Wielka Brytania to zepsute narzędzie. Keir Starmer od początku był skazany na porażkę - Robert Morris, The Morris Doctrine, 6.07.2026
Kiedyś bardzo często rozmawialiśmy o Wielkiej Brytanii. Od czasu referendum w sprawie Brexitu w 2016 roku już nie tak często. Smutna prawda jest taka, że Zjednoczone Królestwo po prostu nie ma już takiego znaczenia jak kiedyś.
Winston Churchill zawarł układ, na mocy którego Wielka Brytania stała się narzędziem amerykańskiej potęgi jeszcze w czasie II wojny światowej. Margaret Thatcher znacząco pogłębiła ten układ, całkowicie otwierając swój kraj na amerykańskie finanse i promując Jednolity Akt Europejski, który uczynił z Londynu amerykańską bramę do finansowego świata Unii Europejskiej. Brexit zerwał ten układ. Zjednoczone Królestwo zachowało całą podatność na kaprysy Wall Street, ale przestało oferować wynikające z niego korzyści. Nic dziwnego, że brytyjskie rządy są dziś strukturalnie mniej skuteczne.
Imperium w nieustannym schyłku
Brytania tak naprawdę nie wygrała wojen światowych. Przez większą część I wojny światowej (1914–1918) walczyła praktycznie sama, finansując Rosję i Francję, aż w 1917 roku wyczerpała swoją zdolność kredytową. Wówczas prezydent Woodrow Wilson musiał wkroczyć z pieniędzmi rządu Stanów Zjednoczonych. Gdy w 1939 roku rozpoczął się drugi etap "europejskiego samobójstwa", brytyjscy przywódcy nie mieli złudzeń co do możliwości zwycięstwa bez udziału Stanów Zjednoczonych. Upadek Francji w 1940 roku tylko utwierdził ich w tym przekonaniu. Brytyjscy przywódcy nie ukrywali tego. Churchill zamieścił nawet takie uznanie w końcowym fragmencie jednego ze swoich najsłynniejszych przemówień.
…a nawet jeśli – czego ani przez chwilę nie wierzę – ta wyspa lub znaczna jej część zostałaby podbita i pogrążona w głodzie, wówczas nasze imperium za morzami, uzbrojone i strzeżone przez brytyjską flotę, będzie kontynuowało walkę, aż w wyznaczonym przez Boga czasie Nowy Świat, ze swą całą potęgą i siłą, wystąpi, by przyjść z pomocą i wyzwolić Stary Świat.
Kiedy Stany Zjednoczone, choć z opóźnieniem, zdały sobie sprawę, że muszą wziąć udział w II wojnie światowej, za główny cel swojej strategii uznały zachowanie Imperium Brytyjskiego.
Jedną z największych tragedii XX wieku było to, że utrzymanie imperiów brytyjskiego (oraz francuskiego w Indochinach) stało się również jednym z głównych filarów strategii zimnej wojny. Ten niewiarygodnie głupi wybór – opowiedzenie się po przegranej stronie niemal każdej walki o niepodległość w Afryce i Azji – sprawił, że zimna wojna trwała cztery dekady zamiast jednej.
Jednak ten błędny wybór Waszyngtonu nadał Wielkiej Brytanii cel i ważną rolę jako swego rodzaju pomocnika amerykańskiego imperium w pierwszych dekadach po wojnie. W latach 70. uzasadnienie brytyjskiego znaczenia zaczęło jednak zanikać. Walki o niepodległość w Afryce i Azji zostały w większości wygrane, a Stany Zjednoczone, chwilowo otrzeźwione doświadczeniem Wietnamu, normalizowały stosunki z Chinami i próbowały nawet odprężenia ("détente”) ze Związkiem Radzieckim. W 1968 roku Wielka Brytania w dużej mierze wycofała się z Zatoki Perskiej i nie miała już wiele do zaoferowania Stanom Zjednoczonym w zakresie imperialnej "policji”.
Dlatego Wielka Brytania zajęła się pilnowaniem Europy. Anglo-amerykańskie "specjalne relacje” zostały wzmocnione przez przystąpienie Wielkiej Brytanii do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) w 1973 roku. Jeszcze przed Thatcher można było liczyć na to, że Zjednoczone Królestwo będzie powstrzymywać Europę przed nadmiernym oddalaniem się od "kapitalizmu anglosaskiego”. Dzięki brytyjskim wpływom na wspólnym rynku, a później w Unii Europejskiej, która formalnie powstała z EWG w 1993 roku, istniało niewielkie ryzyko, że UE zbytnio oddali się od amerykańskich priorytetów gospodarczych.
