Wpływ pieniądza fiducjarnego na zdrowie - Matthew Łysiak, Fiat Food, rozdział 12, 3.10.2023.

"Największym bogactwem jest zdrowie.” — Wergiliusz


Prawdziwy koszt inflacji dla kraju najlepiej dostrzec nie poprzez sankcjonowane przez rząd dane rozpowszechniane za pośrednictwem sponsorowanych przez korporacje mediów, lecz w kondycji finansowej, fizycznej i psychicznej jego obywateli. Urzędnicy wskazują na wzrost bogactwa wyrażanego w pieniądzu jako dowód na to, że ich zarządzanie zarówno gospodarką, jak i żywieniem doprowadziło do wzrostu jakości życia. W rzeczywistości ostatnie pięćdziesiąt lat przyniosło większości Amerykanów gwałtowny spadek rzeczywistego poziomu życia. Dewaluacja dolara zubożyła Amerykanów, a pogorszenie wartości odżywczej ich diety, będące jej pośrednim skutkiem, odbiło się na zdrowiu społeczeństwa w stopniu niespotykanym w najnowszej historii.

Pięćdziesiąt lat po tym, jak prezydent Richard Nixon obiecał bardziej dostatnią przyszłość w zamian za rezygnację z wymienialności dolara na złoto, upłynęło już wystarczająco dużo czasu i zgromadzono wystarczającą ilość dowodów, aby Amerykanie mogli uczciwie ocenić rezultaty tego eksperymentu.

Kurczenie się klasy średniej jest konsekwencją inflacyjnej właściwości mechanizmu tworzenia długu, nieodłącznie związanego z pieniądzem fiducjarnym. W amerykańskim systemie fiducjarnym podaż pieniądza zwiększa się poprzez zaciąganie pożyczek. Kiedy udzielana jest pożyczka, nie jest to transfer środków od deponenta za pośrednictwem banku w zamian za oprocentowanie. Zamiast tego pieniądze na nową pożyczkę są tworzone z niczego. Po ich emisji krążą w pozostałej części gospodarki, obniżając siłę nabywczą już istniejącej podaży dolarów.

W Ameryce najbogatsi są ci, którzy wykorzystują system długu fiducjarnego poprzez nieustanne tworzenie nowych pieniędzy, które następnie można wykorzystać do zakupu nowego kapitału lub zasobów materialnych kosztem klas średniej i niższej. Niższe warstwy społeczne (ekonomiczne) mogą jedynie obserwować, jak siła nabywcza ich dolarów jest z czasem przekazywana najbogatszym. W konsekwencji dane Rezerwy Federalnej pokazują, że bogaci pożyczają znacznie więcej pieniędzy niż najbiedniej zarabiający mieszkańcy kraju — 1 procent najbogatszych posiada 4,6 procent całego zadłużenia, podczas gdy dolne 50 procent kraju posiada 36 procent pozostającego w obiegu zadłużenia.

Ponadto amerykański kodeks podatkowy zachęca osoby zamożne do korzystania z licznych luk prawnych i strategii zarządzania majątkiem w celu zwiększania swojej pozycji finansowej poprzez zachętę do zaciągania pożyczek.

W amerykańskim systemie podatkowym pożyczki nie są uznawane za dochód podlegający opodatkowaniu. Bogaci muszą jedynie spłacić kapitał i odsetki, zamiast płacić wyższe podatki, które towarzyszyłyby dochodom i inwestycjom sięgającym wielu milionów dolarów. Na przykład w 2014 roku współzałożyciel Oracle Larry Ellison ujawnił, że wykorzystał 250 milionów swoich akcji Oracle jako zabezpieczenie w celu uzyskania osobistej linii kredytowej w wysokości 9,7 miliarda dolarów. Podobnie Elon Musk zastawił znaczną część swoich udziałów w Tesli i SpaceX jako zabezpieczenie pożyczek, zamiast sprzedać te akcje i zapłacić 20-procentowy podatek od zysków kapitałowych. W latach 2014–2018 Musk zwiększył swój majątek o 13,9 miliarda dolarów, płacąc zaledwie 455 milionów dolarów podatków, co według ProPublica oznaczało jego "rzeczywistą stawkę podatkową” na poziomie zaledwie 3,27 procent. Inwestor Carl Icahn zapłacił 0 dolarów federalnego podatku dochodowego, mimo że wykazał skorygowany dochód brutto w wysokości 544 milionów dolarów, gdyż miał niespłaconą pożyczkę w Bank of America o wartości 1,2 miliarda dolarów.

