Inflacja, komunikacja i szum - Władysław Manzyuk, Mises Wire, 25.04.2026.

W 1948 roku Claude Shannon opublikował w czasopiśmie "Bell System Technical Journal” artykuł zatytułowany "A Mathematical Theory of Communication” ("Matematyczna teoria komunikacji”), który ugruntował pozycję teorii informacji jako formalnej dyscypliny naukowej. Głównym wkładem Shannona było wykazanie, że informację można zmierzyć, że kanały komunikacyjne mają ograniczoną przepustowość oraz że – w przypadku pojawienia się szumu w kanale – zdolność odbiorcy do odtworzenia pierwotnego komunikatu pogarsza się w sposób precyzyjny i dający się obliczyć. Artykuł dotyczył przewodów telefonicznych i sygnałów radiowych, ale jego logika ma zastosowanie do każdego systemu, w którym jeden podmiot przekazuje informacje innemu. W tym do systemu, w którym miliony podmiotów gospodarczych koordynują swoje plany za pomocą cen.


Cena rynkowa to pakiet informacji. Zawiera ona informacje o niedoborze danego zasobu, kosztach jego wytworzenia, stanie popytu ze strony konsumentów oraz oczekiwaniach wszystkich osób, które niedawno dokonały transakcji z tym zasobem. Wszystko to skondensowane w jednej liczbie, na podstawie której każdy kupujący lub sprzedający może podjąć działanie, nie znając żadnych szczegółów leżących u jej podstaw. W eseju z 1945 roku pt. "Wykorzystanie wiedzy w społeczeństwie” Friedrich Hayek opisał, jak działa ta "kompresja". Żaden centralny planista nie jest w stanie zebrać i przetworzyć rozproszonej wiedzy lokalnej, którą podsumowują ceny, dlatego zdecentralizowane rynki przewyższają centralne planowanie w zakresie alokacji zasobów. To, co opisał Hayek, było – w języku, który trzy lata później sformalizował Shannon – rozproszoną siecią informacyjną działającą blisko swojej teoretycznej granicy wydajności.

Kiedy bank centralny zwiększa podaż pieniądza, nie dodaje realnych zasobów do gospodarki. Dodaje sygnał, który imituje pojawienie się dodatkowych zasobów. Z perspektywy przedsiębiorcy otrzymującego pożyczkę o sztucznie niskim oprocentowaniu, sygnał cenowy brzmi: "dostępne są realne oszczędności, realne zasoby można przeznaczyć na długoterminowe projekty”. To ten sam sygnał, który pojawiłby się, gdyby konsumenci rzeczywiście zwiększyli swoje oszczędności i udostępnili te środki na inwestycje. Sygnał jest fałszywy. Zasoby, które sugeruje, nie istnieją. Ale przedsiębiorca, działając racjonalnie w oparciu o dostępne informacje, reaguje tak, jakby istniały.

Nie jest to metafora działania inflacji. To jej dosłowny mechanizm. Ekspansja monetarna wprowadza zakłócenia do sygnału cenowego na najbardziej fundamentalnym poziomie gospodarki – stopie procentowej, która koordynuje alokację zasobów między bieżącą konsumpcją a przyszłymi inwestycjami. Gdy sygnał ten ulega zniekształceniu, błędy przenoszą się na każdą decyzję, która od tego sygnału zależy. Przedsiębiorstwa inwestują w projekty kapitałowe, które wymagają dostaw zasobów uzupełniających, które się nie zmaterializują. Pracownicy są zatrudniani w branżach, które później ulegną skurczeniu. Rozpoczynają się długie łańcuchy produkcji, których nie da się ukończyć po cenach obowiązujących w momencie rozpoczęcia boomu.

Ludwig von Mises szczegółowo opisał ten mechanizm w swojej pracy z 1912 roku pt. "Teoria pieniądza i kredytu”, a Hayek rozwijał tę koncepcję w latach 30. Austriacka teoria cyklu koniunkturalnego, jak ją nazwano, głosi, że ekspansja kredytowa banków centralnych systematycznie zafałszowuje sygnał stóp procentowych, powodując boom charakteryzujący się powszechnymi błędnymi inwestycjami. Inwestycjami w projekty, których rentowność zależy od warunków sztucznie stworzonych przez ekspansję monetarną i niemożliwych do utrzymania w dłuższej perspektywie. Kiedy ekspansja zwalnia lub ulega odwróceniu, fałszywy sygnał ulega korekcie, a oparte na nim inwestycje stają się jednocześnie nierentowne. Wynikająca z tego seria niepowodzeń to właśnie to, co nazywamy recesją.

