Ukryta rzeczywistość imigracyjna we Francji - Charles Cornish-Dale, The Spectator, 3.06.2026.
"Był pewien lud, stabilny, zamieszkujący to samo terytorium przez piętnaście lub dwadzieścia stuleci. I nagle, bardzo szybko, w ciągu jednego lub dwóch pokoleń, jeden lub kilka innych ludów zajmuje jego miejsce. Zostaje zastąpiony, przestaje być sobą."
To słowa Renauda Camusa, najbardziej kontrowersyjnego żyjącego intelektualisty Francji. Opisują one proces, który nazwał "Wielką Wymianą” (Great Replacement). Termin ten ukuł w 2010 roku. Od tamtej pory był on przedmiotem zaciekłych sporów. Obecnie jednak coraz trudniej jest mu zaprzeczać.
Istnieją fakty, z którymi zgodziłaby się większość Francuzów. We Francji zachodzą zmiany demograficzne. Są one znaczące - większe niż jakakolwiek inna migracja, jaka miała miejsce od początku istnienia Francji, ponad tysiąc lat temu, oraz że wywierają głęboki i nieodwracalny wpływ na życie we Francji. Jednak francuskie prawo i zwyczaje utrudniają pełne zrozumienie tych zmian. Francja nie gromadzi danych etnicznych ani rasowych w spisach ludności czy oficjalnych statystykach. Podstawą tej polityki jest artykuł 1 Konstytucji Francji, który określa państwo jako "niepodzielną” republikę gwarantującą równość wszystkim obywatelom "bez względu na pochodzenie, rasę czy religię”.
Przepisy dotyczące ochrony danych, w tym ustawa Loi Informatique et Libertés z 1978 roku, wyraźnie zakazują gromadzenia lub przetwarzania danych osobowych dotyczących rasy, pochodzenia etnicznego czy poglądów politycznych. Oczywiście w oficjalnych danych istnieją pewne wskaźniki zastępcze odnoszące się do rasy i pochodzenia etnicznego, jednak ogólne podejście — ukształtowane przynajmniej częściowo przez doświadczenia Francji z okresem reżimu Vichy i losem francuskich Żydów — zakłada, że Republika stoi ponad wszystkim. Państwo nie powinno kategoryzować obywateli w sposób, który mógłby prowadzić do dyskryminacji.
W przeszłości trudno było więc precyzyjnie określić skalę zmian etnicznych i rasowych zachodzących we Francji. Po raz pierwszy najważniejszy francuski instytut badań publicznych dokonał właśnie tego w niezwykle szczegółowym, wieloletnim badaniu.
Narodowy Instytut Badań Demograficznych (INED) w Paryżu opublikował nowy raport oparty na wywiadach przeprowadzonych z blisko 30 000 osób mieszkających we Francji, rozpoczętych w 2019 roku. Zgodnie z obliczeniami Instytutu, 34 procent populacji Francji — nieco ponad jedna trzecia — stanowią imigranci lub dzieci i wnuki imigrantów.
Ponad 40 procent populacji ma w taki czy inny sposób związek z imigracją, czy to poprzez własne pochodzenie, czy małżeństwa zawierane w rodzinie. Imigracja była przy tym w przeważającej mierze pozaeuropejska. Trzydzieści dwa procent imigrantów w wieku od 18 do 59 lat pochodziło z Afryki Północnej, która niegdyś znajdowała się pod francuskimi rządami kolonialnymi. Dwadzieścia procent pochodziło z Afryki Subsaharyjskiej, a 16 procent z Azji. Dwadzieścia osiem procent przybyło z innych krajów Europy.
Instytut zbadał również kluczową kwestię integracji i asymilacji. Stwierdzono, że jedynie europejscy imigranci i ich potomkowie decydują się "zdystansować od pochodzenia swoich rodziców i korzystać z pewnej formy niewidzialności w społeczeństwie francuskim”. Jak zauważają badacze: "Analiza podważa uproszczoną wizję asymilacjonistyczną, zgodnie z którą związki z pochodzeniem ulegają rozmyciu na przestrzeni pokoleń”. "Wyniki ujawniają dynamikę hybrydyzacji oraz pojawianie się tożsamości etnicznych i rasowych”.
