Jak USA dokonały zbrojnego rabunku światowych zasobów energii i stworzyły petro-gazowego dolara - Richard Medhurst, 1.05.2026.
Łatwo ulec pokusie, by uwierzyć, że amerykańska machina wojenna dobiegła końca. Pod względem militarnym Iran rzeczywiście zadał USA największe upokorzenie we współczesnej historii - o czym pisałem szczegółowo i bez emocji. Jednak w tle Waszyngton po cichu przeprowadzał zbrojny rabunek światowych zasobów ropy i gazu. Wszystkiego.

Fot. Mapa przedstawiająca globalne operacje energetyczne armii USA: "Arctic Sentry", "Southern Spear" i "Epic Fury" - skoordynowane w celu zabezpieczenia petro-gazowego dolara poprzez kontrolę szlaków handlu ropą i gazem od Arktyki po Zatokę Perską.
To śledztwo zostało przedstawione w filmie dokumentalnym "Birth of the Petrogas-Dollar and the Pirate State” dziennikarza Richarda Medhursta. W ciągu zaledwie 90 dni USA przeprowadziły energetyczny blitzkrieg przygotowywany od dekad:
- Setki ataków na rosyjskie tankowce i rafinerie
- Zakłócenie jednej trzeciej dostaw ropy i gazu (LNG) do Chin
- Przejęcie największych rezerw ropy naftowej na planecie
- Ustanowienie globalnej blokady morskiej od Arktyki po Ocean Indyjski
A przy tym porwano i zamordowano dwóch przywódców państw. Jesteśmy świadkami przemiany Stanów Zjednoczonych z imperium w bezprawne pirackie państwo oraz narodzin tego, co nazywam petro-gazowym dolarem lub "dolarem LNG".
Chronologia tej kampanii mówi sama za siebie.

Fot. Kompleksowa oś czasu amerykańskiego "energetycznego blitzkriegu” z 2026 roku, pokazująca zsynchronizowaną realizację Operacji Arctic Sentry, Morskiego Planu Działań (Southern Spear) oraz amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran (Epic Fury). Obejmuje kluczowe wydarzenia gospodarcze, takie jak umowa Chevron-Grecja oraz wyłączenie katarskiego LNG w celu zabezpieczenia petro-gazowego dolara.
Chaos jest celem
W przeszłości Stany Zjednoczone były bardzo wrażliwe na szoki naftowe. Zamknięcie Cieśniny Ormuz byłoby katastrofą, gdyż USA nie były w stanie produkować wystarczającej ilości ropy, by zaspokoić swój wewnętrzny popyt.
Dziś jednak są największym na świecie producentem ropy, gazu i produktów rafinowanych oraz największym eksporterem skroplonego gazu ziemnego (LNG). Wielu ludzi nadal wierzy w stare powiedzenie, że wysokie ceny ropy są szkodliwe dla USA, lecz prawda jest odwrotna. Po raz pierwszy podczas globalnego niedoboru dolar nie załamuje się, gdy złoto rośnie - jest dokładnie odwrotnie. Wysokie ceny energii nie są już zagrożeniem dla Wall Street - w istocie są celem.
To nie przypadek, że po wojnie na Ukrainie USA stały się największym na świecie eksporterem LNG. Korzyści były wielorakie: Stany Zjednoczone przeszły od dostarczania zaledwie 9% energii Europy do pozycji głównego źródła węgla, ropy i LNG dla Europy.

Fot. Import ropy naftowej, węgla i LNG z USA do UE (2021–2025) Źródło: UE/Eurostat
Kiedy Condoleezza Rice lub Joe Biden mówili, że Europa powinna chcieć "uzależnić się” od amerykańskiej energii i obiecywali "położyć kres” Nord Stream - mówili dosłownie. Nakładając sankcje na Moskwę i wysadzając gazociągi Nord Stream, USA nie tylko zaszkodziły Rosji - przekształciły Europę w trwałego klienta Stanów Zjednoczonych, zabezpieczając długoterminowe zyski i umacniając petro-gazowego dolara.
USA są oddzielone od reszty świata dwoma oceanami, co sprawia, że dostarczanie gazu jest kosztowne. Nikt nigdy nie zamierzał kupować amerykańskiego LNG, mając tuż obok tani rosyjski gaz. Dlatego USA wyeliminowały konkurencję.
Nie tylko kosztem Rosji, ale także przejmując przy okazji połowę udziału Kataru w rynku LNG.

Dokończenie dzieła w Europie
USA osiągnęły jednak obecnie pełną zdolność eksportową. Mają gaz, ale nie są w stanie transportować go wystarczająco szybko, by zaspokoić rynek, który same oczyściły z konkurencji. Waszyngton zdał sobie sprawę, że nie musi budować większej infrastruktury, by wygrać. Wystarczy ponownie wyeliminować konkurencję.
Po USA największymi dostawcami LNG na świecie są Katar i Australia - to najwięksi konkurenci Ameryki.

Tak jak Waszyngton wykorzystał osłonę wojny na Ukrainie, sankcji i wysadzenia Nord Stream, by wypchnąć Rosję z Europy, tak samo wykorzystał osłonę wojny z Iranem, by ostatecznie zniszczyć pozycję Kataru jako globalnego gracza LNG.
Zmuszając Dohę do ogłoszenia "zdarzenia siły wyższej" (force majeure)** 4 marca, już w pierwszym tygodniu wojny, a następnie prowokując odwetowe ataki na Ras Laffan Industrial City 18 marca, Waszyngton wyeliminował z gry największe złoże gazu na świecie - paraliżując Iran i odsuwając Katar na boczny tor jednym ruchem.
Twierdzenie, że Izrael przeprowadził ten konkretny atak bez poinformowania Waszyngtonu, jest politycznie i logistycznie niemożliwe. Staje się jeszcze bardziej podejrzane z uwagi na próby Netanjahu i Trumpa, aby zdystansować Biały Dom od tej decyzji.
Niezależnie od tego, trudno mieć wątpliwości, że USA i Izrael sprowokowały tę sytuację. W tamtym momencie przez trzy tygodnie stopniowo nasilały eskalację; bombardując Iran dzień i noc i obserwując jego reakcje. Co więcej, Teheran bardzo jasno dał do zrozumienia (już 12 marca), że wszelkie ataki na irańską infrastrukturę energetyczną spotkają się z odpowiedzią "oko za oko”.
Paraliżując zdolności eksportowe LNG Kataru (nawet częściowo) Waszyngton upiekł trzy pieczenie na jednym ogniu:
- Katar został zmuszony do anulowania tanich długoterminowych kontraktów z Chinami i Europą, kierując ich ku zakupowi amerykańskiego gazu.
- Ceny LNG gwałtownie wzrosły, ale tylko w Europie i Azji (w Ameryce nie rosną, co zostanie pokazane później).
- USA przedstawiły się jako niezawodny dostawca energii w coraz bardziej niestabilnym świecie.
Tydzień później, dzięki wręcz astronomicznemu zbiegowi okoliczności - Australia, drugi największy dostawca LNG na świecie, została uderzona przez cyklon. To zmusiło połowę jej terminali LNG do wstrzymania działalności. Nie było to tak katastrofalne jak w przypadku Kataru, ale timing był fatalny. Lub znakomity - jeśli sprzedaje się amerykańskie LNG.
Nawet jeśli uznać te wydarzenia za czysty przypadek, rezultat pozostaje identyczny. W ciągu zaledwie 9 dni Stany Zjednoczone pozbyły się dwóch największych konkurentów, co doprowadziło do gwałtownego wzrostu cen LNG i wzmocnienia dolara.
I w kolejnym ruchu o niewiarygodnym wyczuciu czasu, dzień wyłączenia katarskiego LNG z rynku (18 marca) był tym samym dniem, w którym Unia Europejska zakazała zakupu rosyjskiego gazu "spot". Jak sama nazwa wskazuje, chodzi o gaz kupowany na bieżąco (czyli w małych ilościach lub bez kontraktu) co może być szczególnie przydatne w sytuacjach takich jak ta, gdy dostawcy z Kataru i Australii są sparaliżowani. To po raz kolejny pchnęło nabywców w ramiona USA.
Data wejścia tego zakazu była publicznie znana od wielu miesięcy.

