Historia złota. Dzieje obsesji, rozdział 1 "Zdobyć złoto za wszelką cenę" - Peter L. Bernstein, 2004.
"Gdyby złoto występowało na Ziemi w większych ilościach – powiedzmy, tak obficie jak sól – byłoby znacznie mniej cenne i interesujące, pomimo swoich wyjątkowych właściwości fizycznych i piękna. A jednak złoto odkryto na każdym kontynencie na Ziemi."
Brzmi to jak sprzeczność, ale nią nie jest. Chociaż złoża złota są rozpowszechnione i występują w różnych formach, żaden obszar nie dostarczał złota z łatwością. Odkrywanie i wydobywanie złota wymaga ogromnego wysiłku w stosunku do ilości lśniącego żółtego metalu, która pojawia się na końcu całego procesu.
Na przykład, aby wydobyć roczną produkcję Republiki Południowej Afryki wynoszącą około 500 ton złota, trzeba wydobyć i przerobić około 70 milionów ton ziemi. To ilość większa niż masa całego materiału użytego do budowy piramidy Cheopsa. Kopalnie południowoafrykańskie należą do najtrudniejszych, ale wszyscy znamy opowieści o poszukiwaczach z czasów Gorączki Złota z 1849 roku (Forty-Niners), którzy dzień po dniu płukali piasek w wodach Kalifornii i kończyli zaledwie z kilkoma drobnymi grudkami złota. Jak ujął to Will Rogers po powrocie z wizyty w Klondike: "Jest ogromna różnica między poszukiwaniem złota a poszukiwaniem szpinaku.”
Ta skrajnie zaburzona proporcja między wysiłkiem a uzyskanym efektem nie wydaje się zniechęcać ludzi do prowadzenia światowych poszukiwań złota. Być może jest to najbardziej wymowny dowód na to, jak wysoko cenione, ważne, niezbędne i nieodparte było złoto od najdawniejszych czasów. Nawet w mitach pogoń za złotem była nienasycona.
Choć złoto nie miesza się z innymi metalami, jego cienkie żyły są rozsiane po górach, gdzie granit i kwarc wypełniły pęknięcia skorupy ziemskiej i zostały sprasowane przez ogromne temperatury w ciągu milionów lat. Żywioły przez wieki wypłukiwały, rozwiewały i rozpraszały te złoża, lecz złoto zachowało większość swojej czystości, mimo że podlegało niszczącemu działaniu sił natury. Znaczna część tego złota została zniesiona w dół przez górskie potoki. Wysoka gęstość i ciężar złota powodują, że oddziela się ono od pozostałego materiału unoszonego przez wodę i osiada na dnie w postaci samorodków lub przemieszcza się jako drobiny tak drobne jak pył.
W stosunku do zapotrzebowania na złoto wydaje się, że w starożytności, zwłaszcza w Egipcie i na Bliskim Wschodzie, było go więcej niż od czasów rzymskich. Niewielka ilość złota wystarcza na bardzo długo, gdy służy wyłącznie do ozdabiania i dekoracji, a nie do bicia monet czy gromadzenia. Egipcjanie wydobywali zaledwie około jednej tony złota rocznie. Do czasu wynalezienia monety, która oddała złoto w ręce szerokich mas i znacznie zwiększyła zapotrzebowanie na nie, większość dostępnego złota należała do monarchów i kapłanów. Jego zastosowanie miało przede wszystkim charakter ceremonialny. Było środkiem demonstrowania władzy, bogactwa, wysokiej pozycji oraz bliskości bogów. To, co pozostawało, wykorzystywano do wyrobu biżuterii i innych ozdób osobistych.
