Kryzys wokół Ormuz się pogłębia - Alasdair Macleod, Macleod Substack, 19.07.2026.
Napędzany propagandą i interwencją rządu na rynku ropy oraz innych rynkach towarowych, poziom samozadowolenia na rynkach kapitałowych jest zdumiewający. Przebudzenie będzie naprawdę dramatyczne.
W ubiegłym tygodniu sytuacja związana z Iranem ponownie przerodziła się w otwartą wojnę. Stany Zjednoczone zintensyfikowały bombardowania, a Iran odpowiedział atakami na amerykańskie bazy w regionie. O pierwszym z tych wydarzeń zachodnie media informują szeroko, natomiast odpowiedź Iranu jest przedstawiana znacznie skromniej. Tymczasem wiarygodne analizy niezależnych obserwatorów wskazują, że irański odwet jest znacznie skuteczniejszy, niż przedstawiają to media.
W rezultacie rynki kapitałowe funkcjonują tak, jakby nic istotnego się nie działo. Propaganda rządu amerykańskiego i milczenie mediów tworzą sytuację, w której rynki balansują na krawędzi przepaści i wkrótce czeka je bolesne przebudzenie. Pojawiają się też sygnały, że sytuacja na Bliskim Wschodzie wkrótce ulegnie znacznemu pogorszeniu.
Niezależnie od tego, jak na to spojrzeć, polityka USA wobec Iranu nie osiągnęła żadnego ze swoich celów i doprowadziła do kryzysu energetycznego, surowcowego oraz logistycznego, który z pewnością mocno uderzy w światową aktywność gospodarczą. Ceny ropy były sztucznie utrzymywane na niskim poziomie dzięki uwalnianiu przez USA strategicznych rezerw ropy, które w praktyce są już niemal wyczerpane. Narasta również kryzys związany z olejem napędowym, pogłębiany przez rosyjski zakaz eksportu, będący skutkiem ograniczenia zdolności rafineryjnych po atakach ukraińskich dronów.
Olej napędowy jest krwiobiegiem logistyki i przy obecnym rozwoju wydarzeń problemem nie będzie już wyłącznie jego cena. Stanie się on po prostu niedostępny. Pociągi i ciężarówki przestaną jeździć. Możemy być pewni, że niezależnie od całej retoryki płynącej z Białego Domu, administracja doskonale zdaje sobie sprawę, iż przejęcie kontroli nad Cieśniną Ormuz ma dla USA charakter pilny i absolutnie konieczny.
Może to oznaczać tylko jedno. Planowana jest inwazja lądowa.
Ruchy wskazujące na taki kierunek działań mogą stać się oczywiste dla ospałych rynków już w nadchodzącym tygodniu. Skoro amerykańskie bazy w regionie zostały osłabione przez irańskie pociski rakietowe, logistyka eskalacji konfliktu oraz rozmieszczenia wojsk na lądzie będzie podwójnie utrudniona. Jednak jeśli taka próba nie zostanie podjęta, administracja będzie musiała pogodzić się z porażką - czego bardzo nie chce uczynić, niechętnie przyznając, że jej potencjał militarny jest niewystarczający nawet do przejęcia kontroli nad Cieśniną Ormuz i otaczającym ją regionem.
Należy pamiętać, że jest to najgorętsza pora roku. Temperatury w cieniu dochodzą do 40°C i przekraczają tę wartość, a przy panującej wilgotności odczuwalna temperatura wynosi co najmniej 55°C. W normalnych warunkach amerykańskie wojska potrzebują kilku tygodni na aklimatyzację. Samo bombardowanie Bandar Abbas oraz wysp Qeszm, Ormuz i Larak nie wystarczy jednak do ponownego otwarcia cieśniny. Do zapewnienia kontroli niezbędne są wojska lądowe.
Biały Dom znalazł się w niezwykle trudnym położeniu. Nie jest przyzwyczajony do akceptowania porażki, a jeszcze mniej do sytuacji, w której zostaje rozegrany przez reżim wyraźnie zdeterminowany, by utrzymać kontrolę nad tym kluczowym wąskim gardłem, dopóki USA nie ustąpią. Mimo niesprzyjających okoliczności, lecz opierając się na wierze we własną potęgę militarną, pod osłoną nasilających się ataków lotniczych inwazja lądowa wydaje się nieunikniona.
