nabywczej – czyli uwzględniając lokalną siłę nabywczą poszczególnych krajów – Stany Zjednoczone pozostają już daleko w tyle.
Co więcej, technologia i taktyka wojskowa zmieniły się do tego stopnia, że równowaga sił, wcześniej uznawana za oczywistą, stała się nieaktualna w obecnych realiach Amerykanie zdają się nie mieć żadnych szans militarnych ani w starciu z Huti, ani z Iranem. Ich strategia i platformy uzbrojenia (np. lotniskowce) opierają się na taktyce z czasów II wojny światowej, która dawno już stała się przestarzała. Nie powinniśmy się łudzić, ale NATO jako całość prowadziło wojnę zastępczą z Rosją za pośrednictwem Ukrainy przez ponad cztery lata, używając zachodniej broni – i przegrało.
22 000 ton złota w 1945 roku oficjalnie skurczyło się do nieco ponad 8100 ton i nikt nie wie, czy te amerykańskie rezerwy złota nadal istnieją i/lub czy zostały zastawione lub wydzierżawione. Krótko po wyborczym zwycięstwie Trump chciał zweryfikować rezerwy złota – ale pomysł nigdy nie wyszedł poza ogłoszenie.
Na koniec dochodzimy do imponującego wizerunku, jaki USA zbudowały sobie podczas II wojny światowej. W pierwszej części tego artykułu zobaczyliśmy, jak niewiele z niego pozostało. Tym samym Stany Zjednoczone pozostają uwięzione w przeszłości, którą czas już dawno zostawił za sobą. Na oczach całego świata próbują bezskutecznie utrzymać fasadę, która od dawna się rozpadła.
Kontrola nad Cieśniną Ormuz
Kiedy wybuchła wojna, Irańczycy przejęli kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Zezwolili na przepływanie przez nią tylko statkom z zaprzyjaźnionych państw, pod warunkiem uiszczenia opłaty za ładunek w wysokości 2 milionów dolarów, również płatnej w juanach. USA się to nie spodobało i kilka dni temu Trump ogłosił blokadę tego niezwykle ważnego szlaku morskiego.
To było odważne oświadczenie, ale Amerykanom od samego początku brakowało pewności siebie. Zamiast przepłynąć Morze Czerwone i Cieśninę Bab el-Mandab, USS George H.W. Bush i jego okręty eskortowe – w tym USS Donald Cook, USS Mason i USS Ross – żeglują wokół Przylądka Dobrej Nadziei. To nie wzbudza zaufania do ich zdolności kontrolowania Cieśniny Ormuz.
Nie jest jasne, kto tak naprawdę przepływa przez Cieśninę Ormuz. Amerykanie twierdzą, że przejmują kontrolę, podczas gdy Irańczycy deklarują, że nadal kontrolują cieśninę. Ogłoszenie otwarcia w piątek, 17 kwietnia, i ogłoszenie zamknięcia następnego dnia nie dają jasnej odpowiedzi, a wręcz wskazują, że Amerykanie chcieli ratować swoje rynki finansowe przez weekend – i właśnie to zrobili.
Początek operacji USA był w każdym razie katastrofą. Według ekskluzywnego raportu PressTV, USS Michael Murphy i USS Frank E. Peterson próbowały w sobotę przepłynąć przez strategiczny szlak wodny. Operację, która zbiegła się w czasie z delikatnymi rozmowami między Iranem a USA w Islamabadzie, opisano jako ruch propagandowy mający na celu demonstrację siły.
Za pośrednictwem międzynarodowej łączności bezprzewodowej niszczyciele otrzymały jednoznaczne 30-minutowe ultimatum: zawrócić albo zostać zaatakowanymi. Mimo krótkiego oporu, szczególnie ze strony USS Frank E. Peterson, flota wycofała się natychmiast po ostatnim ostrzeżeniu. Nad flotą krążyły śmigłowce wsparcia, podczas gdy pobliskim jednostkom cywilnym nakazano utrzymanie odległości 10 mil od amerykańskich okrętów wojennych.