Kiedy Mojżesz zstąpił z góry Synaj, aby przekazać swojemu ludowi Dziesięć Przykazań, zastał Izraelitów w religijnym uniesieniu oddających cześć złotemu cielcowi. Był tak rozgniewany, widząc ich kłaniających się posągowi podobnemu do tych czczonych przez znienawidzonych Egipcjan, że roztrzaskał kamienne tablice z wyrytym Słowem Bożym — Dziesięcioma Przykazaniami — które właśnie przyniósł z góry Synaj. Historia ta ujawnia, że Żydzi, nawet jako niewolnicy, posiadali przy sobie znaczne ilości złota. Nigdy nie przyszło im do głowy użyć złota, aby przekupić nim swoich ciemiężycieli i wykupić się z niewoli egipskiej. Jako że złoto nie było jeszcze postrzegane jako pieniądz, znaleźliby niewielu chętnych do jego przyjęcia. Zanim przetopili swoje złoto na złotego cielca, nosili je jako ozdoby na uszach, ramionach i szyjach.
Ponad 400 dodatkowych wzmianek o złocie w Biblii potwierdza, jak powszechne było ono w tamtych czasach. Biedny Hiob woła: "Gdybym uczynił złoto swoją nadzieją lub powiedział do czystego złota: «Ty jesteś moją ufnością»; gdybym się radował, że… moja ręka zdobyła wiele, to również byłaby to nieprawość, za którą sędzia wymierzyłby karę. Bo zaparłbym się Boga, który jest w niebiosach”. Abraham, założyciel narodu żydowskiego, jest opisany w Księdze Rodzaju 13 jako "bogaty w bydło, srebro i złoto”. Słudze wysłanemu po Rebekę dał złote naczynia, w tym również złoty kolczyk do nosa.
Kiedy Mojżesz wspiął się na górę Synaj, by przyjąć Słowo od Boga, Bóg powierzył mu o wiele więcej zadań niż tylko przekazanie Dziesięciu Przykazań oraz wielu związanych z nimi zasad i obowiązków. Bóg wydał również szczegółowe wskazówki dotyczące budowy świątyni, w której Żydzi mieli Go czcić, wraz z przybytkiem, który miał znajdować się wewnątrz świątyni. Bóg od samego początku nakazał: "Pokryjesz ją czystym złotem, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, i wykonasz na niej złoty wieniec dookoła”. A to dopiero początek: Bóg nakazał nawet, by meble, elementy wyposażenia i wszystkie elementy dekoracyjne, takie jak cherubiny, zostały pokryte czystym złotem.
Po osiedleniu się w Ziemi Obiecanej Żydzi musieli zgromadzić ogromne ilości złota, głównie dzięki łupom zdobytym na plemionach pokonanych w bitwach. Mojżesz i jego wojska zabrali Midianitom ponad 300 funtów złota: "złotą biżuterię, łańcuszki na kostki, bransolety, sygnety, kolczyki i naramienniki”. Złoto lśniło na ścianach wnętrza wielkiej świątyni Salomona (położonej w pobliżu dzisiejszej Ściany Płaczu w Jerozolimie), która miała 135 stóp długości, 35 stóp szerokości i 50 stóp wysokości oraz była podzielona na trzy komnaty. Salomon lubował się również w otaczaniu złotem swoich osobistych przedmiotów. Jego tarcze były wykonane ze złota, tron z kości słoniowej był pokryty złotem, a wino pił ze złotych naczyń. Kiedy królowa Saby przybyła odwiedzić Salomona, przywiozła mu ilość złota, którą szacuje się nawet na trzy tony - wartą ponad 20 milionów dolarów według dzisiejszych cen.
Przybytek, które Mojżesz zbudował zgodnie z niezwykle szczegółowymi wskazówkami Boga, zniknął. Potężna świątynia Salomona, pokryta złotem, została zniszczona i sprofanowana. Jednak w 532 roku n.e., po tym jak 10 000 ludzi pracowało przez sześć lat, wykorzystując ponad 12 metrycznych ton złota do budowy kościoła Hagii Sophii w Konstantynopolu, cesarz bizantyjski Justynian - który osobiście nadzorował całe przedsięwzięcie - mógł zawołać: "Salomonie, przewyższyłem cię!”
