Nie ma czegoś takiego jak "sprawiedliwy rozdział” - jest tylko "więcej” - James Hickman, Schiff Sovereign, 16.04.2026

W kwietniu 1971 roku Keith Richards załadował swoją rodzinę do Bentleya przepłynął promem kanał La Manche i ruszył na południe, aż dotarł do Morza Śródziemnego. Wynajął XIX-wieczną willę o nazwie Nellcôte na zboczu wzgórza nad Villefranche-sur-Mer, a piwnicę przekształcił w studio nagrań.


W ciągu następnego roku reszta zespołu The Rolling Stones przewijała się przez dom i okoliczne posiadłości, aby tworzyć nagrania, które stały się albumem "Exile on Main St.”, jednocześnie celowo pozostając poza zasięgiem brytyjskich organów podatkowych.

Najwyższa krańcowa stawka podatku dochodowego w Wielkiej Brytanii wynosiła wówczas 75%, a dodatkowa opłata nakładana na osoby o najwyższych dochodach spowodowała, że efektywna stawka dla najbogatszych przekroczyła 90%.

Trzy lata później, w ramach budżetu Denisa Healeya z 1974 r., najwyższa stawka podatku od dochodów z pracy wzrosła do 83%, a stawka podatku od dochodów z inwestycji osiągnęła 98%. Wielka Brytania spędziła resztę dekady obserwując ucieczkę kapitału i błagając MFW o pożyczki ratunkowe.

David Bowie, Rod Stewart, Michael Caine, Sean Connery i wielu mniej znanych bogatych Brytyjczyków w końcu zastosowali tę samą arytmetykę co Stonesi i doszli do podobnych wniosków. Kapitał opuścił kraj w każdej możliwej formie, w tym w obligacjach, firmach, luksusowych samochodach i gwiazdach rocka.

Ale politycy nigdy się nie uczą.

Senator Cory Booker z New Jersey poparł projekt ustawy, który przewiduje podwyższenie najwyższej stawki federalnego podatku dochodowego do 43%. Senator Chris Van Hollen z Maryland forsuje wersję, w której stawka ta wynosi 49%.

Obaj politycy opisują to, jak to zwykle robią, jako sytuację, w której zamożni Amerykanie w końcu płacą swoją "sprawiedliwą część”.

Jaki dokładnie procent, według nich, stanowi sprawiedliwy udział? Czy mamy wierzyć, że zadowolą się stawką 43% lub 49%? Jak zawsze, ten zwrot celowo pozostaje nieokreślony.

Nieważne, że 1% najbogatszych podatników zapłaciło już 40,4% wszystkich federalnych podatków dochodowych w 2022 roku, podczas gdy 50% najuboższych zapłaciło około 3%.

Wygodnie ignorują również fakt, że podniesienie najwyższej stawki podatkowej w rzeczywistości wcale nie zwiększa dochodów budżetowych.

Od zakończenia II wojny światowej federalne dochody podatkowe w USA wynosiły średnio około 17% do 18% PKB, spadając do 15% w okresach głębokiej recesji i rosnąc do prawie 20% w okresach prosperity. Wahania te odzwierciedlają cykl koniunkturalny, a nie politykę podatkową.

W tym samym okresie najwyższa stawka podatkowa wahała się bardzo różnie: 91% za Eisenhowera, 28% za Reagana w 1988 roku, 39,6% za Clintona, a obecnie 37%. Jednak niezależnie od tego, czy stawki podatkowe wynosiły 91%, czy 37%, IRS zawsze "pobiera" około 17% PKB.

Wniosek jest oczywisty. Jeśli rząd chce uzyskać większe wpływy z podatków, powinien skupić się na stworzeniu odpowiednich warunków do ożywienia gospodarczego. Krótko mówiąc, należy powiększyć tort dla KAŻDEGO, a wtedy udział rządu również wzrośnie.

Powiększenie tortu nie jest wcale takie trudne. Amerykańska prywatna przedsiębiorczość jest legendarna. Kongres musi jedynie zejść z drogi. Podjąć próbę zrównoważenia budżetu. Przywrócić wiarygodność. Ułatwić przedsiębiorstwom i osobom fizycznym osiąganie wydajności. USUNĄĆ idiotyczne przepisy zamiast tworzyć nowe.

Jednak nie są oni zainteresowani żadną z tych kwestii.

Kongres dysponuje dowodami na oszustwa sięgające setek miliardów dolarów. A jednak nie podejmuje żadnych działań. Zobowiązał się również nie podejmować żadnych działań w sprawie ubezpieczeń społecznych, których fundusze mogą się wyczerpać za sześć lat.

Kodeks regulacyjny w "kraju ludzi wolnych" (Land of the Free) liczy już ponad 188 000 stron. A mimo to rozszerzają go po każdej sesji parlamentu. To przeciwieństwo tego, co powinni robić. Zamiast zastanawiać się, jak żyć w zgodzie ze swoimi możliwościami, po prostu domagają się więcej środków… mimo że to nigdy nie działa.

W latach 70. Wielka Brytania przeprowadziła eksperyment z 98-procentowym podatkiem i przez całą dekadę tego żałowała. Jak na ironię, obecny rząd Partii Pracy zapomniał tej bolesnej lekcji; niedawno zniósł istniejący od 110 lat system "non-dom”, a ponad 10 000 milionerów opuściło już kraj.

W Stanach Zjednoczonych propozycja Elizabeth Warren dotycząca podatku od ultra-milionerów nie ogranicza się jedynie do nałożenia podatku od majątku. Łączy ona ten podatek z dodatkowym 40-procentowym "podatkiem wyjściowym" (exit tax) dla każdego, kto zrzeknie się obywatelstwa amerykańskiego.

Nie tworzy się bramki poboru opłat w wysokości 40% na granicy, nie oczekując, że ludzie będą próbowali przez nią przejść. Nie są to poważne pomysły na rozwój gospodarki. Są to raczej podstępne działania mające na celu uwięzienie ludzi w systemie, który okrada ich z dobrobytu.

Dlatego właśnie plan B ma tak wielki sens.