Prawdopodobnie wkrótce dowiemy się, czy ta amerykańska eskapada była warta zachodu. Wątpię w to, gdyż Chińczycy oświadczyli, że Cieśnina Ormuz jest otwarta dla Chin. Wątpię, by Amerykanie mieli odwagę wejść na pokład chińskiego lub rosyjskiego statku, a nawet go nękać.
Czy Cieśnina Ormuz jest nieistotna?
Początkowo Trump twierdził, że Cieśnina Ormuz nie ma znaczenia dla USA. Jest to ewidentna nieprawda. Stany Zjednoczone, choć są eksporterem netto, importują około 40% swojej ropy naftowej.
https://x.com/aeberman12/status/2044038908430668122
Pojawiają się twierdzenia, że cały ten import pochodzi z Kanady i Meksyku, co również jest tylko połową prawdy. Według Amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA), w styczniu 2026 roku Stany Zjednoczone importowały 25 milionów baryłek ropy naftowej i innych produktów z samej Zatoki Perskiej.

Samo bycie eksporterem netto niewiele znaczy, ponieważ istnieje ponad sto różnych rodzajów ropy naftowej. To jak z winem: nikt nie zamawia "wina” w restauracji, tylko konkretny rodzaj i markę. Trump snuje więc w tej kwestii również bajkę – taką, która została ujawniona najpóźniej, gdy wezwał do "otwarcia cholernego korytarza”.
Kwestia Ormuz wykracza jednak daleko poza ropę i gaz, których niedobór doprowadzi do gwałtownego wzrostu inflacji. Fakt, że rynki finansowe jeszcze tego nie zauważyły, jest oznaką głupoty i pychy, a nie oznaką łagodzenia napięć. Znacznie bardziej dramatyczny jest fakt, że światu kończą się nawozy, co rzeczywiście może doprowadzić do głodu.
Kirill Dmitriev przedstawia to w liczbach i atakuje panią von der Leyen w tym samym tweecie.
https://x.com/kadmitriev/status/2044667204231139470
Wzrasta otwarta wrogość wobec Izraela i USA
Nastrój wyraźnie się zmienia, pomimo wszystkich zastosowanych taktyk propagandowych oraz ogromnej presji materialnej i politycznej wywieranej na media i polityków. Poniżej znajduje się kilka przykładów panujących nastrojów wobec Izraela i USA, które jeszcze kilka miesięcy temu wydawałyby się nie do pomyślenia:
Polski poseł Konrad Berkowicz wywiesił w parlamencie izraelską flagę ze swastyką i porównał działania Izraela do działań III Rzeszy. Pedro Sánchez, premier Hiszpanii, stał się bohaterem w Europie. Sánchez zasłynął ze swojej „odwagi” w przeciwstawieniu się Donaldowi Trumpowi, szczególnie w kwestii interwencji wojskowej w Iranie, którą określił jako "absurdalną, okrutną i nielegalną”. Giorgia Meloni, która do niedawna utrzymywała dobre stosunki z Trumpem, skrytykowała jego wypowiedzi na temat papieża jako niedopuszczalne. Teraz, zgodnie ze swoim typowym stylem, Trump oskarża Meloni o brak odwagi, ponieważ nie przyłącza się do ataków na Iran.
https://x.com/Antunes1/status/2044048309661151280
Zjednoczone Emiraty Arabskie, które wspierają ofensywę lądową przeciwko Iranowi, zostały podcięte w Chinach. Podczas oficjalnej wizyty doradcy prezydenta ZEA, Chalida bin Mohammeda bin Zayeda, Chiny złamały protokół dyplomatyczny i przekazały jasny, płomienny komunikat:
"To my decydujemy, kim są nasi sojusznicy!”
