Nagła śmierć keynesizmu - Alasdair Macleod, Macleod Substack, 27.09.2026
W swojej "Ogólnej Teorii ("The General Theory of Employment, Interest and Money") Keynes stworzył makroekonomię i odesłał klasyczną ekonomię na zakurzone półki. System ten przetrwał 90 lat i stoi u źródeł dzisiejszego egzystencjalnego kryzysu.
"To rynki ponoszą teraz koszty tych działań, a korekta będzie gwałtowna i co najmniej tak bolesna, jak upadek Związku Radzieckiego”.
Żyjemy z makroekonomią tak długo, że nie znamy innego systemu. Został on celowo zaprojektowany przez Keynesa, aby dać rządom uzasadnienie dla interwencji gospodarczych – czy to w przemyśle, czy poprzez manipulacje monetarne. Powodem była błędna diagnoza. Rzekoma śmierć ekonomii klasycznej, którą niesłusznie obwiniono za Wielki Kryzys. W rzeczywistości wynikał on z działań nowo powstałego Fedu (Rezerwa Federalna - bank centralny USA), który napompował bańkę kredytową, co zakończyło się spektakularnym krachem na Wall Street w 1929 roku.
Prezydent Hoover, a po nim prezydent Roosevelt, prowadzili politykę interwencjonizmu, która jedynie przedłużyła i pogłębiła recesję. Stanowiło to przeciwieństwo wcześniejszych okresów dekoniunktury – zwłaszcza tej z lat 1920–1921, kiedy prezydent Woodrow Wilson odmówił interwencji, kontynuując politykę swoich poprzedników. Zdał się na samoregulację gospodarki, która – zgodnie z oczekiwaniami ówczesnych ekonomistów – szybko wróciła do równowagi.
W latach 30. XX wieku Keynes intensywnie analizował przyczyny, dla których Ameryka i znaczna część świata pogrążyły się w depresji, pociągając za sobą resztę globu. Ceny gwałtownie spadały, banki upadały, a bezrobocie szybowało w górę. Problemem dla pracodawców był fakt, że ceny produktów spadały szybciej niż koszty ich wytworzenia. Utrzymanie działalności było możliwe tylko pod warunkiem znacznego obniżenia płac pracowników. Socjalizujące poglądy Keynesa kazały mu odrzucić to rynkowe rozwiązanie na rzecz poszukiwania lepszego systemu - takiego, w którym rządy interweniowałyby, by zapobiec powtórce podobnej katastrofy.
Problem polegał na tym, że musiał on obalić fundamentalną zasadę kapitalizmu, jaką jest podział pracy – czyli prawo Saya. Jean-Baptiste Say pisał: "Warto zauważyć, że produkt – w chwili gdy powstaje – natychmiast tworzy rynek zbytu dla innych produktów, w zakresie odpowiadającym jego własnej wartości”.
Na przykład dochody uzyskane dzięki wykorzystaniu swoich umiejętności i zdolności do wytworzenia produktu lub świadczenia usługi pozwalają na zakup innych rzeczy, których sami nie wytwarzamy, a których pragniemy. Jest to oczywista prawda zarówno dla jednostek, jak i przedsiębiorstw, powszechnie uznawana przez ekonomistów.
Keynes również uznawał słuszność prawa Saya w swoim eseju "The Great Slump of 1930" (Wielki kryzys 1930 roku), opublikowanym na łamach "Nation and Athenaeum” w grudniu 1930 roku, gdy próbował wyjaśnić gwałtowny wzrost bezrobocia. Przypisywał go brakowi popytu wynikającemu ze wzrostu oszczędności – wątek ten rozwinął wcześniej w tym samym roku w swoim dziele "Treatise on Money" (Traktat o pieniądzu). Jednak prawda kryjąca się za prawem Saya stanowiła uzasadnienie dla wolnego rynku, wykluczające ingerencję państwa. Dla Keynesa – ekonomisty o poglądach socjalistycznych, wywodzącego się z brytyjskich elit – prawo Saya stanowiło przeszkodę, którą należało podważyć. Kwestią tą zajmował się intensywnie przez kolejne lata. Efekt tych rozważań znalazł się we wstępnej części jego "Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza" (ang. The General Theory of Employment, Interest and Money), opublikowanej w 1936 roku.
