Dlaczego nastroje konsumentów są rekordowo niskie? - Charles Hugh Smith, OfTwoMinds, 27.05.2026.

Dlaczego nastroje konsumentów są rekordowo niskie, podczas gdy rynek akcji notuje rekordowe wzrosty? Media i media społecznościowe są pełne relacji i komentarzy na temat tej gospodarki w kształcie litery K, na przykład.


"Giełda nigdy nie miała się tak dobrze, kiedy ludzie czuli się tak źle. Akcje idą jak w 1999 roku. Amerykanie nie byli tak pesymistyczni od 70 lat." - Wall Street Journal.

https://www.wsj.com/economy/consumers/stock-market-consumer-sentiment-af088e87

Chociaż wiele komentarzy koncentruje się na rosnących kosztach utrzymania (tj. inflacji) i potencjalnych zakłóceniach na rynku pracy spowodowanych przez sztuczną inteligencję, pomijają one szerszą dynamikę widoczności, czyli to, co widać w przyszłości. Jeśli horyzont jest zasłonięty niepewnością i nieopłacalnością, to kluczowe inwestycje w przyszłość – dom rodzinny i rodzina – są już niedostępne, z wyjątkiem nielicznych szczęśliwców, którzy odziedziczą majątek w młodym wieku. Dobrze płatna praca, która nie jest stabilna, nie jest fundamentem, lecz tymczasową tratwą na wzburzonym morzu.

"Dlaczego tak mało dzieci? Mogliśmy przeoczyć najważniejszy powód" - The New York Times.

https://www.nytimes.com/2026/05/07/opinion/birthrate-kids-parents-demographics-future.html

Badania uświadamiają sobie, że tym, co łączy te zróżnicowane kultury, środowiska polityczne i dane demograficzne, jest nieuniknione i przytłaczające poczucie młodych ludzi, że przyszłość jest zbyt niepewna, by angażować się w rodzicielstwo przez całe życie.

Przyszłość nigdy nie była pewna, ale wydaje się, że żyjemy w czasach spektakularnej niepewności. Pisarka pokolenia X, Astra Taylor, nazywa naszą epokę "epoką niepewności”; pisarka pokolenia Z, Kyla Scanlon, opisała ją jako "koniec przewidywalnego postępu”. Niepewności pokolenia Z co do przyszłości nie da się uchwycić za pomocą zwykłych wskaźników ani wpisać do arkusza kalkulacyjnego. Może to jednak być czynnik "X" w globalnym spadku rodzicielstwa.

Wychowywanie dzieci to z natury projekt przyszłościowy, a według analizy profesora Vignoliego, coraz większa ekspozycja na niestabilną gospodarkę globalną i przyspieszające zmiany technologiczne utrudniają młodym ludziom wytyczenie ścieżki naprzód nawet z umiarkowaną pewnością siebie.

W poprzednich okresach niskich nastrojów konsumentów, obecne warunki gospodarcze były niekorzystne, ponieważ gospodarka znajdowała się w recesji. Na poniższym wykresie zaznaczyłem trzy główne recesje ostatnich 50 lat: 1973-74 (kryzys energetyczny / inflacja), 1980-82 (inflacja, wyższe stopy procentowe) i 2008-09 (pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości, załamanie rynku kredytów hipotecznych subprime wywołuje globalny kryzys finansowy).

Najważniejsza różnica między tamtym okresem (1973-2009) a obecnym polega na tym, że przeciętne gospodarstwa domowe nadal mogły sobie pozwolić na zakup domu i założenie rodziny, a teraz są one poza zasięgiem znacznego odsetka miejskich gospodarstw domowych o średnich dochodach. W poprzednich recesjach konsumenci odczuwający skutki recesji mieli świadomość, że gdy gospodarka się poprawi, nadal będą mogli sobie pozwolić na zakup domu i założenie rodziny. Ta świadomość nie była narzucana odgórnie i wspierana przez manipulacje statystyczne. Była widoczna w całym spektrum gospodarki.

Prawda, którą niewielu odważy się uznać, jest taka, że ​​nie ma wiarygodnych dowodów na to, że mieszkanie i posiadanie rodziny znów staną się dostępne dla większości w dającej się przewidzieć przyszłości. Jeśli to jest istotne, to rosnący PKB (ulubiony wskaźnik osób promujących narrację, że rosnący PKB oznacza poprawę sytuacji dla wszystkich) nie daje żadnej widoczności tego, co jest ważne dla gospodarstw domowych.

Również przemilczany, gdyż podważa narrację o trwałym postępie i korzyściach płynących z systemu dla nas wszystkich, jest widoczny spadek jakości życia codziennego. Życie jest bardziej gorączkowe, bardziej niepewne, mniej bezpieczne, a nasze zdrowie pogarsza się w sposób, który pozostaje niezauważony, ponieważ podważa narrację podtrzymującą status quo.

Nie chodzi tylko o rosnące koszty utrzymania; jakość życia pogarsza się w sposób, którego nie da się łatwo zmierzyć. Odrzucane są wnioski o świadczenia zdrowotne, korporacyjna Ameryka przerzuca obowiązki na gospodarstwa domowe, stale spada jakość towarów i usług – we wszystkich tych przypadkach to, co kiedyś było niezawodne i dobrej jakości, uległo degradacji. Skontaktowanie się z obsługą klienta stało się koszmarem, ponieważ użytkownik zostaje przekierowany do tego samego menu opcji, z których żadna nie rozwiązuje problemu, który próbuje rozwiązać.