Basen Lewantyński jest jednym z największych złóż gazu na świecie, położonym u wybrzeży Syrii, Palestyny i Libanu. Amerykańsko-izraelskie przejęcie tego obszaru idealnie zbiegło się z wojną z Iranem oraz szerszym przejmowaniem światowych zasobów energii przez Waszyngton. To właśnie dzięki temu USA i Izrael planują połączyć Europę z nową śródziemnomorską arterią - symetrycznym zamiennikiem dla gazociągu Nord Stream, który sami zniszczyli.

Położony tuż u progu Europy Basen Lewantyński mógłby całkowicie zastąpić rosyjski gaz przesyłowy. Cel ten został wprost wyrażony przez Ursulę von der Leyen. Pozwala to Waszyngtonowi nadal sprzedawać drogi gaz drogą morską, a jednocześnie zabezpieczyć drugi, ogromny strumień dochodów.
W tym duchu amerykańska firma Chevron podpisała w grudniu wart 35 miliardów dolarów kontrakt gazowy z Izraelem - do którego przygotowania rozpoczęto niemal dwa lata przed ludobójstwem w Gazie.
Wszystko przebiegało jak w zegarku: najpierw zawieszenie broni w Gazie w październiku, potem "Board of Peace", a na końcu kontrakt gazowy Chevronu.

Chevron miał sformalizować kontrakty i zająć się wydobyciem, podczas gdy "Board of Peace” miało pełnić funkcję humanitarnej przykrywki.
Ten korporacyjny organ został przepchnięty przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, aby zapewnić prawne uzasadnienie dla kolonialnego planu Waszyngtonu. Planu, którego Chiny i Rosja z niewiadomych powodów nie zablokowały.
Dokładniejsza analiza Rezolucji 2803 ujawnia jedynie krótką wzmiankę o "wodzie, elektryczności i kanalizacji”. Słowa "energia” ani "gaz” nie pojawiają się ani razu.
Jednak podczas pierwszego szczytu Board of Peace na reklamach korporacyjnych "Nowej Gazy” nagle pojawiły się platformy wiertnicze ropy i gazu.

Fot. Przynęta i podmiana. Odbudowa Gazy poprzez Rezolucję RB ONZ 2803 okazała się korporacyjną kradzieżą gazu i ropy za pośrednictwem "Board of Peace".
To bezczelne przesłanie, w połączeniu z momentem podpisania izraelskiego kontraktu gazowego - oraz faktem, że tylko Chevron działa w tym regionie - prowadzi do jedynego logicznego wniosku. Planują ograbić złoża Gaza Marine. W październiku 2023 roku ostrzegałem, że ta wojna nigdy nie dotyczyła zakładników ani Hamasu. Chodziło tylko i wyłącznie o splądrowanie zasobów Gazy.
Nie zmarnowano ani sekundy. W chwili, gdy Waszyngton i Chevron byli gotowi do działania, wojna zeszła na dalszy plan, a "zawieszenie broni” nagle pojawiło się na stole.

Syria była kolejnym domino, które miało upaść. Chevron ledwo podpisał umowę z Izraelem w grudniu, a już zaczął przejmować syryjską ropę i gaz — specjalny wysłannik USA Tom Barrack spotkał się z nowymi władzami powiązanymi z Al-Kaidą, które Waszyngton pomógł osadzić w Damaszku.
Do lutego 2026 roku wszystko było przesądzone i USA mogły wreszcie rozpocząć eksploatację morskich bogactw tego kraju.

Wysłannik USA Tom Barrack przemawiający podczas ceremonii podpisania umowy między Chevronem a rządem Al-Julaniego.
Przed wojną Syria była całkowicie samowystarczalna pod względem ropy i gazu. Dziś ta suwerenność zniknęła. Syryjczycy mają prąd tylko przez kilka godzin dziennie i są zmuszeni kupować energię od Turcji - państwa, które pomogło rozmontować ich własne - podczas gdy Chevron przesyła syryjskie bogactwa offshore prosto do Europy.
Ale "korporacyjny blitzkrieg" Chevronu się na tym nie zakończył. Gdy finalizowano umowę z Syrią, Chevron zabezpieczył jeszcze jedną umowę gazową z Grecją w tym samym miesiącu, a następnie kolejną z Cyprem w kwietniu. Wszystko było ze sobą powiązane.
Waszyngton stworzył teraz amerykańską arterię biegnącą od Lewantu przez Cypr do Grecji. Gaz, infrastruktura przesyłowa i dzierżawy były już gotowe - nie wspominając o dodatkowym wyjściu LNG przez Egipt.
Północny korytarz gazowy z Rosji był martwy, a na jego miejscu powstał nowy (niemal idealnie symetryczny) zbudowany przez amerykańską korporację. Ostateczny gwóźdź do trumny Nord Stream.

Fot. Śródziemnomorska arteria. Jak gazociąg EastMed–Poseidon i przejęcie Basenu Lewantyńskiego symetrycznie zastąpiły Nord Stream jako główny korytarz energetyczny Europy.
Łącznie cały ten basen jest wart ponad pół biliona dolarów. To więcej niż łączne zyski BP, Shella, Chevronu, ExxonMobil i TotalEnergies z całej wojny na Ukrainie. Te niewykorzystane zasoby były przez lata zamrożone przez izraelskie wojsko, które faktycznie działało jak prywatni najemnicy korporacyjnej Ameryki.
To nie przypadek, że wszystkie porty wzdłuż tego wybrzeża (z wyjątkiem izraelskich) zostały zniszczone. Blokując Gazę i paraliżując porty w Bejrucie oraz Syrii, zapewnili, że mieszkańcy Lewantu nie będą mogli sięgnąć po własne dziedzictwo - jednocześnie pozostawiając otwarte drzwi dla Chevronu, by mógł je przejąć.
Gdy Katar i Iran zostały odsunięte na bok, a Morze Śródziemne zabezpieczone, po drugiej stronie planety marynarka USA już torowała drogę Chevronowi do przejęcia największych pól naftowych świata.

