Dlaczego era taniego pieniądza dobiegła końca - MN Gordon, DollarCollapse, 10.07.2026.
Większość Amerykanów, a także ludzie na całym świecie, została ukształtowana przez system finansowy, w którym koszty pożyczania pieniędzy stawały się coraz niższe. Jeśli znalazłeś się w trudnej sytuacji finansowej, mogłeś refinansować swój kredyt hipoteczny na bardziej korzystnych warunkach i szybko zwiększyć przepływ gotówki.
Mogłeś również wypłacić część zgromadzonego kapitału z nieruchomości i wyremontować kuchnię, spłacić karty kredytowe, pojechać na wakacje albo zainwestować na giełdzie. Cóż za przyjemność.
Jeśli zaciągałeś kredyt hipoteczny, rozwijałeś firmę albo analizowałeś bilans rządu w dowolnym momencie między administracją Reagana a początkiem lat 2020., wiatr zdecydowanie wiał Ci w żagle. Branie na siebie większych zobowiązań, niż można było udźwignąć, często było "nagradzane".
Jednak cykle kredytowe działają jak ogromne, wielodekadowe przypływy i odpływy. Ich ruchy są szerokie i obejmują ogromne obszary gospodarki. A teraz, po czterech dekadach, przypływ się cofa. Spokojne wody łatwej płynności finansowej zamieniły się w surowe i wzburzone makroekonomiczne morze.
Być może zauważyłeś, że oprocentowanie twojej karty kredytowej stopniowo rośnie. Albo sprawdzałeś kredyt samochodowy, aby sfinansować zakup nowego pojazdu. Jeśli tak, zobaczyłeś bolesną rzeczywistość wyższych kosztów pożyczania. W tym samym czasie twój portfel obligacji poniósł straty. Straty w tym, co miało być najbezpieczniejszą częścią twoich oszczędności, nie powinny były się wydarzyć.
Jesteśmy świadkami głębokiej, strukturalnej zmiany na rynku kredytowym. Wieloletnia era stale tańszego finansowania dobiegła końca. Teraz trzeba zmierzyć się ze skutkami nowej rzeczywistości - wyższych stóp procentowych utrzymujących się przez dłuższy czas. Ta zmiana zasadniczo przedefiniuje sposób, w jaki przez całe pokolenie będziemy wydawać pieniądze, oszczędzać i inwestować.
Krótko mówiąc, świat stał się mniej przyjazny dla kredytobiorców. To już się zdarzało wcześniej. Jednak jeśli nie masz ponad 70 lat, masz niewielkie doświadczenie z tym, co to oznacza.
Wahania wahadła
Aby zrozumieć, dokąd zmierzamy, musimy spojrzeć na to, skąd przyszliśmy. Cykle stóp procentowych nie zmieniają się z dnia na dzień. Obejmują wiele dekad, niczym powoli poruszające się makroekonomiczne wahadło.
Aby powstrzymać wymykającą się spod kontroli stagflację na początku lat 80., przewodniczący Rezerwy Federalnej Paul Volcker gwałtownie podniósł stopę funduszy federalnych. Spowodowało to wzrost rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA do imponującego poziomu 15,32% we wrześniu 1981 roku.
W tamtym momencie, po nieprzerwanym wzroście od grudnia 1940 roku, stopy procentowe w końcu osiągnęły szczyt. Następnie, przez niemal 40 lat, dzięki globalizacji, technologicznej deflacji, taniej ropie oraz ekstremalnej interwencji banków centralnych, rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA systematycznie spadała. Ostatecznie, w lipcu 2020 roku, osiągnęła historyczne minimum wynoszące zaledwie 0,62%.
To był absolutny dołek. Od tamtego historycznego minimum stopy procentowe stopniowo rosły, a ostatnio utrzymywały się w okolicach 4,5%.
