Jesteś biedniejszy, niż ci mówią - Dominic Frisby, The Flying Frisby, 4.10.2026.

Pieniądze kłamią, złoto mówi prawdę. PKB to bzdurna liczba. Twój niedzielny felieton.


Mam dziś dla Was mnóstwo wykresów – i to doprawdy fascynujących – ale zacznijmy od pewnej historii.

John James Cowperthwaite był sekretarzem finansowym, który nadzorował niezwykły rozwój Hongkongu w ciągu mniej więcej trzydziestu lat po II wojnie światowej. Był to jeden z najwspanialszych okresów ekspansji gospodarczej, jakie kiedykolwiek widział świat. Śmiem twierdzić, że nigdy nie miał on sobie równych.

W ciągu zaledwie jednego pokolenia to niewielkie terytorium – pozbawione znaczących zasobów naturalnych – przekształciło się z obszaru pełnego slumsów, borykającego się z problemem uchodźców i PKB na mieszkańca poniżej 300 dolarów, w najbardziej ruchliwy port świata oraz międzynarodowe centrum produkcji i finansów. Hongkong dołączył do grona dziesięciu najbogatszych gospodarek świata, osiągając PKB na mieszkańca wyższy niż w USA czy Wielkiej Brytanii. Liczba ludności wzrosła tam ponad dziesięciokrotnie.

Pewien afrykański prezydent zapytał Cowperthwaite’a, co biedniejsze kraje powinny zrobić, aby uzdrowić swoje gospodarki – tak jak uczynił to Hongkong. Pierwszą rzeczą, jaką doradził, było "zlikwidowanie urzędu statystycznego”.

Cowperthwaite był zwolennikiem idei Adama Smitha. Mawiano, że sypiał z egzemplarzem Bogactwa narodów przy łóżku – zapewne dlatego, że lektura ta pomagała mu zasnąć. Gardził rządowymi statystykami nie tylko dlatego, że często były one wadliwe, ale także dlatego, że wiedział, iż rządy wykorzystują je do ingerowania w gospodarkę. Jak określił go jego następca, Philip Haddon-Cave, był "pozytywnym nieinterwencjonistą”, który uważał, że "niezdarne biurokratyczne palce” powinny trzymać się z daleka od "delikatnego mechanizmu” gospodarki – znacznie lepiej było polegać na "niewidzialnej ręce”.

"Mnogość indywidualnych decyzji podejmowanych przez przedsiębiorców i przemysłowców...” "[…] przynosi lepsze i mądrzejsze rezultaty niż pojedyncza decyzja rządu czy rady, dysponujących nieuchronnie ograniczoną wiedzą o niezliczonych czynnikach i cechujących się brakiem elastyczności”. – John James Cowperthwaite

Gdy brytyjscy urzędnicy przybyli, by sprawdzić, dlaczego nie gromadzi się danych o bezrobociu, odesłał ich pierwszym dostępnym samolotem. Z kolei gdy jego własna Rada Legislacyjna domagała się danych o PKB, latami skutecznie blokował te żądania, stosując taktykę obstrukcji. Takie liczby "nie mają większego znaczenia” – mawiał. – "To, że inne kraje z nich korzystają, nie jest – moim zdaniem – wystarczającym powodem, by sądzić, że my również ich potrzebujemy”.

W 1962 roku Cowperthwaite znalazł się pod tak silną presją, by przedstawić dane o PKB i inne tego typu statystyki, że zatrudnił profesora do przeprowadzenia niezbędnych badań. Ogłosił wówczas, iż zlecił analizę wykonalności gromadzenia takich informacji. Przez siedem lat odsyłał projekty opracowane przez owego nieszczęsnego profesora. A to coś wymagało doprecyzowania, a to dalszego zbadania, a to rozwinięcia. Do 1969 roku wciąż nie doczekano się żadnych danych. Tłumaczył, że profesor ma trudności z ustaleniem ostatecznego kształtu metodologii gromadzenia informacji. Biedny naukowiec został po prostu wystawiony na kozła ofiarnego.

Zawsze uwielbiałem to jego stwierdzenie:

"Dzięki naszej polityce niskich podatków dochody [rządu] wzrosły”. - John James Cowperthwaite

Zapamiętajcie to, Andy Burnhamie i Johnie Healeyu.

Dobrze. Odłóżmy na chwilę tę historię na bok i zajmijmy się drugim wątkiem tej argumentacji.