Konsekwencje dystrybucyjne tego procesu zostały dostrzeżone już wcześniej, przez XVIII-wiecznego ekonomistę Richarda Cantillona. W swoim dziele "Essai sur la Nature du Commerce en Général”, napisanym około 1730 roku, Cantillon zauważył, że gdy do gospodarki trafiają nowe pieniądze, nie rozkładają się one równomiernie na wszystkie ceny i wszystkich uczestników rynku. Trafiają one do konkretnych punktów (we współczesnym kontekście poprzez system bankowy i rynki finansowe) a stamtąd rozchodzą się falami. Ci, którzy otrzymują nowe pieniądze jako pierwsi, mogą je wydać, zanim ceny dostosują się do wzrostu podaży.

Ci, którzy otrzymują je jako ostatni – pracownicy, których wynagrodzenia są renegocjowane powoli, oszczędzający, których depozyty są denominowane w wartościach nominalnych – muszą zmierzyć się z wyższymi cenami, zanim odczują wzrost swoich nominalnych dochodów. Ekspansja monetarna przenosi siłę nabywczą z tej drugiej grupy do pierwszej, bez żadnego aktu prawnego i bez widoczności, jaką miałby podatek bezpośredni.

Właśnie dlatego twierdzenie, że banki centralne mogą sterować inflacją jako narzędziem polityki gospodarczej - utrzymując ją na "docelowym” poziomie dwóch procent przy jednoczesnym zapewnieniu pełnego zatrudnienia i stabilnego wzrostu, wynika z niezrozumienia istoty inflacji. Inflacja nie jest pokrętłem, które można przekręcać w górę lub w dół, aby osiągnąć pożądane wyniki makroekonomiczne. Jest przewidywalną konsekwencją wprowadzania szumu do systemu informacyjnego, a szkody, jakie powoduje, nie są proporcjonalne do stopy inflacji, ale do zakłócenia koordynacji, jaką umożliwiają precyzyjne ceny.

Gdy do systemu gospodarczego wprowadza się "szum” (inflację), problem nie polega tylko na tym, że rosną ceny. Prawdziwa szkoda wynika z tego, że ceny przestają być dokładnym sygnałem, który pomaga ludziom i firmom się porozumiewać i podejmować dobre decyzje. W efekcie gospodarka gorzej się „koordynuje”, czyli trudniej ustalić, co, ile i dla kogo produkować. Gospodarka z inflacją na poziomie dwóch procent nie jest gospodarką z niewielkim, akceptowalnym zniekształceniem. To gospodarka, w której sygnał stóp procentowych jest chronicznie fałszowany na niskim poziomie, co prowadzi do chronicznych błędnych inwestycji na skalę, którą recesje okresowo ujawniają i korygują.

Rezerwa Federalna, Europejski Bank Centralny i ich odpowiedniki nie powodują inflacji poprzez niekompetencję lub złośliwość. Powodują ją, albowiem instytucjonalny mandat, na mocy którego działają – stabilizacja cen, maksymalizacja zatrudnienia, wspieranie wzrostu gospodarczego – wymaga od nich interwencji w system cenowy. A interwencja w system cenowy oznacza zniekształcenie informacji, które on przekazuje. Nie ma takiej formy bankowości centralnej, która pozwalałaby uniknąć tego problemu, gdyż jest to problem strukturalny. Bank centralny, który ustala stopy procentowe, z definicji zastępuje stopę, która wynikałaby z dobrowolnych decyzji kredytobiorców i kredytodawców, a stopa wynikająca z tych decyzji jest jedyną stopą, która dokładnie odzwierciedla preferencje czasowe i dostępność zasobów w gospodarce w danym momencie.

Twierdzenie Shannona o kodowaniu w kanale zakłóconym wykazało, że każdy system komunikacyjny może niezawodnie przesyłać informacje jedynie w granicach przepustowości kanału, a zakłócenia ograniczają tę przepustowość. Twierdzenie to nie bierze pod uwagę intencji osoby (lub instytucji) wprowadzającej szum. Dotyczy ono zarówno kabli telefonicznych, jak i systemów monetarnych z równą obojętnością. System cen ma skończoną zdolność koordynowania aktywności gospodarczej, a ekspansja monetarna zmniejsza tę zdolność poprzez degradację jakości przesyłanego sygnału. Konsekwencje – błędne inwestycje, redystrybucja od oszczędzających do posiadaczy aktywów, cykle boomów i kryzysów – nie są błędami polityki, których można by uniknąć dzięki lepszemu zarządzaniu. Są one fizyką kanału z zakłóceniami.