Nasze problemy z muzułmanami: wybuchowa sytuacja (część III) - El Inglés, 27.05.2011.
"Jedną z najważniejszych kwestii, które należy zrozumieć w kontekście narastającego konfliktu między Europejczykami a muzułmanami, jest fakt, że islamscy terroryści albo w ogóle nie kierują się żadnymi ograniczeniami moralnymi, albo też ograniczenia te są tak luźne, że z perspektywy naszej kultury niemal nie sposób uznać je za jakiekolwiek hamulce. Muzułmanie, których do zabijania popycha religia, zdają się nie odczuwać niemal żadnych oporów przed uśmiercaniem cywilów."
Dla osób, które dopiero zaczynają lekturę tego cyklu: analiza El Inglésa ma charakter opisowy, a nie normatywny. Autor nie nawołuje do opisywanych zjawisk, lecz chłodno przygląda się niedalekiej przyszłości Wielkiej Brytanii.
VI. Wprowadzenie do amatorskiego wytwarzania ładunków wybuchowych
Zamieszki i przemoc tłumu – jak już wcześniej argumentowaliśmy – prawdopodobnie wystąpią na początku konfliktu i będą wówczas zjawiskiem powszechnym. Nie będą one jednak szczególnie śmiercionośne i najpewniej wygasną, gdy obie strony okopią się na kontrolowanych przez siebie obszarach, starając się za wszelką cenę nie dopuścić przeciwnika do własnych stref wpływów. Można zatem z dużym prawdopodobieństwem założyć, że wszelkie poważne, długotrwałe działania zbrojne jednej strony przeciwko drugiej będą opierać się przede wszystkim na wykorzystaniu materiałów wybuchowych lub broni palnej. Przyjrzenie się tej pierwszej kwestii pozwala na sformułowanie intrygujących prognoz dotyczących kluczowych aspektów strategicznych i taktycznych naszych "muzułmańskich niepokojów".
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- *
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
To, że materiały wybuchowe będą prawdopodobnie wykorzystywane w konfliktach zbrojnych XXI wieku, jest kwestią zbyt oczywistą, by wymagała osobnego omówienia. Biorąc jednak pod uwagę, że żadna ze stron konfliktu nie będzie miała większego dostępu – a może w ogóle żadnego – do regularnych dostaw wojskowych materiałów lub urządzeń wybuchowych, niemal wszystkie przypadki użycia materiałów wybuchowych będą dotyczyły jakiegoś rodzaju materiałów wybuchowych własnej produkcji. Nie da się przecenić znaczenia tej kwestii. Na przykład w Iraku improwizowane urządzenia wybuchowe używane przez rebeliantów wydają się być w przeważającej mierze konstruowane z ogromnych zapasów standardowej amunicji, które albo istniały w Iraku w czasie inwazji w 2003 roku, albo zostały przemycone do kraju od tamtej pory. Pociski artyleryjskie, czołgowe i moździerzowe oraz miny przeciwpancerne – czyli produkowane przemysłowo urządzenia wybuchowe o dużej mocy i niezawodności – odegrały kluczową rolę w skuteczności operacji prowadzonych przeciwko siłom amerykańskim i innym.
Gdyby rebelianci w Iraku nie dysponowali takimi materiałami, musieliby sami wytwarzać ładunki wybuchowe, co drastycznie ograniczyłoby ich zdolność do prowadzenia działań nieregularnych. Uczestnicy nadchodzącego konfliktu będą musieli mierzyć się z dokładnie takimi samymi ograniczeniami. Choć osoby po stronie brytyjskiej mogą – dzięki powiązaniom z sektorem wojskowym, przemysłowym lub komercyjnym – pozyskać pewne ilości materiałów wybuchowych, nie można liczyć na ich stałe i pewne dostawy. W związku z tym ilość oraz rodzaj materiałów wybuchowych, którymi dysponuje każda ze stron, będą zależeć od następujących czynników:
- stopnia dostępu do odpowiednich prekursorów chemicznych oraz
- poziomu zaawansowania technicznego w zakresie wytwarzania wymaganych substancji wybuchowych i ich detonowania.
Przyjrzyjmy się każdemu z nich po kolei.
