Rząd Wielkiej Brytanii właśnie wyjaśnił, dlaczego ludzie posiadają złoto - Dave Russell, GoldCore, 19.06.2026.

Kiedy David Lammy przemawiał w tym tygodniu do Światowej Rady Złota (World Gold Council) i Stowarzyszenia Londyńskiego Rynku Kruszców (London Bullion Market Association), zamierzał ostrzec słuchaczy przed nielegalnym złotem. Zamiast tego, niemal przypadkowo, wyjaśnił, dlaczego tak wiele osób je posiada.


"W przeciwieństwie do gotówki” – powiedział – "złoto nie potrzebuje konta bankowego, hasła ani połączenia internetowego”.

Miało to brzmieć złowieszczo. Dla każdego, kto kiedykolwiek zetknął się z zamrożonym kontem, awarią systemu płatności, paniką bankową, cyberatakiem, kryzysem walutowym lub narastającą absurdalnością współczesnych finansów cyfrowych, brzmiało to raczej jak chwyt marketingowy.

Właśnie to jest kłopotliwe w przypadku złota. Jego zalety nie stają się wadami tylko dlatego, że dostrzegają je przestępcy. Złoto jest łatwe do przenoszenia, trwałe, płynne, nie zna granic i jest niezależne od systemu bankowego. Te cechy sprawiają, że jest ono z pewnością przydatne dla osób o złych zamiarach. Sprawiają one również, że jest ono przydatne dla banków centralnych, rodzin, emerytów, oszczędzających, właścicieli firm i każdego, kto nauczył się – zazwyczaj na własnej skórze – że systemy finansowe są tak wiarygodne, jak instytucje, które nimi zarządzają.

Przemówienie wicepremiera zostało wygłoszone podczas szczytu poświęconego odpowiedzialnemu pozyskiwaniu surowców, zrównoważonemu rozwojowi i nielegalnym finansom, więc nie należy udawać, że kwestia leżąca u jego podstaw jest błaha. Brudne złoto stanowi prawdziwy problem. Nielegalne wydobycie niszczy krajobrazy, finansuje ugrupowania zbrojne, zatruwa rzeki rtęcią, wykorzystuje pracowników znajdujących się w trudnej sytuacji oraz pomaga kleptokratom przekształcać bogactwo narodowe w prywatne fortuny. Żaden poważny uczestnik rynku złota nie może sobie pozwolić na zlekceważenie tego problemu. Pochodzenie, należyta staranność, przejrzystość i egzekwowanie przepisów nie są tylko miłym dodatkiem. Są one niezbędne dla legalnego rynku, a firma GoldCore w pełni zdaje sobie sprawę z ich znaczenia.

Istnieje jednak różnica między zwalczaniem przestępczych łańcuchów dostaw a sugerowaniem, że sama niezależność złota budzi podejrzenia. Właśnie w tym miejscu przemówienie stało się być może bardziej odkrywcze, niż zamierzali autorzy tekstu Lammy’ego. Pod retoryką odpowiedzialności i bezpieczeństwa publicznego krył się znacznie starszy niepokój: państwo nie przepada za bogactwem, którego nie może łatwo monitorować, zamrozić, opodatkować, śledzić, a nawet poddać sankcjom.

Lammy opisał złoto jako atrakcyjne dla przestępców, ponieważ cała fortuna mieści się w dłoni. Jest to prawda, o ile sięga to tak daleko, choć to samo można by powiedzieć – w różnych formach – o diamentach, dziełach sztuki, instrumentach na okaziciela, luksusowych zegarkach, spółkach offshore, nieruchomościach, rachunkach bankowych oraz kontraktach rządowych przyznawanych z niezwykłym entuzjazmem osobom, które przypadkiem znają odpowiedniego ministra. Przestępcy korzystają z tego, co się sprawdza. Nie jest to argument przeciwko samej rzeczy. Jest to argument za egzekwowaniem prawa, odpowiednimi standardami i funkcjonującym kompasem moralnym, który – trzeba przyznać – staje się w życiu publicznym raczej niszową kategorią aktywów.

Ciekawszym aspektem jest to, że użyteczność złota nie wynika z przestępczości. Wynika ona z nieufności. Złoto pozostaje poza opartą na obietnicach architekturą współczesnych finansów. Nie stanowi zobowiązania kogoś innego. Nie wymaga uchwały zarządu, działającego serwera, wypłacalnego banku, a nawet wsparcia ze strony banku centralnego. Po prostu istnieje.

Właśnie dlatego rządy często wypowiadają się na temat złota z osobliwą mieszanką podziwu i irytacji. Londyn pozostaje jednym z największych światowych centrów handlu kruszcami, co Lammy chętnie podkreślał. Miejskie skarbce, rafinerie, dealerzy, infrastruktura rozliczeniowa oraz system Good Delivery zapewniają Wielkiej Brytanii wpływ na rynku, który nadal ma ogromne znaczenie dla światowych finansów. Jednak te same cechy, które sprawiają, że złoto jest cenne dla londyńskiej elity finansowej, budzą jednocześnie niepokój wśród elit politycznych. Złoto jest mile widziane jako rynek, przydatne jako aktywa rezerwowe i prestiżowe jako źródło autorytetu instytucjonalnego. Staje się mniej pożądane, gdy zwykli ludzie zauważają, że funkcjonuje ono bez zgody banku centralnego czy rządu.

To napięcie przewijało się przez całe przemówienie Lammy’ego. Z jednej strony mówi się nam, że Londyn ma obowiązek utrzymywać najwyższe standardy na rynku, na którym znajduje się około jednej piątej światowych rezerw finansowych złota. Z drugiej strony ostrzega się nas, że złoto jest wyjątkowo atrakcyjne, ponieważ może przenosić wartość bez typowych cyfrowych punktów kontrolnych. Wniosek nie jest trudny do dostrzeżenia. Złoto jest na tyle cenne, że instytucje je magazynują, handlują nim, ustalają na jego podstawie benchmarki i regulują rynek. Jednak gdy obywatele cenią te same cechy, zaczynają one nabierać nieco podejrzanego blasku.

