To, co kiedyś wyjaśniało wszystko, teraz nie wyjaśnia niczego - Charles Hugh Smith, Of Two Minds, 23.06.2026

Jednym ze sposobów podsumowania obecnego ducha czasu jest zdanie: "To, co kiedyś wyjaśniało wszystko, teraz nie wyjaśnia niczego”: wszystkie ramy intelektualne, które "nadawały światu sens”, zostały dziś zredukowane do historii przykrywkowych maskujących rzeczywistość, która wymyka się redukcji do starych idei, skurczonych do poziomu mylących banałów.


Eksponat nr 1: ideologia. Kapitalizm kontra socjalizm, lewica kontra prawica, progresywni kontra konserwatyści, demokraci kontra republikanie. Żadne z tych pojęć nie wyjaśnia tego, czego faktycznie doświadczamy, a maniakalny wysiłek dopasowania świata do tych sztucznych konstrukcji jedynie pogłębia naszą cywilizacyjną psychozę.

A więc Kapitalizm przez wielkie "K” "poprawia życie wszystkich, nagradzając innowacyjność”. Albo w ekonomicznym żargonie: Kapitalizm alokuje kapitał w celu optymalizacji efektywności i innowacji, które "wnoszą dobre rzeczy do życia” - jak głosi klasyczne hasło marketingowe.

Czyli kapitalizm jest dobry. Dobrze, rozumiemy. A teraz spójrzmy na świat, w którym faktycznie żyjemy. Fundusze private equity wykupują kliniki weterynaryjne, aby tworzyć nieformalne kartele, a następnie podnoszą ceny bez jakiejkolwiek poprawy jakości usług. Czy ta 'innowacja” "poprawia życie wszystkich” poprzez "optymalizowanie efektywności i innowacji”, czy też jest to po prostu wykorzystywanie przez "racjonalnych aktorów” „kapitalizmu” do wyciągania większej ilości bogactwa od klientów bez dodania czegokolwiek poza kosztami i cierpieniem?

Nie ma tu żadnego ryzyka, są tylko zyski, więc bylibyśmy głupcami, gdybyśmy nie zaczęli eksploatować ludzi, którzy cenią zdrowie swoich zwierząt domowych. "Kapitalizm” w swojej najbardziej dochodowej, a więc według tej logiki - najlepszej, formie.

Tym, którzy protestują, mówiąc, że to nie jest kapitalizm. Dobrze, więc czym to jest i dlaczego właśnie to stało się dominującą strukturą naszej gospodarki?

Albo weźmy "ubezpieczenie zdrowotne”. Czy rzeczywiście istnieje jakakolwiek realna różnica w cenie lub jakości usług między dwoma odcieniami szarości reklamowanymi jako "najlepszy system na świecie”? Czy może jest to tylko kolejna przykrywkowa historia dla systemu, który zagania wszystkich do sprywatyzowanego totalitaryzmu - czyli systemu fałszywych wyborów, który w rzeczywistości nie pozostawia żadnego prawdziwego wyboru — maksymalizującego eksploatację, którą ci czerpiący zyski podstępnie wychwalają jako "wolnorynkowy kapitalizm”?

Albo co w przypadku, gdy państwo (rząd centralny) ratuje prywatne banki, albowiem upadek tych banków stanowi egzystencjalne zagrożenie dla obywateli i państwa? Czy państwo umożliwiające bankom prywatyzację zysków, a następnie wkraczające, by uspołecznić ich straty, jest rzeczywiście "kapitalizmem”, czy raczej socjalizmem dla nielicznych najbogatszych kosztem większości?

Widzicie, o co chodzi. W systemie, który optymalizuje wydobywanie zysków, wyzysk oraz przerzucanie ryzyka i konsekwencji na innych, granica między "kapitalistycznym” a "socjalistycznym” zaciera się do tego stopnia, że staje się bezużyteczna w wyjaśnianiu tego, co naprawdę się dzieje.

