Nie potrzebujemy świata, potrzebujemy tylko pieniędzy - Charles Hugh Smith, OfTwoMinds, 15.06.2026.
Stary przyjaciel podsumował sposób myślenia dużej części rozwiniętego świata zwięźle i ironicznie: "Nie potrzebujemy świata, potrzebujemy tylko pieniędzy”. Innymi słowy, nie potrzebujemy rzeczywistych źródeł tego, co jest niezbędne do życia i znajduje się pod naszą kontrolą, ani funkcjonującej biosfery, ponieważ za pieniądze możemy kupić wszystko, czego tylko moglibyśmy chcieć lub potrzebować. A więc pieniądze są wszystkim, czego potrzebujemy.
Nie obchodzi nas, skąd pochodzą rzeczy, których chcemy lub potrzebujemy, ponieważ zawsze będą skądś pochodzić i będą dostępne w dowolnej ilości oraz jakości, jakiej pragniemy. Ktoś, gdzieś, zawsze będzie utrzymywał nasze sklepy i zbiorniki paliwa w pełni zaopatrzone, a sieć energetyczną zasilaną przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.
To oderwanie od złożonej mechaniki rzeczywistego świata produkcji, przetwarzania i transportu - świata fizycznych materiałów przekształcanych dzięki produktywnej pracy - jest zrozumiałe w gospodarce konsumpcyjnej opartej na transakcjach pieniężnych, gdzie cała praca, wszystkie materiały i wszystkie konsekwencje pozostają niewidoczne dla konsumenta podłączającego urządzenie do prądu, tankującego samochód czy kupującego produkt z półki.
Gospodarka, która faworyzuje aktywa i spekulację finansową jako sposób zdobywania bogactwa, jest również oderwana od roli produktywnej pracy w tym niewidzialnym świecie produkcji i łańcuchów dostaw.
Zerwane więzi z rzeczywistym światem i produktywną pracą stworzyły sposób myślenia oparty na fikcji, w którym wystarczy zrobić coś z pieniędzmi, aby się wzbogacić i zachować majątek. Nazywam ten fikcyjny świat "cywilizacyjną psychozą". Sposobem myślenia oderwanym od rzeczywistości, albowiem błędnie przedstawia on relacje między światem materialnym, produktywną pracą a walutą i pieniędzmi.
Ten wyimaginowany świat, w którym liczą się wyłącznie pieniądze, nie jest podstawą trwałego społeczeństwa ani trwałej gospodarki.
W tym wyimaginowanym świecie pieniądze, zdolne przyjmować dowolną formę, są rozwiązaniem wszystkich problemów. Zarówno zdrowy rozsądek, jak i historia potwierdzają wniosek, że system finansowy, który musi pożyczać z przyszłości i płacić odsetki od stale rosnącego długu, aby finansować teraźniejszość, nie jest trwały i w taki czy inny sposób zostanie zastąpiony innym rozwiązaniem.
Wszystkie proponowane obecnie rozwiązania są oparte na pieniądzu: stablecoiny, waluty zabezpieczone złotem itd. Za wszystkimi tymi propozycjami stoi przekonanie, że zmiana pieniądza naprawi wszystko, co jest zepsute w systemie, który utracił kontakt ze swoimi materialnymi podstawami i produktywną pracą.
To podejście wyjaśnia powszechne przekonanie, że aby żyć na bardzo wysokim poziomie, wystarczy przetrwać nadchodzący upadek obecnego systemu pieniężnego (tj. walut fiducjarnych i kredytu) i wyjść po drugiej stronie tunelu czasoprzestrzennego z majątkiem zachowanym w innej formie.
Takie myślenie opiera się na trzech ukrytych założeniach:
1. Rzeczywisty świat będzie nadal funkcjonował bez zarzutu pomimo załamania obecnego systemu pieniężnego, dzięki czemu zbiorniki paliwa pozostaną pełne, prąd będzie dostępny przez całą dobę, a wszystkie sklepowe półki będą uginać się od towarów.