Wielka Brytania miała dla Stanów Zjednoczonych realną wartość. Na przełomie wieków największym zagrożeniem dla amerykańskiej hegemonii była Unia Europejska. Bezpośrednio po rozszerzeniu w 2004 roku była to bogata część świata o większej liczbie ludności i większej gospodarce niż Stany Zjednoczone. Stawała się regulacyjnym gigantem, zdolnym wyznaczać więcej standardów przemysłowych niż USA. Rozwijające się relacje UE z Rosją mogły oznaczać pozyskanie kolejnych 120 milionów mieszkańców oraz samowystarczalności surowcowej. Gdyby Stany Zjednoczone zdecydowały się pokojowo konkurować z UE, relacje z Londynem oraz jego urzędnikami i prawnikami byłyby kluczowe dla utrzymania amerykańskiej potęgi.
Tak się jednak nie stało.
Celowo lub nie, w pierwszych dekadach tego stulecia skutecznie rozbiliśmy wyzwanie ze strony UE metodami militarnymi. Napływ uchodźców spowodowany naszą polityką wobec Bliskiego Wschodu podkopał solidarność UE na wielu płaszczyznach, a dwie dekady działań dyplomatycznych i tajnych operacji przyniosły w 2022 roku efekty, wykorzystując Ukrainę do odcięcia Rosji od Europy na całe pokolenie. Tego rodzaju ostrożne manipulacje prawne i finansowe w ramach UE, jakie proponowała nam Wielka Brytania, przestały być już nawet w najmniejszym stopniu przydatne.
Wraz z głosowaniem w sprawie brexitu w 2016 roku Wielka Brytania postanowiła całkowicie wykluczyć się z grona "użytecznych narzędzi". Nowa umowa handlowa ze Stanami Zjednoczonymi, którą obiecywali zwolennicy brexitu, nigdy nie doszła do skutku. Być może pewnego dnia UE znów zacznie wykorzystywać swój potencjał, a Wielka Brytania okaże się dla nas przydatna jako swego rodzaju "tajwański odpowiednik” w regionie północnoatlantyckim – narzędzie, którego będziemy mogli użyć do powstrzymania wszelkich ambicji UE. Trudno jednak przewidzieć, jak miałoby to wyglądać w ciągu najbliższych kilku dekad.
Teraz, gdy Wielka Brytania opuściła Unię Europejską, usługi, jakie oferowała Stanom Zjednoczonym, przestały istnieć. Odgrywanie drugoplanowej roli w przegrywanych wojnach jest nadmiernie wyolbrzymiane przez amerykańskie i brytyjskie media, ale w rzeczywistości nie wnosi nic wartościowego dla Stanów Zjednoczonych. Niestety dla Wielkiej Brytanii jej otwartość na Wall Street pozostaje niezmienna. W związku z tym każdy rząd Wielkiej Brytanii jest zakładnikiem zdominowanego przez Nowy Jork rynku obligacji, nie mając jednak nic do zaoferowania amerykańskim decydentom i finansistom, co mogłoby przekonać nas do łagodnego traktowania tego kraju.
Z przyjemnością obserwowałem spektakularną polityczną samozagładę premier Liz Truss, która utrzymała się na stanowisku zaledwie 50 dni w 2022 roku. Jej propozycja spóźnionej o dekady, fiskalnie szalonej polityki reaganowskich obniżek podatków przy jednoczesnym zwiększaniu wydatków została błyskawicznie ukarana przez rynek obligacji. To upokorzenie zmusiło ją do odejścia z urzędu i doprowadziło do zastąpienia jej przez Rishiego Sunaka – spełnienie marzeń Davos – który dokończył katastrofalne 14-letnie rządy Partii Konserwatywnej w Wielkiej Brytanii pomiędzy kolejnymi okresami pracy w Goldman Sachs. Politycy o bardziej lewicowych poglądach, którzy cieszyli się z upokorzenia Truss, powinni byli zwrócić większą uwagę na to, co się wydarzyło. Wall Street nie pozwoliło Truss na finansowanie deficytem prezentów dla bogatych. Czy Wall Street miałoby być bardziej skłonne pozwolić politykom Partii Pracy na finansowanie deficytem rzeczywistych ulepszeń brytyjskiego państwa i społeczeństwa?
Keir Starmer utrzymał się niemal dwa lata po swoim miażdżącym zwycięstwie wyborczym w 2024 roku, ale ostatecznie zderzył się z opisanym wyżej problemem. Nie był najgorszym premierem, lecz z góry było wiadomo, że rozczaruje. Nie było możliwości naprawienia szkód wyrządzonych przez poprzednie 14 lat konserwatywnych rządów, ponieważ zabrakło pieniędzy. Nie było też niczego, co można byłoby zaoferować Stanom Zjednoczonym, aby uwolnić dodatkowe środki.
Jestem prawie pewien, że ta historia będzie się powtarzać, dopóki Wielka Brytania nie dołączy ponownie do UE i nie będzie miała czegoś do zaoferowania Stanom Zjednoczonym.