Niedoceniane atuty Ansar Allah w konflikcie z Arabią Saudyjską - Alasdair Crooke, Forum Geopolitica, 29.09.2026
Geografia, rewolucyjne dziedzictwo Jemenu, wewnętrzne podziały w Arabii Saudyjskiej oraz kwestionowana legitymacja religijna tego królestwa to główne atuty Jemenu
Ruch Ansar Allah (Huti) dysponuje wieloma – być może niedocenianymi – atutami w konflikcie z "bogatym”, zwesternizowanym Królestwem Arabii Saudyjskiej. Jest to wojna, która na nowo rozgorzała po zerwaniu przez Saudyjczyków we wrześniu rozejmu z 2022 roku. Doszło do tego, gdy w lipcu 2026 roku zbombardowali oni międzynarodowe lotnisko w Sanie, by uniemożliwić lądowanie irańskiego samolotu cywilnego.
Arabia Saudyjska twierdzi, że Trump wyraźnie zatwierdził atak na lotnisko, co otworzyło ruchowi Ansar Allah drogę do porzucenia rozejmu i doprowadziło do eskalacji działań wojennych.
W odpowiedzi na złamanie rozejmu Ansar Allah przeprowadziło trwającą 18 godzin błyskawiczną ofensywę, przejmując kontrolę nad zachodnim wybrzeżem Jemenu (w ciągu 11 dni zajęto około 5400 km² terytorium), kluczowymi portami oraz najważniejszymi strategicznie wyspami na Morzu Czerwonym. Ich działania i strategia były starannie zaplanowane oraz oparte na głębokim zrozumieniu i znajomości unikalnej geografii i struktury społecznej Półwyspu Arabskiego.
Wystarczy rzut oka na mapę, by dostrzec, że Arabia Saudyjska i Jemen położone są w swoistym "pudełku”: jego środek stanowi pustynia, a boki tworzą urwiste pasma górskie opadające ku Morzu Czerwonemu. Ansar Allah kontroluje obecnie wyżyny górujące nad podejściami do Morza Czerwonego, a także zajęło kluczowe wyspy na tym akwenie, które decydują o kontroli nad dostępem do cieśniny Bab al-Mandab.
Pod pewnymi względami ukształtowanie terenu przypomina skaliste, górzyste obszary Iranu otaczające cieśninę Ormuz.
Ta rzeczywistość geograficzna wskazuje, że saudyjskie siły powietrzne nie zdołają wyprzeć mobilnych, górskich bojowników z ich górskich twierdz. Ansar Allah prowadzi zresztą walkę asymetryczną. Po ponad dekadzie nieustannych bombardowań walczą oni jako "wolni ludzie”; przemieszczają się błyskawicznie z miejsca na miejsce, a ich infrastruktura wojskowa jest ukryta pod ziemią (co przypomina praktyki stosowane przez Iran). Obecnie kontrolują oni cieśninę Bab al-Mandab za pomocą artylerii, oszczędzając tym samym bardziej zaawansowane drony i pociski do innych celów.
Krótko mówiąc, saudyjskie czy zachodnie siły powietrzne na niewiele się zdadzą. Brak tu oczywistych celów. Bojownicy Ansar Allah przypominają miraże, przemieszczające się z miejsca na miejsce. Siły sprzymierzone z Arabią Saudyjską na południu to raczej koalicje złożone z różnych plemion południowych i najemników. Obecne są tam również niedobitki najemników wspieranych przez ZEA, z którymi siły pro-saudyjskie wchodzą w różnego rodzaju konflikty.
Początkowa ofensywa saudyjska przeciwko Ansar Allah zakończyła się klęską. Atak załamał się z powodu braku centralnego dowództwa i planu oraz nieprzygotowanego zaplecza logistycznego. Walki zdają się teraz rozszerzać na prowincje Dżizan i Nadżran – będące obecnie częścią Arabii Saudyjskiej. To dwie z trzech bogatych, żyznych prowincji jemeńskich, przejętych przez Arabię Saudyjską w latach 30. XX wieku. Jemen bez wątpienia chce je odzyskać.
