Wojna z Iranem jako wydarzenie kończące imperium (ETE - Empire Terminating Event) - Scott Ritter, Forum Geopolitica, 20.04.2026.
Wojna z Iranem zburzyła iluzję amerykańskiej supremacji militarnej i porządku, który utrzymywała. To nie jest porażka – to początek końca imperium pod wodzą USA.
Niepowodzenie Stanów Zjednoczonych i Izraela w pokonaniu Iranu po prawie 40 dniach nieustannych bombardowań z wykorzystaniem wszystkich konwencjonalnych możliwości uderzeniowych, jakimi dysponują dwie największe i najnowocześniejsze siły powietrzne świata, to coś więcej niż zwykłe upokorzenie militarne. Klęska amerykańsko-izraelskiego hegemona z rąk Iranu wywołała konsekwencje wykraczające daleko poza geograficzne granice Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu. Upadek zaufania do transatlantyckiego sojuszu NATO oraz faktyczne pozbawienie praw ekonomicznych i politycznych kluczowych sojuszy azjatyckich, w połączeniu z faktycznym demontażem amerykańskiej architektury wojskowej, która przez dekady stanowiła podstawę bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej, sygnalizują koniec amerykańskiego imperium, które dominowało nad światem od zakończenia II wojny światowej.
Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych do roku 2025 (NSS - National Security Strategy) stanowiła plan działania dla nowego amerykańskiego imperium w rozumieniu Donalda Trumpa. Dokument ten był namacalnym dowodem arogancji i ignorancji, które razem zdefiniowały podejście do bezpieczeństwa narodowego w Ameryce Trumpa. Zaczynając od deklarowanego zamiaru "rekrutacji, szkolenia, wyposażenia i wysłania na pole walki najpotężniejszych, najbardziej śmiercionośnych i zaawansowanych technologicznie sił zbrojnych na świecie”, które miałyby albo powstrzymywać wojny, albo "wygrywać je szybko i zdecydowanie, przy jak najmniejszych stratach wśród naszych sił”, a następnie deklarując pragnienie "systemów obrony przeciwrakietowej nowej generacji – w tym Złotej Kopuły dla ojczyzny amerykańskiej – w celu ochrony narodu amerykańskiego, amerykańskich aktywów za granicą oraz amerykańskich sojuszników”.
Strategia bezpieczeństwa narodowego Trumpa opisywała świat, który istniał bardziej w sferze fantazji niż rzeczywistości, i który przedstawiał narrację, która okazała się dokładnym przeciwieństwem tego, co działo się podczas obecnej rundy walk między hegemonem amerykańsko-izraelskim a Iranem. Nikogo nie udało się odstraszyć, a połączone siły zbrojne USA i Izraela okazały się niezdolne do narzucenia swojej woli na polu bitwy, podczas gdy zaawansowane rakiety i drony Iranu ośmieszyły systemy obrony przeciwrakietowej USA, Izraela i państw Zatoki Perskiej.
Arogancja i ignorancja łączą się, tworząc oceny dalekie od rzeczywistości, a nigdzie nie było to bardziej widoczne niż w przypadku założeń administracji Trumpa dotyczących Iranu i Bliskiego Wschodu, przedstawionych w Raporcie NSS 2025. Zauważając, że "konflikt pozostaje najbardziej problematyczną dynamiką Bliskiego Wschodu”, w Raporcie NSS 2025 oświadczono, że Iran – który określono jako "główną siłę destabilizującą region” – został osłabiony przez działania USA i Izraela od października 2023 roku. W fundamentalnym dokumencie Trumpa stwierdzono, że utrzymanie Cieśniny Ormuz i Morza Czerwonego otwartych dla żeglugi jest najwyższym priorytetem Stanów Zjednoczonych, podobnie jak bezpieczeństwo Izraela.
