Izrael prowadzi systematyczną kampanię czystek etnicznych i zbrodni przeciwko ludzkości na Zachodnim Brzegu - Ehud Olmert, Haaretz, 18.06.2026.

Są to bezprecedensowe i poważne oskarżenia pod adresem izraelskiego rządu oraz aparatu bezpieczeństwa, zwłaszcza gdy pochodzą od byłego premiera. Jednak po latach powściągliwości nie mam już wyboru i muszę je wypowiedzieć.


Walka z żydowskim terroryzmem na Zachodnim Brzegu musi wejść w kolejny etap i być prowadzona z większą determinacją. Codzienny terroryzm, który jest zarządzany, kierowany, zachęcany i wspierany przez izraelski rząd, nie może być dłużej tolerowany.

To, co dzieje się dziś na całym Zachodnim Brzegu, nie jest dziełem "70 dzieciaków… z patologicznych domów”, jak premier Benjamin Netanjahu próbował kiedyś, nieszczerze, twierdzić. Nie są to też zbrodnie niewielkiej, anormalnej mniejszości wśród mieszkańców osiedli, jak często utrzymują niektórzy przywódcy ruchu osadniczego.

Dziś trzeba powiedzieć jasno, że Izrael prowadzi zorganizowaną, systematyczną, finansowaną przez państwo kampanię czystek etnicznych i zbrodni przeciwko ludzkości. Nie w Strefie Gazy, nie w południowym Libanie, nie w Syrii, lecz na obszarach Zachodniego Brzegu znajdujących się pod wyłączną kontrolą bezpieczeństwa państwa oraz jego aparatu bezpieczeństwa i organów ścigania.

Na czele tej kampanii stoją oczywiście premier, minister obrony Israel Katz i pozostali członkowie gabinetu. Motywacja stojąca za tymi działaniami znajduje odzwierciedlenie w wypowiedziach i działaniach wysokich rangą ministrów, którzy dążą do pełnej aneksji Zachodniego Brzegu bez pozostawienia tam jego palestyńskich mieszkańców. Mam na myśli konkretnie Itamara Ben-Gvira, Becalela Smotricza i innych ministrów, którzy słowem i czynem wspierają politykę sprowadzającą się do wypędzania palestyńskich mieszkańców.

To są bardzo mocne słowa. Nigdy wcześniej tak poważne oskarżenia nie były kierowane pod adresem izraelskiego rządu i całego aparatu bezpieczeństwa, a już na pewno nie przez kogoś, kto kiedyś ponosił najwyższą odpowiedzialność za bezpieczeństwo Izraela. Jednak po długim i bolesnym okresie powściągliwości nie ma innego wyjścia, jak powiedzieć to wszystko wprost i bez ogródek.

Nic nie może usprawiedliwiać przymykania oczu na to, co dzieje się każdego dnia w palestyńskich wioskach na całym Zachodnim Brzegu: pogromy, dzieci i dorośli ranni w swoich domach i poza nimi, podpalane pola i mienie oraz kradzieże na wielką skalę – zwłaszcza bydła i owiec, które dla wielu mieszkańców stanowią główne źródło utrzymania. W obliczu tego wszystkiego nie sposób pozostać spokojnym, wyrozumiałym czy niechętnym do konfrontacji ze sprawcami, ich zwolennikami i przywódcami.

Fot. Palestyńczyk ogląda zniszczenia wewnątrz meczetu, który według doniesień został spalony w nocy przez izraelskich osadników w wiosce Dżildżila na Zachodnim Brzegu, na północ od miasta Ramallah, 17 czerwca 2026 r. Źródło: AFP/ILIA YEFIMOVICH

W ciągu ostatnich dwóch lat Izrael był oskarżany niemal na każdym forum międzynarodowym - także przez państwa przyjazne, które wspierały go w czasach konfliktów i kryzysów – o popełnianie ludobójstwa w Gazie. Przy każdej okazji mówiłem, że Izrael ani nie popełnił, ani nie zamierzał popełnić ludobójstwa w Strefie Gazy.