Dostęp do prekursorów chemicznych
Osoby posiadające wiedzę z zakresu chemii (której nie będziemy tu szczegółowo omawiać) oraz minimalne umiejętności korzystania z wyszukiwarki Google szybko odkryją, że w internecie można łatwo zamówić rozmaite prekursory chemiczne służące do wytwarzania domowych materiałów wybuchowych – zarówno w ilościach detalicznych, jak i – w niektórych przypadkach – hurtowych. Jeśli jednak podmioty niezwiązane z branżą chemiczną lub rolniczą spróbują zamówić duże ilości takich substancji (a w skrajnych przypadkach – jakąkolwiek ich ilość), istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że dostawcy powiadomią odpowiednie organy. Mechanizm ten dobrze obrazuje przykład azotanu amonu, który w tym kontekście jest zdecydowanie najważniejszą substancją chemiczną.
Azotan amonu, produkowany i sprzedawany w ogromnych ilościach jako uniwersalny nawóz, po zmieszaniu z określonymi substancjami chemicznymi może zostać przekształcony w materiał wybuchowy[7]. Ze względu na powszechną dostępność do legalnego wykorzystania, substancja ta odegrała kluczową rolę w kampaniach zamachów bombowych prowadzonych przez różne grupy paramilitarne (w tym PIRA), a także w pojedynczych atakach, takich jak zamach w Oklahoma City. Przeprowadzenie takich zamachów bez użycia azotanu amonu byłoby niezwykle trudne. Do skonstruowania dużego ładunku wybuchowego umieszczonego w samochodzie osobowym lub ciężarowym – typu, jakich IRA używała w latach 90. XX wieku do niszczenia części Londynu i Manchesteru – potrzeba setek kilogramów, a nawet ton materiału wybuchowego. Jeśli w ramach prowadzonej kampanii ma dojść do serii takich zamachów, niezbędne są ogromne ilości odpowiednich prekursorów chemicznych. Stąd właśnie kluczowa rola azotanu amonu. Po prostu nie istnieje żadna inna substancja, którą można by pozyskać w tak dużych ilościach.
[7] Ściślej rzecz biorąc, azotan amonu sam w sobie jest materiałem wybuchowym, jednak jest tak mało wrażliwy, że jego samodzielne użycie jest praktycznie niemożliwe.
Znaczenie azotanu amonu prawdopodobnie stanie się istotną przeszkodą operacyjną dla muzułmanów w kontekście naszych "muzułmańskich niepokojów” (ang. Muslim Troubles). Choć dostęp do tej substancji nie jest formalnie ograniczony, zazwyczaj kupuje się ją hurtowo u dostawców z branży rolniczej. Dostawcy ci dobrowolnie przestrzegają kodeksu postępowania, zgodnie z którym zgłaszają organom ścigania wszelkie podejrzane zakupy lub zapytania. Niniejszy kodeks postępowania nie powstrzymał firmy "Bodle Brothers", dostawcy artykułów rolniczych z Burgess Hill, przed sprzedażą 600 kg tej substancji Algierczykowi – niedoszłemu terroryście – w 2003 roku, mimo że ilość ta wielokrotnie przewyższała potrzeby ogródka działkowego, do którego rzekomo była ona przeznaczona. Można jednak założyć, że odpowiednie organy od tamtej pory odpowiednio "zmotywowały" dostawców środków rolniczych, wymuszając na nich znacznie bardziej rygorystyczne przestrzeganie zasad. Tak czy inaczej, ewentualne przejście do otwartego konfliktu zbrojnego nieuchronnie doprowadzi do znacznie ściślejszej kontroli prób zakupu tego typu substancji chemicznych, a przynależność do wyznawców islamu będzie w tym kontekście najbardziej znaczącym sygnałem ostrzegawczym. Pięciu mężczyzn pochodzenia bengalskiego, aresztowanych za fotografowanie kompleksu Sellafield w dniu śmierci Osamy bin Ladena, może być najlepszym dowodem na to, że przynależność do określonych grup etnicznych sprawia, iż dana osoba niemal natychmiast trafia pod szczególną obserwację. Wraz z przewidywaną przez nas eskalacją przemocy, poziom tych podejrzeń będzie tylko wzrastał.
Brytyjskie grupy paramilitarne raczej nie napotkają takich trudności – a przynajmniej nie w tym samym stopniu – z dwóch powodów. Po pierwsze, gdy "John Smith” zadzwoni do lokalnego centrum ogrodniczego z prośbą o worek saletry amonowej, nie wzbudzi to takiego zainteresowania, jak w przypadku telefonu od "Mohammeda bin Qassima". Po drugie, brytyjskie grupy paramilitarne z pewnością już teraz werbują do swoich szeregów rolników (z różnych powodów). Kto w rządzie byłby w stanie kontrolować około miliona ton saletry amonowej, która każdego roku trafia do legalnego obrotu w rolnictwie? Jeśli 100 kg saletry amonowej trafi od rolnika do wytwórcy bomb, a następnie doprowadzi do zniszczenia muzułmańskiej dzielnicy mieszkalnej w Birmingham, w jaki sposób służby bezpieczeństwa mogłyby w przyszłości zapobiegać takim przepływom? Mowa tu przecież o zaledwie jednej dziesięciotysięcznej procenta całkowitego rocznego zużycia saletry amonowej.