Icahn powiedział ProPublica, że choć rzeczywiście pożycza dużo pieniędzy, "wcale” nie ma to na celu obniżenia jego rachunku podatkowego, lecz pożycza pieniądze "żeby wygrać”. Icahn dodał: "Lubię rywalizację. Lubię wygrywać”.

Najlepiej zarabiająca elita Ameryki wygrywa i wydaje się oddalać od reszty społeczeństwa. W latach 2014–2018 majątek netto 25 najbogatszych Amerykanów wzrósł o 401 miliardów dolarów (według Forbesa), podczas gdy w tym samym okresie zapłacili oni łącznie 13,6 miliarda dolarów federalnego podatku dochodowego, co stanowiło 3,4 procent tego nowo nabytego majątku. Dla porównania, przeciętny Amerykanin z klasy średniej po czterdziestce zwiększył swój majątek netto w latach 2014–2018 o 65 000 dolarów, ale zapłacił 62 000 dolarów podatku dochodowego, czyli około 95 procent tego nowego majątku.

System fiducjarny, sprzyjając ekspansji podaży pieniądza, umożliwił najzamożniejszym czerpanie ogromnych zysków z arbitrażu stóp procentowych, podczas gdy siła nabywcza uboższych warstw systematycznie malała. W efekcie powstał układ zbliżony do kastowego: zamyka on drogę awansu klasom niższej i średniej, a pozycję elity pozostawia niemal nienaruszoną.

Według analizy danych rządowych przeprowadzonej przez Pew Research Center klasa średnia, która niegdyś obejmowała wyraźną większość Amerykanów, doświadczała stałego kurczenia się przez ostatnie pięć dekad — odsetek dorosłych żyjących w gospodarstwach domowych klasy średniej spadł z 61 procent w 1971 roku do 50 procent w 2021 roku.

Tymczasem przepaść między najbogatszymi a najbiedniejszymi Amerykanami również się powiększyła, albowiem udział dorosłych o wysokich dochodach wzrósł z 14 procent w 1971 roku do 21 procent w 2021 roku, podobnie jak udział osób należących do najniższej warstwy dochodowej — z 25 procent do 29 procent.

Co najbardziej uderzające, do 2023 roku 1 procent najbogatszych w Stanach Zjednoczonych posiadał więcej majątku niż dolne 92 procent, a pięćdziesięciu najbogatszych Amerykanów posiadało więcej niż łącznie 165 milionów ludzi tworzących dolne 50 procent kraju.

Zarabianie większych pieniędzy wykracza poza możliwość nabywania większej ilości dóbr materialnych. Ubóstwo w Stanach Zjednoczonych stało się wyrokiem śmierci, ponieważ oczekiwana długość życia Amerykanów o niskich dochodach jest niemal o piętnaście lat krótsza niż osób zamożnych. Nie dziwi to wobec zaporowych cen zdrowej żywności i agresywnego marketingu, który zachęca do sięgania po wysoko przetworzone produkty, tylko pozornie nadające się do jedzenia.

Z luką dochodową nierozerwalnie wiąże się katastrofalna utrata wartości pracy, której doświadczają Amerykanie z klasy niższej i średniej. W 1960 roku średnia pensja nauczyciela, wynosząca nieco ponad 4995 dolarów rocznie, wystarczała na zakup domu w Kalifornii po średniej cenie, która wówczas wynosiła 12 788 dolarów. Nauczyciel mieszkający w Kalifornii w 2023 roku i zarabiający medianę wynagrodzeń w wysokości 72 340 dolarów mógł sobie pozwolić na mniej niż 1 procent domów dostępnych na rynku, których mediana ceny wynosiła już wtedy 737 900 dolarów. To samo dotyczy podstawowych potrzeb związanych z żywnością, paliwem i praktycznie każdą kategorią poszukiwanych dóbr konsumpcyjnych niezwiązanych z technologią.

Co więcej, ten sam mechanizm długu fiducjarnego, który zubożył obywateli, doprowadził również naród do bankructwa. W 1965 roku relacja długu do produktu krajowego brutto (PKB), czyli wskaźnik porównujący to, ile kraj jest winien, z tym, ile produkuje, wynosiła 43 procent. Jednak do 2022 roku relacja długu do PKB wzrosła do 123 procent.

W przeliczeniu na budżet domowy oznaczałoby to rodzinę, która na każde zarobione 100 dolarów pożycza kolejne 123. Tymczasem FHA (Federal Housing Administration), gwarantująca kredyty hipoteczne, jako górną granicę zadłużenia kredytobiorcy wyznacza 43 procent jego dochodu.