Justynian doskonale znał zastosowania złota. Odziedziczył 320 000 funtów złota, wydał je co do ostatniego kawałka, a następnie obciążył swoich poddanych podatkami, aby opłacić armie najemników, finansować roboty publiczne, a przede wszystkim przekupywać swoich wrogów, by powstrzymać ich od najazdów na jego państwo. Wykorzystywanie złota do manifestowania potęgi Kościoła miało się później powtarzać w olśniewających złotych mozaikach i dekoracjach w całych Włoszech, Hiszpanii, a nawet na najdzikszych stepach Rosji.
Ani Salomon, ani sam Jahwe nie byli pierwszymi, którzy wykorzystywali złoto do wzbudzania czci i nabożnego podziwu. Prawdopodobnie to starożytni Egipcjanie stworzyli wzorzec, który później naśladowały inne religie, w tym religia żydowska. Żydzi, mając jednego Boga, mieli znacznie łatwiej niż Egipcjanie, którzy musieli troszczyć się o dwa tysiące bóstw, z których wiele pozostawało w jakimś związku z wszechpotężnym Bogiem Słońca. Trzeba zużyć naprawdę dużo złota, aby przekonać wszystkich o potędze i wszechwiedzy dwóch tysięcy bóstw. Chrześcijanie, którzy czczą jednego Boga, lecz modlą się do kilku tysięcy świętych, stanęli wobec podobnych problemów.
W Egipcie używanie złota było królewskim przywilejem, niedostępnym dla nikogo poza faraonami. Ograniczenie to ułatwiało faraonom przyjmowanie ról podobnych bogom oraz potwierdzanie swojego boskiego charakteru poprzez ozdabianie się tą samą substancją, która zdobiła ich bóstwa. Tworzenie złotej biżuterii w Egipcie było sztuką najwyższej klasy i obdarzano nią zarówno zmarłych monarchów, jak i żyjących.
Imponującą demonstrację wykorzystania złota do manifestowania potęgi przeprowadziła fascynująca faraonka, która była kobietą i którą egiptolog James Henry Breasted nazwał "pierwszą wielką damą świata”.
Hatchepsut była córką Totmesa I, pierwszego faraona pochowanego około 1482 r. p.n.e. w Dolinie Grobów Królów w Tebach. Po przejęciu władzy od swojego siostrzeńca i pasierba około 1470 r. p.n.e. zasiadała na tronie jako król aż do swojej śmierci około 1458 r. p.n.e. i nosiła około osiemdziesięciu tytułów, między innymi "Syn Słońca” oraz "Złoty Horus” (egipski bóg światła). Chociaż zrezygnowała z przyjęcia tradycyjnego królewskiego tytułu "Potężny Byk”, mimo to w większości współczesnych przedstawień ukazywano ją jako mężczyznę.
Hatchepsut była niezwykłą kobietą według wszelkich standardów. Doprowadziła do znacznego rozwoju egipskiego handlu z Palestyną, Syrią i Kretą, który podupadł w ciągu poprzednich 150 lat, gdy Egipt znajdował się pod panowaniem azjatyckich najeźdźców zwanych Hyksosami. Poszukiwania złota za jej panowania trwały nieprzerwanie, sięgając coraz dalej na południe, prawdopodobnie aż do terenów dzisiejszego Zimbabwe.
Zapotrzebowanie Hatchepsut na złoto było ogromne. Prowadziła działalność budowlaną na skalę, która zawstydziłaby Ludwika XIV i jego Wersal. Lubiła również pokrywać twarz mieszaniną złotego i srebrnego pyłu. Gdy postanowiła wznieść wielki pomnik ku czci Amona-Re, głównego boga Teb, jej pierwotny projekt przewidywał dwa złote filary o wysokości 100 stóp, które miały górować ponad murami kompleksu świątynnego w Karnaku, zajmującego obszar większy niż Watykan. Kiedy jednak jej kanclerz przekonał ją, by była nieco bardziej oszczędna, zbudowała filary z granitu, pokrywając złotem jedynie ich szczyty. Nawet to wymagało jednak ogromnych ilości kruszcu. Po zakończeniu prac oświadczyła.
