Być wrogiem Ameryki to niebezpieczna sprawa, ale bycie jej przyjacielem bywa zabójcze - No1, Gold&Geopolitcs, 11.10.2026

W samym środku zimnej wojny Ronald Reagan uznał, że Europa powinna przestać pomagać Sowietom w budowie gazociągu. Sowieci układali wówczas rurociąg o długości około 4500 kilometrów, biegnący od pól gazowych w Urengoju na Syberii do Użhorodu, położonego na granicy ZSRR z Czechosłowacją.


Europa zobowiązała się do zakupu gazu, udzieliła pożyczek i dostarczyła niezbędny sprzęt. Waszyngton już wcześniej zakazał amerykańskim firmom angażowania się w ten projekt, ale w czerwcu poszedł o krok dalej, rozszerzając zakaz na europejskie przedsiębiorstwa budujące gazociąg.

Jak można się domyślić, Europa zareagowała z ogromnym oburzeniem.

Brytyjski minister handlu określił sankcje mianem "niesłusznych i pozbawionych zasad”.

Włoski minister spraw zagranicznych nazwał je prezentem dla Moskwy, a pewna paryska gazeta skarżyła się, że Waszyngton traktuje Europę jak republikę bananową (a działo się to 40 lat PRZED dzisiejszymi czasami!).

Podczas gdy Europie nakazywano rezygnację z rosyjskiej energii, Ameryka wciąż sprzedawała Moskwie zboże. Europa słusznie nazywała to "hipokryzją i brakiem konsekwencji”.

Na kilka tygodni przed wyborami w połowie kadencji Reagan zwiększył wolumen umowy do 23 milionów ton zboża. Jednak sankcje dotyczące gazociągu zniesiono dopiero dwa tygodnie po głosowaniu.

Przenieśmy się o jakieś czterdzieści lat do przodu: znów mamy październik i zbliżają się kolejne wybory w połowie kadencji.

Cieśnina Ormuz jest jednocześnie otwarta i zamknięta – zależy, kogo zapytać. Zazwyczaj otwarta, jeśli jest się ptakiem. Zazwyczaj zamknięta, jeśli jest się powolnym, metalowym "wiadrem”, które nie płaci myta.

Rafinerie w Zatoce Perskiej wciąż ulegają samozapłonowi. Europa wkracza w zimę z najniższym od początku prowadzenia statystyk poziomem zapasów gazu, a Wielka Brytania trzyma gdzieś w szufladzie kartki na paliwo.

W piątek Trump zadzwonił do Putina, a jeszcze tego samego popołudnia Departament Skarbu wydał ogólną licencję nr 135: rosyjski olej napędowy może być sprzedawany, dostarczany i importowany – także do USA – aż do kwietnia przyszłego roku.

Co obiecano? Ponad 300 tys. ton natychmiast (na rynek amerykański i światowy – czytaj: tylko amerykański), kolejne 500 tys. w listopadzie, potem milion, a następnie jeszcze 3 miliony.

Według Pomarańczowego ceny powinny spadać "W REKORDOWYM TEMPIE I ​​BŁYSKAWICZNIE!”.

Swoją drogą, 300 tys. ton brzmi imponująco. To mniej więcej 2,2 miliona baryłek. Dla porównania: USA zużywają dziennie 3,6 miliona baryłek oleju napędowego. Czyli… wystarczy na około 15 godzin.

Nawet całe 4,8 miliona ton (jeśli w ogóle dotrą w całości) wystarczy zaledwie na jakieś dziesięć dni, a dostawy te są rozłożone na miesiące i dzielone z "rynkiem światowym” (w końcu Waszyngton to centrum świata, prawda?).

Oczywiście, czy Rosja w ogóle dysponuje takimi ilościami? W minionym kwartale jej eksport oleju napędowego spadł do 190 tys. baryłek dziennie z poziomu 850 tys. w pierwszym kwartale; kraj ten zaczął nawet importować olej napędowy… A obowiązujący tam zakaz eksportu pozostaje w mocy do końca tego miesiąca.

Twitterowi eksperci namierzyli pierwszy tankowiec, który we wrześniu wypłynął z Petersburga. Czy to olej napędowy, czy nawóz? Pytam w imieniu znajomego.

Bo jeśli to pierwsze, to potężny nóż w plecy dla Europy.

Kilka godzin po ogłoszeniu tej wiadomości ukraińskie drony podpaliły terminal paliwowy w Rostowie. Ten sam, przez który wysyłany jest olej napędowy. Prawdopodobnie przy użyciu amerykańskiego naprowadzania satelitarnego. Ciekawe, jak to działa…

Waszyngton podobno sześciokrotnie zwracał się do Kijowa z prośbą o zaprzestanie ataków na rafinerie, grożąc wstrzymaniem przekazywania danych wywiadowczych.

Kijów zaproponował, że przestanie to robić, jeśli Rosja zaprzestanie ataków na infrastrukturę energetyczną.