Na papierze 4,5% nie brzmi szczególnie źle. To mniej więcej historyczna średnia kosztów finansowania w Stanach Zjednoczonych. Jednak zanim ten cykl się zakończy, bardzo prawdopodobne jest, że stopy wzrosną znacznie wyżej. W ramach większego, wieloletniego trendu mogą występować okresowe spadki. Niemniej jednak znajdujemy się dopiero na początku długoterminowego trendu wzrostowego. Siły strukturalne, które wcześniej tłumiły rentowności, zasadniczo się odwróciły, tworząc trwały czynnik sprzyjający inflacji i wyższym stopom procentowym.
Niedawne badanie przeprowadzone przez Bloomberg wśród czołowych ekonomistów podkreśla tę zmieniającą się rzeczywistość. Obecnie grupa ta przewiduje, że konflikt między USA a Iranem będzie trwałym katalizatorem, prowadzącym do stałego wzrostu globalnych kosztów zadłużania się. W rezultacie prognozuje się, że średnie referencyjne stopy procentowe w gospodarkach rozwiniętych wyniosą 2,9% do końca 2028 roku — jest to znacząca korekta w górę w porównaniu z prognozą 2,47%, którą ekonomiści przedstawiali jeszcze na początku roku.
Możesz spojrzeć na ceny ropy i odczuwać ulgę, że spadły. Uważamy jednak, że to cisza przed burzą. Szok naftowy wywołany zamknięciem Cieśniny Ormuz nadal się ujawnia. I że strategiczna rezerwa ropy naftowej (SPR - Strategic Petroleum Reserve) nie będzie w stanie długo zapewniać bufora ochronnego. Szczególnie w przypadku oleju napędowego i paliwa lotniczego.
Niezależnie od tego podstawowy problem inflacyjny uległ mutacji. Nie chodzi już wyłącznie o drogą ropę. Problem rozszerzył się i stał się uporczywym, systemowym zagadnieniem.
Gdy inflacja bazowa "odmawia" wyraźnego schłodzenia, banki centralne mają związane ręce. Nie mogą agresywnie obniżać stóp procentowych bez ryzyka wywołania absolutnego pożaru cen konsumpcyjnych. W konsekwencji strukturalnie wyższa inflacja oznacza strukturalnie wyższe stopy procentowe.
Ciężar kredytobiorcy
Kiedy koszt kapitału rośnie, każdy płaci cenę. Dla przeciętnego konsumenta i przedsiębiorstwa oznacza to stopniowe przykręcanie ekonomicznej śruby.
Czasy 30-letnich kredytów hipotecznych ze stałym oprocentowaniem na poziomie 3% minęły i nie powrócą za naszego życia - jeśli w ogóle kiedykolwiek powrócą. Kredyty samochodowe, oprocentowanie kart kredytowych oraz prywatne linie kredytowe są obecnie ponownie ustalane na wyższych poziomach, pochłaniając coraz większą część dochodu przeznaczanego na wydatki uznaniowe.
Firmy zależne od odnawiania krótkoterminowego zadłużenia w celu finansowania działalności lub ekspansji odkrywają, że kapitał ma teraz swoją cenę. Marże są coraz mniejsze, co zmusza przedsiębiorstwa do dokładniejszego przyglądania się zatrudnieniu, wydatkom kapitałowym oraz celom wzrostu.
Jednak najbardziej widoczna podatność nie znajduje się na głównych ulicach miast. Znajduje się w Waszyngtonie. Departament Skarbu USA jest największym kredytobiorcą na świecie. Przez dekady zwiększał zadłużenie narodowe o biliony dolarów, korzystając przy tym z luksusu coraz niższych stóp procentowych. Obsługa tego długu była niezwykle tania.
Teraz ogromna część tego odziedziczonego zadłużenia dojrzewa i musi zostać refinansowana (ponownie wyemitowana) po dzisiejszych znacznie wyższych rynkowych stopach procentowych. Gdy podstawowa stopa rośnie z 0,62% w kierunku 4,5% i wyżej, koszty obsługi długu stają się brutalnie wysokie.