Oto dlaczego toniesz w drobiazgach i bezproduktywnej pracy. Wszechogłosem powtarza się, że sztuczna inteligencja zabierze ludziom pracę. Nikt jednak nie wspomina, że wiele z tych zadań spada właśnie na nas. Rewolucja AI wiąże się z ogromnym przesunięciem obciążenia pracą – nie z pracownika na maszynę, ale z pracownika na konsumenta.

Konsumenci dostrzegają degradację jakości życia codziennego i nie widzą żadnych wiarygodnych dowodów na jej odwrócenie. Przyszłość zmierza w kierunku dalszej degradacji, a sztuczna inteligencja nie daje dowodów na jej odwrócenie. Wręcz przeciwnie, pod wieloma względami ją przyspiesza.

Toczy się ożywiona debata na temat tego, czy sztuczna inteligencja w ujęciu łącznym stworzy miejsca pracy, czy je zlikwiduje, czy też wygeneruje rotację, która pozostawi łączną liczbę miejsc pracy na mniej więcej tym samym poziomie. Na tym wczesnym etapie nie wiadomo, jak to się rozwinie, ale konsumenci dostrzegają potencjalne straty miejsc pracy, obniżki świadczeń, załamanie bezpieczeństwa zatrudnienia i możliwość, że większość tworzonych miejsc pracy będzie nisko płatna i niepewna.

Masy nie mają pojęcia o obietnicy wygenerowania olbrzymiego dobrobytu przez sztuczną inteligencję, którym będą się dzielić, ale mają jasną wizję tego, jak sztuczna inteligencja niszczy stabilne zatrudnienie. Eksperci przytaczają historyczne dowody na to, że poprzednie rewolucje przemysłowe niszczyły bezpieczeństwo społeczne i ekonomiczne, ale ostatecznie przyniosły powszechny dobrobyt.

Gospodarstwa domowe zdają sobie sprawę, że brzmi to ładnie, choć w rzeczywistości utrwala istniejącą nierówność, ale historia nie daje żadnych gwarancji; to nie jest prawo grawitacji, to kwestia przypadku. Ta rewolucja przemysłowa może po prostu zniszczyć struktury społeczne i gospodarcze, pozostawiając po sobie dystopię, w której skrajna nierówność zostanie zinstytucjonalizowana nie tylko w zakresie bogactwa i wyników, ale także szans i swobody przemieszczania się.

To, co widać, nie budzi optymizmu. Twierdzenie, że to konsumenci i gospodarstwa domowe się mylą, bo ci, którzy mają czerpać ogromne zyski, upierają się, że wszystko się ułoży, jest komicznie oderwane od rzeczywistości. Nie widać, by te wszystkie obietnice superobfitości, które mają podnieść wszystkich na duchu, miały się spełnić. Nie widać też, by społeczeństwo przetrwało atak sztucznej inteligencji wielkich firm technologicznych.

Porządek społeczny, na którym opiera się gospodarka, został już praktycznie zredukowany do zera przez technokratyczny system wartości oraz mechanizmy optymalizacji stosowane przez wielkie firmy technologiczne w celu zwiększenia rentowności za pomocą wszelkich dostępnych środków, co doprowadziło do pogorszenia jakości życia i erozji moralnych fundamentów sprawnie funkcjonującego społeczeństwa.

Dlaczego nastroje konsumentów są na rekordowo niskim poziomie, podczas gdy giełda osiąga nowe szczyty? Zapytaj, co jest widoczne. Widoczne są gwałtownie rosnące zyski przedsiębiorstw i indeksy giełdowe, które przynoszą korzyści jedynie 10% najbogatszych, posiadających lwią część akcji. Widoczny jest spadek bezpieczeństwa, przystępności cenowej, siły nabywczej wynagrodzeń i jakości życia, a także brak jakichkolwiek dowodów na to, że ta tendencja spadkowa wkrótce się odwróci.

To, co widać, to miliarderzy czerpiący ogromne zyski z finansjalizacji technologii, obiecujący, że ich zyski spłyną do dolnych 90% społeczeństwa po tym, jak fundamenty bezpieczeństwa tych 90% zostaną zniszczone i przebudowane w jakiś nieprzewidywalny sposób, który w magiczny sposób uczyni wszystkich bogatymi.

To nie jest widoczność. To Kraina Fantazji. To, co widać, to rozkład i upadek bezpieczeństwa, zatrudnienia, możliwości i samej widoczności, a także pojawienie się neo-feudalnego społeczeństwa, które jest tak skorumpowane, że nie jest już w stanie rozpoznać własnego moralnego upadku.

Mieszkamy w Wieży Babel, która automatyzuje własny upadek. Wszyscy to widzimy, ale przyznanie się do tego oznacza przyznanie, że cały status quo jest nastawiony na samozniszczenie, podczas gdy my oddajemy się samouwielbieniu.

Oto migawka nastrojów konsumentów z maja 2026:

Oto 10-letni wykres nastrojów konsumentów.

Co widzimy? A co z pogłębiającą się przepaścią między bogatymi i wpływowymi a resztą społeczeństwa?