Celowanie w Chiny: ropa i gaz
Kontrolowanie Europy i osłabianie Rosji było jednak tylko początkiem. Prawdziwym celem są Chiny.

Chiny są zbyt duże i zbyt konkurencyjne, by USA mogły je zniszczyć. Celem Waszyngtonu jest więc ich kontrola.
Odcięcie Pekinu od najważniejszych źródeł ma zmusić go do całkowitej zależności od amerykańskiej energii. Tworzy to dźwignię potrzebną do zagwarantowania przetrwania dolara, jednocześnie podważając BRICS, Inicjatywę Pasa i Szlaku (BRI - Belt and Road Initiative) oraz wielobiegunowość.
Chiny otrzymują około 1/3 swojej ropy z Wenezueli, Rosji i Iranu łącznie — partnerstw, które uważają za strategiczne. Stany Zjednoczone w ciągu ostatnich 90 dni zaczęły jednocześnie atakować wszystkie trzy kierunki eskalacji.

Fot. "Strategiczna 1/3” Chin: Rosja, Iran i Wenezuela odpowiadają za ok. 32% importu ropy Pekinu. Poprzez jednoczesne uderzenie w te trzy źródła USA fizycznie odcinają życiodajną krew chińskiej gospodarki (źródło: GAC China / Kpler & Vortexa).
Wenezuela (Operacja Southern Spear).
Blokada rozpoczęła się we wrześniu 2025 roku, gdy amerykańska flota została rozmieszczona na Karaibach pod pretekstem "walki z narkotykami”. Działając w ramach Dowództwa Południowego (USSOUTHCOM), Waszyngton ustawił okręty bezpośrednio przy granicach Wenezueli, faktycznie okrążając kraj.
Do grudnia flota ujawniła swój prawdziwy cel, otwarcie przejmując wenezuelską ropę. Kampania ta zakończyła się porwaniem prezydenta Nicolása Maduro w styczniu i przejęciem największych rezerw ropy na świecie.
Marynarka wojenna USA ustawiła okręty u wybrzeży Wenezueli, gdzie pozostają do dziś. To ona decyduje, które tankowce mogą wpływać i wypływać. Oczywiście są to głównie statki Chevronu. Jednocześnie rząd USA - po zmuszeniu lokalnej administracji do podporządkowania się - sformalizował tę kradzież, wydając własnym korporacjom zwolnienia skarbowe i licencje ogólne, jakby posiadał prawa do tej ropy.
Trump kilka dni później chwalił się (na szczycie "Board of Peace”) że USA kontrolują 62% światowej ropy. Przejęcie to osiągnęło dwa kluczowe cele: odcięcie Chin od strategicznego partnera energetycznego oraz zabezpieczenie drugiego rezerwuaru ropy na wypadek chaosu, który Waszyngton miał wywołać w Rosji i Iranie.
Rosja (Operacja Arctic Sentry)
W ostatnich miesiącach siły USA i NATO dosłownie ścigają rosyjskie statki ropy i gazu na całym świecie. Od Morza Śródziemnego, przez Czarne, Bałtyckie, Karaibskie, Arktyczne, Północny Atlantyk aż po Ocean Indyjski.

Rosja dostarcza 17% całego importu ropy Chin. Część trafia rurociągami, ale większość transportowana jest drogą morską. Obejmuje to kluczową mieszankę Urals, od której zależą "teapot refineries” - niezależne rafinerie w Chinach. Eksporty te wychodzą z portów w zachodniej Rosji (Bałtyk), są więc szczególnie narażone ze względu na bliskość NATO.
USA wiedziały, że Chiny natychmiast zwrócą się ku Rosji jako zamiennik utraconej ropy z Wenezueli. Dlatego Waszyngton przerzucił kluczowe grupy uderzeniowe z Karaibów na Arktykę i Atlantyk. Właśnie dlatego NATO potajemnie uruchomiło "Operację Arctic Sentry” w lutym, nie ukrywając jej prawdziwego celu:
"Rosnące zainteresowanie Chin Arktyką, w tym dostęp do energii, surowców krytycznych i szlaków komunikacyjnych. Ponadto rosnąca współpraca Rosja-Chiny ma konsekwencje strategiczne i operacyjne dla postawy odstraszania NATO w regionie.” — NATO Arctic Security Brief
Mówiąc wprost - to embargo na ropę i gaz. NATO otwarcie przyznaje, że celem jest odcięcie Pekinu od "dostępu do energii i surowców krytycznych” oraz zakłócenie handlu z Rosją. Nie są to kwestie bezpieczeństwa, lecz geostrategiczne i ekonomiczne.
To wyjaśnia zainteresowanie Donalda Trumpa Grenlandią i Kanadą oraz rozmieszczenie brytyjskiej grupy lotniskowcowej w korytarzu Grenlandia–Islandia–Wielka Brytania (GIUK) - ponownie także w tym tygodniu. Celem jest zablokowanie rosyjskich tankowców na Bałtyku i Arktyce jeszcze zanim opuszczą akweny.

Fot. Mapa strategiczna korytarza Grenlandia–Islandia–Wielka Brytania (GIUK) pokazująca morską blokadę Operacji Arctic Sentry wobec rosyjskich tankowców ropy i gazu.
Korytarz GIUK: brama do koła podbiegunowego.
Przejście to było kluczowym punktem już w czasie zimnej wojny; wcześniej było jedyną drogą rosyjskich okrętów podwodnych na Atlantyk. NATO wraca tam teraz z innym celem: nękaniem handlu na Północnej Trasie Morskiej (NSR) — głównym skrócie Rosji do Azji — oraz w perspektywie przyszłej Transpolarnej Trasy Morskiej (TSR - Transpolar Sea Route).
Media opisywały uruchomienie Arctic Sentry jako "dyplomatyczną rampę wyjściową” mającą "zmniejszyć napięcia” między USA a Grenlandią. Oczywiście misja ta nie miała niczego "łagodzić”, lecz stanowiła "konia trojańskiego” pozwalającego wprowadzić siły NATO w pozycję do blokady - z udziałem wielu flot zachodnich, w tym Francji, Szwecji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, które aktywnie wspierają Waszyngton w przejmowaniu rosyjskiej ropy.
Gdy w marcu po raz pierwszy przedstawiłem swoją tezę "pirackiego państwa", wówczas atakowano tylko rosyjskie tankowce. W trakcie śledztwa eskalacja jednak wzrosła. Od ataków na statki do uderzeń w rafinerie i węzły eksportowe.
To wspiera moją główną tezę. Mamy do czynienia z fizyczną wojną o energię. Tylko w marcu wyłączono ok. 40% mocy eksportowej rosyjskiej ropy drogą morską. To największe zakłócenie logistyczne we współczesnej historii Rosji. Dane z kwietnia są jeszcze bardziej jednoznaczne. Był to najbardziej brutalny miesiąc, zmuszający Rosję do redukcji produkcji o 300 000–400 000 baryłek dziennie. Największy spadek od 6 lat. Najnowszy raport OPEC potwierdza, że Rosja znajduje się 400 000 baryłek dziennie poniżej oficjalnego limitu, co pokazuje realny wpływ tych działań.
A to nawet nie uwzględnia strat ani przejęć na morzu.