Reakcja rynku
Nie ulega wątpliwości, że jednym z głównych celów amerykańskiej propagandy oraz propagandy jej bojaźliwych sojuszników z NATO jest ochrona rynków kapitałowych przed negatywnymi konsekwencjami porażki polityki USA w konflikcie, który pod koniec lutego miał być zaledwie wojną trwającą jeden weekend. Dzięki dostarczaniu na rynek amerykański całej potrzebnej ropy ze strategicznych rezerw, aby utrzymać ceny na niskim poziomie, wojna z Iranem została przez inwestorów w dużej mierze zignorowana. Po spadku do poziomu 6333 pod koniec marca indeks S&P 100 wzrósł do 7600 na początku czerwca, zyskując 20%. W tym samym czasie cena złota spadła z 5300 dolarów 2 marca do 4000 dolarów w ubiegłym tygodniu. Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji wzrosła zaledwie o 0,55 punktu procentowego, co odzwierciedla przekonanie, że obniżki stóp procentowych Fed zostały jedynie odłożone w czasie.
Za tym optymizmem rynków kapitałowych opartym na myśleniu życzeniowym ("hopium” = hope + opium) stoi ogromna ekspansja kredytowa, jednak pojawiają się pierwsze oznaki, że ekspansja ta zaczyna słabnąć. Pokazuje to poniższy wykres.

Większość rentowności obligacji państw G7 zaczyna obecnie wyraźnie rosnąć, co znajduje odzwierciedlenie również w trendzie wzrostowym rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych, grożąc przekroczeniem symbolicznego poziomu 5%.
Podsumowując, rynki finansowe nie tylko zignorowały gospodarcze konsekwencje amerykańskiego błędu na Bliskim Wschodzie, ale także - napędzane nadmiernym poziomem spekulacji finansowanej kredytem - znajdują się w niezwykle kruchej sytuacji. Eskalacja działań USA, zwłaszcza jeśli obejmie użycie wojsk lądowych, niemal na pewno spowoduje gwałtowne przejście nastrojów inwestorów od chciwości do strachu. I nastąpi to bardzo szybko.

Złoto, a zatem także srebro
Strach inwestorów ma prostą konsekwencję. Prowadzi do wzrostu premii za ryzyko. Problemy amerykańskiego Departamentu Skarbu z finansowaniem obecnego deficytu, a także ponowna ocena przyszłych deficytów, nagle doprowadzą do znaczącego wzrostu rentowności obligacji w wyniku ich przeszacowania. Jednocześnie zagraniczni inwestorzy, którzy ulokowali około 44 bilionów dolarów w aktywach denominowanych w dolarach amerykańskich, zaczną likwidować swoje pozycje.
Historycznie są to warunki, w których zagraniczni inwestorzy sprzedają waluty obce i kupują własną walutę. Wynika to z faktu, że ich pozycją wolną od ryzyka są środki pieniężne utrzymywane w walucie, w której prowadzą rozliczenia. Część inwestorów będzie również sprzedawać waluty obce, aby kupować złoto, srebro i inne surowce, podobnie jak krajowi inwestorzy zabezpieczający się przed utratą wartości własnych walut fiducjarnych. Z tych powodów można oczekiwać, że ceny złota i srebra gwałtownie wzrosną w wyniku jednoczesnego załamania rynku i rynku walutowego, napędzanego rosnącymi premiami za ryzyko oraz ucieczką do aktywów uznawanych za ostatecznie bezpieczne.
Czas pokaże, czy wszystkie te ruchy nastąpią jednocześnie, jednak sytuacja na rynku złota i srebra jest obecnie taka, że inwestorzy są nastawieni skrajnie pesymistycznie. Przegapią moment zwrotny. Nie rozumieją konsekwencji porażki USA w wojnie z Iranem ani gospodarczego chaosu, jaki ona wywołuje. Dalsza eskalacja, wynikająca z podwajania zaangażowania przez Biały Dom mimo niepowodzeń, zwłaszcza jeśli dojdzie do inwazji na irańskie wyspy w Cieśninie Ormuz oraz na Bandar Abbas, będzie największym sygnałem alarmowym ze wszystkich. Zniszczy wartość na rynkach kapitałowych i szybko podważy wartość walut fiducjarnych.
Nadszedł czas, aby inwestorzy wycofali się z aktywów opartych na kredycie, co obejmuje również waluty fiducjarne. Można to osiągnąć poprzez zabezpieczenie się w prawdziwym pieniądzu, stanowiącym ostateczny środek rozliczeniowy, czyli przede wszystkim w złocie i srebrze.