Co zatem mogą zrobić Izrael i USA, by wesprzeć swojego kluczowego sojusznika? Izrael zdaje się wskazywać na Róg Afryki jako bazę wypadową do desantu morskiego przez Morze Czerwone, mającego na celu zajęcie pasa terytorium graniczącego z tym morzem, stanowiącego obrzeża obszaru kontrolowanego przez Ansar Allah (Huti). Koncepcja ta jednak tak bardzo przypomina nieudaną operację desantową pod Gallipoli z czasów I wojny światowej (przeprowadzoną przez cieśninę Dardanelle i skutkującą śmiercią ponad 44 tysięcy żołnierzy sił alianckich), że nietrudno wyobrazić sobie dreszcz przerażenia przebiegający po plecach urzędników Pentagonu.
Warto zauważyć, że Trump i inni "sojusznicy” odmówili przyjścia z pomocą MbS [Mohammedowi bin Salmanowi] – to ostracyzm i brak wsparcia, które nie umkną uwadze saudyjskich rodów i plemion. Wciąż żywią one urazę do króla Salmana za złamanie w 2017 roku tradycji sukcesji i wyznaczenie swojego ulubionego syna, MbS, na następcę tronu (zamiast kolejnego brata w linii sukcesji). Nie zostanie również zapomniana akcja wymuszeń przeprowadzona przez MbS w listopadzie 2017 roku w hotelu Ritz-Carlton w Rijadzie, wymierzona w blisko 400 książąt, oligarchów i ministrów. Nie zostanie również wybaczone zawłaszczenie zasobów ropy naftowej ani – jak wskazuje profesor Madawi Al-Rasheed – podporządkowanie saudyjskich plemion w celu ustanowienia rządów jednej rodziny.
Drugim czynnikiem – poza geografią – który należy wziąć pod uwagę, są zakorzenienie ruchu Ansar Allah w historycznej ideologii rewolucyjnej oraz długa, pełna konfliktów historia Półwyspu Arabskiego.
José Alberto Nino wyjaśnia, że "za zaskakującymi sukcesami geopolitycznymi Ansar Allah kryje się starożytna tradycja religijna. Zaidyzm jest jednym z trzech głównych, przetrwałych do dziś odłamów szyizmu – obok imamizmu (szyizmu dwunastu imamów) i izmailizmu”.
"Imamizm – dominujący odłam, obejmujący większość szyitów na świecie i będący religią państwową Iranu – zakłada, że duchowa legitymacja władzy przechodziła w linii dwunastu imamów… Izmailizm, zwany czasem szyizmem siedmiu imamów, oddzielił się od głównego nurtu imamickiego w wyniku sporu o to, który z synów szóstego imama był prawowitym następcą; jego najważniejszy współczesny odłam uznaje Agę Khana za żyjącego imama”.
"Nazwa »zajdyzm« pochodzi od Zajda ibn Alego, praprawnuka proroka Mahometa… O ile wyznawcy szyizmu dwunastu imamów wierzą, że imam musi zostać wyznaczony przez Boga, a izmailici uznają dziedzicznego, żyjącego imama, o tyle zajdyci stoją na stanowisku, że każdy uczony potomek Alego może objąć przywództwo, chwytając za broń przeciwko tyranii”.
"Ruch Huti wywodzi się z tradycji zajdyckiej, lecz zdołał zbudować szerszą koalicję, wykraczającą poza podziały wyznaniowe… [rekrutując] sunnitów z kręgu szafi’ickiego i obsadzając sunnickich polityków z południa kraju na eksponowanych stanowiskach cywilnych, a jednocześnie przemawiając do społeczności sunnickich hasłami obrony suwerenności, walki z korupcją i sprzeciwu wobec obcej interwencji oraz solidarności z Palestyną”.
"Rewolucja [irańska] z 1979 roku stanowiła dla zajdyckich zwolenników odnowy religijnej przykład udanego islamskiego powstania przeciwko monarchii i potędze Zachodu. [Ich przywódca], Husajn, podziwiał postawę oporu ajatollaha Chomeiniego i przejął elementy irańskiej sztuki rządzenia, [jednak] jako wzorzec organizacyjny obrał sobie Hezbollah”.