2. Większość ludzi, którym nie uda się skutecznie przejść przez załamanie obecnego systemu pieniężnego i którzy staną się biedni, biernie zaakceptuje swoją nową, pańszczyźnianą zależność od "nowej szlachty", której udało się zachować majątek lub nawet go znacząco zwiększyć.
3. Skoro nowa forma pieniądza będzie rzadka - a właśnie z tej rzadkości będzie wynikała jej wartość jako waluty zastępczej - ci, którzy będą ją posiadać, przejmą praktycznie całą "wartość” zawartą w "pieniądzu”. Wszyscy ci, którzy trzymali starą walutę, teraz bezwartościową, nie będą mieli żadnych "pieniędzy”, natomiast właściciele nowej formy pieniądza będą w posiadaniu całej wartości wynikającą z jej niedoboru.
Jeśli historia jest jakąkolwiek wskazówką, rozkład tych, którym udaje się przekształcić cały swój "stary” majątek w "nowy” majątek, jest skrajnie asymetryczny, albowiem ogromna większość nie dysponuje środkami pozwalającymi przeprowadzić taką konwersję na skalę, na której miałaby ona istotne znaczenie. Innymi słowy, bogaci zwykle potrafią dokonać takiej transformacji, a wszyscy pozostali nie. W efekcie bogaci stają się jeszcze bogatsi, a reszta zostaje wyzerowana.
Z tego wynika kolejny wniosek. Skoro ci, którym uda się dokonać konwersji, wyjdą po drugiej stronie tunelu z majątkiem, to "pieniądz” nie będzie już związany z pracą. Bogaci nie będą musieli tworzyć wartości poprzez pracę. Wystarczy, że będą generować popyt, wydając swój majątek.
Żadne z tych założeń nie wydaje mi się realistyczne, praktyczne ani pożądane.
Przyjrzyjmy się temu, co dzieje się z łańcuchami dostaw, gdy waluty fiducjarne (obecna forma pieniądza) gwałtownie tracą siłę nabywczą (np. wskutek inflacji lub utraty zaufania), a walutą zastępczą staje się waluta oparta na złocie.
Zwolennicy walut zabezpieczonych złotem lub surowcami często zapominają, że skala jest podstawową cechą 'pieniądza” wykorzystywanego w transakcjach globalnych. Jeśli waluta zabezpieczona złotem (lub kryptowaluta) znajdująca się w obiegu może sfinansować jedynie 10% obecnego globalnego wolumenu transakcji walutowych – około 9–10 bilionów dolarów dziennie – a 90% nowej waluty jest zablokowane na rachunkach krajowych i niedostępne dla transakcji globalnych – wówczas ta nowa waluta może zaspokoić jedynie 1% obecnego popytu na globalny obrót walutowy.
Globalny system łańcuchów dostaw ulega załamaniu, gdyż poza emitentem brakuje wystarczającej ilości waluty, aby obsłużyć ogromny, codzienny handel, spłatę długów, spekulację, zabezpieczenie pozycji, itp.
Cała idea waluty opartej na ograniczonym surowcu polega na tym, że nie może ona wzrosnąć dziesięciokrotnie z dnia na dzień. Zmniejszyłoby to siłę nabywczą waluty o ten sam współczynnik.
Innymi słowy, waluta zastępcza musi zapewnić nie tylko taką samą skalę pieniądza w obiegu, ale także taką samą skalę płynności dostępnej do globalnych rozliczeń w zakresie handlu, zadłużenia, spekulacji i zabezpieczeń – obecnie wynoszącą biliony dolarów dziennie. Jeśli będzie to mniej, cała globalna sieć handlu i kredytów ulegnie zamrożeniu.
Zastanówmy się, co dzieje się z przedsiębiorstwami w łańcuchach dostaw, które nadal przyjmowały płatności w bezwartościowej już "starej” walucie. Są one teraz bankrutami, więc wszystkie łańcuchy, których były ogniwami, zostają przerwane. Z kolei przedsiębiorstwa, które roztropnie wstrzymały się z przyjmowaniem zamówień do czasu ustabilizowania sytuacji, nie mają niczego w zanadrzu, więc wszelkie łańcuchy, w których uczestniczyły, również są zerwane.
