Skoro wszyscy znajdujemy się na pokładzie statku hiperinflacji, to czy popłynie on zgodnie z oczekiwaniami? - Charles Hugh Smith, Of Two Minds, 14.09.2026.
Niewiele rzeczy zyskało większy konsensus niż przekonanie, że rząd USA nie ma innego wyjścia, jak "inflacyjnie” zredukować ogromną 40-bilionową górę długu poprzez dewaluację dolara amerykańskiego, a proces ten ma paskudny zwyczaj wymykania się spod kontroli "centralnych planistów" i samonapędzania się aż do niekontrolowanej / prowadzącej do katastrofy hiperinflacji, która niszczy gospodarkę.
Jako z natury nieufny sceptyk, kiedy wszyscy znajdują się na pokładzie tego samego statku, podczas gdy statek drugiej strony ma na pokładzie zaledwie garstkę kontrarian i kilka osób w "śmiesznych czapeczkach", zaczynam się zastanawiać, czy nie sprawdzi się słynna Zasada nr 9 Boba Farrella: "Kiedy wszyscy eksperci i prognozy są zgodni, wydarzy się coś innego”.
Dziesięć zasad rynku, o których należy pamiętać.
Zasada nr 1. "Rynki z czasem mają tendencję do powrotu do średniej”.
Zasada nr 2. "Skrajności w jednym kierunku prowadzą do skrajności w kierunku przeciwnym”.
Zasada nr 3. "Nie ma nowych epok — skrajności nigdy nie są trwałe”.
Zasada nr 4. "Rynki charakteryzujące się gwałtownym wzrostem lub spadkiem w tempie wykładniczym zazwyczaj posuwają się dalej, niż się wydaje, ale nie korygują się poprzez ruch boczny”
Zasada nr 5. "Inwestorzy kupują najwięcej na szczycie, a najmniej na dnie”.
Zasada nr 6. "Strach i chciwość są silniejsze niż długoterminowa determinacja”.
Zasada nr 7. "Rynki są najsilniejsze, gdy są szerokie, a najsłabsze, gdy zawężają się do garstki spółek blue chip".
Zasada nr 8. "Rynki niedźwiedzie mają trzy etapy — gwałtowny spadek, odruchowe odbicie i przedłużający się fundamentalny trend spadkowy”.
Zasada nr 9. "Kiedy wszyscy eksperci i prognozy są zgodne – wydarzy się coś innego”.
Zasada nr 10. "Hossy są przyjemniejsze niż bessy".
Istnieją różne mechanizmy teorii gier i dynamiki rynku wspierające tę prawdę: samoniwecząca się przepowiednia, myślenie grupowe itd., ale działa tu jeszcze inny zestaw mechanizmów, nad którym niewiele osób się zastanawia.
Osoby umocowane dzięki swoim stanowiskom w ramach "centralnego państwa" mają żywotny interes w tym, aby nie dopuścić do tego, by rzeczone państwo zdewaluowało swoją walutę - a tym samym swoją wiarygodność i władzę - w hiperinflacyjnej spirali śmierci. Historia podaje niewiele (o ile w ogóle) przykładów hiperinflacyjnych spiral śmierci, które przyniosłyby korzyści obywatelom, których zgoda legitymizuje rząd.
Podczas gdy konsensus jest przekonany, że rząd USA "nie ma innego wyjścia, jak tylko zredukować swoje długi poprzez inflację”, psując swoją walutę, pomija instynkt przetrwania osób sterujących statkiem. Jak już zauważono, tylko "szaleńcy i ekonomiści” mogliby wierzyć, że psucie dolara amerykańskiego w celu "zdewaluowania długu poprzez inflację” doprowadzi do hollywoodzkiego zakończenia tej historii — i wygląda na to, że nawet szaleńcy i ekonomiści nie wierzą, iż doprowadzi to do hollywoodzkiego zakończenia.
To, co jest pomijane (poza Zasadą nr 9 Farrella), to fakt, że państwo narodowe ma inne możliwości niż niszczenie wartości swojej waluty w celu zredukowania inflacją 40 bilionów dolarów długu Departamentu Skarbu. Bierność cieszy się popularnością, albowiem nikt nie chce ponosić dodatkowych wyrzeczeń, jednak ironia tej sytuacji jest aż nadto oczywista. "Nic nie robienie" wydaje się zwycięstwem – dopóki nie dojdzie do załamania waluty i gospodarki, co niweczy poczucie bezpieczeństwa wszystkich ludzi.
Proponowane są różne radykalne alternatywy, na przykład propozycja Ellen Brown, aby skorzystać z suwerennych uprawnień już przyznanych państwu narodowem. Suwerenny reset: ucieczka z pułapki odsetek za pomocą Greenbacków. Pomysły te są oczywiście kontrowersyjne, ponieważ "nic nie robienie" pozostaje najpopularniejszym i najłatwiejszym wyborem. Do czasu, aż coś się załamie i kryzys wymusi jakieś działanie, które okaże się dla kogoś niepożądane.
Przyjrzyjmy się temu, co w latach 2008–2010 sprawiło, że amerykańska gospodarka została w praktyce ustawiona tak, by przynosić korzyści najbogatszym 10% społeczeństwa kosztem pozostałych 90%. Te wykresy to fakty, a nie propozycje. Śmiało, spróbujcie z nimi polemizować – ups, fakty zwyciężyły.
Po ustawieniu gospodarki tak, aby poprzez zmiany w polityce monetarnej, fiskalnej i regulacyjnej faworyzowała ona górne 10% społeczeństwa, majątek górnych 10% potroił się. Rezerwa Federalna dzieli grupę posiadającą największy majątek (górne 10%) na trzy podgrupy: górne 0,1%, górne 1% oraz przedział od 90. do 99. percentyla. Wykresy dla grup obejmujących górny 1% oraz przedział 90–99% są niemal identyczne: gdyby utrzymał się trend z poprzednich dekad (tj. w warunkach braku sztucznych zakłóceń), wartość aktywów posiadanych przez te górne 10% stanowiłaby mniej więcej połowę obecnego poziomu.
Ta koncentracja majątku narodu jest szczególnie widoczna wśród górnych 0,1%, których udział w aktywach finansowych niemal podwoił się po latach 2008–2010 — z 7% do 13%.