W ciągu 4 lat wojny na Ukrainie rosyjska infrastruktura energetyczna nigdy nie była atakowana tak głęboko ani na taką skalę. Choć kampania rozpoczęła się jesienią 2025 roku, ofensywa na rosyjską energetykę naprawdę przyspieszyła dopiero wtedy, gdy Waszyngton zabezpieczył Wenezuelę i rozpoczął wojnę z Iranem.
Skalkulowane wyczucie czasu oraz globalna skala tego ruchu w formie "szczypiec” pokazują, że "pirackie państwo" czekało, aż zabezpieczy własne strategiczne rezerwy, zanim przystąpi do uderzenia — osiągając jednocześnie dwa cele: odcięcie dostaw do Chin oraz konsolidację globalnego rynku.

Iran (Operacja Epic Fury)
Iran eksportuje około 60% produkowanej ropy, a podobnie jak Rosja i Wenezuela wysyła większość do Chin po zaniżonych cenach. Iran odpowiada za 11% morskiego importu ropy Chin. Gdy dostawy z Wenezueli i Rosji były sabotowane przez USA, stabilne dostawy z Iranu stały się jeszcze bardziej krytyczne. Dlatego Pekin zwiększył import.
Ponieważ Cieśnina Ormuz znajduje się pod kontrolą Iranu, te dostawy powinny być traktowane priorytetowo jako element partnerstwa strategicznego. Jednak sama natura wojny generuje chaos, a eksperymentalny system opłat Teheranu - jak cała infrastruktura - jest systematycznie atakowany przez działania USA i Izraela, co powoduje zatory.
Zatopienie IRIS Dena w odległości ponad 3200 km od Zatoki Perskiej było sygnałem dla wszystkich jednostek Globalnego Południa - uzbrojonych i nieuzbrojonych, w strefie działań wojennych i poza nią. Niestety, rozliczanie ładunków w juanach nie wystarcza, gdy u bram stoi państwo pirackie, losowo przejmujące i zatapiające statki.
USA nie mają zamiaru deeskalacji. Nawet podczas "zawieszenia broni” sekretarz wojny Hegseth jasno stwierdził, że Waszyngton nie opuści tych wód - co potwierdzało to, o czym wcześniej ostrzegałem. USA zastosują wobec Iranu model arktyczny i wenezuelski.
Amerykańsko-izraelski atak oraz zakłócenia w dostawach LNG z Kataru spowodowały spadek importu LNG Chin do najniższego poziomu od 8 lat.
Dane chińskiego rządu (GACC - General Administration of Customs of the People's Republic of China) pokazują, że całkowity import gazu ziemnego spadł o 16,3% między lutym a marcem — a w ujęciu rocznym o 10,7%. Ponieważ gazociągi działają na 100% przepustowości, spadek ten wynika niemal na pewno z globalnej blokady USA i jest najczytelniejszym dowodem, że wojny i blokady Waszyngtonu ograniczają dostawy Chin.

Rosja i Iran posiadają największe udokumentowane rezerwy gazu na świecie, jednak ich zdolność do wyrównania deficytu Chin jest fizycznie ograniczona.
Iran zużywa 94% produkowanego gazu, a jego pozostały potencjał eksportowy został już uszkodzony przez niedawne ataki. Z kolei Rosja wykorzystuje już pełną przepustowość swoich głównych gazociągów i ropociągów do Chin (Power of Siberia i ESPO). Power of Siberia 2 jest jeszcze daleki od ukończenia, a Rosji brakuje floty tankowców - zarówno arktycznych, jak i innych - by uzupełnić te braki drogą morską.
Nawet gdyby statki te były dostępne, intensywność ataków wspieranych przez USA spowodowała gwałtowny wzrost składek ubezpieczeniowych dla rosyjskich tankowców, niemal niwelując sens zakupu ich ropy po zniżkach.
Wielowarstwowy sabotaż i wielowarstwowe zyski.
Na chwilę obecną oznacza to, że wszystkie trzy strategiczne źródła dostaw ropy dla Chin są aktywnie zakłócane lub atakowane przez Stany Zjednoczone.

Ataki te są jeszcze bardziej kosztowne, biorąc pod uwagę następujące czynniki.
Rafinerie "teapot” przystosowane do ciężkiej ropy. Chińskie rafinerie typu "teapot” są specjalnie zaprojektowane do przetwarzania ciężkiej, kwaśnej ropy z Wenezueli, rozbijając gęstą, ciężką frakcję i przekształcając ją w diesel napędzający chiński przemysł wysokich technologii.
Choć rosyjska i irańska ropa różnią się chemicznie i są łatwiejsze w rafinacji, Chiny otrzymywały je po tak dużych zniżkach, że opłacało się je przetwarzać w tych instalacjach.
Ropa po zniżkach
Nie tylko fizyczne i technologiczne dopasowanie sprawiało, że była to idealna kombinacja — kluczowa była cena. Te gatunki ropy dostarczano Chinom po obniżonych stawkach, a w przypadku Wenezueli nawet jako forma spłaty długu. Uzyskanie identycznych mieszanek i w podobnej cenie jest praktycznie niemożliwe.
Waszyngton z jednej strony pozbawia rafinerie "teapot” surowca, do którego były zaprojektowane. Z drugiej — poprzez eliminację taniej ropy z Rosji i Iranu — czyni ich uruchamianie finansowo nieopłacalnym. Powstaje efekt domina sabotażu chińskiej gospodarki, którego USA są w pełni świadome.
Choć Chiny w długim okresie mogą się odbudować, a ich miks energetyczny jest zróżnicowany, sama energia słoneczna i węgiel nie są w stanie zapewnić maksymalnej wydajności przemysłu. Nawet przy ogromnych rezerwach nie mogą one zrównoważyć skutków uderzenia w trzech kluczowych partnerów energetycznych w ciągu 90 dni.
Większość rządów uznałaby takie działania Waszyngtonu za akt wojny lub przynajmniej poważne zagrożenie bezpieczeństwa narodowego - i miałaby rację.
Przekierowanie do Zatoki Meksykańskiej
Ponadto USA przekierowały przejętą ropę wenezuelską do swoich rafinerii w Zatoce Meksykańskiej. Zapewnia to Waszyngtonowi kaskadę korzyści.
Rafinerie te są zaprojektowane do przetwarzania ciężkiej ropy — podobnie jak chińskie "teapoty”. Dzięki zasileniu ich ropą z Wenezueli działają z maksymalną wydajnością, zwiększając udział USA w globalnym rynku diesla oraz marże zysku.
Wykorzystując skradzioną ciężką ropę w kraju, USA mogą eksportować własną lekką ropę łupkową — po rekordowych cenach wojennych — do Europy i Azji.
Kuba
Oprócz odcięcia Chin od Wenezueli, USA wykorzystują kontrolę nad największymi polami naftowymi świata, by zaciskać pętlę wokół Kuby i grozić jej zmianą reżimu.
Połowa kubańskiej sieci energetycznej była zależna od tej ropy. Natychmiast po porwaniu Maduro Waszyngton odciął Hawanę od dostaw, pogrążając kraj w ciemności i pogłębiając 60-letnie oblężenie Karaibów. To kolejny dowód, że przejęcie ropy Wenezueli nie było wyłącznie kwestią korporacyjnej chciwości, lecz miało strategiczne i geopolityczne cele.
Choć USA "pozwoliły” jednemu rosyjskiemu tankowcowi dotrzeć do Hawany oraz wprowadziły 30-dniowe wyjątki dla irańskiej i rosyjskiej ropy, nie należy tego mylić z deeskalacją. To jedynie zawory bezpieczeństwa mające stabilizować globalne rynki, podczas gdy Waszyngton finalizuje wrogie przejęcie.

