Prawdziwy przekaz interwencji na jenie - Barry Eichengreen, Financial Times, 6.08.2026

Za zeszłotygodniową wspólną interwencją na jenie ze strony amerykańskiego Departamentu Skarbu i japońskiego Ministerstwa Finansów stoi ważny przekaz. Tyle że nie jest to ten przekaz, który rynki otrzymywały do tej pory.


Szacowana interwencja japońskich władz o wartości 14 bilionów jenów (88 miliardów dolarów) przeprowadzona w ciągu dwóch dni to wciąż małe piwo w skali rynków. Może przynieść jenowi wzrost, ale będzie to zjawisko przejściowe. Bank Japonii, działający pod kierunkiem Ministerstwa Finansów, może skupować jeny i papiery wartościowe, aby podbić kurs waluty. Jeśli jednak inwestorzy nie mają powodu by sądzić, że zmieniły się fundamentalne uwarunkowania, mogą po prostu sprzedać odpowiednią ilość papierów wartościowych w jenach, aby zepchnąć kurs z powrotem w dół.

Aby uzyskać bardziej trwały efekt, konieczna jest zmiana tych fundamentalnych uwarunkowań. Jednym z możliwych rozwiązań byłoby zobowiązanie się Banku Japonii do szybszego podnoszenia stóp procentowych. Wielu inwestorów uznałoby taki krok za pożądany. Wynika to z faktu, że według banku centralnego japońska inflacja może przekroczyć cel wynoszący 2 procent. Szybsze podwyżki stóp procentowych pomogłyby przeciwdziałać słabości jena. Tymczasem Bank Japonii, zaniepokojony słabym popytem konsumenckim, postanowił utrzymać referencyjne stopy procentowe na poziomie 1 proc., który nie jest do końca restrykcyjny.

Można argumentować, że interwencja na rynku walutowym sygnalizuje skalę niepokoju Japonii w związku z kursem wymiany, a ten niepokój może skłonić Bank Japonii do szybszego podnoszenia stóp procentowych w przyszłości, aby wesprzeć jena. Jest to tak zwany "efekt sygnalizacyjny” interwencji. Jeśli jednak słaba waluta stanowi istotne zmartwienie dla gubernatora Banku Japonii, Kazuo Uedy, z pewnością wyraziłby to mocniej, niż to zrobił, i poparłby swoje słowa czynami.

Władze Japonii interweniowały już wcześniej na rynku walutowym jena, ostatnio zaledwie trzy miesiące temu. Warto zatem zauważyć, że w interwencji, pierwszej wspólnej operacji z Japonią od ponad 15 lat, uczestniczył również Departament Skarbu USA, który kupował jeny za euro, a nie za dolary.

Zeszłotygodniowa interwencja zawiera zatem niepokojące informacje dotyczące dolara. Wynika z niej, że sekretarz skarbu USA Scott Bessent i jego współpracownicy obawiali się, że sprzedaż papierów wartościowych denominowanych w dolarach w celu wsparcia jena spowoduje dodatkowe napięcia na długim końcu rynku obligacji skarbowych USA. Rynek ten odczuwał już presję po źle przyjętej konferencji prasowej prezesa Rezerwy Federalnej Kevina Warsha, która odbyła się w zeszłym tygodniu.

Sprzedaż euro częściowo odzwierciedlała to, co Stany Zjednoczone miały pod ręką do zbycia ze swojego funduszu stabilizacji walutowej. Jest to jednak także sposób na to, aby nie wymagać od rynku połknięcia dodatkowych obligacji skarbowych sprzedawanych w celu zmniejszenia ekspozycji na dolara, co pogorszyłoby i tak już delikatną sytuację.

Podobny sygnał zawierało oświadczenie Japonii, że zamierza skorzystać z instrumentu Rezerwy Federalnej o nazwie Foreign and International Monetary Authorities Repo Facility (FIMA). Mechanizm ten ma zapewnić alternatywne, choć ograniczone, źródło płynności zamiast bezpośredniej sprzedaży amerykańskich obligacji skarbowych.

Oba posunięcia są oznaką, że status dolara jako waluty rezerwowej nie jest już tym, czym był kiedyś. Banki centralne są przyzwyczajone do utrzymywania rezerw walutowych w dolarach, ponieważ rynki amerykańskich papierów skarbowych są płynne. Banki centralne posiadają amerykańskie obligacje skarbowe, albowiem można je swobodnie kupować i sprzedawać oraz wykorzystywać w interwencjach. Ale nie teraz, przynajmniej nie w nieograniczonych ilościach. Zamiast tego widzimy, jak amerykański Departament Skarbu wkracza ze sprzedażą euro w ramach swojego wkładu w interwencję, ograniczając w ten sposób wolumen sprzedaży dolarów niezbędny japońskim władzom..

Ta interwencja Departamentu Skarbu USA jest lepsza niż reakcja Trumpa, która polegała na grożeniu japońskim władzom konsekwencjami – na przykład cłem – jeśli będą one na tyle odważne, by zwiększyć sprzedaż rezerw dolarowych. Bessent, wyjaśniając, dlaczego oba rządy podjęły skoordynowaną interwencję, podkreślił przyjazne stosunki między rządami USA i Japonii. Jednak gdy interwencję w celu wsparcia waluty podejmuje rząd, do którego władze w Waszyngtonie nie żywią tak ciepłych uczuć, amerykańskie działania odstraszające mogą przybrać formę Trumpa.

W gruncie rzeczy Waszyngton, obawiając się konsekwencji dla amerykańskich rynków finansowych, niechętnie pozwala zagranicznym bankom centralnym korzystać z ich rezerw dolarowych. To pokazuje, że dolar nie jest już atrakcyjną walutą rezerwową, jaką był kiedyś. Kiedy ten przekaz dotrze do opinii publicznej, inne kraje podwoją swoje poszukiwania bardziej atrakcyjnych i łatwo dostępnych alternatyw. Dywersyfikacja rezerw prawdopodobnie nabierze rozpędu.