Innymi słowy, gdyby rząd Stanów Zjednoczonych ubiegał się o pożyczkę we własnej agencji, korzystając z własnych wytycznych, zostałby uznany za niekwalifikujący się do jej otrzymania. Jednak osoba, której odmówiono pożyczki FHA, nie może drukować własnych pieniędzy pod groźbą kary więzienia za fałszowanie pieniędzy. Rząd federalny nie podlega takiemu ograniczeniu.

Zdaniem ekonomistów keynesowskich groźniejszy od rosnącego długu publicznego jest każdy limit emisji pieniądza, bo mógłby on wyhamować wzrost gospodarczy. Skoro państwo posiadające własną walutę fiducjarną może wykreować dowolną ilość środków, jest w stanie w każdej chwili spłacić całe zadłużenie, a wypłacalność Stanów Zjednoczonych przestaje budzić uzasadnione obawy.

Zapytany w czerwcu 2018 roku przez moderatora programu Meet the Press o gwałtownie rosnący dług stojący przed krajem, były sekretarz skarbu Alan Greenspan odpowiedział: "Nie jest to kwestia wiarygodności kredytowej, Stany Zjednoczone mogą spłacić każdy zaciągnięty dług, ponieważ zawsze możemy wydrukować pieniądze, żeby to zrobić, więc prawdopodobieństwo niewypłacalności wynosi zero”.

Potęgę tę doskonale rozumiał również prezydent Barack Obama, który podczas swojej administracji rozważał wybicie przez Departament Skarbu USA platynowej monety o wartości 1 biliona dolarów w celu spłacenia części długu federalnego.

Demokratyczny kongresmen Brad Sherman powiedział głośno to, czego zwykle się nie mówi, podczas przesłuchania dotyczącego inwestorów kryptowalutowych 10 maja 2023 roku. "Będą oskarżać rząd Stanów Zjednoczonych o tworzenie pieniędzy z powietrza. Być może tak robimy, ale jesteśmy rządem Stanów Zjednoczonych”.

Udawana niewiedza, bądź celowa ignorancja władz co do prawdziwej natury długu oraz zdolności systemu fiducjarnego do jego wymazania, czy to przez drukowanie banknotów, wciskanie klawiszy, czy bicie monet, świadczy albo o fundamentalnym lekceważeniu zasady przyczyny i skutku, albo, co bardziej prawdopodobne, o rażącej manipulacji. W przypadku Greenspana były sekretarz skarbu jasno pokazał w latach poprzedzających objęcie przez niego kontroli nad emisją pieniądza, że w pełni rozumiał jej niszczycielską siłę.

W swoim eseju z 1967 roku "Gold and Economic Freedom” („Złoto i wolność gospodarcza”) Greenspan napisał: "Złoto i wolność gospodarcza są nierozłączne (...) Wydatki deficytowe są po prostu sposobem na «ukrytą» konfiskatę majątku. Złoto stoi na drodze temu podstępnemu procesowi. Stanowi ochronę praw własności”.

Waluta, którą naród przyjmuje jako pieniądz, służy jako środek wymiany dóbr i usług między ludźmi. Rolnik, który pożycza sąsiadowi dwadzieścia kolb kukurydzy w zamian za pisemną obietnicę zwrotu dwudziestu dwóch, może uznać umowę za zwykły świstek papieru, ale to nie zmienia faktu, że w rzeczywistości należy mu się dwadzieścia dwie kolby. Podobnie jest z długiem Stanów Zjednoczonych: wierzycielowi należą się nie papierowe obietnice, lecz dobra i praca, które ten papier reprezentuje.

W systemie fiducjarnym strata po niewypłacalnym dłużniku nie obciąża jego samego, lecz rozkłada się na wszystkich posiadaczy pieniądza. Odsetki od długów zaciągniętych przez polityków pół wieku temu spłacamy dziś inflacją, która uszczupla owoce naszej pracy; analogicznie odsetki od długów zaciąganych teraz poniosą przyszłe pokolenia, także w postaci inflacji.

Jednak najbardziej katastrofalną konsekwencję systemu fiducjarnego można dostrzec w skutkach zdrowotnych, jakie narzuca on społeczeństwu. Poprzez zachęcanie do tańszego, opartego na węglowodanach i ubogiego w składniki odżywcze zaopatrzenia w żywność system pieniądza fiducjarnego przygniótł ludność ciężarem chorób, schorzeń i ospałości.