Przejście do potęgi morskiej
Stany Zjednoczone przechodzą radykalną transformację w kierunku potęgi morskiej, co widać nie tylko w ich strategii wojskowej, ale także w całkowitej przebudowie globalnego rynku energii.
Nazywanie tego globalną blokadą nie jest figurą retoryczną. Geograficznie obejmuje ona pół planety. Od Grenlandii, przez Wenezuelę, aż po Iran. Z jednym celem - odcięciem dostępu do paliw.
Ta blokada jest tak jednorodna, że często te same okręty i załogi przemieszczają się między kolejnymi teatrami działań. Flotą tą kieruje USS Gerald R. Ford, ale obejmuje ona także USS Iwo Jima oraz niszczyciele Churchill i Spruance. Działa ona jako jedna mobilna siła. W razie potrzeby jej dowództwo jest po prostu przenoszone i zatwierdzane między USSOUTHCOM, USEUCOM i USCENTCOM. "Ford” brał na przykład udział w przejęciu Wenezueli oraz w ataku na Iran, zaraz po zakończeniu misji arktycznej.

Maritime Extortion Network (Morska sieć wymuszeń)
To nie tylko amerykańska armia posiada globalną flotę. Podczas gdy większość rosyjskiego lub norweskiego gazu przesyłana jest rurociągami, amerykański LNG transportowany jest statkami. Dzięki temu jest mobilny — i drogi, dlatego Europa i Azja nie kupowałyby go, gdyby nie zostały do tego zmuszone.
Po fizycznym wyeliminowaniu konkurencji Europa i Azja są zmuszone licytować zawyżony amerykański LNG na rynku spot. Aby zobrazować brutalność tego rynku, statki LNG potrafią zmieniać kurs w trakcie rejsu, kierując się do najwyższego oferenta w czasie rzeczywistym. Wygrywa ten, kto zapłaci najwięcej.
Maritime Action Plan (MAP)
Dokument ten został opublikowany przez Biały Dom w lutym 2026 roku — w tym samym okresie co wszystkie inne kluczowe elementy tego blitzkriegu. Jest to strategiczny plan polityczny opisujący transformację USA w potęgę morską. Nosi nazwę Maritime Plan of Action (MAP) i stanowi kontynuację dokumentu z 2025 roku zatytułowanego "RESTORING AMERICA’S MARITIME DOMINANCE” — na wypadek, gdyby ktoś nadal nie zrozumiał przekazu.
MAP w praktyce zmusza wszystkie podmioty handlujące ze Stanami Zjednoczonymi do przejścia na statki budowane w USA. Cel ten opiera się na "SHIPS for America Act of 2025 (S. 1541)”, który tworzy ramy prawne dla odbudowy amerykańskiej floty. ("Flota” obejmuje nie tylko jednostki wojskowe, ale także statki LNG i tankowce, co pokazuje strategiczne znaczenie tych aktywów).
Ustawa wymaga, aby rosnący procent strategicznych ładunków był przewożony na statkach zbudowanych w USA. Dotyczy to całej floty handlowej LNG — ogromnej liczby jednostek, biorąc pod uwagę, że USA są już największym eksporterem LNG na świecie i jeszcze bardziej umocniły swoją dominację.
Dotyczy to również wszystkich ładunków wchodzących do USA, w tym ropy. Około 40% ropy rafinowanej w Stanach pochodzi z importu - co ponownie pozwala USA wykorzystać swoją pozycję największego rafinera świata do globalnego nacisku i generowania dodatkowych zysków.
Ci, którzy nie zainwestują w amerykańskie stocznie, będą musieli zapłacić podatek. W każdym przypadku coś trafi do kieszeni "Wujka Sama".
Ta transformacja w potęgę morską jest tak intensywna, że właśnie w tym tygodniu Trump odwołał sekretarza marynarki Johna Phelana. Jego "winą” było to, że nie budował floty wystarczająco szybko.
Stany Zjednoczone są wyraźnie pewne swojej geostrategicznej pozycji i stawiają na pełną dominację energetyczną świata - wykorzystując ją do wielokrotnego zwiększania przyszłych strumieni przychodów (kolejne "wielowarstwowe zyski”).
Transformacja ta jest równie ekonomiczna, co militarna. I w typowo "wall-streetowskim" stylu USA zamierzają sfinansować ją cudzym kosztem.
"Opłata za ochronę"
Na koniec Donald Trump ogłosił coś, co w istocie stanowi usługę ochroniarską - oferowanie ochrony statków przez US Navy za "bardzo rozsądną cenę”. To domyka cały monopol w formie systemu wymuszeń.
Nie trzeba tu podkreślać ironii: jedynym realnym zagrożeniem dla swobody żeglugi na morzach jest ta sama potęga, która oferuje jej "ochronę”.
Bardzo często USA nie przejmują nawet ładunku. Po prostu zatapiają statki. Gdy jednak dokonują abordażu, używają lub sprzedają ładunek jako łup, jak piraci, a następnie legalizują to w swoim systemie prawnym, powołując się na własne sankcje OFAC (Office of Foreign Assets Control). Tymczasem żaden z tych statków nie znajdował się na amerykańskich wodach ani nie wpływał do USA. Co więcej, sankcje USA są nieważne poza ich terytorium, a według prawa międzynarodowego są w rzeczywistości nielegalne - jak powiedziała mi w 2021 roku Alena Douhan, specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. jednostronnych środków przymusu.
Wszystko to razem zapewnia Waszyngtonowi wielokrotne źródła dochodu oraz całkowitą kontrolę nad łańcuchem dostaw energii na każdym etapie. Dzięki piractwu, fikcyjnym sankcjom i dominacji rynkowej USA zmuszają świat do finansowania floty, która ten świat atakuje - przechodząc od "porządku międzynarodowego opartego na zasadach” do bezprawnego "pirackiego państwa".

