Zwolennicy wojny całkowicie mylą się co do historii Grecji - Doug Chayka, The New York Times, 19.04.2026.

Członkowie administracji Donald Trumpa odwołują się do swojego wewnętrznego Tukidydesa, parafrazując aforyzmy greckiego historyka o bezlitosnych realiach władzy w świecie państw kierujących się własnym interesem.


W styczniu prezydent nazwał jednostronną interwencję wojskową, która zakończyła się uprowadzeniem wenezuelskiego przywódcy Nicolás Maduro, przykładem "żelaznych praw, które zawsze determinowały globalną władzę”. Zapytany o operację USA, starszy doradca polityczny Białego Domu Stephen Miller wyśmiał Jake Tappera w CNN za jego naiwność w kwestii "międzynarodowych uprzejmości”, takich jak Karta Narodów Zjednoczonych. "Żyjemy w świecie, w prawdziwym świecie, Jake - który rządzi się siłą, który rządzi się przemocą, który rządzi się potęgą.”

Wojna z Iranem tylko wzmocniła te instynkty. 7 kwietnia Trump ostrzegł irański reżim, aby skapitulował wobec amerykańskiej potęgi. W przeciwnym razie — groził — "cała cywilizacja umrze tej nocy”.

Takie odniesienia do ponadczasowych prawd polityki siły często czerpią inspirację z Tukidydesa, którego "Wojna peloponeska" pozostaje fundamentalnym tekstem dla deklarowanych realistów polityki zagranicznej. Decydenci i analitycy regularnie powołują się na to dzieło, aby wyjaśnić nieuchronność rywalizacji wielkich mocarstw i uzasadnić dominację nad słabymi. Jednak ich analizy nie oferują wystarczająco wnikliwej lektury – i często pomijają głębsze wnioski historyka dotyczące niebezpieczeństw związanych z sprawowaniem władzy bez ograniczeń i legitymacji.

Najbardziej znanym epizodem w "Historii” Tukidydesa jest dialog melijski. W nim ateńska delegacja stawia wyspie Melos ultimatum: podporządkujcie się wyższej potędze (Atenom) i stańcie się państwem trybutarnym w jej wojnie ze Sparta, albo zostaniecie zniszczeni. Melijczycy proszą o możliwość zachowania neutralności, lecz spotykają się z odmową. "Wiecie tak dobrze jak my - wyjaśniają Ateńczycy - że silni czynią to, co mogą, a słabi cierpią to, co muszą.” Melos zostaje pokonane, jego dorośli mężczyźni zabici, a kobiety i dzieci sprzedane w niewolę.

Druga administracja Trumpa z entuzjazmem przyjęła logikę dialogu melijskiego. Pobrzmiewa ona w bezpośrednim oświadczeniu prezydenta skierowanym do prezydenta Ukrainy Volodymyra Zelenskyego: "nie masz kart”, w jego naciskach na Danie, by oddała kontrolę nad Grenlandia, w jednostronnym nakładaniu ceł na mniejsze państwa, w groźbach "przejęcia” Kuby w wybranym przez USA momencie oraz na żądaniach wobec sojuszników z NATO (którzy nie zostali skonsultowani przed wojną z Iranem) aby pomogli otworzyć Cieśninę Ormuz. Są to działania zbuntowanego supermocarstwa, które porzuciło wszelkie pozory oświeconego przywództwa czy aspiracji do legitymacji na rzecz czystej globalnej dominacji.

Nieustanne zastraszanie przez administrację Trumpa ignoruje centralną lekcję klasycznej starożytności. Przejście Aten od życzliwej hegemonii do złowrogiego imperium utorowało im drogę do upadku.

Od VII wieku p.n.e. liczne miasta-państwa starożytnej Grecji uznawały jedno za naturalnego przywódcę, uprawnionego do uprzywilejowanej pozycji i szczególnych praw ze względu na jego nieproporcjonalny wkład w zbiorową obronę. Nazywano tę potęgę hegemonem. Jednak takie przywództwo było często kwestionowane. Najsłynniejszym takim starciem była wojna peloponeska, w której Ateny starły się ze Spartą. Ostatecznie Ateny zostały pokonane.

