Deklaracja myślenia życzeniowego - Gefira, 14.10.2026

Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolność i dążenia do szczęścia. Że celem zabezpieczenia tych praw wyłonione zostały wśród ludzi rządy, których sprawiedliwa władza wywodzi się ze zgody rządzonych (...)


Oto słynne słowa Deklaracji Niepodległości (z 4 lipca 1776) – dokumentu darzonego przez Amerykanów wielkim szacunkiem, którym pragną oni zaimponować całemu światu. Tymczasem każdy fragment przytoczonego stwierdzenia nie odpowiada prawdzie ani rzeczywistości. Jest raczej wyrazem myślenia życzeniowego. Co właściwie ma być tak "oczywiste"?

Czy to oczywiste, że ludzie rodzą się równi? W żadnym wypadku – nawet przy największym wysiłku wyobraźni nie da się tego obronić. Jedni rodzą się zdrowi, inni z wadami genetycznymi; jedni są utalentowani, inni nie; jedni przychodzą na świat obdarzeni urodą, inni mniej; jedni rodzą się "z przysłowiową srebrną łyżeczką w ustach”, podczas gdy inni przychodzą na świat w skrajnej nędzy. Ludzie nigdy nie rodzili się równi. Sam fakt, że lewicowcy wszelkiej maści próbują wprowadzić równość (rozumianą jako jednakowe warunki na starcie życia) lub wręcz sprawiedliwość wyrównawczą (rozumianą jako jednakowe rezultaty dla wszystkich, niezależnie od ich działań czy wysiłku), dowodzi, że nawet oni sami nie wierzą, iż ludzie rodzą się równi.

Być może jednak ktoś stwierdzi, że owa równość przy narodzinach oznacza równość wobec prawa? Znów błędnie. Równość wobec prawa dla ludzi o tak odmiennych osobowościach, charakterach i uwarunkowaniach genetycznych wcale nie jest równością – jest raczej okrucieństwem. Pomyślmy o kategoriach wagowych w boksie czy innych dyscyplinach sportowych; pomyślmy o odrębnych kategoriach dla kobiet i mężczyzn, dla osób w różnym wieku i tak dalej. Nie da się nawet ustanowić pełnej równości poprzez stosowanie tych samych reguł wobec wszystkich. Musimy wprowadzać odmienne zasady dla różnych kategorii – ze względu na płeć, wiek, wagę czy inne kryteria. Nie można wymagać od nastolatka tego samego, czego można oczekiwać od dorosłego, doświadczonego człowieka.

Deklaracja Niepodległości głosi, że Stwórca obdarzył ludzi niezbywalnymi prawami. To kolejny błąd – a właściwie szereg błędów. Po pierwsze, skąd autorzy Deklaracji wiedzieli, że Stwórca nadał wszystkim jakiekolwiek prawa, a tym bardziej prawa niezbywalne? To jedynie przypuszczenie, kwestia wiary, założenie – z pewnością nie jest to fakt ani coś oczywistego. Po drugie, istnieje coraz liczniejsza grupa ludzi, którzy nie wierzą w istnienie Stwórcy. Dla osób niewierzących w Stwórcę pojęcie "przyrodzonych praw" jest z definicji bezzasadne, skoro nie ma nikogo, kto mógłby te prawa nadać.

Nawet jeśli przyjmiemy, że zostaliśmy obdarzeni takimi prawami, co czyni je niezbywalnymi? Czyżby tylko nasze życzenie, by tak właśnie było? W rzeczywistości jednostka dysponująca przewagą – czy to pod względem siły fizycznej, majątku, pozycji społecznej, czy też cech psychologicznych – zawsze może pozbawić tych "niezbywalnych" praw osoby słabsze w którymkolwiek z wymienionych aspektów. Kto może powstrzymać silniejszego przed zniewoleniem, podporządkowaniem, wyzyskiem, upokarzaniem czy dręczeniem słabszego? Stwórca? Czy ktokolwiek kiedykolwiek widział, by w historii ludzkości Stwórca interweniował w obronie wyzyskiwanych, ujarzmionych czy uciskanych?