Zmiana strategiczna
Petrodolar już nie istnieje. Został po cichu zastąpiony znacznie bardziej niebezpiecznym następcą: petro-gazowym dolarem, dokładnie w momencie, gdy wszyscy uznali, że USA są w odwrocie. Wszystko, co widzimy dziś, jest efektem wieloletniego planowania między Waszyngtonem a Wall Street.
Trump jedynie układa elementy na stole, ale nikt nie był w stanie wcześniej złożyć tej układanki w całość.
"Doktryna Donroe” jest powszechnie źle rozumiana. Wielu uważa, że to tylko wariacja oryginalnej doktryny Monroe lub prosta koncepcja kontroli zachodniej półkuli. Jednak nie o to chodzi. Chodzi o przekształcenie półkuli zachodniej w coś innego. O stworzenie systemu, w którym to rynek przychodzi do Ameryki, a globalny korytarz energetyczny zostaje przeniesiony na Zachodnią Półkulę.
Te plany nie są wyłącznie Trumpa ani nie powstały z dnia na dzień. Są efektem działań administracji Busha i neo-konserwatystów takich jak Dick Cheney.
W 2001 roku, jako wiceprezydent, Cheney przeprowadził 40 tajnych spotkań z gigantami energetycznymi, aby opracować strategię USA na XXI wiek. Biały Dom walczył nawet przed Sądem Najwyższym, by utrzymać te spotkania w tajemnicy. Jeśli wyobrazić sobie nieformalną naradę korporacji, to nie jest to dalekie od prawdy. Uczestniczyli w niej szefowie praktycznie wszystkich największych koncernów naftowych.
Z tego powstał dokument strategiczny: "National Energy Policy"(NEP). Już 25 lat temu Biały Dom wiedział, że przejęcie rezerw Wenezueli jest kluczowe dla "dywersyfikacji” amerykańskich dostaw energii:
"Rozwój tzw. rezerw ciężkiej ropy na półkuli zachodniej jest ważnym czynnikiem, który może znacząco zwiększyć globalne rezerwy ropy i różnorodność produkcji.” — National Energy Policy, 2001
Wzmocnienie produkcji krajowej i półkuli zachodniej było fundamentem NEP. Dokument traktuje import ropy z nieprzychylnych państw niemal jak zagrożenie bezpieczeństwa narodowego:
"…coraz bardziej uzależnieni od zagranicznych dostawców. Przy obecnym kursie Ameryka za 20 lat będzie importować prawie dwie trzecie zużywanej ropy — co oznacza zwiększoną zależność od państw, które nie zawsze działają w jej interesie.” — National Energy Policy, 2001
"Zagrożenie”, które USA rozwiązują poprzez kradzież zasobów albo ich niszczenie, aby inni nie mogli ich wykorzystać.
Ten plan nie był dziełem przypadkowych polityków. To była administracja Big Oil: Cheney przyszedł z Halliburtona; rodzina Bushów z przemysłu naftowego Teksasu, a Condoleezza Rice zasiadała w zarządzie Chevronu. Tego samego Chevronu, który dziś przejmuje zasoby Wenezueli, Syrii i Palestyny. Firma nazwała nawet tankowiec jej imieniem: SS Condoleezza Rice.
W 2003 roku Cheney i Bush zaatakowali Irak dla ropy. USA próbowały ukryć ten fakt pod hasłem "demokracji”. Wtedy ropa była koniecznością, dziś USA są już producentem dominującym. Cel pozostaje ten sam: kontrola strategicznych rezerw. Zamiast budowania państw, armia USA przekształciła się w siłę czysto piracką, aby półkula zachodnia stała się jedynym korytarzem energetycznym świata.

Zachodnia półkula: nowy Bliski Wschód
Przeniesienie centrum ropy i gazu na półkulę zachodnią rozwiązuje wiele problemów petrodolara. W przeszłości był on zależny od wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Teraz USA kontrolują cały proces bez konieczności polegania na pośrednikach — Izraelu, państwach Zatoki czy bazach wojskowych.
Niezależnie od tego, czy chodzi o szoki naftowe, zamknięcie Ormuzu czy konflikt w Palestynie — nie wpływa to już na stabilność dolara, ponieważ cały łańcuch (wydobycie, rafinacja, eksport) odbywa się w Zachodniej Półkuli przez amerykańskie firmy.
W 1944 roku Bretton Woods ustanowił globalny system finansowy. Dolar był powiązany ze złotem, a później nieformalnie z ropą z Zatoki Perskiej. Dziś obserwujemy kolejną rewolucję: dolar jest powiązany z amerykańską produkcją ropy i gazu oraz zasobami zdobywanymi w wyniku wojny i piractwa — co tworzy petro-gazowego dolara.
LNG-Dollar
LNG-dolar jest silniejszy, ponieważ obejmuje nie tylko ropę, ale i gaz ziemny. Dzięki LNG USA uzależniły Europę od dolara, a rynek stworzony po 2022 roku uczynił z nich największego eksportera świata.
Po wojnie z Iranem USA jeszcze bardziej zwiększają swój udział w rynku LNG. Dla Ameryki nie ma to natychmiastowych skutków cenowych, ale w Europie i Azji ceny gwałtownie rosną.

Nie istnieje "globalny kryzys energii” - kryzys dotyczy wyłącznie konkurentów USA.
Nawet gdy ceny ropy rosną, Stany Zjednoczone są chronione przed najgorszymi konsekwencjami. Jako czołowi producenci i rafinerie, amerykańscy giganci energetyczni nie mogą tak naprawdę stracić. Po prostu podnoszą cenę ropy i zgarniają wyższe zyski. Co najważniejsze, zyski te są denominowane w dolarach amerykańskich i pozostają zamknięte w amerykańskim obiegu gospodarczym.
W tej chwili ci giganci zgarniają największe zyski – w historii – a wyceny ich akcji są rekordowo wysokie. Obecna wojna w Iranie jest w rzeczywistości ich najbardziej dochodowym okresem jak dotąd.