"To, co uczyniło wojnę nieuniknioną - napisał Tukidydes - to wzrost potęgi Aten i strach, jaki wzbudziło to w Sparcie.”

Wielu współczesnych uczonych uchwyciło się tego zdania jako zwięzłego wyjaśnienia nieuchronności wojny między wielkimi mocarstwami. Mówi się, że podobnie jak Ateny i Sparta, Stany Zjednoczone i Chiny ryzykują wpadnięcie w "pułapkę Tukidydesa”.

Jednak, jak jasno stwierdza sam historyk, przyczyny wojny sięgały głębiej. Rosnąca potęga Aten budziła tak wielki niepokój, albowiem naruszała one normy helleńskie, dążąc do przekształcenia swojego konsensualnego przywództwa w imperium oparte na przymusie. Podczas debaty Spartan nad tym, czy rozpocząć wojnę, delegacja Ateńczyków uzasadniała imperialny zwrot swojego miasta: "To nie my daliśmy przykład, ponieważ zawsze było prawem, że słabszy powinien być poddany silniejszemu”. Ten gambit obrócił się przeciwko nim, potwierdzając podejrzenia co do imperialistycznych intencji Aten i skłaniając Spartan i ich sojuszników do zatwierdzenia wypowiedzenia wojny.

Innymi słowy, to, co uczyniło wojnę nieuniknioną, nie było jedynie istnienie rywalizujących wielkich mocarstw, lecz fakt, że jedno z nich nadużywało zasad systemu, który umożliwił jego wzrost do wielkości.

Pokusa wykorzystywania dominacji jest powracającym impulsem historycznym - takim, któremu uległa Ameryka Trumpa. Zmęczone ponoszeniem ciężarów w interesie ogólnym, Stany Zjednoczone wykorzystują obecnie swoją strukturalną dominację dla maksymalnych korzyści, przymuszając i wydobywając ustępstwa nawet od najbliższych partnerów. Jak w czasach Tukidydesa, taka postawa obiecuje krótkoterminowe zyski, lecz długofalową katastrofę.

Genius amerykańskiej polityki zagranicznej po 1945 roku polegał na osadzeniu ogromnej potęgi Stanów Zjednoczonych w ramach instytucji międzynarodowych i prawa, w których wszystkie państwa (duże i małe), mogły uczestniczyć i odnosić korzyści. Nie było to rozwiązanie doskonałe i towarzyszyło mu wiele epizodów imperialistycznych interwencji. Jednak strategia ta opłaciła się Stanom Zjednoczonym. Łagodziła realia amerykańskiej dominacji, legitymizowała amerykańską władzę i tworzyła porządek zasadniczo zgodny z interesami USA.

Wszystkie te korzyści są teraz porzucane. Administracja Trumpa niszczy wszelkie resztki wiary w to, że Stany Zjednoczone są godne zaufania w zakresie odpowiedzialnego sprawowania władzy. Zaciera również wszelkie rozróżnienie między użyciem amerykańskiej potęgi a działaniami Rosji na Ukrainie oraz zachowaniem Chin na Morzu Południowochińskim lub (potencjalnie) wobec Tajwanu.

Przywódcy, ostatecznie, potrzebują zwolenników. Pan Trump może upierać się - jak czynił to w konflikcie z Iranem - że "NIE POTRZEBUJEMY NICZYJEJ POMOCY!”. Jednak jeśli Stany Zjednoczone pozostaną na tym kursie, znajdą się pozbawione sojuszników i przyjaciół. Samotne supermocarstwo w bezprawnym systemie międzynarodowym, który samo pomogło stworzyć. Nie jest jeszcze za późno, by zmienić kurs. A zaczyna się to od uważniejszej lektury Tukidydesa.