https://x.com/BlackwoodBrief/status/2044110939239178286
Niezgoda narasta również w państwach Zatoki Perskiej – pojawiają się sceny, w których sułtan Omanu dystansuje się od przywódców Emiratów. Obrazy mówią głośniej niż słowa.
https://x.com/drhossamsamy65/status/2044740701796131209
Minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej, książę Faisal bin Farhan, wypowiadał się dyplomatycznie i ostrożnie. Poniższy klip w języku arabskim został najwyraźniej błędnie przetłumaczony przez GBX. Faisal nie powiedział: „Era polegania na USA dobiegła końca. Jak Trump może nas chronić, skoro nie potrafi nawet chronić własnego kraju?” DeepL tłumaczy to następująco:
"Być może jest tak, jak mówisz. Jak wie twój ojciec, żaden kraj arabski nie prowadzi polityki dyktowanej interesami innych. Prowadzimy własną politykę, tak, zgodnie z naszymi interesami, i będziemy je nadal mieć na uwadze. Będziemy nadal prowadzić naszą politykę w oparciu o te interesy, utrzymując jednocześnie otwarte kanały komunikacji ze wszystkimi partnerami, aby zapewnić pełne zrozumienie naszych działań […]”
Niemniej jednak również Saudyjczycy – co jest typowe dla oportunistycznych państw Zatoki Perskiej – poszukują nowych dróg dialogu i prawdopodobnie również nowych partnerów.
Wnioski
Status USA jako hegemona opiera się przede wszystkim na propagandzie i marketingu. Choć ponad 80 lat temu było to imponujące osiągnięcie, wiarygodność tego wizerunku - który od lat kruszy się na arenie międzynarodowej – jest obecnie podważana również przez amerykańską opinię publiczną.
Pomijając nieprzewidywalne zachowanie Trumpa (którego wypowiedzi nie można już traktować poważnie) teza, że USA są całkowicie pod kontrolą Izraela, nie jest wiarygodna. W końcu plany wojenne USA i Izraela na Bliskim Wschodzie pokrywają się tylko częściowo. Ostatecznie Ameryka dąży do podporządkowania sobie Chin.
Wygląda na to, że USA nie osiągną swoich celów ani wobec Iranu, ani wobec Chin, które są sprzymierzone z Rosją. Pod względem zasobów naturalnych duet chińsko-rosyjski jest zbyt potężny, a Iran (w przeciwieństwie do USA) wkroczył w XXI wiek pod względem uzbrojenia i dominuje nie tylko nad USA, ale i nad całym Zachodem w Zatoce Perskiej, jeśli chodzi o technologię rakietową i dronową. Lotniskowiec, platforma uzbrojenia, która ma już ponad 100 lat, prawdopodobnie stanie się drugoplanowym graczem i ofiarą eskalacji, podobnie jak duże pancerniki z czasów II wojny światowej.
Jeśli chodzi o siłę gospodarczą, Stany Zjednoczone również przegrały wyścig, a niezadowolenie z USA i Izraela rozprzestrzenia się poza Europę. Oportunistyczne państwa Zatoki Perskiej poszukują nowych sojuszy i staną po stronie zwycięzcy – którym nie będą Stany Zjednoczone.
The New York Times opisuje również, jak wojna ta osłabiła Stany Zjednoczone na cztery sposoby. Zwiększając wpływy Iranu na światowy rynek ropy naftowej, uszczuplając kosztowne zapasy broni USA, psując relacje z sojusznikami i podważając moralny autorytet Ameryki.
Irańczycy trzymają się swojego 10-punktowego planu. Słusznie, bo tylko ten plan gwarantuje przetrwanie Persji. Cele Iranu są całkowicie sprzeczne z celami USA i Izraela. Zawieszenie broni (w tym zawieszenie broni z Libanem) raczej nie zostanie utrzymane, a eskalacja wojny może otworzyć wrota piekieł, prowadząc do III wojny światowej.