Po raz pierwszy od II wojny światowej Stany Zjednoczone sprzedają niemal więcej ropy naftowej niż importują. I zgodnie z przewidywaniami, ich największymi nabywcami (czytaj: ofiarami) są Europa i Azja.
Kolejny bezprecedensowy rekord padł w marcu, kiedy transakcje SWIFT w dolarach amerykańskich osiągnęły rekordowe 51,1%, w porównaniu z 49,25% w lutym. To potwierdza, że świat jest fizycznie zmuszany do powrotu do dolara, aby zapłacić za jedyną energię pozostałą na rynku.
Tradycyjni analitycy rynku naftowego nie dostrzegają strategicznego znaczenia tego, co się dzieje. Uważają, że świat zaczyna się i kończy na wyborach parlamentarnych i niezadowolonych Amerykanach płacących podwójnie na stacjach benzynowych. Nie tak myślą dyrektorzy z Wall Street. Jedyną "lekcją”, jaką wyciągnęli po Iraku i 2008 roku, było to, że mogą sobie pozwolić na wszystko i nikt ich nie powstrzyma. To ośmieleni drapieżcy.
Podsumowując, strategia USA zapewnia, że wszyscy są:
- zmuszeni do kupowania amerykańskich produktów, ponieważ Wujek Sam sparaliżował innych dostawców
- zmuszeni do płacenia dolarów, osłabiając własne waluty
- zmuszeni do płacenia cen wojennych, dodając zniewagę do krzywdy
Co prowadzi do najbardziej zabójczego punktu:
Deindustrializacja
Podnosząc ceny ropy naftowej i gazu w Europie i Azji, Stany Zjednoczone zmuszają firmy do wyboru między zamknięciem działalności a przeniesieniem się do Ameryki.
Proces ten rozpoczął się na Ukrainie, paraliżując wiele europejskich gałęzi przemysłu, od niemieckiego przemysłu stalowego po francuski szklarski, i będzie się tylko nasilać, gdy Stany Zjednoczone zakończą wrogie przejęcie. W rzeczywistości ta strategia "kanibalizuje" zarówno przyjaciół, jak i wrogów, a Wall Street to akceptuje.