Jednak obawy te zostały łatwo złagodzone, zauważono w Raporcie NSS 2025, ale dzięki przywództwu prezydenta Trumpa wyłoniła się nowa rzeczywistość. "Czasy, w których Bliski Wschód dominował w amerykańskiej polityce zagranicznej, zarówno w długoterminowym planowaniu, jak i w codziennej realizacji, na szczęście minęły”, a zamiast tego region ten stał się "miejscem partnerstwa, przyjaźni i inwestycji – trendem, który należy powitać z zadowoleniem i wspierać”.
Patrząc dziś na Bliski Wschód, trzeba przyznać, jak bardzo National Security Strategy z 2025 roku odbiegała od rzeczywistości, jeśli chodzi o Iran i Bliski Wschód.
Sedno porażki polityki USA wobec Iranu tkwi w niespójności między deklarowanymi "podstawowymi wartościami” administracji Trumpa a sposobem, w jaki te "wartości” były realizowane. Strategia Bezpieczeństwa USA z 2025 roku deklarowała, że Stany Zjednoczone chcą "zapobiec dominacji wrogiego mocarstwa nad Bliskim Wschodem, jego zasobami ropy i gazu oraz wąskimi gardłami, przez które przechodzą, unikając jednocześnie "wiecznych wojen”, które obciążały nas w tym regionie ogromnymi kosztami, cały czas przestrzegając polityki braku interwencji, która uznaje, że wojna jest "szkodliwa dla amerykańskich interesów”.
USA jak ogłosiła NSS z 2025 roku, postrzegają 'pokojowe stosunki handlowe z narodami świata bez narzucania im demokratycznych lub innych zmian społecznych, które znacznie odbiegają od ich tradycji i historii” jako nowy amerykański standard, stwierdzając, że prezydent Trump wykorzysta "niekonwencjonalną dyplomację, potęgę militarną Ameryki i wpływy ekonomiczne, aby chirurgicznie ugasić zarzewia podziałów między państwami posiadającymi broń jądrową a brutalnymi wojnami wywołanymi przez wielowiekową nienawiść”.
Nic w dokumencie nie sugeruje, że prezydent Stanów Zjednoczonych przyjąłby narrację polityczną przedstawioną mu osobno przez premiera Izraela i szefa izraelskiego wywiadu, a następnie zignorowałby jednomyślność własnego gabinetu i doradców wojskowych, jeśli chodzi o rozpoczęcie wojny z Iranem, która naruszałaby każdą jego zasadę.
Nikt logicznie nie pomyślałby, że "niekonwencjonalna dyplomacja” obejmowałaby liczne akty perfidii ze strony Stanów Zjednoczonych, które wykorzystywały zaangażowanie dyplomatyczne jako podstęp, by ułatwić niespodziewane ataki na przywódców Iranu i dokonać właśnie takiej zmiany reżimu, której brak interwencjonizmu opartego na poszanowaniu suwerenności powinien był wykluczyć.
Zamiast pokoju i dobrobytu, polityka Trumpa – wywodząca się z izraelskich interesów – doprowadziła do zniszczenia regionu Zatoki Perskiej przemocą. Potencjał energetyczny regionu został sparaliżowany przez ataki na infrastrukturę krytyczną oraz zamknięcie Cieśniny Ormuz. Bazy wojskowe, na których USA polegały, aby demonstrować swoją siłę militarną, legły w ruinie. Kluczowi arabscy sojusznicy z Zatoki Perskiej poczuli się zdradzeni i porzuceni. Dekady amerykańskich gwarancji i zapewnień bezpieczeństwa załamały się w obliczu realnych możliwości Iranu w zakresie pocisków balistycznych i dronów. Okazały się one decydującą przewagą nad dostarczoną przez USA obroną przeciwrakietową, która została zakupiona i wdrożona za ogromne pieniądze.