Czy to jest "demokracja”, czy też — jak ujął to korespondent Simons Chase — "to, co moralne, jest legalne, a to, co legalne, jest na sprzedaż”? A to, co jest na sprzedaż w strukturze transakcyjnej, to cóż - wszystko, szczególnie gdy konsekwencje można przerzucić na kogoś innego, a zyski zgarnąć dla tych, którzy posiadają coś, co według zdroworozsądkowej definicji jest siecią przestępczą.

Rozważmy to, co mój przyjaciel Mark Jeftovic nazywa państwami-sieciami (network states): prywatne przedsiębiorstwa o takiej skali i zasięgu, że ich władza rywalizuje z tradycyjnymi państwami narodowymi albo je przewyższa. Wielkie korporacje technologiczne nagradzają swoich właścicieli i menedżerów poprzez pociąganie za niewidzialne sznurki, widoczne tylko dla tych, którzy nimi poruszają, maksymalizując pozyskiwanie informacji, zysków i kontroli nad danymi, co następnie wciąga państwa narodowe jako partnerów w tych strukturach kontroli.

Czy rozróżnianie między publicznym i prywatnym rzeczywiście coś wyjaśnia, czy też sama próba ich rozdzielenia jest formą zaciemniania?

Jeżeli wszystko, co widzimy, to różne odcienie monochromatycznej szarości - ponieważ właśnie to optymalizuje kontrolę i eksploatację - to nie mamy żadnego osobistego doświadczenia tego, jak wyglądają jaskrawe kolory. To właśnie nazywam sprywatyzowanym totalitaryzmem. Sztuczną rzeczywistością, w której nie istnieje możliwość opuszczenia zagrody ograniczonych wyborów.

Zaciera to granicę między prywatnym a państwowym totalitaryzmem do tego stopnia, że rozdzielanie tych dwóch rzeczy przestaje mieć sens w opisie tego, czego doświadczamy. Struktury kontroli są jednocześnie prywatne i państwowe, a próba wtłoczenia tego wszystkiego w fałszywy wybór między ideologiami typu "albo-albo” jedynie pogłębia nasze oderwanie od rzeczywistości.

Eksponat nr 2: zdrowie. Zdrowie łatwo zdefiniować: jesteśmy sprawni, czujemy się dobrze i nie potrzebujemy leków ani medycznej interwencji. Konieczność przyjmowania leków do końca życia nie jest tym samym co bycie zdrowym, ponieważ zdrowie nie zależy od leków. Zależność od leków wynika z braku zdrowia.

Oto mapa otyłości w USA sprzed 40 lat, z 1987 roku. Tak, możemy bez końca spierać się o definiowanie otyłości za pomocą BMI (wskaźnika masy ciała) i stu innych sposobów odwracania uwagi, ale punkt jest oczywisty. Nie było żadnych stanów, w których populacja kwalifikowałaby się jako otyła.

Oto statystyki krajowe z około lat 2017–2018, 30 lat później:

Przenieśmy się do 2023 roku — kraj jest teraz zalany czerwienią i pomarańczem. Należy zauważyć, że dane te są samooceną, co stwarza możliwość, że ludzie zaniżali swoją wagę, bo mamy do tego tendencję.

USA nie potrzebowały leków GLP (Gucagon-Like Peptide), które trzeba przyjmować przez całe życie, w 1987 roku, a teraz leki GLP są przedstawiane jako cudowne środki, które każdy powinien brać do końca życia, ponieważ nie tylko redukują masę ciała, ale również zmniejszają "stan zapalny” i ryzyko różnych nowotworów.

Dla prywatnych przedsiębiorstw produkujących i sprzedających leki GLP przyszłość rzeczywiście wygląda bardzo dobrze. Pominięte w tych cudownych "wiadomościach” jest to, że wszystkie leki mają skutki uboczne, które następnie wywołują własne konsekwencje. Nie można jeszcze obliczyć dożywotnich kosztów i skutków przyjmowania tych leków przez całe życie. Istnieje też możliwość, że mogą istnieć inne drogi prowadzące do zdrowia, poza przyjmowaniem leków przez całe życie, które nie wiążą się z tak wysokimi kosztami i ryzykiem.