Zabawa trwa.

Zełenski twierdzi, że jego delegacja w Miami posłużyła jedynie jako zasłona dymna.

Trump uważa, że ​​Ukraina powinna mieć nowego prezydenta.

"Bromance” dobiegł końca.

A Europa?

Europa powinna być już do tego przyzwyczajona. W końcu dostała tylko tweeta.

Kallas zdołała to napisać, ani razu nie wymieniając z nazwy tego, kto dokonał owego "zawieszenia sankcji”.

Premier Szwecji wyraził ubolewanie z powodu tej umowy i uprzejmie poprosił o utrzymanie "ścisłej koordynacji” działań z USA.

W ramach – o ile pamiętam – osiemnastego pakietu sankcji z zeszłego roku zakazano importu produktów rafinowanych wytworzonych z rosyjskiej ropy (nawet jeśli przetworzono ją gdzie indziej), z wyjątkiem dostaw z USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Norwegii i Szwajcarii.

Ich ograniczenia dotyczące rosyjskiej ropy (i produktów pochodnych) uznawano za zasadniczo równoważne z europejskimi.

Kluczowe słowo to tutaj "uznawano”…

Europa nałożyła sankcje na Rosję. Zamiast więc kupować bezpośrednio od Rosji, zaczęła kupować po zawyżonych cenach rafinowaną ropę z Indii (wyprodukowaną z rosyjskiego surowca). A wkrótce czeka ją zakup drogiego oleju napędowego z USA (który w rzeczywistości jest tylko rosyjskim olejem pod inną etykietą).

Szkoda tylko, że Europa tak bardzo potrzebuje tego "amerykańskiego” oleju napędowego. Przed 2022 rokiem Rosja odpowiadała za około połowę europejskiego importu oleju napędowego drogą morską.

Po wprowadzeniu sankcji udział ten nadal wynosi około 1/3, choć oficjalnie mówi się o 5%, a udział USA wzrósł do mniej więcej 40%.

Zamiast dywersyfikować dostawy, po prostu zamieniono jednego pewnego dostawcę na drugiego - drożego. Doprawdy, świetna "dywersyfikacja”!

Saudyjskie Aramco - największy producent ropy na świecie - niedawno wstrzymało dostawy ropy do Europy i dopiero w piątek przywróciło realizację dostaw zaplanowanych na listopad. Ostatniego dnia września Waszyngton zwrócił się do Europy z żądaniem uszczuplenia zapasów oleju napędowego.

Dwa dni później żądanie to przekształciło się w ultimatum dla Paryża i Berlina: albo 120 milionów baryłek, albo Amerykanie wprowadzą zakaz eksportu tego paliwa.

Następnego dnia Europa ugięła się jak tani, składany leżak, ponownie uruchamiając rezerwy w wysokości 100 milionów baryłek – tych samych, które uwolniono już w marcu.

Temat zakazu eksportu upadł. Trump stwierdził – parafrazując jego słowa – że "nigdy tego nie powiedział”.

Sześć dni później: Rosja może dostarczać olej napędowy do USA.

Zgadnijcie, kto za to teraz płaci.

Nie żeby Europa na to nie zapracowała.

Powtarzałem to niezliczoną ilość razy: Europa powinna była postawić na dywersyfikację, zamiast się odcinać. Mając pięciu dostawców, można ich rozgrywać między sobą i negocjować warunki.

Zamiast tego Europa wybrała rolę nabywcy, który o szczegółach umowy dowiaduje się z serwisu społecznościowego Trumpa - Truth Social.

A teraz uwaga do czepialskich czytelników: Europa w tym roku zapłaciła już rekordowe 7,9 miliarda euro za gaz.

Okazuje się więc, że te same cząsteczki gazu, które odbywają wycieczkę krajoznawczą przez Indie lub USA, są jak najbardziej akceptowalne, podczas gdy te płynące bezpośrednio tanim rurociągiem – objęte są sankcjami.

Choć tylko do stycznia, kiedy to zakaz obejmie również i te dostawy. Styczeń… miesiąc, w którym poziom zapasów będzie najniższy, a okres obowiązywania klauzuli force majeure (siły wyższej) w Katarze właśnie dobiegnie końca (oczywiście o ile nie wystąpią kolejne przypadki siły wyższej).

Ano właśnie.

Rurociąg, który Reagan próbował zablokować, przebiegał przez Ukrainę. Przez blisko czterdzieści lat transportowano nim rosyjski gaz do Europy – aż do momentu, gdy 1 stycznia 2025 roku wygasła umowa tranzytowa, a Bruksela pozwoliła, by przepływ ustał.

W 1982 roku amerykańskie sankcje miały powstrzymać Europę przed korzystaniem z rosyjskiej energii.

Tym razem jednak Europa sama nałożyła na siebie sankcje – w imię interesów Ameryki.

Kabaret.