"Ich wysokość sięga nieba... Ich promienie zalewają Oba Kraje, gdy słońce wschodzi pomiędzy nimi... Wy, którzy po wielu latach ujrzycie te pomniki, powiecie: «Nie wiemy, jak mogli stworzyć całe góry ze złota.»”
Większość złota w czasach biblijnych oraz w starożytnym Egipcie - około 4000 lat przed narodzeniem Chrystusa - pochodziła z surowych i niegościnnych terenów południowego Egiptu i Nubii. "Nub" to egipskie słowo oznaczające złoto. Nubia dostarczała złota światu zachodniemu jeszcze długo, aż do XVI wieku. Według Williama Jacoba wydobycie z kopalń nubijskich "znacznie przewyższało ilość złota uzyskaną ze wszystkich kopalń znanego wówczas świata w późniejszych epokach, aż do odkrycia Ameryki".
Egipcjanie początkowo eksploatowali te kopalnie w postaci płytkich wykopów, lecz z czasem wydrążyli skomplikowaną sieć podziemnych szybów sięgających głęboko w głąb wzgórz. Im głębiej schodziły kopalnie, tym większe cierpienie znosili pracujący w nich ludzie. Najlepszy opis okropności doświadczanych przez robotników pozostawił Diodor Sycylijski, Grek, który odwiedził Egipt około czasów, gdy Juliusz Cezar władał Rzymem.
"Powietrze w szybach było duszne i cuchnące, nieustannie pozbawiane tlenu przez maleńkie świece, które ledwie rozpraszały przerażającą ciemność. Panował nieznośny upał, ziemia często się osuwała, a podziemne wody stanowiły nieustanne zagrożenie. Ognie używane do pękania kwarcu w skale uwalniały opary arsenu, powodujące straszliwe męki i śmierć wielu ludzi, którzy je wdychali. Niewolnicy musieli pracować leżąc na plecach lub na boku i dosłownie byli zaganiani na śmierć z wyczerpania, o ile wcześniej nie zostali zmiażdżeni przez spadające odłamki skał."
Wykorzystywanie pracy ludzkiej pozostawało podstawową metodą wydobycia złota aż do XX wieku, z wyjątkiem procesu opracowanego przez Rzymian w Hiszpanii, której bogate w złoto wzgórza stanowiły fundament gospodarki Imperium Rzymskiego. Początkowo Rzymianie również używali pracy ludzkiej, kopiąc szyby o głębokości nawet 650 stóp, aby wydobyć rudę z hiszpańskiej ziemi. Później jednak zastosowali nową metodę, zwaną "hydraulikowaniem” (hydraulicking), polegającą na użyciu potężnych strumieni wody do rozbijania skał i odsłaniania złotonośnych warstw ziemi. Woda doprowadzana była z wielkich zbiorników położonych od 400 do 800 stóp powyżej miejsca wydobycia. Metoda ta była niezwykle wydajna i skuteczna, ale powodowała zmywanie całych gór, niszczenie pól uprawnych oraz zamulanie licznych rzek i portów.
Hydraulikowanie stosowano sporadycznie także w innych częściach Europy, jednak najbardziej spektakularnie powróciło ono w Kalifornii w 1852 roku, w szczytowym okresie gorączki złota. Rzymską technikę wiernie odtworzono w okolicach Sacramento, gdzie woda pod ciśnieniem dochodzącym do trzydziestu tysięcy galonów na minutę uderzała w skaliste zbocza wzgórz i gór. Skutki dla środowiska były katastrofalne. Lasy i pola uprawne znikały w błyskawicznym tempie, rumowisko skalne spływało aż do zatoki San Francisco, pozostawiając krajobraz usiany stertami kamieni i jałowymi stokami gór. Mimo to hydraulikowanie pozostawało podstawową metodą wydobywania złota w Kalifornii aż do 1884 roku, kiedy rozgniewani mieszkańcy doprowadzili do jego prawnego zakazu.