Amerykańska porażka odbiła się echem daleko poza regionem Bliskiego Wschodu. Kruchość relacji amerykańsko-europejskich została jeszcze bardziej uwypuklona. Była ona już wcześniej nadwyrężona przez postrzeganie Europy jako pasożyta oraz nieudaną wojnę zastępczą z Rosją na Ukrainie. Napięcia osiągnęły punkt kulminacyjny, gdy europejski sprzeciw wobec działań USA wobec Iranu zderzył się ze strategicznym przekonaniem USA, że europejscy członkowie NATO powinni odpowiadać na amerykańskie żądania pomocy. Dotyczyło to nawet sytuacji, w których konflikt wykraczał poza racjonalne granice geograficzne sojuszu transatlantyckiego. W obecnym stanie rzeczy sojusz NATO znajduje się w ruinie i najprawdopodobniej nie da się go odbudować.
Region Pacyfiku został wyróżniony przez NSS jako obszar o szczególnym znaczeniu dla Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście administracja Trumpa liczyła nie tylko na immanentny potencjał militarny Stanów Zjednoczonych, by rzucić wyzwanie Chinom na Tajwanie i w regionie Indo-Pacyfiku, ale także na sieć sojuszy, w tym na trójstronny pakt z Japonią i Koreą Południową, sojusz AUKUS (Australia, Wielka Brytania i USA) oraz na "czwórkę” (Quad), łączącą USA, Japonię, Indie i Australię. Połączony wpływ potencjału USA i sił, które mogłyby zostać wystawione w ramach tych sojuszy i partnerstw, miał zapewnić "militarną przewagę” nad Chinami.
Dziś ten system sojuszy i partnerstw się rozpada, zniszczony przez udowodnioną niemoc armii USA w potencjalnej konfrontacji z Chinami, zawodność amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa oraz ekonomiczne konsekwencje porażki polityki USA wobec Iranu. Sieci obrony przeciwrakietowej, które opierały się na koncepcji "militarnej przewagi” nad Chinami, okazały się nieskuteczne w walce z irańskim zagrożeniem rakietowym. Co więcej, gdy jeden z sojuszników USA – Izrael – potrzebował dodatkowego wsparcia w zakresie obrony przeciwrakietowej, USA zerwały z architekturą obrony przeciwrakietowej, którą zbudowały w Azji, by bronić swoich sojuszników, i to wszystko bez uzyskania ich zgody, a nawet wcześniejszej koordynacji.
Co więcej, niezdolność USA do powstrzymania Iranu przed zamknięciem Cieśniny Ormuz, i Huti przed zamknięciem szlaków żeglugowych na Morzu Czerwonym, oznaczała katastrofę dla gospodarek wszystkich sojuszników Ameryki na Pacyfiku. Fakt, że porażka polityki USA tak łatwo przełożyła się na katastrofę gospodarczą wynikającą z braku bezpieczeństwa energetycznego, obnażył piętę achillesową amerykańskiej polityki zagranicznej i wojskowej pod rządami Donalda Trumpa. Ostatecznie Stany Zjednoczone same gadały, a mało robiły.
Albo, jak to się mówi w Teksasie: "All hat, no cattle" (Wiele hałasu o nic).
I tak właśnie, panie i panowie, umierają imperia.
Wojna między Stanami Zjednoczonymi a Iranem przejdzie do historii jako kolosalna porażka USA i Izraela. Lekcja pokory udzielona im przez Iran.
Ale to coś znacznie więcej. Klęska Stanów Zjednoczonych to wydarzenie, które oznacza koniec imperium.
Pożegnanie może nastąpić dopiero za dziesięciolecia, ale załamanie może nastąpić gwałtownie w ciągu najbliższych kilku miesięcy i lat.
Ale sedno sprawy jest takie – świat, jaki wyobrażał sobie Donald Trump w swojej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego z 2025 roku, już nie istnieje – o ile w ogóle kiedykolwiek istniał.
Wkraczamy w "nowy, wspaniały świat", w którym globalny hegemon został zastąpiony przez wschodzące mocarstwa regionalne, które będą musiały znaleźć lepszy sposób na współistnienie niż droga obrana przez Stany Zjednoczone.