To prawda, że Izrael prowadził wojnę po potwornej masakrze dokonanej przez Hamas 7 października w sposób brutalny, a czasami poprzez działania, które można określić jedynie jako zbrodnie wojenne. Wszyscy wiemy, że takie rzeczy miały miejsce, nawet jeśli nie chcieliśmy tego przyznać. Jednak rząd nie prowadził polityki ludobójstwa ani nie wspierał świadomie i systematycznie działań spełniających prawną definicję ludobójstwa.

Przy kilku okazjach, także na łamach "Haaretz”, przyznałem, że rzeczywiście popełniono zbrodnie wojenne. Zagraniczne media chętnie słuchałyby, jak oskarżam rząd o odpowiedzialność za te zbrodnie i twierdzę, że były one dokonywane za wiedzą i zgodą jego przywódców. Sprzeciwiałem się takiej interpretacji i nie żałuję tego. Wiem, że wielu ludzi, którzy walczyli w Gazie i uczestniczyli w niektórych z jej najtragiczniejszych epizodów, nadal zmaga się z poczuciem winy za działania własne lub swoich jednostek. Wielu pilotów również zmaga się z emocjonalnym ciężarem operacji, które doprowadziły do śmierci niewinnych cywilów. Niektórzy mówili mi o tym osobiście.

Ale izraelscy żołnierze – czy to w siłach powietrznych, artylerii, wojskach pancernych czy piechocie – nie wyznaczali celów ani nie określali założeń operacyjnych. Wykonywali rozkazy. Rozkazy te bywały czasami lekkomyślne lub źle przemyślane i często wydawane bez odpowiedniego uwzględnienia liczby ofiar cywilnych, które mogły spowodować. Nie było jednak świadomej decyzji ani celowej polityki – ze strony rządu czy któregokolwiek z jego członków – aby autoryzować działania mające prowadzić do masowych zabójstw.

Dlatego nawet jeśli w Gazie doszło do zbrodni, których nie można ignorować ani zaprzeczać ich istnieniu, nie stała za nimi polityka rządu, a zatem nie było podstaw do wydania nakazów aresztowania premiera, ministra obrony czy wysokich rangą dowódców wojskowych. Tak uważałem wtedy i tak uważam dziś.

Te wnioski nie odnoszą się do tego, co dzieje się na Zachodnim Brzegu w ostatnich latach, a zwłaszcza w ostatnich miesiącach.

Tutaj nie waham się przypisać rządowi bezpośredniej i natychmiastowej odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i czystki etniczne wymierzone w setki tysięcy Palestyńczyków, którzy nie mają żadnego związku z terroryzmem – ani bezpośredniego, ani pośredniego.

Tysiące osadników uczestniczących w tych zbrodniach nie mogłyby działać bez pomocy, ochrony, wsparcia i finansowania zapewnianych przez instytucje państwowe zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym. Zbrodnie na taką skalę – w tym poważne nadużycia seksualne, nawet jeśli nie dokładnie w formie opisanej przez Nicholasa Kristofa w "The New York Times” – nie byłyby możliwe bez wsparcia na każdym etapie.

Policja Izraela jest w praktyce współuczestnikiem tego, co dzieje się na Zachodnim Brzegu. Nie próbuje zapobiegać tym czynom, mimo że ma taki obowiązek. W wielu przypadkach siły bezpieczeństwa aktywnie pomagają żydowskim terrorystom – i co znamienne, niemal zawsze to palestyńskie ofiary są aresztowane, a nie sprawcy.

Pojawiło się zbyt wiele przypadków, w których żołnierze Sił Obronnych Izraela (IDF), zarówno poborowi, jak i rezerwiści, byli zamieszani w napaści i ataki na Palestyńczyków. Rzecznik IDF rutynowo odpowiada, że takie incydenty nie odzwierciedlają wartości ani polityki armii. Stało się to jednak niewiele więcej niż pustym rytuałem. Rzeczywistość jest taka, że żołnierze w różnych miejscach nadal uczestniczą w brutalnych, a czasem nawet śmiertelnych atakach na palestyńskich mieszkańców.