Mówiąc prościej: im więcej imigrantów pochodzi spoza Europy, tym słabiej się integrują. Jednym z ciekawszych aspektów koncepcji Wielkiej Wymiany przedstawionej przez Renauda Camusa jest to, że nie jest ona, w żadnym oczywistym sensie, teorią spiskową. Nie istnieje żadna tajemnicza grupa siedząca przy stole w zaciemnionym pokoju, koordynująca zniszczenie Francji, Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii czy Stanów Zjednoczonych za pomocą masowej imigracji. Według Camusa taka grupa ani taki plan nigdy nie istniały.
Zamiast tego Wielka Wymiana nastąpiła wskutek rozpowszechnienia się sposobu myślenia, który określa on mianem "wymienializmu” (replace-ism). Ludzie, a nawet rzeczy, zaczynają być postrzegani jako wymienne, równoważne elementy na globalnej planszy. Ma to więcej wspólnego z rozprzestrzenianiem się demokracji, industrializacji i kapitalizmu, upadkiem religii, masową edukacją i masową rozrywką niż ze świadomym planowaniem. Wymazaliśmy wszelkie formy znaczących różnic, a wraz z nimi wszelkie bariery stojące na drodze mieszaniu się wszystkich ludów świata.
Jest to sprzeczne ze wszystkim, co słyszymy o Wielkiej Wymianie jako niebezpiecznej skrajnie prawicowej teorii spiskowej. Teraz brzmi ona znacznie bardziej jak obiektywny opis faktów demograficznych, za którymi stoi wyraźnie niegroźny i bezosobowy ciąg przyczyn.
Nie oznacza to jednak, że Wielka Wymiana jest bezosobowa. Politycy po obu stronach sceny politycznej mierzą się z nią w bardzo osobisty sposób. W ostatnich latach politycy skrajnej lewicy we Francji coraz otwarciej akceptują zmiany demograficzne jako siłę przekształcającą kraj. Niektórzy posunęli się nawet do prób przejęcia pojęcia Wielkiej Wymiany od prawicy, potwierdzając, że rzeczywiście istnieje, i przekształcając ją z zapowiedzi narodowego samobójstwa w wizję pełnej nadziei, lepszej przyszłości.
Dokładnie tak postąpił Jean-Luc Mélenchon, lider La France Insoumise ("Francja Nieujarzmiona”). Wychwalał on "Nową Francję”, "kreolizowane” społeczeństwo "różnorodnych, wymieszanych ludzi” i na początku tego roku zwrócił się bezpośrednio do prawicowego polityka Érica Zemmoura słowami: "Tak, panie Zemmour, Wielka Wymiana istnieje”. Zemmour uczynił zmiany demograficzne głównym tematem swojej nieudanej kampanii prezydenckiej w 2022 roku. Jest powszechnie postrzegany jako najbardziej prawicowy polityk we Francji, stojący na prawo od Marine Le Pen i jej partii Zjednoczenie Narodowe, która mimo sądowego zakazu startu Le Pen w wyborach pozostaje faworytem do zwycięstwa w kolejnych wyborach.
Dla polityków takich jak Mélenchon Wielka Wymiana jest już faktem dokonanym. Francja nigdy nie będzie taka jak dawniej. Nie ma odwrotu. Zamiast tego powstanie nouvelle France - Nowa Francja - oraz Szósta Republika, która zastąpi obecną Piątą Republikę. Patrząc na te nowe realia, można wybaczyć Jean-Lucowi Mélenchonowi, brzmi tak pewny siebie.
Dla polityków takich jak Mélenchon "Wielka Wymiana” jest już faktem dokonanym, sprawą zamkniętą. Francja nigdy nie będzie już taka, jak kiedyś. Nie ma już odwrotu. Zamiast tego powstanie "nouvelle France”, czyli Szósta Republika, która zastąpi obecną Piątą. Biorąc pod uwagę te nowe prognozy, z pewnością można wybaczyć Jean-Lucowi Mélenchonowi, że brzmi tak pewnie.