Ta sama sprzeczność pojawia się w odniesieniu do rosnących cen. Lammy zauważył, że od stycznia 2023 r. cena złota gwałtownie wzrosła, wiążąc ten wzrost z bardziej burzliwą sytuacją na świecie i większymi zachętami dla gangów przestępczych. I znowu, sama uwaga nie jest błędna. Wyższe ceny przyciągną więcej przemytu, oszustw i oportunizmu, podobnie jak wyższe ceny dowolnego towaru, którego brakuje, sprzyjają bardziej wyrachowanym zachowaniom. Jednak rosnąca cena złota to nie tylko zachęta dla przestępców. To także sygnał. Mówi nam, że zaufanie do walut, rynków długu, sytuacji geopolitycznej i kompetencji władz nie jest tak duże, jak sugerują publiczne oświadczenia.

Cena złota nie rośnie w próżni. Rośnie, gdy inwestorzy dochodzą do wniosku, że wyemitowano zbyt dużo długu przy zbyt małej dyscyplinie, gdy banki centralne odkrywają, że inflacja jest mniej przejściowa niż się ją przedstawia, gdy rządy zaciągają pożyczki z samokontrolą małego dziecka pozostawionego samego w sklepie ze słodyczami, gdy sankcje skłaniają zarządzających rezerwami do ponownego rozważenia bezpieczeństwa aktywów zagranicznych oraz gdy oszczędzający zaczynają podejrzewać, że rachunek za to wszystko w końcu nadejdzie w postaci inflacji, podatków lub represji finansowej.

Dlatego banki centralne kupują złoto z takim entuzjazmem w ostatnich latach. Nie robią tego dlatego, że dały się nabrać na internetową teorię spiskową. Robią to, ponieważ rozumieją, być może lepiej niż większość, że pieniądz ma charakter polityczny, rezerwy mają charakter strategiczny, a zaufanie nie jest zasobem odnawialnym, gdy zostanie roztrwonione. Te same instytucje, które wymagają od obywateli wiary w pieniądz fiducjarny, powiększają swoje zasoby jedynego aktywa rezerwowego, które nie jest uzależnione od obietnicy zapłaty ze strony innego rządu.

Nie oznacza to, że posiadanie złota zwalnia kogokolwiek z odpowiedzialności prawnej, podatkowej czy etycznej. Nie zwalnia. Prawidłowo funkcjonujący rynek złota wymaga reguł, ewidencji, prób, standardów i renomowanych kontrahentów. Odpowiedzialne pozyskiwanie jest szczególnie ważne, ponieważ statusu moralnego złota nie można oddzielić od warunków, w jakich jest ono wydobywane, rafinowane i sprzedawane. Nikt nie powinien chcieć, aby jego strategia ochrony bogactwa opierała się na zatrutych rzekach, pracy przymusowej czy finansowaniu watażków.

Równie ważne jest jednak, by nie dopuścić, by dyskusja na temat "brudnego złota” przerodziła się w szerszą kampanię wymierzoną w prywatną stabilność finansową. Nie ma tu niebezpieczeństwa, że rządy nagle zakazują posiadania złota w ramach jakiegoś melodramatycznego spektaklu przypominającego konfiskatę. Bardziej prawdopodobne ryzyko jest subtelniejsze. Złoto jest coraz częściej przedstawiane jako problem, którym należy się zająć, luka prawna, którą należy zlikwidować, źródło nieprzejrzystości, które należy skorygować, a także jako aktywa z przeszłości, które – oczywiście dla bezpieczeństwa wszystkich – należy poddać ścisłemu nadzorowi cyfrowemu.

Słyszeliśmy już wcześniej ten język. Jest to język ochrony publicznej, używany do uzasadnienia coraz bardziej scentralizowanego nadzoru nad życiem prywatnym. Gotówka budzi podejrzenia, ponieważ korzystają z niej przestępcy. Prywatność budzi podejrzenia, ponieważ pragną jej przestępcy. Szyfrowanie budzi podejrzenia, ponieważ czerpią z niego korzyści przestępcy. Złoto budzi podejrzenia, ponieważ przestępcy wykorzystują je do przepływu wartości. W każdym z tych przypadków przestępcze wykorzystanie jest na tyle realne, by argument był przekonujący, ale nie na tyle, by szerszy wniosek był rozsądny.

Przemówienie to przypomniało nam również, dlaczego złoto przetrwało. Przetrwało, ponieważ pozostaje poza obietnicami. Przetrwało, ponieważ nie ma emitenta. Przetrwało, ponieważ nikt nie może go drukować, ogłosić niewypłacalności, zdewaluować w drodze decyzji komisji ani zresetować po awarii systemu. Przetrwało, ponieważ w świecie aktywów cyfrowych, sankcji, zamrożonych kont i coraz bardziej ograniczonego dostępu do pieniędzy jest to aktywo, które po prostu istnieje i ma w sobie pewien uparty urok.

Rząd chciał nas ostrzec, że złoto może służyć do ucieczki od systemu. To prawda. Być może rząd nie był jednak tak chętny, by przypomnieć nam, dlaczego tak wiele osób w ogóle chce trzymać część swojego majątku poza systemem.

Brudne złoto zasługuje na kontrolę, a sieci przestępcze – na ściganie. Jednak samo złoto nie staje się niemoralne tylko dlatego, że funkcjonuje bez zezwolenia. To właśnie dlatego ludzie je posiadają.