Majątek górnego 1% wzrósł ponad trzykrotnie, z 16 bilionów dolarów (biedactwa, tylko 16 bilionów dolarów!) do 56 bilionów dolarów.

Majątek przedziału 90–99% również się potroił.

Udział dolnych 50% w aktywach finansowych - czyli realnym majątku - gwałtownie spadł. W sprywatyzowanym totalitaryzmie niektórzy są równiejsi od innych. Zwróćcie uwagę, że górne 0,1% - 340 000 osób - posiada 16,6% aktywów finansowych narodu, czyli 6,6 raza więcej niż dolne 50% — 170 milionów osób - posiadających zaledwie 2,5% aktywów finansowych narodu.

Jeśli chodzi o to, kto został "wrzucony pod autobus", a kto po latach 2008–2010 tym autobusem kieruje, jest to dość oczywiste, prawda? Oto fakty:
Udział górnych 10% w całkowitych aktywach (wszystkim, co ma jakąkolwiek wartość pieniężną: domach, pojazdach, meblach itd.): 64%
Udział dolnych 50% w całkowitych aktywach (wszystkim, co ma jakąkolwiek wartość pieniężną: domach, pojazdach, meblach itd.): 5%
Udział górnych 10% w całkowitych aktywach finansowych (aktywach generujących dochód i zyski kapitałowe): 72%
Udział dolnych 50% w całkowitych aktywach finansowych (aktywach generujących dochód i zyski kapitałowe): 2,5%
"Przypływ" wynikający ze zmian polityki monetarnej, fiskalnej i regulacyjnej od lat 2008–2010 nie podniósł wszystkich łodzi: udział w aktywach finansowych należących do najbogatszych nielicznych podwoił się, podczas gdy udział w aktywach finansowych należących do dolnych 50% spadł.
Według Rezerwy Federalnej górne 10% posiada aktywa o wartości 125 bilionów dolarów. Gdyby gospodarka nie została ustawiona tak, aby przynosić wyłączne korzyści tej grupie, ich majątek — podążając za linią trendu z poprzednich dekad — wynosiłby około połowę tej kwoty.
Czy zdrowy rozsądek nie podpowiada, że ci, którzy posiadają 72% zysków z naszej gospodarki, w której ustawiono zasady gry, powinni ponieść 72% wyrzeczeń potrzebnych do przywrócenia choćby pewnej miary finansowego rozsądku w rachunkach państwa? W poprzednich epokach nazywano to "noblesse oblige" - obowiązkiem bogatej szlachty do służenia wspólnym interesom całego społeczeństwa, a nie tylko własnym prywatnym interesom.
To niemal zabawne, jak ci, których majątek potroił się dzięki temu, że gospodarka została ustawiona tak, aby przynosić korzyści najbogatszym 10%, uważają te zyski za "zarobione”, a zatem nietykalne, podczas gdy powyższe wykresy wskazują, że zyski te były całkowicie rezultatem ustawienia zasad gry w kasynie.
Wydaje się całkiem uzasadnione założenie, że 200 milionów ludzi, których po prostu poświęcono wrzucając pod przysłowiowy autobus, może nie być zachwyconych, gdy coś się zepsuje i pojawi się kryzys wymagający rozwiązania, a 340 000 osób posiadających wpływy polityczne ogłosi, że ich bogactwo jest nienaruszalne. Niewielu wydaje się doprowadzać tę dynamikę do logicznego końca.
Nic dziwnego, że bierność cieszy się tak dużą popularnością wśród nielicznej grupy najbogatszych i najbardziej wpływowych politycznie osób.
Jeśli nie odpowiada to przedstawicielom najbogatszych 10% społeczeństwa, mają oni inne wyjście. Mogą wykorzystać swój majątek, by doprowadzić do wyboru ludzi dojrzałych i odpowiedzialnych – zamiast nastawionych na własny zysk lizusów, pochlebców, pachołków, lokajów i szarlatanów, którzy zapewniają sobie reelekcję, rozdając "darmowe pieniądze” pochodzące z zaciąganych przez Departament Skarbu pożyczek, obciążonych odsetkami spłacanymi przez podatników.
Chodzi o to, że istnieją alternatywy dla niszczenia waluty i gospodarki, ale wymagają one czegoś więcej niż chciwości, a to właśnie ona jest wszystkim, co pozostało w naszej sfałszowanej gospodarce. Kiedy w końcu coś się załamie, chciwość nie zapewni rozwiązania; przyspieszy jedynie rozpad i zniszczenie.