Obecnie w wielkich kopalniach złota Republiki Południowej Afryki szyby sięgają głębokości nawet 12 000 stóp, a temperatura dochodzi do 130°F (około 54°C). Jak opisuje Timothy Green:
"Wyprodukowanie jednej uncji czystego złota wymaga 38 roboczogodzin, 1400 galonów wody, ilości energii elektrycznej wystarczającej do zasilania dużego domu przez dziesięć dni, od 282 do 565 stóp sześciennych powietrza pod wysokim ciśnieniem oraz znacznych ilości chemikaliów, w tym cyjanków, kwasów, ołowiu, boraksu i wapna.”
Liczba pracowników zatrudnionych w południowoafrykańskich kopalniach przekracza 400 000 osób, z czego około 90 procent stanowią czarnoskórzy.
Król Hiszpanii Ferdynand wypowiedział w 1511 roku słowa, które przeszły do historii:
"Zdobywajcie złoto — humanitarnie, jeśli to możliwe, lecz za wszelką cenę zdobywajcie złoto.”
Nie całe złoto trzeba wydobywać z kopalń. Gdy złoto jest znoszone przez górskie potoki, poszukiwacz może wejść do strumienia i przesiewać fragmenty złotonośnej rudy, które oderwały się od zboczy górskich. W ten sposób zbierano złoto już w starożytnej Azji Mniejszej, gdzie po raz pierwszy pojawiły się złote monety.
Około 3500 lat później gorączka złota w XIX-wiecznej Kalifornii rozpoczęła się nad brzegami rzeki Sacramento, gdy poszukiwacze zwani "Forty-Niners" tłumnie weszli do rzeki ze swoim prymitywnym sprzętem, aby metodą płukania (panning) oddzielać złoto od wartkiego nurtu.
Podążali oni za praktyką wywodzącą się od starożytnych Greków, którzy używali wełnistych skór owczych do płukania złota z rzek. Ciasne loki owczej wełny doskonale wychwytywały i zatrzymywały fragmenty złota, gdy woda spływała gwałtownie po górskich zboczach.
Samo wspomnienie runa i złota razem natychmiast przywołuje na myśl Jazona i Złote Runo - legendę, której moralna wymowa zasługuje na krótką dygresję.
Fryksos, syn króla Beocji, krainy we wschodniej Grecji, był źle traktowany przez swoją macochę, dlatego jego własna matka zorganizowała ucieczkę jego i jego siostry na grzbiecie skrzydlatego barana, którego runo było wykonane z czystego złota. Był to wspaniały dar, który otrzymała od Hermesa (za nieokreślone zasługi).
Podróż z pewnością nie mogła być łatwa, albowiem Złote Runo musiało stanowić ogromny ciężar nawet dla barana podarowanego przez Hermesa. Siostra Fryksosa, Helle, najwyraźniej źle znosiła lot i, nie mając udogodnień współczesnych samolotów, dostała zawrotów głowy i spadła z grzbietu barana do morza. Miejsce, w którym wpadła do wody, nazwano na jej cześć Hellespontem.
Fryksos utrzymał się na baranie. Po podróży liczącej ponad 1000 mil został ostatecznie dostarczony przez swojego barana do Kolchidy, położonej na dalekim wschodnim krańcu Morza Czarnego. Szczęśliwy, że przeżył i dotarł bezpiecznie na miejsce, złożył barana w ofierze Zeusowi, a runo przekazał miejscowemu królowi, Ajetesowi.
Ajetes był zachwycony, ponieważ wyrocznia przepowiedziała mu, że jego życie zależy od posiadania tego runa. W związku z tym przybił Złote Runo do drzewa w świętym gaju i wynajął ogromnego, krwiożerczego smoka, aby go strzegł.
Tymczasem w północnej Grecji król imieniem Pelias uznał, że powinien pozbyć się swojego przystojnego i popularnego siostrzeńca Jazona, który próbował dochodzić praw swojej rodziny do tronu. Pelias powiedział Jazonowi, że może otrzymać tron, jeśli najpierw dokona czynu "godnego twojej młodości, a którego ja jestem już zbyt stary, by dokonać (... ) Przynieś z powrotem runo złotego barana (...) Gdy wrócisz ze swoim wspaniałym trofeum, otrzymasz królestwo i berło”.
