Globalizm dąży do zniszczenia państwa narodowego - J.B. Shurk, The American Thinker, 24.05.2026.
Ludzie zaczynają rozumieć, że ci, którzy rządzą w ich imieniu, od dawna pracują nad likwidacją państwa narodowego.
Organizacja Narodów Zjednoczonych nie jest neutralnym miejscem, w którym rządy narodowe omawiają swoje różnice. Jest konstruktem rządowym mającym na celu zastąpienie rządów narodowych. Światowa Organizacja Zdrowia nie jest międzynarodowym organem mającym koordynować złożone reakcje na globalne zagrożenia zdrowotne. Jest instytucją wyposażoną w ogromną władzę i autorytet do śledzenia i regulowania każdego człowieka na planecie. Bank Rozrachunków Międzynarodowych, Grupa Banku Światowego oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie istnieją po to, by rozwijać wolny handel, otwarte rynki i pomagać krajom rozwijającym się. Istnieją po to, by centralizować kontrolę nad wszystkimi transakcjami gospodarczymi na świecie.
Nawał ustaw "zielonego nowego ładu” w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej, Australii i Nowej Zelandii nie ma nic wspólnego z ochroną środowiska ani "ratowaniem planety”. Są one częścią szerszej inicjatywy ONZ mającej na celu śledzenie tzw. "śladu węglowego” każdej osoby, aby monitorować, opodatkowywać i regulować całą działalność ludzką. Polityka ONZ dotycząca "reparacji klimatycznych” nie ma nic wspólnego ze "sprawiedliwością” ani "nauką”. Istnieje po to, by uzasadniać redystrybucję bogactwa z państw zachodnich do państw niezachodnich pod przykrywką "prawa międzynarodowego”.
Przesłanie, które słyszeliśmy przez całe życie, jest głośne i jasne. Państwa narodowe robią złe rzeczy. Organizacje międzynarodowe robią dobre rzeczy.
Retoryczna wojna z "nacjonalizmem” nie zaczęła się dlatego, że ludzie dumni ze swoich narodów magicznie stali się prawicowymi ekstremistami. Ludzi dumnych ze swoich narodów nazywa się "prawicowymi ekstremistami”, aby ci, którzy nami rządzą, mogli demonizować państwo narodowe. Jeśli prześledzi się gazety i eseje naukowe sprzed II wojny światowej, "nacjonalizm” i "patriotyzm” są używane zamiennie. Po II wojnie światowej następuje wyraźna zmiana językowa. "Patriotyzm” w dużej mierze pozostaje akceptowaną cnotą obywatelską (jak inaczej rządy mogłyby wysyłać ludzi na wojnę, gdyby nie było patriotów?). "Nacjonalizm” jednak z biegiem dekad coraz częściej staje się określeniem pejoratywnym, kojarzonym z faszyzmem — jakby sama koncepcja państwa narodowego była z natury autorytarna i antydemokratyczna.
Zastanowienie się przez chwilę nad tą anty-nacjonalistyczną kampanią ujawnia jej absurd. Dlaczego republika konstytucyjna z demokracją przedstawicielską miałaby być "faszystowska” na poziomie narodowym, a "demokratyczna” wtedy, gdy jest zorganizowana międzynarodowo? Dlaczego szef władzy wykonawczej w państwie takim jak Niemcy, Francja czy Stany Zjednoczone miałby być bardziej "autorytarny” niż sekretarz generalny ONZ czy przewodniczący Komisji Europejskiej? Dlaczego międzynarodowy organ rządowy miałby być uznawany za bardziej "demokratyczny” niż miasto, region czy naród ludzi, którzy rządzą się samodzielnie? Dlaczego przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, miałaby być uznawana za "przywódczynię reprezentującą Europę”, skoro Europejczycy nigdy na nią nie głosowali, by ich "reprezentowała”?
ONZ ma 193 państwa członkowskie reprezentowane przez ambasadorów, czyli około 8,3 miliarda ludzi. Dlaczego tak niewielkie zgromadzenie parlamentarno-dyplomatyczne miałoby być w ogóle uznawane za "demokratyczne” lub "reprezentatywne”? W najlepszym razie używa ono fasady "demokracji”, by uzasadniać narzucanie swojej autorytarnej woli całej ludzkości. Niezależnie od tego, czy jest to jeden dyktator, czy 193 dyktatorów działających wspólnie - gdy ludzkość jest zmuszana do podporządkowania się dekretom rządzących, nie ma znaczenia, czy pochodzą one z organu narodowego, czy międzynarodowego.
Prawa i wolności naturalne nie stają się bardziej naturalne dlatego, że tak twierdzi 193 urzędników z Nowego Jorku. Wolności dane przez Boga istnieją pomimo istnienia rządu, a nie dzięki niemu. Im więcej osób, nad którymi rząd rości sobie prawo do jurysdykcji, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że prawa naturalne jakiejkolwiek osoby będą szanowane i chronione. Kiedy obywatel nie może spojrzeć swojemu "przedstawicielowi” prosto w twarz, jego "przedstawiciel” jest znacznie mniej zaniepokojony naruszaniem jego wolności naturalnych.