Ci, którzy decydują się akceptować jedynie jakiś deficytowy substytut pieniądza, siedzą bezczynnie, bo zostali przelicytowani przez bardziej zdesperowanych dealerów/handlowców.
Podsumowując, jeśli obecny "pieniądz” się rozpadnie, globalne łańcuchy dostaw również natychmiast się rozpadną, a oczekiwanie, że stosunkowo ograniczona ilość waluty zastępczej z niewielkim wolumenem obrotu wzrośnie dziesięciokrotnie, zachowując jednocześnie swoją wartość wynikającą z rzadkości, jest złudne. Cała istota wartości wynikającej z niedoboru jako podstawy waluty zostanie zniweczona, jeśli emisja wzrośnie dziesięciokrotnie w celu zaspokojenia potrzeb handlu światowego, podczas gdy ilość towaru stanowiącego jej zabezpieczenie pozostanie niezmieniona.
Rzeczywistość natychmiast się załamuje i nikt nie uzupełni półek, które są teraz puste, ani nie napełni zbiorników paliwa, które są teraz puste, ani nie uruchomi ponownie sieci energetycznej.
Jeśli chodzi o punkt nr 2, ludzie zubożali i ci, którzy ledwo utrzymują się w "klasie średniej”, pokładali nadzieję w starym systemie, ponieważ półki były wciąż pełne. Teraz, gdy stare pieniądze zniknęły, a półki są puste, nie są oni już tylko zubożeni. Stracili nadzieję i są wściekli. Jest mało prawdopodobne, by przychylnie patrzyli na tych, którzy wyłaniają się z tunelu czasoprzestrzennego jako bogaci. Prawdopodobnie uznają to za skrajną formę niesprawiedliwości i nierówności i podejmą działania, które uznają za stosowne, przywracając równowagę poprzez wywłaszczenie.
Mówienie im, że w przyszłości będą mogli zamienić swoją pracę na prawdziwe bogactwo jako poddani w neo-feudalnym porządku, raczej nie przekona ich, że "nowa szlachta" zasługuje na swoje bogactwo i dominację.
Jeśli chodzi o związek między światem materialnym, produktywną pracą a pieniędzmi, nie ma mowy o zrównoważonej gospodarce ani społeczeństwie, dopóki te więzi nie zostaną przywrócone. Droga do bogactwa musi prowadzić przez produktywność w świecie materialnym, a nie przez spekulację. Zostało to zapomniane w obecnej spekulacyjnej manii i związanej z nią cywilizacyjnej psychozy, zgodnie z którą "nie potrzebujemy świata, potrzebujemy tylko pieniędzy”, a najlepszym sposobem na zdobycie tych pieniędzy jest spekulowanie aktywami i pieniędzmi.
Podsumowując: przekonanie, że modyfikacja lub zastąpienie waluty/pieniądza rozwiąże problemy wypaczonych wartości, przewrotnych bodźców, destabilizujących nierówności majątkowych i władzy oraz cywilizacyjnej psychozy "wzrostu konsumpcji i zysków za wszelką cenę”, jest iluzją. Rozsądnie byłoby zastanowić się nad znacznie głębszymi zmianami w sposobie naszego życia niż tylko nad zmianą systemu pieniężnego, który jest raczej przejawem wypaczonych wartości, przewrotnych bodźców, destabilizujących asymetrii i cywilizacyjnej psychozy niż ich źródłem.
Przebudowa systemu monetarnego tak, aby służył trwałemu porządkowi społecznemu, z pewnością stanowi część szerszego zestawu rozwiązań, lecz sama w sobie nie wystarczy, aby naprawić to, co zostało zepsute na poziomach głębszych niż to, czego używamy jako pieniądza.
Interesujące wykresy: majątek 0,1% najbogatszych.

Odsetek aktywów finansowych w posiadaniu 1% najbogatszych – wzrost o 42% od 1990 r.; aktywa finansowe w posiadaniu 50% najuboższych – spadek o 28%.

Udział pracy w gospodarce: najniższy w historii.

Aktywa pozabankowe: hiperfinansjalizacja.

Całkowity kredyt.