Pelias nigdy nie przypuszczał, że Jazonowi uda się tego dokonać i że pewnego dnia powróci ze swoim wspaniałym łupem. Przeciwnie - był całkowicie przekonany, że Jazon zginie po drodze albo przynajmniej zostanie pożarty przez strzegącego runa smoka.
Jazon rzeczywiście zdobył Złote Runo dzięki pomocy swoich Argonautów, ale dopiero po rozległej i długotrwałej serii mrożących krew w żyłach przygód. Nawet wtedy poniósłby porażkę, gdyby nie pomoc, którą otrzymał od Medei, córki Ajetesa, posiadającej magiczne moce.
Medea została trafiona strzałą wystrzeloną przez Erosa i zakochała się w Jazonie do szaleństwa, dlatego wykorzystała wszystkie swoje zdolności, aby zdobyć jego względy. Jazon był na tyle nią oczarowany, że zaproponował, iż zabierze ją ze sobą z powrotem do Grecji, ale pod warunkiem, że pomoże mu zdobyć Złote Runo.
Mimo że bardzo go kochała, Medea nie chciała ulec temu, co mogło być jedynie uwodzicielską sztuczką. "O cudzoziemcze” - zawołała - "przysięgnij na swoich bogów i w obecności swoich przyjaciół, że nie zhańbisz mnie, gdy będę sama, obca w twojej krainie”.
Jazon przysiągł, że uczyni ją swoją "prawowitą żoną”, gdy tylko powrócą do Grecji. Takie przysięgi były równie wiarygodnymi gwarancjami jak pisemne kontrakty w naszych czasach, więc Medea dostarczyła obiecanej pomocy: uśpiła smoka swoim śpiewem, podczas gdy Jazon zabrał Złote Runo z drzewa.
Historia ta nie kończy się szczęśliwie, bo Jazon był człowiekiem obsesyjnie dążącym do awansu społecznego.
Od samego początku był zdecydowany zostać królem swojej ojczyzny. Zaryzykował własne życie oraz życie swoich przyjaciół w poszukiwaniu owczej skóry pokrytej złotym pyłem. Wykorzystał córkę króla, aby urodziła mu dzieci, i obiecał, że się z nią ożeni. Kiedy wrócił do Grecji i odkrył, że nie może objąć tronu, uciekł z Medeą do Koryntu. Tam zaczął zabiegać o względy córki króla Kreona, lecz Medeę poinformował o swoich zamiarach dopiero wtedy, gdy Kreon zgodził się już na jego zaręczyny z księżniczką.
Gdy Medea, pogrążona w rozpaczy, przypomniała mu o jego uroczystej przysiędze złożonej w Kolchidzie, Jazon usprawiedliwił się, mówiąc, że ich dzieci będą miały lepsze życie, ponieważ jego nowa narzeczona posiada lepsze powiązania społeczne i polityczne w Koryncie niż Medea. Jedynym pocieszeniem, jakie jej zaoferował, było trochę złota oraz prośba skierowana do przyjaciół, aby zapewnili jej gościnę.
Medea wymierzyła mu sprawiedliwość.
W pełni stosownie do okazji stworzyła przepiękną suknię wykonaną ze złotej tkaniny i nasączyła ją trucizną. Następnie podarowała ją przyszłej pannie młodej. Zachwycona widokiem tego pięknego stroju, biedna młoda kobieta owinęła się w promienny materiał, wplotła złoty wieniec we włosy i zmarła straszliwą śmiercią.
Medea dopełniła następnie swojej zemsty, zabijając własnych synów i odlatując rydwanem zaprzężonym w smoki, który sama wyczarowała.
Jazon rzucił się na swój miecz i zmarł na progu własnego domu.
Złoto zawarte w runie Ajetesa obiecało Jazonowi władzę. Ta władza przyniosła mu księżniczkę, która obiecała mu tron. Jednak ostatecznie to właśnie złoto zgasiło życie zarówno jego narzeczonej, jak i jego przyszłość.