Deflacja nie jest wrogiem. Jest nim nadmiernie zadłużony system pieniądza fiducjarnego autor - Nick Giambruno, The International Man, 20.06.2026

Ważne jest, aby coś tu wyjaśnić. Podczas gdy ekonomiści głównego nurtu, media finansowe, środowisko akademickie i inni strażnicy zgniłego systemu pieniądza fiducjarnego grzmią o niebezpieczeństwach deflacji, warto poświęcić chwilę na zastanowienie się, czy rzeczywiście jest ona aż tak zła.


Po pierwsze, ważne jest zdefiniowanie naszych pojęć.

Prawidłowe i prawdziwe znaczenie inflacji to wzrost podaży pieniądza. Zatem prawidłowe i prawdziwe znaczenie deflacji to spadek podaży pieniądza. Nie jest to jednak to, co większość ludzi ma na myśli, mówiąc o deflacji, ponieważ w systemie pieniądza fiducjarnego podaż pieniądza rzadko ulega zmniejszeniu. Kiedy większość ludzi mówi o deflacji, ma na myśli ogólny spadek cen.

Jednym z największych powszechnych nieporozumień w ekonomii jest to, że ogólny spadek cen to "zła rzecz”.

To ogromna pomyłka. Spadek cen spowodowany wzrostem wydajności to w rzeczywistości coś pozytywnego. Kto nie chciałby, żeby jego pieniądze wystarczały na więcej?

Technologia ma z natury charakter deflacyjny. Obniża koszty, zwiększa wydajność i sprawia, że ​​towary i usługi stają się tańsze w długiej perspektywie.

W uczciwym systemie monetarnym oznaczałoby to spadek cen i wzrost siły nabywczej. Innymi słowy, w miarę postępu technologicznego, za pieniądze można by kupić więcej. Ale obecny system nie do tego został zaprojektowany. W rzeczywistości działa odwrotnie. Przypomina bieganie po bieżni, która stale przyspiesza.

W systemie waluty fiducjarnej deflacyjne wzrosty produktywności są w większym stopniu niwelowane przez inflację, która przynosi korzyści osobom posiadającym akcje, nieruchomości i inne aktywa, których wartość rośnie wraz z inflacją, a szkodzi tym, którzy utrzymują się z wynagrodzeń wyrażonych w osłabionej walucie.

Krótko mówiąc, w systemie waluty fiducjarnej (dekretowej) korzyści wynikające z deflacyjnego wpływu technologii przypadają przede wszystkim właścicielom aktywów, ponieważ wymuszona przez banki centralne inflacja podbija wartość tych aktywów.

Gdybyśmy żyli w uczciwym systemie monetarnym opartym na twardej walucie, w którym korzyści z technologii nie byłyby kompensowane przez dewaluację waluty przez banki centralne, korzyści te rozkładałyby się bardziej równomiernie w całym społeczeństwie.

Dlatego uważam, że poniższy wykres jest pouczający. To długoterminowy obraz relacji między płacami realnymi a produktywnością.

Oba te zależności dobrze się ze sobą wiązały przez dekady, pokazując, że wraz ze wzrostem produktywności rosły również realne płace. Innymi słowy, większość ludzi korzystała ze wzrostu produktywności dzięki wyższym realnym płacom.

Ale w 1971 roku coś się zmieniło, kiedy ta silna dodatnia korelacja załamała się. To właśnie wtedy rząd USA zniósł ostatnie powiązanie dolara ze złotem, a dolar stał się czystą walutą fiducjarną. Od 1971 roku rośnie przepaść między produktywnością a realnymi płacami.

Gdybyśmy mogli przenieść się do początku lat 70., kiedy zaczęła się rozbieżność między produktywnością a płacami realnymi, i zapytać ludzi, jak według nich będzie wyglądał rok 2026, mogliby odpowiedzieć coś w stylu "Jetsonów” – latające samochody, zaawansowana technologia i społeczeństwo, w którym wszystkim powodziłoby się lepiej.

Prawdopodobnie nie uwierzyliby, gdybyś powiedział im, że w rzeczywistości ludzie będą w 2026 roku pod wieloma względami w gorszej sytuacji niż na początku lat 70., pomimo ogromnego postępu technologicznego. Może nie mamy latających samochodów, ale i tak nastąpił znaczący postęp. Mimo to standard życia ludzi obniżył się pod wieloma względami.

Dziś wielu jest zdziwionych. Jak to możliwe, że ludzie mogą być teraz w gorszej sytuacji niż wtedy? Odpowiedź znajduje się na poniższym wykresie, który pokazuje, że problemem jest system pieniądza dekretowego i ciągła deprecjacja waluty fiducjarnej.

Pomimo postępu technologicznego, szokujący poziom deprecjacji waluty nie tylko dotrzymuje kroku naturalnej deflacji wynikającej ze wzrostu produktywności, ale znacznie ją przewyższa… dlatego właśnie ludzie są dziś pod wieloma względami w gorszej sytuacji niż na początku lat 70. Dobrobyt został skradziony przez inflację i walutę fiducjarną.