Ten exodus przemysłowy skutkuje również masową ucieczką kapitału. Wraz z fizycznym przenoszeniem fabryk i aktywów z Europy i Azji do Stanów Zjednoczonych, każda firma wyprowadza swój kapitał – gotówkę, akcje, kredyty – z kraju macierzystego i inwestuje go w amerykańską gospodarkę. To przesuwa środek ciężkości światowej gospodarki w stronę Ameryki, wzmacniając dolar Petrogas.
Według danych Departamentu Skarbu USA (TIC - Treasury International Capital), fizyczna ilość dolarów napływających do kraju nie tylko wzrosła, ale gwałtownie wzrosła wraz z rozwojem wojen energetycznych.
W okresie od stycznia do lutego 2026 roku przepływ netto kapitału do Stanów Zjednoczonych uległ całkowitej zmianie. W styczniu kapitał opuszczał Stany Zjednoczone z deficytem w wysokości 25 miliardów dolarów. Jednak miesiąc później, w lutym, gotówka zaczęła napływać do Stanów Zjednoczonych – a nie wypływać – z nadwyżką w wysokości 184,5 miliarda dolarów – i to w szczytowym momencie chaosu wywołanego przez Stany Zjednoczone w Rosji i na Bliskim Wschodzie.
To wahania rzędu 209,5 miliarda dolarów w ciągu jednego miesiąca – po prostu niespotykane.
Jeszcze bardziej wymowny jest fakt, że większość tego kapitału pochodzi od prywatnych inwestorów zagranicznych, a nie od rządów ani banków centralnych. Tylko w lutym napływ kapitału prywatnego netto osiągnął 166,5 miliarda dolarów. Oznacza to, że ludzie proaktywnie decydują się na lokowanie swoich pieniędzy w USA, ponieważ państwo pirackie powoduje tak wielki chaos na całym świecie, że de facto wydaje się jedyną bezpieczną opcją.
Ten rekordowy kapitał prywatny dzieli się na dwa strumienie:
- Połowa jest przeznaczana na zakup amerykańskiej ropy naftowej i gazu po cenach wojennych. Według amerykańskiego Biura Analiz Ekonomicznych (BEA), całkowity eksport USA wzrósł o 4,2% do rekordowego poziomu 314,8 miliarda dolarów w lutym 2026 roku. Ten wzrost był napędzany niemal wyłącznie przez dostawy i materiały przemysłowe, a sam eksport gazu ziemnego wzrósł o 1,3 miliarda dolarów w ciągu jednego miesiąca, ponieważ partnerzy starali się zastąpić utracone dostawy z Bliskiego Wschodu i Rosji.
- Druga połowa jest inwestowana w obligacje skarbowe, co pokazuje, jak bardzo ludzie zdają się wierzyć w dolara – nawet gdy Stany Zjednoczone ograniczają światowe dostawy energii. To ponownie pokazuje, jak bardzo Waszyngton jest odizolowany od chaosu, który sprowadza na wszystkich innych.
Firmy nie wstają i nie wychodzą każdego dnia – więc gdy już znajdą się w USA, jest bardzo mało prawdopodobne, aby się tam przeniosły przez długi czas. Kapitał ten pozostaje wówczas w amerykańskim obiegu gospodarczym, a firmy te będą prowadzić działalność wyłącznie w dolarach – ponownie wzmacniając dolara.
W rzeczywistości Stany Zjednoczone nie tylko przenoszą na półkulę zachodnią korytarz energetyczny planety, ale także swoją bazę przemysłową. Jedno naturalnie prowadzi do drugiego; działając jak efekt domina, który wzmacnia dolara Petrogas.
Podsumowując, strategia jest dość makiaweliczna i działa kaskadowo.
- Po pierwsze, Stany Zjednoczone eliminują swoją zależność od innych, produkując tak dużo ropy naftowej i gazu, że są w stanie przetrwać burzę. Innymi słowy, mogą wszczynać wojny po drugiej stronie planety i nie odczuwać ich skutków.
- Następnie niszczą infrastrukturę wszystkich innych, bezpośrednio lub pośrednio (np. Nord Stream, Ras Laffan), zmuszając innych do kupowania amerykańskiej energii.
- Jeśli ktokolwiek próbuje sprzedać własną ropę i gaz, aby ominąć sankcje Waszyngtonu, ładunek zostaje skradziony w trakcie transportu. To podnosi globalne ceny i daje Stanom Zjednoczonym całkowity monopol na rynku.
- Sprawiając, że energia jest nieosiągalna gdziekolwiek indziej, amerykańska baza przemysłowa staje się automatycznie najbardziej konkurencyjna, zmuszając najsilniejsze firmy zagraniczne do przeniesienia się do Ameryki, podczas gdy reszta wymiera.
- Wszystkie te mechanizmy wzmacniają amerykańską walutę i zmuszają planetę do prowadzenia interesów na sposób Waszyngtonu, płacąc za to krocie.
W przeszłości Stany Zjednoczone obalały rządy, aby przejąć ich ropę; dziś wykorzystują własną ropę, aby obalać rządy.
W wojnie na Ukrainie Stany Zjednoczone nie musiały przejmować kontroli nad rosyjskimi złożami ropy i gazu u źródła. Poprzez sankcje, sabotaż i piractwo udało im się zablokować Rosję na rynku i zmusić gigantów przemysłowych do przeniesienia się do Ameryki. Jeśli to była próba generalna, plan zadziałał, a Stany Zjednoczone teraz na nim bazują, rozszerzając ten schemat na skalę globalną.
Przykładem jest osobliwy los Kataru. ExxonMobil i QatarEnergy – partnerzy w rafinerii Ras Laffan, która została sparaliżowana w marcu – wyraźnie wiedzieli, kiedy wycofać swoje jednostki z Bliskiego Wschodu i przenieść je do USA. 22 kwietnia świętowały pierwszą dostawę LNG z Golden Pass w Teksasie, gdzie Katar posiada większościowy, 70% udziałów. Można śmiało powiedzieć, że przy tych wojennych cenach odrobią z nawiązką wszystko, co stracili w Zatoce Perskiej, i to wszystko, działając bezpiecznie w amerykańskim obiegu gospodarczym.
BRICS i dedolaryzacja
Co oznacza petro-gazowy dolar dla Globalnego Południa?
Po bombardowaniu Nord Stream w 2022 roku i sankcjach wobec Rosji, wielobiegunowość zaczęła się rozwijać z konieczności. Rosja zwróciła się na wschód, sprzedając ropę i gaz w rublach. Widzieliśmy, jak gospodarki, systemy płatnicze (Mir, Szitab) i systemy bankowe (CIPS, SPFS, SEPAM) są połączone między Moskwą, Teheranem, Caracas i Pekinem.
W tym samym duchu Iran pobiera teraz opłatę za bezpieczny przepływ przez Cieśninę Ormuz, wycenianą w alternatywnych walutach, takich jak juan. To wszystko są słuszne posunięcia geopolityczne. Jednak aby de-dolaryzacja zadziałała, handel musi być fizycznie możliwy. Nie można pozwolić, by państwo pirackie atakowało przewożone ładunki lub wysadzało w powietrze zasoby naturalne.
Strategia USA zmieniła się z jednostronnych sankcji na fizyczną, oblężniczą wojnę. Waszyngton nie ogranicza się już tylko do wykluczania krajów z rynków zachodnich. Fizycznie uniemożliwia im handel między sobą.
To oblężenie nie ogranicza się do piractwa morskiego. To również blokada rywalizujących korytarzy handlowych. Obalając rząd w Damaszku i niszcząc syryjskie porty w Latakii i Tartusie, USA zabiły kilka ptaków jednym kamieniem.
- Zajęły lewantyński basen gazowy dla Chevronu
- Wyeliminowały jedynego pro-palestyńskiego aktora w państwie arabskim, oraz
- Fizycznie odgrodziły Nowy Jedwabny Szlak od Morza Śródziemnego – szkodząc zarówno Chinom, jak i Globalnemu Południu.
W ostatnich tygodniach iracki ruch oporu zdołał obalić okupację NATO po ponad dwóch dekadach. Ma to kluczowe znaczenie dla Nowego Jedwabnego Szlaku, ponieważ iracka kolej miała łączyć Azję bezpośrednio z Morzem Śródziemnym. Choć Irak poczynił postępy, wyzwanie jest dalekie od zakończenia.
Zniszczenie baz lotniczych jest kluczowe, ale to nie wystarczy. Ruch Oporu musi zdać sobie sprawę, że Waszyngton odchodzi od modelu okupacji lądowej na rzecz globalnego piractwa i przechwytywania na morzu. W miarę jak Stany Zjednoczone coraz bardziej polegają na nalotach, blokadach i zdalnie sterowanym chaosie – bazy lotnicze tracą na znaczeniu. Jeśli bitwa przeniesie się na wodę, strategia Ruchu Oporu również musi się odpowiednio zmienić.
Co Iran musi zrobić, aby wygrać
Z perspektywy teorii gier, Iran, Rosja i Chiny mają jeszcze kilka strategicznych ruchów do wyboru:
- Opracować alternatywne źródła paliwa, których nie da się fizycznie zhakować ani sabotować.
- Podjąć próbę zneutralizowania Marynarki Wojennej USA na ich teatrach działań (choć, jak widzieliśmy, blokada ma teraz charakter globalny).
- Dać państwu pirackiemu posmakować jego własnego lekarstwa – a mianowicie rafinerii i tankowców.
W chłodnej matematyce teorii gier ostatnia opcja jest najskuteczniejszym posunięciem – ale jednocześnie najbardziej prawdopodobnym początkiem III wojny światowej. Przyjmujemy za pewnik, że wrogie działania przeciwko kontynentalnym Stanom Zjednoczonym to automatyczna czerwona linia. Uderza to w sedno głębokiej asymetrii strategicznej. Jak to możliwe, że Waszyngton może podpalać rafinerie i atakować głowy państw bez obawy przed odwetem?
Z jakiegoś powodu Rosja, Chiny i Iran nie zdołały stworzyć – i utrzymać – wiarygodnego środka odstraszającego przed agresją Zachodu. W tym momencie nie chodzi o ropę ani walutę, ale o suwerenność. Arsenały nuklearne Chin i Rosji są praktycznie bezużyteczne z powodu bezczynności, co samo w sobie jest niezwykłym paradoksem.
Od samego początku tej wojny siły "Osi Ruchu Oporu" (Resistance Axis: Iran, Hezbollah, Hamas, Huti, Siły Mobilizacji Ludowej) radzą sobie znacznie lepiej, niż można by się po nich spodziewać. Jednak mimo że zniszczyły one zasoby warte miliardy, Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych przechodzi już na model całkowitej blokady morskiej. Zrównanie stacji radarowej lub pasa startowego to zwycięstwo taktyczne, ale nie powstrzymuje blokady morskiej zlokalizowanej naprzeciw Cieśniny Ormuz. Waszyngton nie chce nawet, aby obecne szlaki handlowe istniały, a tym bardziej funkcjonowały. Niszczą je, aby przenieść korytarz energetyczny planety na półkulę zachodnią – tworząc morskie szlaki handlowe i politykę energetyczną na nadchodzące stulecie. Lód jeszcze nawet nie stopniał, a oni już blokują Arktyczną Trasę Transpolarną.
Dla Państwa Piratów, które obiecało "zsyłać śmierć i zniszczenie z nieba przez cały dzień”, żaden koszt nie jest zbyt wysoki w dążeniu do tych celów. I właśnie dlatego Iran nie powinien lekceważyć jego potencjału przemocy.
Właśnie dlatego klęska militarna i klęska gospodarcza to nie to samo. Dopóki Iran i kraje Globalnego Południa będą walczyć z USA na ich własnym terytorium, nigdy nie pokonają pirackiego państwa.
Cała doktryna militarna USA opiera się na zasadzie, że nigdy nie toczą wojen u siebie, aby chronić swoją ludność i bazę przemysłową. Ta sama logika stoi za przeniesieniem korytarza energetycznego. Przenoszą światową stolicę ropy naftowej i gazu na półkulę zachodnią z tego samego powodu, dla którego prowadzą wojny na Bliskim Wschodzie. Aby utrzymać silnik imperium osłonięty między dwoma oceanami.
Upokorzanie USA tysiące kilometrów od ich bazy przemysłowej miało już miejsce wcześniej – w Wietnamie, Afganistanie, a teraz w Iranie. A jednak Imperium żyje, by uprawiać piractwo każdego kolejnego dnia. Dopóki Wall Street uważa się za nietykalne, imperializm USA będzie trwał.