Fot. Widok ogólny na Palestyńczyków grających w piłkę nożną na boisku pośród zniszczonych budynków w mieście Gaza, 13 czerwca 2026 r. Zdjęcie: DAWOUD ABU ALKAS/Reuters

Nie można również ignorować porażek Szin Bet w zapobieganiu i ujawnianiu żydowskiego terroryzmu. Ta krajowa służba wywiadowcza, podobnie jak IDF, jest dla mnie niezwykle ważna. Przez wiele lat ściśle współpracowałem z jej dowódcami i funkcjonariuszami, poznając ich oddanie, odwagę i profesjonalizm. Znam jednak także ich możliwości. Nie ma przekonującego wyjaśnienia, dlaczego Szin Bet nie wykorzystuje narzędzi, którymi dysponuje, do walki z szerzącym się żydowskim terroryzmem na Zachodnim Brzegu. Agencja ponosi odpowiedzialność za zapobieganie terroryzmowi – zarówno palestyńskiemu, co wykonuje z dużym powodzeniem, jak i żydowskiemu.

Te niepowodzenia nie zaczęły się za kadencji obecnego szefa Szin Bet i nie jest to próba jego zdyskredytowania w trakcie uzasadnionej debaty dotyczącej jego nominacji. Są to wieloletnie zaniedbania i nie ma powodu, by uznawać je za nieuniknione.

Izraelskie organy ścigania mają obowiązek podjąć niezbędne kroki, aby powstrzymać to, co Żydzi robią na Zachodnim Brzegu. Jednak wobec pewności, że rząd nie podejmie działań, że minister obrony nadal będzie odmawiał wydawania nakazów administracyjnego zatrzymania wobec żydowskich podejrzanych, że policja będzie nadal współpracować ze sprawcami, a wojsko nadal będzie odwracać wzrok, istnieje realna możliwość, że społeczność międzynarodowa zacznie podejmować znacznie bardziej zdecydowane działania przeciwko osobom, organizacjom i władzom odpowiedzialnym za te zbrodnie.

Fot. Izraelski żołnierz stoi na straży palestyńskiego domu, który jest burzony buldożerem, ponieważ – jak twierdzą władze Izraela – został zbudowany bez pozwolenia. Dom znajduje się we wsi Ar-Rifaiyya, na południe od miasta Hebron na Zachodnim Brzegu, 17 czerwca 2026 r. Źródło: AFP/HAZEM BADER

Administracja USA i rządy europejskie – koordynując swoje systemy śledcze i egzekwowania prawa – mogą ostatecznie zrobić to, czego izraelskie władze do tej pory nie zrobiły: podjąć działania przeciwko terroryzmowi, na który Izrael nadal pozwala na terytoriach znajdujących się pod jego kontrolą i odpowiedzialnością. Jest również prawdopodobne, że Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze podejmie bardziej ukierunkowane i zdecydowane kroki przeciwko przywódcom i sprawcom, z których wielu jest dobrze znanych i łatwych do zidentyfikowania, aby ograniczyć te zbrodnie.

Instynktowną reakcją żydowskich terrorystów i ich zwolenników – a czasami także wielu przyzwoitych i życzliwych Izraelczyków – jest odrzucanie krytyki, wrogości wobec Izraelczyków za granicą czy działań przeciwko izraelskim i żydowskim instytucjom jako antysemityzmu. Antysemityzm niewątpliwie istnieje i nasilił się w ostatnich latach. Był on stałym elementem historii Żydów. Nie należy go jednak mylić z potępieniem działań izraelskiego rządu ani ze sprzeciwem wobec polityki i działań prowadzonych w imieniu Izraela.

Czy ktoś naprawdę może wierzyć, że przemoc, jaką Izraelczycy stosują wobec Palestyńczyków, można po prostu zignorować – i że ludzie na całym świecie, którzy widzą zniszczenie, nienawiść, prześladowania, podpalenia i brutalność dokonywane przez Izraelczyków, zamkną na to oczy tak, jak wielu z nas robi to tutaj?

Nadszedł czas, aby skończyć z poczuciem moralnej wyższości, hipokryzją i farsą – i zmierzyć się z wrogami we własnych szeregach.