Od 1971 roku produktywność stale rosła, głównie dzięki postępowi technologicznemu, ale te korzyści nie przełożyły się na wzrost płac realnych, jak miało to miejsce w przeszłości, w ramach uczciwego systemu pieniężnego. Dzieje się tak, ponieważ w systemie pieniądza fiducjarnego bank centralny – Rezerwa Federalna – wygenerował znacznie wyższą inflację niż wzrost produktywności, co oznaczało, że płace realne nie nadążały za tym wzrostem.

Jednak te korzyści z produktywności wynikające z postępu technologicznego nie zniknęły ot tak. Zostały przekierowane gdzie indziej. Przypadały głównie posiadaczom aktywów, podczas gdy pracownicy najemni gonili za szybko tracącymi na wartości pieniędzmi fiducjarnymi.

Krótko mówiąc, system pieniądza fiducjarnego to mechanizm transferu bogactwa wygenerowanego dzięki wzrostowi produktywności technologicznej do posiadaczy aktywów i osób z powiązaniami politycznymi, będących "najbliżej" drukarzom pieniędzy.

Szczerze mówiąc, to obrzydliwy, nieuczciwy system, który działa kosztem uczciwych ludzi. Ale taka jest natura systemu monetarnego, w którym wszyscy jesteśmy zmuszeni żyć. I mądrze jest to uznać, zrozumieć i podjąć działania, aby się chronić.

Podejrzewam, że różnica widoczna na powyższym wykresie jeszcze bardziej się pogłębi, gdy sztuczna inteligencja i przyszłe przełomowe technologie przyniosą największy wzrost wydajności w historii ludzkości, nawet jeśli rząd Stanów Zjednoczonych będzie zmuszony wywołać największą w historii inflację, próbując utrzymać funkcjonowanie obciążonego długami systemu pieniądza fiducjarnego w obliczu tych historycznych zmian..

Innymi słowy, w miarę jak technologia staje się wykładniczo bardziej deflacyjna, a dług rośnie wykładniczo, reakcja banku centralnego będzie musiała stać się wykładniczo bardziej agresywna.

Oznacza to dalsze obniżanie wartości siły nabywczej, aby walczyć z tą samą siłą, która powinna obniżać koszty życia.

Oczywiście, w tym środowisku chcesz być właścicielem aktywów, aby chronić się przed deprecjacją waluty, a jednocześnie korzystać ze wzrostu produktywności napędzanego technologią.

Ale jakie aktywa powinieneś posiadać? Wkrótce do tego przejdę.

Gdybyśmy żyli w uczciwym systemie monetarnym, opartym na trudnych do wytworzenia pieniądzach, takich jak złoto, myślę, że byłoby znacznie mniej obaw o automatyzację i rewolucję związaną ze sztuczną inteligencją. Dzieje się tak, ponieważ nie żylibyśmy w zadłużonym systemie fiducjarnym, w którym rząd jest zmuszony do dewaluacji waluty. Oznaczałoby to, że wzrost produktywności wynikający z technologii przyniósłby korzyści znacznie większej liczbie osób, ponieważ ich pieniądze starczyłyby na więcej, a i koszty utrzymania spadłyby. Rząd nie próbowałby tego kompensować inflacją.

W takim świecie nie sądzę, aby sztuczna inteligencja była aż tak kontrowersyjna, ponieważ byłaby postrzegana jako sposób na wzbogacenie przeciętnego człowieka poprzez obniżenie kosztów utrzymania.

Tak więc deflacja technologiczna, która zwiększa wydajność i obniża ceny, z całą pewnością nie jest czymś złym, jak chcieliby nas przekonać ekonomiści-zwolennicy pieniądza fiducjarnego. Jest to wspaniała rzecz, która powinna przyczynić się do większego dobrobytu i wzbogacić większość ludzi… w uczciwym systemie monetarnym.

Dlatego całe podejście do tego problemu należy zakwestionować. Problemem nie jest technologia. Problemem jest pieniądz fiducjarny i system o wysokim poziomie dźwigni finansowej.

To również dlatego szarlatani promują takie rozwiązania jak powszechny dochód podstawowy (UBI) jako rozwiązanie rzekomego problemu sztucznej inteligencji.

Rozwiązaniem nieistniejącego problemu technologicznego wzrostu produktywności z pewnością nie jest UBI, ale uczciwy system monetarny oparty na twardym pieniądzu, w którym wszyscy korzystają ze wzrostu produktywności – nie tylko posiadacze aktywów i osoby z powiązaniami politycznymi, najbliżej drukarni pieniędzy.

Rzucenie plebsowi kilku okruchów w postaci UBI, aby wesprzeć upadający przekręt z walutą fiducjarną opartą na długu, nie jest prawdziwym rozwiązaniem. Ale na szczęście istnieje realne rozwiązanie.

Zaczyna się od zrozumienia sił monetarnych, ekonomicznych i politycznych napędzających ten kryzys – i podjęcia praktycznych kroków, zanim uderzy kolejna fala niestabilności.

System fiducjarny jest już pod ogromną presją ze względu na astronomiczne zadłużenie, niekończący się dodruk pieniędzy i przyspieszające zmiany technologiczne. Ludzie, którzy rozumieją, co się dzieje, będą w znacznie lepszej sytuacji niż ci, którzy są tym zaskoczeni.