Po raz kolejny "zdrowie” przedstawiane jest jako różne odcienie leczniczej monochromatycznej szarości, a żywe kolory prawdziwego zdrowia są niewidoczne, ponieważ autentyczne zdrowie nie jest dochodowe w świecie "ultra-przetworzonego życia".

Eksponat nr 3: Postęp. Technologia i Postęp są jednym i tym samym w ideologii, według której Postęp jest nieunikniony i niepowstrzymany.

Jednak to, czego faktycznie doświadczamy, to technologia wykorzystywana do celowego postarzania produktów, abyśmy musieli je stale wymieniać. Do opłacalnego obniżania jakości usług. Do wyciągania większych zysków nie poprzez zwiększanie wartości, lecz poprzez wykorzystywanie danych (dynamiczne ustalanie cen) - oraz do podtrzymywania iluzji wyboru i „swobody poruszania się” wewnątrz zagrody, której granice nie są jasno wyznaczone, bo wtedy prowadzone stada mas mogłyby zrozumieć, że są uwięzione w sztucznej, eksploatacyjnej i wyzyskującej rzeczywistości monochromatycznej szarości, która twierdzi, że tętni żywymi kolorami.

To nie jest Postęp — to Anty-Postęp, przeciwieństwo autentycznego postępu.

Pojazd elektryczny (EV) ładowany energią elektryczną wytworzoną z węgla lub gazu ziemnego zużywa węgiel lub gaz ziemny. Jeśli akumulator w tym pojeździe został wyprodukowany z litem wydobytym w kopalni odkrywkowej w regionie, gdzie mieszkańcy są zbyt biedni i bezsilni, by powstrzymać niszczenie ich ziemi oraz przemysłowe zawłaszczanie ich zasobów wodnych, to czy jest to "zrównoważone” lub "ekologiczne”?

Różnica między tym twierdzeniem a cesarzem Nortonem włóczącym się po ulicach starego San Francisco i ogłaszającym się cesarzem wszystkiego, co widzi, polega na tym, że… cóż, nie ma żadnej różnicy. Dla biednych i pozbawionych władzy nasz "postęp” jest Anty-Postępem, przeciwieństwem autentycznego postępu.

Skoro nie mamy już żadnego bezpośredniego doświadczenia autentycznie żywych kolorów, akceptujemy tę sztuczkę jako "tak po prostu jest”, pogłębiając w ten sposób naszą cywilizacyjną psychozę, podczas gdy to, co nam wmawia się, że ma sens, coraz bardziej oddala się od rzeczywistości.

To, co kiedyś wyjaśniało wszystko, teraz nie wyjaśnia niczego, a zastąpienie autentyczności egoistycznymi sztuczkami jest obecnie tak głęboko zakorzenione, że wszelkie wyjaśnienia służą jedynie jako egoistyczne przykrywki, manewry odwracające uwagę lub jako gąszcz zawiłości, które mają powierzchowny wygląd wyjaśnień, ale nie mają w sobie żadnej treści.

Im bardziej widoczne staje się pogorszenie naszej jakości życia, tym bardziej gorączkowe są zaprzeczenia jej obrońców. Gdyby nasza jakość życia rzeczywiście w cudowny sposób się poprawiała, te gorączkowe zaprzeczenia, maniakalne twierdzenia i urojeniowe "wyjaśnienia” nie byłyby tak ewidentnie egoistyczne i wywołujące psychozę.

Jeśli wierzymy, że zastąpienie realistycznej oceny egoistycznymi historiami przykrywkowymi doprowadzi do prawdziwych rozwiązań, to jest to najwyższy poziom złudzenia.