Porównując stan zdrowia Amerykanów przed zamknięciem okna złota w 1971 roku ze stanem dzisiejszym, wyłoniła się wyraźna rozbieżność. Do 1970 roku Amerykanie radzili sobie całkiem dobrze na swojej tradycyjnej diecie opartej na mięsie. Konsolidacja i subsydiowanie zaopatrzenia w żywność, które przyspieszyły w 1971 roku, w połączeniu z radykalnymi zaleceniami wytycznych z 1980 i 1992 roku, aby jeść mniej czerwonego mięsa i przejść na dietę wysokowęglowodanową, spotkały się z szokująco wysokim poziomem podporządkowania.

W 1972 roku przeciętny Amerykanin spożywał co najmniej 104 funty czerwonego mięsa rocznie, według Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych. Najnowsze dane USDA dotyczące dostępności żywności wykazały, że do 2019 roku liczba ta niemal się zmniejszyła o połowę — do 56,2 funta wołowiny rocznie. Co więcej, podobne spadki odnotowano w przypadku pełnego mleka, jaj, tłuszczów zwierzęcych i masła, podczas gdy Amerykanie znacznie zwiększyli spożycie olejów roślinnych i zbóż. Podczas gdy w 1971 roku przeciętny Amerykanin spożywał 10,4 funta produktów kukurydzianych na osobę (mąki i kaszy, hominy i grysiku kukurydzianego oraz skrobi spożywczej), do 2021 roku liczba ta wzrosła ponad trzykrotnie, do 35,5 funta.

Przejście od mięsa do zbóż korelowało z dramatycznym wzrostem obwodów talii Amerykanów. W latach 60. i 70. otyłość była stosunkowo rzadka — jedynie 13 procent dorosłych miało z medycznego punktu widzenia nadwagę. Jednak począwszy od lat 70. otyłość zaczęła się zwiększać. Dwadzieścia jeden lat później wskaźnik otyłości nadal rósł, przekraczając cztery osoby na dziesięciu dorosłych Amerykanów.

W przypadku dzieci różnica była jeszcze bardziej wyraźna. W 1966 roku przeciętny piętnastoletni chłopiec ważył 135,5 funta, a przeciętna piętnastoletnia dziewczynka 124,2 funta, według danych Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (CDC). Do 2002 roku średnia masa ciała wzrosła odpowiednio do 150,3 funta i 134,4 funta.

Otłuszczenie Stanów Zjednoczonych stało się tak znaczące, że badacze uważają je obecnie za główny czynnik przyczyniający się do skrócenia przeciętnej długości życia — większy niż wypadki, zabójstwa i samobójstwa łącznie. Badacze zauważają, że większość, jeśli nie cały, spadek długości życia można przypisać chorobom i powikłaniom związanym z otyłością, w tym cukrzycy typu 2, chorobom serca, niewydolności nerek i nowotworom, z których wszystkie obecnie prawdopodobnie dotykają ludzi w młodszym wieku.

Skrócenie długości życia stanowi dramatyczny akt oskarżenia wobec amerykańskiego stylu życia. Z rzadkimi wyjątkami oczekiwana długość życia w Stanach Zjednoczonych historycznie rosła. W 1900 roku oczekiwano, że przeciętny Amerykanin będzie żył do 47. roku życia. Do 1950 roku liczba ta wzrosła do 68 lat, a do 2019 roku do niemal 79 lat. Jednak trend ten zaczął się odwracać — w 2020 roku (przed COVID-19) spadł do 77 lat, a w 2021 roku do 76 lat, co oznaczało największy spadek w okresie dwóch lat od lat 20. XX wieku.

Spadek długości życia jest szczególnie uderzający, gdy rozpatruje się go w kontekście skumulowanego wpływu nowych rewolucji wydłużających życie, jakie dokonały się w medycynie. Co szokujące, Amerykanie nadal umierali w młodszym wieku pomimo niezwykłego postępu medycyny, który doprowadził do spadku liczby zgonów z powodu zapalenia płuc i grypy.