Czytelnicy, którzy śledzą mnie od dawna (i dzielnie to znoszą), wiedzą, że złoto jest wielką stałą. "Ani rdza, ani mól go nie toczą” – by użyć słów pewnego starożytnego Greka (Pindara). Złoto istniało na długo przed powstaniem naszego Układu Słonecznego – nie wspominając już o Ziemi – i przetrwa długo po jego końcu (który może nadejść całkiem niedługo, jeśli utrzymamy obecny kurs). Przez cały ten czas pozostaje niezmienne, ponieważ jest pierwiastkiem chemicznie biernym. Nie da się go również zniszczyć – a przynajmniej nie metodami naturalnymi – zatem każde ziarno złota, jakie kiedykolwiek wydobyto, wciąż istnieje. Nic nie jest tak stałe jak złoto. Jest ono również rzadkim kruszcem.

Czyni to zeń zarówno doskonały nośnik wartości, jak i świetną jednostkę rozliczeniową.

Tym, co ulega zmianie, jest podaż złota znajdującego się w obiegu (wydobytego i dostępnego): im więcej go wydobywamy, tym więcej go przybywa. Podaż złota rośnie w tempie nieco poniżej 2% rocznie. Przez większą część historii ludzkości wzrost podaży złota był skorelowany z tempem wzrostu populacji.

To pieniądz stworzony przez naturę.

W rzeczywistości, począwszy od roku 1850 i okresu wielkich gorączek złota oraz towarzyszącego im rozwoju technik wydobywczych, podaż złota rosła nieco szybciej niż populacja ludzka – zwiększając się z historycznej średniej wynoszącej około 2/5 uncji na osobę do dzisiejszych 4/5 uncji (choć proces ten rozkładał się stopniowo na przestrzeni 175 lat).

Trend ten prawdopodobnie się utrzyma, zważywszy na to, że tempo wzrostu populacji spadło do poziomu około 1%.

Jak wiadomo, pieniądz pełni trzy funkcje. Jest:

  1. Środkiem wymiany
  2. Nośnikiem wartości
  3. Jednostką rozliczeniową.

I to właśnie na tej trzeciej, często pomijanej funkcji skupimy się dzisiaj.

Używamy naszych walut krajowych – funtów, euro czy dolarów – jako jednostek rozliczeniowych, ponieważ musimy w nich płacić podatki, a prawo zobowiązuje nas do prowadzenia w nich rozliczeń.

Są to jednak kiepskie jednostki rozliczeniowe, ponieważ ich wartość ulega ciągłym zmianom. Dzisiejszy funt czy dolar to nie to samo, co funt lub dolar sprzed dwudziestu lat. Tylko od 2020 roku funt stracił 40% swojej wartości. Tempo wzrostu podaży pieniądza na świecie różni się znacząco w zależności od kraju i okresu, ale za rozsądną średnią można przyjąć około 7–8%. Oznacza to, że wartość jednostki pieniężnej zmienia się w tempie około 7–8% rocznie, co prowadzi do podwojenia tej miary w ciągu 9–10 lat.

Złoto stanowi znacznie lepszą jednostkę rozliczeniową ze wszystkich wspomnianych wyżej powodów: jest stałe. Jego fizycznej podaży nie da się po prostu zwiększyć decyzją rządu, więc sama jednostka nie ulega dewaluacji. Ma to kluczowe znaczenie, gdy próbujemy porównywać wyniki gospodarcze w długim okresie.

Jeśli zależy nam na poznaniu prawdy, powinniśmy prowadzić rozliczenia w złocie.

Zastosujmy zatem tę właściwą jednostkę rozliczeniową do analizy statystyk rządowych.

Czy zdarza Ci się odnosić wrażenie, że mimo zapewnień rządu o wzroście gospodarczym i mimo rosnących dochodów, w rzeczywistości ubożejesz? To dlatego, że tak właśnie jest.

Już wyjaśniam.

Każdego roku odpowiedni organ rządowy informuje o wysokości Produktu Krajowego Brutto (PKB). Tak naprawdę powinni eksponować wskaźnik PKB na mieszkańca, ponieważ jest on bardziej miarodajny, ale tego nie robią. Zależy im na nagłówkowych liczbach, które stawiają ich w korzystnym świetle; przy masowej imigracji PKB zawsze będzie rosło – nawet jeśli napływ taniej siły roboczej z zagranicy spowoduje obniżenie płac miejscowych pracowników.

