Wielkie kłamstwo o Iranie i katastrofa w Zatoce Perskiej - David Stockman, The International Man, 23.04.2026.

To, co dzieje się w Zatoce Perskiej, jest zepsute do cna — brak słów, by to opisać.

Szaleńczy renegat w Gabinecie Owalnym wywołał tam pożogę, która może wpędzić całą globalną gospodarkę i system finansowy w katastrofę. I to nie tylko, ani nawet nie głównie z powodu zablokowania dostaw 23 milionów baryłek ropy dziennie z 105 milionów potrzebnych na świecie.


To, co naprawdę jest zagrożone, to fundament globalnego systemu finansowego. Ten ostatni przypomina prawdziwy domek z kart stojący na górze długu, dźwigni finansowej i spekulacyjnych ekscesów. Może więc nie mieć zdolności ani odporności, by wytrzymać nagłego szoku cenowego ropy na poziomie 200 dolarów za baryłkę.

A jednak. Cały ten szaleńczo lekkomyślny akt polegający na rozpoczęciu szeroko zakrojonego ataku militarnego na kraj liczący 90 milionów ludzi budzi poważne wątpliwości. Państwo to nie miało żadnej zdolności, by wyrządzić militarne szkody na terytorium Stanów Zjednoczonych. Mimo to działania te opierają się na jednym z wielkich, ohydnych kłamstw historii. Chodzi o twierdzenie, że irański reżim jest wyjątkowo złowrogą plamą na obliczu ziemi. Według tej narracji przez 47 lat przynosił on Ameryce oraz dużej części regionu szkody, chaos i śmierć.

Tymczasem w licznych grzechach Iranu nie ma nic szczególnie wyjątkowego. To po prostu kolejny przeciętny autorytarny reżim rządzony przez średniowieczną teokrację, która narzuciła społeczeństwu jedną z najbardziej zacofanych tyranii czasów nowożytnych. W związku z tym przyniósł on niewyobrażalne trudności i cierpienia własnemu narodowi, zwłaszcza za sprawą brutalnych opryszków z IRGC (Iran Revolutionary Guard Corps).

Ale to głównie niefortunne dzieło duchownych i ich sojuszników z IRGC rządzących wewnątrz kraju. Jeśli chodzi o świat zewnętrzny, Iran nie najechał ani jednego sąsiedniego państwa od 1979 roku (a w rzeczywistości także przez ostatnie 300 lat)

Jednocześnie Iran został brutalnie zaatakowany przez Saddama Husseina przy wykorzystaniu amerykańskiej i europejskiej broni w latach 80. Przez ostatnie 30 lat był bezlitośnie sankcjonowany przez Waszyngton poprzez embarga handlowe i wojnę gospodarczą. A przez dekady był także nieustannie atakowany przez izraelskie oddziały zabójców, sabotażystów oraz okresowe uderzenia rakietowe i bombowe.

W rzeczywistości całe hasło "głównego państwa sponsorującego terroryzm” lepiej sprawdza się jako temat kampanii Benjamina Netanjahu niż jako dokładny opis realnego świata.

I nie — argument "a co z proxy" (państwami gdzie Iran ma wpływy) również nie ma sensu. Ani jedna z tak zwanych "sił proxy” Iranu w regionie nie została stworzona od zera przez mułłów jako rodzaj najemnej armii rekrutowanej, szkolonej i finansowanej przez Teheran oraz sztucznie zaszczepionej w Libanie, Syrii, Jemenie czy Gazie.

Wręcz przeciwnie. Pierwsze trzy z nich reprezentowały społeczności szyickie, które związały się z szyickimi współwyznawcami w Iranie z powodów religijnych oraz dlatego, że były zagrożone w swoich krajach. Nie było Hezbollahu, dopóki Izrael nie najechał południowego Libanu na początku lat 80. i nie narzucił brutalnej okupacji, która pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar, kulminując się w ludobójczych zbrodniach w Sabra i Szatila.

Podobnie późny rząd Bashara al-Assada w Syrii był alawicki (odłam szyizmu) i prowadził wojny z Izraelem z przerwami od 1967 roku - zarówno za jego rządów, jak i jego ojca. Niezależnie od oceny tego półwiecznego konfliktu, reżim Assada nie potrzebował żadnych nowych rozkazów z Teheranu, by stać się "proxy”.

Nawet w przypadku Jemenu kraj ten jest podzielony i pogrążony w wojnie domowej od lat 60., gdy regionalne frakcje szyickie i sunnickie walczyły o władzę.

Huti, zamieszkujący północ i zachód Jemenu, są oczywiście szyitami i zawarli sojusz z Teheranem. Nic dziwnego, że południowe i wschodnie sunnickie obszary kraju sprzymierzyły się z sunnicką monarchią Arabii Saudyjskiej, która od 2015 roku prowadziła wojny przeciwko Huti.

Wreszcie — jakkolwiek złowrogie są siły Hamasu — nie zostały one stworzone i wychowane przez mułłów. Jeśli już, to izraelskie "więzienie pod gołym niebem” w Gazie oraz pięć brutalnych kampanii bombardowań od 2007 roku w pełni tłumaczą wzrost Hamasu.