Każdy niewielki wzrost rentowności referencyjnych obligacji wymaga od rządu USA przeznaczenia setek miliardów dodatkowych dolarów wyłącznie na wypłatę odsetek posiadaczom obligacji. Wypiera to rzeczywiste federalne wydatki na infrastrukturę, obronność i programy społeczne, jednocześnie zmuszając Departament Skarbu do emisji jeszcze większej ilości długu tylko po to, aby spłacać odsetki od wcześniejszego zadłużenia.
To napędzająca się spirala rosnącego zadłużenia rządowego, która pozostawia dolara - światową walutę rezerwową - w delikatnej sytuacji fiskalnej.
Przez całe pokolenia obligacje skarbowe USA były postrzegane jako ostateczna kotwica stabilności finansowej. Jeśli giełda się załamywała albo wybuchała wojna, inwestorzy uciekali do obligacji skarbowych USA. Była to klasa aktywów wolna od ryzyka, zaprojektowana tak, aby chronić majątek w okresach niestabilności.
Już nie.
Wyższa strukturalna inflacja i rosnące rentowności znacząco osłabiły atrakcyjność obligacji państwowych.
Pozbywanie się obligacji skarbowych
Rozważmy, co właśnie wydarzyło się w AMP Limited, dużym australijskim zarządcy funduszy emerytalnych. Firma ta niedawno ujawniła, że wyeliminowała obligacje skarbowe z portfeli emerytalnych młodszych inwestorów, jednocześnie agresywnie ograniczając pozycje w innych swoich funduszach. Jak zauważyła dyrektor ds. inwestycji AMP, Anna Shelley:
"Znajdujemy się w długoterminowym, strukturalnie trudnym środowisku dla obligacji i nie jesteśmy przekonani, że zapewnią one korzyści wynikające z dywersyfikacji.”
Shelley nie jest osamotniona. Steven Barrow, szef strategii G10 w Standard Bank Group, powtórzył to ostrzeżenie w niedawnej notatce skierowanej do klientów. Barrow wskazał na trudną prawdę, którą tradycyjni zarządzający portfelami mają problem zaakceptować. Obligacje zasadniczo zawiodły jako bezpieczna przystań podczas ostatnich kryzysów rynkowych.
Co więcej, rentowności obligacji o dłuższych terminach zapadalności w dużej mierze nadal rosły nawet w okresach, gdy banki centralne próbowały łagodzić politykę pieniężną po inflacyjnym wybuchu związanym z okresem po pandemii COVID-19. Kiedy długoterminowe rentowności rosną, podczas gdy banki centralne próbują obniżać krótkoterminowe stopy procentowe, oznacza to, że rynek obligacji przejmuje ster od decydentów polityki pieniężnej.
Inwestorzy żądają wyższej premii za utrzymywanie długoterminowych obligacji rządowych, ponieważ po prostu nie wierzą, że inflacja znajduje się pod kontrolą.
"W rezultacie” — podsumował Barrow — "uważamy, że długoterminowe przesunięcie strukturalne od obligacji rządowych w kierunku innych aktywów jest właściwym kierunkiem.”
Innymi słowy, zasady gry się zmieniły. 40-letni wiatr w plecy w postaci spadających stóp procentowych zniknął. W jego miejsce pojawił się długoterminowy wzrost kosztów pożyczania napędzany napięciami geopolitycznymi, strukturalnymi trendami inflacyjnymi oraz ogromną podażą długu publicznego.
Poleganie na obligacjach rządowych jako automatycznej ochronie przed ryzykiem związanym z akcjami jest niebezpiecznym założeniem w świecie inflacji i rosnących stóp procentowych. Czasy łatwego, przewidywalnego bezpieczeństwa rynkowego oficjalnie dobiegły końca.