Odpowiedni fragment brzmi następująco:
"Zatem prawo Saya – głoszące, że łączna cena popytu na całość produkcji jest równa łącznej cenie jej podaży dla każdej wielkości produkcji – jest równoznaczne z twierdzeniem, iż nie istnieją przeszkody dla osiągnięcia pełnego zatrudnienia. Jeśli jednak nie jest to prawdziwe prawo określające relację między funkcjami łącznego popytu i podaży, to pozostaje do napisania niezwykle ważny rozdział teorii ekonomii [pogrubienie moje], bez którego wszelkie dyskusje na temat wielkości łącznego zatrudnienia są bezcelowe”.
Wyrwawszy prawo Saya z kontekstu i redefiniując je tak, by móc zarzucić mu nieprawdziwość, Keynes przystąpił do napisania w swojej Ogólnej teorii owego kluczowego rozdziału teorii ekonomii. Były to narodziny keynesizmu i makroekonomii – dziedzin, których celem było utorowanie drogi dla interwencji państwa w gospodarkę.
Socjalizm a ekonomia
Socjalizm Keynesa został jasno przedstawiony wszystkim w końcowych uwagach do jego "Ogólnej teorii”. Ważne jest, aby zrozumieć, co miał na myśli twórca makroekonomii; nie chodziło mu jedynie o łagodną interwencję rządu, ale o chęć zmiany społeczeństwa w kierunku odejścia od wolnego rynku i indywidualnego wyboru. Opowiadał się za różnicami w dochodach, ale nie za skrajnymi różnicami między bogatymi a biednymi. Proponował zniesienie oszczędności prywatnych w celu maksymalizacji konsumpcji i zastąpienie ich "oszczędnościami wspólnotowymi za pośrednictwem państwa, utrzymywanymi na poziomie pozwalającym na wzrost kapitału do momentu, w którym przestanie on być rzadkością (…) Opowiadam się za eutanazją rentiera, inwestora bez funkcji…” Jest to komunizm, różniący się od stylu radzieckiego - który dążył do przejęcia środków produkcji - ale mimo to pozostający komunizmem.
Ostatecznym skutkiem socjalizmu w wydaniu Keynesa jest rzeczywistość, z którą mierzymy się dzisiaj. Zjawisko to zostało przewidziane już w 1920 roku, kiedy austriacki ekonomista Ludwig von Mises opublikował pracę pt. "Rachunek ekonomiczny w ustroju socjalistycznym". Wywołała ona burzliwą debatę w czasach, gdy europejscy intelektualiści bezkrytycznie ulegali urokowi marksizmu. Von Mises wykazał, że państwowi biurokraci nie są w stanie przewidzieć popytu ani kierować produkcją – a właśnie takie rozwiązania postulował Keynes.
Dopiero niemal siedemdziesiąt lat później europejscy intelektualiści dostrzegli, że von Mises od początku miał rację. Gospodarcza klęska sowieckiego socjalizmu stała się oczywista wraz z upadkiem muru berlińskiego w listopadzie 1989 roku. Nie potrafili oni jednak dostrzec związku między socjalizmem sowieckim a socjalistycznym charakterem zachodniej makroekonomii. Tak głęboko zakorzeniły się bowiem błędne argumenty ekonomiczne przemawiające za interwencjonizmem państwowym.
Trzydzieści siedem lat po upadku komunizmu w ZSRR stoimy w obliczu upadku keynesizmu i zbudowanego na nim paradygmatu makroekonomicznego. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że w istocie mamy do czynienia z socjalizmem, który ponosi klęskę z tych samych powodów, jakie tak klarownie wyłożył von Mises ponad sto lat temu.
Podobnie jak ZSRR w 1989 roku, rządy USA i państw europejskich zmagają się obecnie z kryzysem gospodarczym. Nie jest to kryzys sektora prywatnego, lecz kryzys państwowego zarządzania gospodarką. Nie istnieje organ nadrzędny, który mógłby wybawić rządy od skutków ich socjalistycznych błędów ani powstrzymać polityków przed przyspieszaniem własnej autodestrukcji. W desperacji brną oni jednak dalej w interwencjonizm, proponując nową formę kredytu – cyfrowe waluty banku centralnego (CBDC), które można kierować do wybranych przedsiębiorstw, a nawet odbierać tym, które nie cieszą się przychylnością władzy.
Jest to całkowicie zgodne z błędnymi założeniami leżącymi u podstaw makroekonomicznego keynesizmu i stanowiłoby ostatni akt przed jego upadkiem. Zapobieżenie temu keynesowskiemu szaleństwu poprzez zdławienie go w zarodku to przynajmniej jedna z korzyści płynących ze śmierci makroekonomii. Drugą jest koniec szeroko zakrojonego interwencjonizmu. To rynki ponoszą teraz koszty, a korekta będzie nagła i co najmniej tak ponura jak upadek Związku Radzieckiego.