Mimo to – jak podkreśla Nino – Ansar Allah nie jest irańską marionetką.
Jego zdaniem, nieustępliwa postawa wobec Izraela nie wynika jedynie z wpływów Hezbollahu czy Iranu, lecz ma swoje korzenie w czynie pierwszego imama, który "chwycił za broń przeciwko tyranii”, wszczynając w 740 roku n.e. rebelię przeciwko kalifatowi Umajjadów, w której poniósł męczeńską śmierć.
Jak pisze Nino, niechęć Huti do Żydów pojawiła się pierwotnie "po tym, jak do Jemenu dotarł ruch sabataistyczny z 1666 roku – fala masowego mesjanistycznego uniesienia” [ogarniającego rzesze Żydów na całym świecie, skupionych wokół postaci Szabtaja Cwi jako Mesjasza prowadzącego naród ku rychłemu Odkupieniu].
Mistyka sabataistyczna budziła ogromne kontrowersje wszędzie – od Europy po Azję – a tysiące Żydów praktykujących nauki tego ruchu zostało wykluczonych ze wspólnoty przez władze rabiniczne. Postać Szabtaja Cwi oraz praktyki jego ruchu wywołały tak wielkie oburzenie osmańskiego sułtana Mehmeda IV, że nakazał on Cwiemu przejście na islam pod groźbą śmierci. W 1666 roku Zewi zdecydował się przejść na islam. Większość jego licznych zwolenników poszła w jego ślady i również pozornie przyjęła islam, lecz w tajemnicy pozostała wierna naukom sabataizmu. Tak narodził się ruch Dönmeh – społeczność praktykująca ukrywanie swoich prawdziwych przekonań religijnych, działająca zarówno w Turcji, jak i poza jej granicami.
W Jemenie imam Huti, po konsultacjach z uczonymi zajmującymi się doktryną zajdycką, wydał orzeczenie – podobne do tego, jakie wydał kalif – nakazujące Żydom przejście na islam. Większość jemeńskich Żydów odrzuciła to ultimatum. Wydarzenia te zakończyły się zburzeniem synagog w całym Jemenie w 1679 roku oraz wypędzeniem stamtąd całej ludności żydowskiej (choć Żydzi powrócili po około roku nieobecności, wielu z nich zastało swoje dawne mienie skonfiskowane).
Kalif osmański z pewnością sądził, że sprawa sabataizmu została ostatecznie zamknięta w 1666 roku – jednak bieg wydarzeń przybrał nieoczekiwany obrót, który ostatecznie przyczynił się do upadku kalifatu. Sposób, w jaki doszło do likwidacji kalifatu, rzucił cień na decyzję Ibn Sauda o przyjęciu nauk Abd al-Wahhaba i jego religijnego radykalizmu – sojuszu postrzeganego jako całkowicie sprzeczny z duchem sunnickiego islamu.
Przez wieki społeczność Dönmeh prowadziła podwójne życie, funkcjonując w ramach "tajemnicy poliszynela” i ukrywając swoje rzeczywiste przywiązanie religijne. Gdy Młodoturcy zaczęli postulować utworzenie świeckiego państwa na wzór zachodni, członkowie Dönmeh z entuzjazmem poparli tę ideę. Świecka, nacjonalistyczna Turcja oznaczała, że nie będą już definiowani przez surowe przepisy prawa religijnego (system milletów) Imperium Osmańskiego. Mogli wreszcie wyjść z cienia jako równoprawni, świeccy obywatele Turcji.
Historycy głównego nurtu przyznają, że społeczność Dönmeh odegrała kluczową rolę w działalności Komitetu Jedności i Postępu (CUP) oraz w późniejszym upadku Imperium Osmańskiego.