Rządy międzynarodowe nie są mniej skłonne do stania się totalitarnymi niż rządy narodowe. Tak jak narodowy socjalizm Hitlera i faszyzm Mussoliniego w ubiegłym stuleciu, tak międzynarodowa tyrania lubi maskować się jako coś pokojowego, dobroczynnego i służącego wspólnemu dobru. Gdyby Hitler skutecznie podbił Europę, być może Niemieckie Imperium nazwano by Unią Europejską. Gdyby Hitler podbił świat, być może siedziba ONZ znajdowałaby się w Berlinie. Narodowy totalitaryzm równie łatwo staje się totalitaryzmem międzynarodowym, jak narodowe nakazy maseczek i szczepień przekształcają się w "paszporty szczepionkowe” i mandaty Światowej Organizacji Zdrowia.
Ci sami ludzie, którzy histerycznie reagują na rzekomy "autorytaryzm” prezydenta Trumpa, głośno popierają autorytaryzm globalnych instytucji takich jak Światowa Organizacja Zdrowia. W rzeczywistości, gdy prezydent wycofał Stany Zjednoczone z WHO w swoim pierwszym dniu powrotu do urzędu w zeszłym roku z powodu niewłaściwego zarządzania pandemią COVID i prób ukrywania jej pochodzenia w Wuhan w Chinach, krytycy w prasie oskarżyli Trumpa o "nieodpowiedzialność naukową” i nazwali "globalną współpracę” "biologiczną koniecznością”.
To kolejna część językowej sztuczki internacjonalizmu. Ten sam globalny korporacyjny aparat medialny, który przez ostatnie ponad osiemdziesiąt lat uczył ludzi, że słowo "nacjonalizm” jest czymś złym, wojowniczym i barbarzyńskim, jednocześnie uwarunkował świat do postrzegania wszystkiego, co "międzynarodowe”, jako z natury dobre, pokojowe i postępowe. Dychotomia "narodowe / międzynarodowe” nie powstała przypadkowo. Była nam wtłaczana przez całe życie. Jednak gdy rozsądna osoba poświęci chwilę na refleksję nad tą manipulacją semantyczną, staje się ona dość absurdalna.
Jeśli Międzynarodowy Fundusz Walutowy, z siedzibą w Waszyngtonie, zostałby bardziej dokładnie przemianowany na "Amerykański Fundusz Walutowy”, czy ta instytucja finansowa stałaby się bardziej podejrzana? Jeśli tak, to jak powinniśmy postrzegać słowo "międzynarodowy”, jeśli nie jako werbalny fortel mający sprawiać wrażenie, że MFW działa w imieniu wszystkich ludzi na planecie? Amerykańscy podatnicy od momentu powstania w 1948 roku w głównej mierze finansowali Światową Organizację Zdrowia. Gdyby nazywała się Amerykańską Organizacją Zdrowia, czy prasa byłaby równie oburzona, gdy "autorytarny” Trump zdecydował się przestać ją finansować? Jeśli nie, czy nie sugeruje to, że słowa takie jak "światowy” i "globalny” zniekształcają tożsamość i cel tych ingerujących organizacji?
"Internacjonalizm” jest koniem trojańskim albo przynajmniej nosem wielbłąda pod namiotem dla autorytarnych zwolenników wielkiego rządu, którzy chcą narzucić swoją wolę całej planecie.
Gdy "międzynarodowi” agenci lub żołnierze przychodzą, ich misja brzmi wręcz "humanitarnie”, prawda? Organizacja Narodów Zjednoczonych ma cały Departament Operacji Pokojowych. Ten departament wysyła personel wojskowy i policyjny znany jako "siły pokojowe”. Przez dekady te "siły pokojowe” z Departamentu Operacji Pokojowych gwałciły kobiety i dziewczęta na całym świecie. "Międzynarodowi” dopuszczali się przemocy wobec "narodowych”, a międzynarodowa ONZ oraz wielonarodowe korporacyjne organizacje informacyjne przez dekady ukrywały te liczne gwałty popełniane przez "międzynarodowych”. Międzynarodowe organizacje zajmujące się "pokojem” nie mogą być przyłapywane na robieniu rzeczy, które robią tylko "faszystowscy” narodowcy.
Wielkie kłamstwa ujawniają prawdziwe intencje internacjonalizmu. Internacjonaliści budują globalne imperium. Imperium to jest autorytarne (wymaga globalnego podporządkowania kosztem wolności jednostki) i totalitarne (wymaga całkowitego podporządkowania scentralizowanemu i dyktatorskiemu rządowi światowemu). W tym międzynarodowym systemie rządów nie ma nic "demokratycznego” ani "reprezentatywnego”. Nie ma on żadnego zainteresowania ochroną praw i wolności jednostki. Nie ma żadnego zainteresowania poszanowaniem suwerenności narodów. Pozwoli zarówno jednostkom, jak i narodom być "gwałconym” w imię "globalnego pokoju”.
Dlatego całkowicie logiczne jest, że Organizacja Narodów Zjednoczonych zachęca do masowej nielegalnej imigracji do Stanów Zjednoczonych i Europy. Kiedy zajmujesz się niszczeniem narodów, nie obchodzi cię, czy mordercy i gwałciciele niszczą lokalne rodziny. Nie obchodzi cię, czy islamscy terroryści palą chrześcijańskie kościoły. Nie obchodzi cię, czy "nowi przybysze” do Europy i Ameryki poprzysięgli podbój Zachodu.
Aby globalizm mógł zwyciężyć, musi najpierw zniszczyć państwo narodowe..