"Jesteśmy w ciszy przed burzą” — powiedział dr David S. Ludwig dziennikowi New York Times. "To jak sytuacja, w której nagle ogromna liczba małych dzieci zaczęłaby palić papierosy jeden za drugim. Na początku nie dostrzegłbyś większego wpływu na zdrowie publiczne (...) Ale lata później przełożyłoby się to na rozedmę płuc, choroby serca i raka”

Ponadto wzrost fizyczny, będący kolejnym znanym wskaźnikiem zdrowia żywieniowego, również okazał się zahamowany. W pierwszej połowie XX wieku średni wzrost amerykańskich mężczyzn stale się zwiększał, a Amerykanie należeli do najwyższych ludzi na świecie — dzieci i młodzież rosły około półtora cala wyżej co dwadzieścia lat. Jednak najnowsze dane zebrane przez CDC (Center for Disease Control) ujawniają, że w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat trend ten całkowicie się zatrzymał, a średni wzrost Amerykanów ustabilizował się na poziomie około 5 stóp i 9 cali w przypadku mężczyzn oraz 5 stóp i 4 cali w przypadku kobiet. Co więcej, podczas gdy choroby metaboliczne były rzadkie w latach 60., kiedy zaledwie 1 procent całej populacji miał zdiagnozowaną cukrzycę, do 2015 roku liczba ta gwałtownie wzrosła do 24,4 miliona osób, stanowiących 7,4 procent populacji. Obecnie około 37 milionów ludzi choruje na cukrzycę.

Nieprzypadkowo grupą demograficzną najbardziej zagrożoną wydają się być osoby najczęściej będące celem reklamodawców słodkich napojów gazowanych i płatków śniadaniowych: dzieci i nastolatki. Według CDC liczba zdiagnozowanych przypadków cukrzycy typu 1 i typu 2 gwałtownie rośnie przede wszystkim wśród młodzieży. W latach 2001–2017 liczba osób poniżej 20. roku życia żyjących z cukrzycą typu 1 wzrosła o 45 procent, podczas gdy liczba osób z cukrzycą typu 2 wzrosła o 95 procent.

Ponadto przypadki nowotworów o wczesnym początku — w tym raka piersi, jelita grubego, przełyku, nerek, wątroby i trzustki — dramatycznie wzrosły na całym świecie, przy czym najbardziej gwałtowny wzrost przyspieszył w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Coraz więcej badań sugeruje, że ten wzrost zachorowań na raka może być związany z wprowadzeniem olejów roślinnych do amerykańskiej diety ze względu na ich interakcję z tlenem. Wykazano, że podgrzewane oleje uwalniają szereg substancji chemicznych mutujących DNA, o których wiadomo, że powodują tę śmiertelną chorobę.

Pogorszenie stanu zdrowia psychicznego amerykańskiego społeczeństwa również korelowało ze zniszczeniem jego zaopatrzenia w żywność, stając się kolejną śmiertelną i często przemilczaną ofiarą przejścia kraju na żywność fiducjarną. W 1970 roku szacowano, że na depresję cierpiał jeden na dwudziestu Amerykanów. Do 2023 roku ponad jedna na pięć osób dorosłych deklarowała życie z chorobą psychiczną, a jedna na dwadzieścia pięć osób żyła z poważną chorobą psychiczną, taką jak schizofrenia, choroba afektywna dwubiegunowa lub ciężka depresja, według CDC. Ponadto w latach 2015–2018 13,2 procent Amerykanów w wieku 18 lat i starszych deklarowało przyjmowanie leków przeciwdepresyjnych w ciągu poprzednich trzydziestu dni.

Badania wykazały, że utrzymujące się okresy stanu zapalnego w organizmie wynikające z wysokiego poziomu cukru we krwi mogą wywoływać zaburzenia równowagi substancji chemicznych w mózgu, powodując depresję, lęk, napady paniki oraz rozwój niektórych chorób psychicznych.

W swoim przemówieniu do Ameryki prezydent Richard Nixon, ogłaszając nową erę pieniądza fiducjarnego, obiecał dobrobyt i lepsze dni w przyszłości. Uczciwa ocena tej obietnicy, oparta na pięćdziesięciu latach dostępnych dowodów, przyznaje Nixonowi częściową rację.

Amerykanie mogą pracować dłużej tylko po to, by patrzeć, jak ich majątek zostaje skonfiskowany, podczas gdy ich ciała stają się coraz grubsze i bardziej chore przez resztę skróconego życia. Jednak największe amerykańskie instytucje, w tym uniwersytety, kompleks medyczny i rolno-przemysłowy, wraz ze wszystkimi szczeblami rządu, które stały na czele tego zniszczenia, osiągnęły bezprecedensowy dobrobyt, znacząco zwiększając zarówno swój majątek, jak i władzę.

Lepsze dni... ale tylko dla uprzywilejowanych przez system pieniądza fiducjarnego.