W rzeczywistości Hamas był głównie sunnicki, a nie szyicki, i sprzymierzył się z Iranem tylko z powodu wspólnego wroga. Nawet większość walizek z gotówką, które Netanyahu pozwalał wwozić do Gazy rok po roku przed 7 października, pochodziła z sunnickich państw Zatoki, a nie z irańskich funduszy.

W regionie było sporo konfliktów i przemocy, ale nie były one sterowane mechanicznie przez ajatollahów. Były głęboko zakorzenione w lokalnych konfliktach, które istniały na długo przed rewolucją islamską z 1979 roku.

Wspólnym mianownikiem jest to, że wszystkie te cztery siły były lokalne i miały własne powody konfliktu z Izraelem, niezależnie od działań Teheranu. Wynikało to głównie z faktu, że każda z tych grup była bezpośrednio atakowana lub demonizowana przez Benjamina Netanyahu z powodów głęboko zakorzenionych w izraelskiej polityce.

Na przykład jedynym powodem, dla którego Hamas tak długo prosperował, było to, że Netanyahu finansował go za pośrednictwem Kataru, aby osłabić Autonomię Palestyńską. Ten cyniczny manewr miał na celu storpedowanie wdrożenia Porozumień z Oslo i rozwiązania dwupaństwowego poprzez argument, że Palestyńczycy są tak podzieleni i brutalni, że "nie ma z kim negocjować”.

W każdym razie sedno kłamstwa o 47-letniej wojnie z Ameryką wynika niemal wyłącznie z trwającej walki Izraela z czterema błędnie określanymi "proxy” oraz z powtarzających się interwencji, finansowania i wsparcia polityczno-dyplomatycznego Waszyngtonu dla Izraela. Nawet wtedy takie opowiadanie się po jednej stronie nie przyniosło żadnych korzyści dla bezpieczeństwa wewnętrznego USA.

To jednak niepotrzebne i możliwe do uniknięcia konsekwencje takiej polityki doprowadziły do powstania mitu, że Iran zabił ponad 1000 Amerykanów od czasu rewolucji. Tymczasem prosta weryfikacja faktów przeprowadzona przez Grok 4 na naszą prośbę obala to twierdzenie całkowicie.

Oto kluczowe fakty:

  • Ani jedna z 1050 śmierci Amerykanów w tym okresie nie miała miejsca na terytorium USA - kontynentalnym bądź "terytoriach zależnych".
  • Dokładnie 1041 z tych zgonów przypisuje się rzekomym "proxy” Iranu, a tylko 9 bezpośrednio irańskim siłom zbrojnym lub agencjom rządowym.
  • Aż 1000, czyli 96%, miało miejsce w kontekście rozmieszczenia wojsk USA w regionie oraz prowadzonych tam działań wojennych i pokojowych w Libanie, Iraku, Syrii, Jemenie i okolicznych obszarach.

Zgadza się. Żadna z tych operacji wojskowych, począwszy od koszar Marines w Bejrucie, nie była konieczna dla bezpieczeństwa USA. Wręcz przeciwnie. Były to wojny wyboru prowadzone w imię imperium.

W związku z tym zgony te wynikają z narażenia amerykańskich żołnierzy i cywilów na niebezpieczeństwo. Zwłaszcza poprzez angażowanie się w konflikty, które nie leżały w interesie Waszyngtonu.

Krótko mówiąc, liczba "1000 zabitych Amerykanów” jest całkowicie myląca. Wynika z działań militarnych USA na Bliskim Wschodzie, które były nieuzasadnione i naraziły Amerykanów na ataki ze strony lokalnych społeczności broniących się przed interwencją.

Dlatego choć wszystkie te śmierci były tragiczne i niepotrzebne, ich wykorzystywanie i manipulowanie nimi przez neo-konserwatystów zasługuje na bezlitosną krytykę. W racjonalnym świecie nie stanowią one powodu do wojny.

Nawet jeśli potraktujemy te liczby jako abstrakcyjne statystyki, nie ma żadnego uzasadnienia dla rozpoczynania quasi-wojny światowej w Zatoce Perskiej — regionie kluczowym dla dostaw ropy, gazu, LPG, siarki przemysłowej i helu niezbędnego do produkcji półprzewodników.

Tymczasem nieobliczalny przywódca w Gabinecie Owalnym doprowadził region, USA i światową gospodarkę na skraj katastrofy, opierając się na nieprawdziwej narracji o 1050 ofiarach. Liczbie znacznie niższej niż zwykłe przyczyny śmierci w USA w tym samym okresie, takie jak:

  • Wypadki z kosiarkami: 3200 zgonów
  • Użądlenia pszczół: 3900 zgonów
  • Upadki z łóżka: 10 300 zgonów
  • Wyjazdy do Meksyku: 4000 zamordowanych Amerykanów
  • Uderzenia pioruna: 2000 zgonów
  • Zatrzymanie akcji serca podczas seksu: 8000 zgonów