Na przykład w Wielkiej Brytanii w 2023 roku PKB nieznacznie wzrosło, podczas gdy PKB na mieszkańca spadło.

Posługiwanie się ogólnym PKB zamiast PKB na mieszkańca daje im lepszy wynik, którym mogą się chwalić. Mówiąc wprost: pozwala im to kłamać. Nic dziwnego, że Cowperthwaite tak bardzo nie znosił rządowych statystyk.

Co gorsza, liczby te służą nie tylko do kłamstw i ingerencji w gospodarkę – są one wadliwe u samych podstaw, co oznacza, że ​​wynikające z nich działania (czyli owe ingerencje) są nieuchronnie błędne.

Fatalne wyniki brytyjskich instytucji statystycznych, takich jak ONS czy OBR, nie dziwią, biorąc pod uwagę wady stosowanej przez nie metodologii.

Jeśli chcesz zrozumieć pełną skalę tego bałaganu: dotyczy to wszelkiej polityki rządowej, o ile opiera się ona na wadliwej jednostce rozliczeniowej. Wszystkie te działania opierają się na błędnych przesłankach.

Przepraszam, że rzadko używam wielkich liter czy kursywy, ale tym razem nie mogłem się powstrzymać.

Jeśli mierzysz PKB w jednostce, której wartość rośnie w tempie 7–8% rocznie, to oczywiście PKB będzie rosło.

Oficjalne dane o wzroście są korygowane o inflację, ale według rządowej miary inflacji, która zaniża tempo dewaluacji waluty (ok. 3% wobec ok. 7%).

Jak często powtarzam – złoto mówi prawdę, do czego zaraz przejdziemy.

Ale najpierw spójrzmy na PKB Wielkiej Brytanii i USA w ciągu ostatnich 50 lat.

PKB Wielkiej Brytanii wzrosło w tym okresie bardziej niż PKB USA. Czy wynika to z opłakanej sytuacji w Wielkiej Brytanii w 1975 roku i – co za tym idzie – niższego punktu wyjścia? Po części tak. Może to też wynikać z większej skali imigracji?

Nie!

Przyczyną jest to, że porównujemy różne jednostki. Na początku 1975 roku kurs funta wynosił około 2,40 USD. Dziś to 1,32 USD. W tym okresie jego wartość spadła niemal o połowę. W ujęciu realnym wzrost gospodarczy USA był bardziej imponujący, jednak wzrost w Wielkiej Brytanii wygląda na bardziej znaczący głównie dlatego, że wartość funta spadała szybciej niż dolara. I właśnie to budzi mój sprzeciw.

A oto wykres PKB na mieszkańca w tym samym okresie.

Widać, że wzrost PKB na mieszkańca jest znacznie niższy niż wzrost całkowitego PKB – dlatego politycy zazwyczaj koncentrują się na tym drugim wskaźniku.

A oto PKB wyrażone w złocie.

Proszę bardzo. W przeliczeniu na "zdrowy pieniądz” PKB faktycznie spadło – o 32% w USA i o 44% w Wielkiej Brytanii. To obraz zupełnie inny od oficjalnej narracji.

To pewnie efekt przenoszenia produkcji za granicę (outsourcingu).

(Nie oznacza to koniecznie spadku ilości wytwarzanych dóbr i usług. Oznacza to, że spadła ich wartość rynkowa wyrażona w złocie).

A oto PKB na mieszkańca wyrażone w złocie w tym samym okresie.

Spadek o 57% w USA i o 55% w Wielkiej Brytanii.

To spadki, które wszyscy odczuwamy, choć trudno je udowodnić. Konwencjonalne miary ekonomiczne je maskują, ale stają się one bardzo wyraźne, gdy zaczniemy stosować właściwą jednostkę rozliczeniową.

Jakże radykalnie zmienia się obraz sytuacji, gdy przestajemy mierzyć postęp gospodarczy w walucie, której podaż może być zwiększana przez rządy i banki centralne.

Złoto mówi prawdę. Gdyby tylko rządy i instytucje państwowe zaczęły z niego korzystać.

Cowperthwaite miał rację. Nie należy dopuszczać rządów do statystyk. Tworzą je nie po to, by odzwierciedlały prawdę, lecz by uzasadnić swoje zamierzenia i działania.