Z perspektywy lojalnych zwolenników Imperium, państwo to zostało obalone przez dwie nieortodoksyjne i destabilizujące siły: po pierwsze, przez dążących do sekularyzacji reformatorów z zachodnich części kraju (często wywodzących się właśnie ze społeczności Dönmeh), a po drugie – przez radykalnych fanatyków religijnych ze wschodu (wahhabitów). Na odległych pustynnych terenach środkowej Arabii (region Nadżd) sojusz zawarty między Muhammadem ibn Abd al-Wahhabem a rodem Saudów postrzegano jako bezpośrednie uderzenie w religijny autorytet Imperium Osmańskiego oraz jego hegemonię terytorialną.
Punkt zwrotny stanowiły niszczycielskie najazdy wahhabitów na Karbalę (1802 r.) oraz Mekkę i Medynę (lata 1803–1805); wydarzenia te wstrząsnęły światem muzułmańskim i zmusiły sułtana osmańskiego do podjęcia radykalnych kroków.
W głośnym raporcie irackiego wywiadu z 2002 roku – odnalezionym po upadku Bagdadu – oraz we wcześniejszych opracowaniach autorstwa pisarzy osmańskich (takich jak Ayyub Sabri Pasza) wysunięto tezę, że Muhammad ibn Abd al-Wahhab (twórca wahhabizmu) i Muhammad ibn Saud byli potomkami członków społeczności Dönmeh.
Choć nie ma bezpośrednich dowodów na istnienie takiego związku, wielu obserwatorów zwracało uwagę na silne strukturalne i funkcjonalne podobieństwa w sposobie funkcjonowania tych trzech ruchów – sabataizmu, wahhabizmu i mesjanistycznego syjonizmu – w obrębie ich macierzystych religii. Wszystkie trzy stanowiły radykalne zerwanie z tradycyjną ortodoksją: wahhabizm odrzucił wielowiekową islamską tradycję uczonych na rzecz sztywnego literalizmu, sabataizm całkowicie zerwał z prawem rabinicznym, a mesjanistyczny syjonizm podważył tradycyjne nauczanie ortodoksyjnego judaizmu (dotyczące oczekiwania na Mesjasza).
Przez dziesięciolecia Arabia Saudyjska pilnie strzegła swojej historii, opierając swą legitymację bezpośrednio na boskim mandacie wynikającym z sojuszu zawartego w 1744 roku z Ibn Abd al-Wahhabem. Jednak w ostatnich latach, pod rządami "króla-syna” – Mohammeda bin Salmana – państwo to świadomie dystansuje się od wahhabizmu. Władze na nowo zredagowały oficjalną historię kraju, kładąc nacisk na tożsamość narodową i plemienną (począwszy od 1727 roku) i umniejszając przy tym rolę Ibn Wahhaba.
Choć Turcja – jako główny spadkobierca Imperium Osmańskiego – zachowuje żywą pamięć kulturową o wojnach osmańsko-wahhabickich, wielu tureckich przywódców religijnych postrzega wahhabizm jako ruch wysoce destrukcyjny i sprzeczny z islamem, zagrażający duchowej integralności tej religii. Również szyici – zarówno ci z Iranu, jak i z Jemenu – traktują złupienie Karbali przez Sauda bin Abd al-Aziza (syna króla) jako egzystencjalny atak na ich tożsamość duchową. W wydarzeniu tym zginęło od 2000 do 5000 szyitów, a sanktuarium Ibn Husajna zostało splądrowane.
Wydarzenie to wstrząsnęło zarówno szyickimi, jak i sunnickimi muzułmanami w całym regionie. W ramach zemsty szyicki zamachowiec przybył pod koniec 1803 roku z Iraku do saudyjskiej stolicy, Ad-Dirijji, i zasztyletował saudyjskiego władcę, Abd al-Aziza. Ostatecznie siły osmańsko-egipskie przystąpiły do oblężenia Ad-Dirijji. Po brutalnym, wielomiesięcznym oblężeniu miasto skapitulowało. Historia ta stanowi przykład strukturalnej kruchości islamskiej legitymizacji rodu Saudów w kontekście wojny z ruchem Ansar Allah – co stoi w całkowitej sprzeczności z zachodnim postrzeganiem Arabii Saudyjskiej jako państwa "reformatorskiego” i ośrodka islamskiej wiarygodności.