Autorzy Deklaracji zapewniają, że do owych niezbywalnych praw należą: prawo do życia, wolności oraz dążenia do szczęścia. Dajmy spokój – to czysta fantazja! Jedynym faktem jest to, że przychodzimy na świat. Aby przetrwać, żywy organizm musi się odżywiać i chronić; nie jest to żadne "prawo", lecz biologiczny popęd – swoiste biologiczne oprogramowanie. Organizm może odnieść sukces w zdobywaniu pożywienia i przekazywaniu swoich genów, ale może też ponieść porażkę: jego życie może zostać przedwcześnie przerwane, może zostać zdominowany przez silniejsze jednostki, paść ofiarą pasożytów, zostać wyparty ze swojego środowiska i tak dalej. W przypadku ludzi sytuacja wygląda właściwie tak samo. Różnica – jeśli w ogóle istnieje jakaś istotna różnica – przejawia się jedynie w drobiazgach, w kwestiach technicznych. Otóż jeden człowiek może wykorzystywać drugiego lub go sobie podporządkowywać, zachowując przy tym pozory delikatności. I to by było na tyle.

Wolność? Coś takiego jak wolność w ogóle nie istnieje – przynajmniej nie w rozumieniu prawa do życia według własnego uznania. Już Rzymianie zauważyli, że nie żyjemy tak, jak chcemy, lecz tak, jak możemy. Wolność jest zawsze ograniczona. Wcale nie trzeba żyć pod rządami tyrana, satrapy czy dyktatora, by zdać sobie sprawę, że nie jest się wolnym w żadnym tego słowa znaczeniu. Takie jest życie.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nawet dążenie do szczęścia staje się kwestią dyskusyjną. Owszem, ludzie nieustannie próbują być szczęśliwi (cokolwiek by to miało znaczyć), ale… jakże często szczęście jednych przekłada się na nieszczęście drugich! Jest to nieuniknione. Nawet przy najlepszych intencjach zdarza nam się krzywdzić innych ludzi, ponieważ życie jest złożone i nikt z nas nie jest w stanie kontrolować wszystkich czynników, które składają się na naszą egzystencję.

A potem przychodzi najbardziej niedorzeczna część, a mianowicie twierdzenie, że rządy czerpią swoją władzę ze zgody rządzonych. Naprawdę?

Pomyślmy o zwykłej klasie szkolnej. Grupie uczniów – chłopców i dziewcząt w tym samym wieku – podlegających tym samym zasadom, wymogom, obowiązkom i tak dalej. W takiej klasie, liczącej piętnaście, dwadzieścia czy trzydzieści osób, dość szybko wyłania się hierarchia: grupa trzech lub czterech osób przejmuje przywództwo, reszta za nimi podąża, a do tego dochodzą jednostki całkowicie wyobcowane – bywa, że ​​izolowane, a bywa, że ​​nękane. I wiecie co? Może być tak, że większość wcale nie chce słuchać liderów, a mimo to to robi, ponieważ – z powodów psychologicznych – nie jest w stanie się im przeciwstawić. Wszyscy byliśmy tego świadkami w czasach szkolnych. Nie było tam więc żadnej równości, żadnych niezbywalnych praw ani innych tego typu bzdur – nawet w tak niewielkiej grupie rówieśników funkcjonujących w tych samych warunkach. Nie było tam żadnego rządu czerpiącego władzę z woli pozostałych uczniów. Liderzy wyłaniają się dzięki sile swojego charakteru i fizyczności – i to wszystko. Przenieśmy teraz ten model na miliony ludzi tworzących społeczeństwo – ludzi różniących się wiekiem, zamożnością, zdolnościami umysłowymi czy fizycznymi i tak dalej. Kto może wierzyć, że rządy sprawują władzę za zgodą rządzonych? Czy ty, drogi czytelniku, w to wierzysz?

Słowa Deklaracji Niepodległości brzmią ładnie, ale z rzeczywistością mają niewiele wspólnego. Ludzie – niezależnie od wieku czy poziomu wykształcenia – z natury lubią słuchać miłych słów, pochlebstw i bajkowych opowieści i przyjmują takie deklaracje zupełnie bezkrytycznie. Tymczasem dla każdego trzeźwo myślącego człowieka życie nie polega na byciu równym, posiadaniu praw czy dążeniu do szczęścia. Życie polega na próbie przetrwania. Nie jesteśmy obdarzeni prawami, lecz biologicznymi popędami – swoistym oprogramowaniem, które determinuje nasze działania. Nie wyrażamy zgody na istnienie rządu. Po prostu rodzimy się w określonym czasie i w określonym miejscu. To właśnie te trzy czynniki – biologiczny (nasz kod genetyczny), historyczny (czas, w którym przychodzimy na świat) oraz geograficzny (miejsce, w którym się rodzimy) – stanowią jedyne prawdy, które należy uznać za oczywiste. Są one bowiem oczywiste same przez się. W przytłaczającym stopniu determinują one naszą egzystencję, pozostawiając bardzo niewiele miejsca na nasze pobożne życzenia.