Należy przyjąć, że każda brytyjska organizacja paramilitarna z prawdziwego zdarzenia będzie w stanie pozyskać znaczne ilości saletry amonowej – w razie potrzeby tworząc nawet fikcyjne gospodarstwo rolne jako przykrywkę. Nawet przy najbardziej starannych działaniach służb bezpieczeństwa, całkowicie niemożliwe będzie skuteczne udaremnienie prób zdobycia przez te grupy znaczących ilości tego surowca. W konsekwencji – podobnie jak miało to miejsce w przypadku IRA – nie będzie żadnych wyraźnych ograniczeń co do liczby czy wielkości ładunków wybuchowych, jakie będą one mogły skonstruować, o ile tylko będą dysponować odpowiednią wiedzą techniczną w kluczowych obszarach.
Równolegle z tym wnioskiem pojawia się inny, równie ważny: muzułmańskie ugrupowania paramilitarne, w żadnym nawet w najmniej prawdopodobnym scenariuszu, nigdy nie osiągną zdolności do prowadzenia zakrojonych na szeroką skalę kampanii bombowych, takich jak te, które prowadziła PIRA w okresie "Troubles". Zarówno maksymalna wielkość, jak i liczba ładunków wybuchowych, jakie będą w stanie wyprodukować, będą drastycznie ograniczone w porównaniu z tymi, jakimi będąc dysponować ich przeciwnicy – brytyjskie ugrupowania paramilitarne.
W trosce o wyczerpujący charakter niniejszego opracowania zwracamy uwagę, że niektórzy muzułmanie wydają się wierzyć, iż mogą wytwarzać ładunki wybuchowe o sile rażenia bomb samochodowych, wykorzystując butle gazowe jako główny ładunek. Próby zamachów w Nowym Jorku w 2010, Sztokholmie w 2010 oraz w Wielkiej Brytanii w 2007 roku (wszystkie zakończyły się niepowodzeniem) pokazują, że zdarzają się muzułmańscy terroryści, którzy uważają, iż takie urządzenia mogą faktycznie być skuteczne. Jednak ich dotychczasowe osiągnięcia w zakresie wywoływania wybuchów takich urządzeń są raczej rozczarowujące. Z pewnością prawdą jest, że jeśli dysponuje się konwencjonalnym urządzeniem wybuchowym, obecność butli gazowych w jego bezpośrednim sąsiedztwie w momencie wybuchu powinna spowodować silniejszy wybuch, ponieważ pojemniki pękają, gaz wydostaje się wraz z falą uderzeniową, miesza się z tlenem atmosferycznym i ulega zapłonowi. Podobną zasadę wykorzystali konstruktorzy broni przy tworzeniu tak zwanych ładunków paliwowo-powietrznych, czyli bomb termobarycznych.
Jeśli jednak ktoś jest w stanie wyprodukować konwencjonalne materiały wybuchowe, nie ma oczywistej potrzeby stosowania butli z gazem, czego zresztą nie robiła PIRA, a także lojalistyczne ugrupowania paramilitarne. A jeśli nie jest się w stanie ich wyprodukować, pozostaje próba poradzenia sobie o własnych siłach za pomocą prowizorycznych konstrukcji z fajerwerków i kanistrów z gazem, które jak dotąd przyniosły niewiele więcej niż umożliwiły służbom bezpieczeństwa w Wielkiej Brytanii i innych krajach eliminowanie mniej biegłych technicznie członków muzułmańskich środowisk terrorystycznych.
Podsumowując tę część: brytyjskie ugrupowania paramilitarne z pewnością nawiążą kontakty, dzięki którym pozyskają znaczne ilości niemal wszystkich prekursorów chemicznych, o jakich mogą marzyć konstruktorzy bomb. Pozwoli im to na prowadzenie zakrojonej na szeroką skalę kampanii zamachów – wzorowanej na działaniach PIRA – w ramach której tworzone i wykorzystywane będą ładunki wybuchowe różnego typu i różnej wielkości. Muzułmańscy terroryści będą natomiast ograniczeni do budowy znacznie mniejszych urządzeń, składających się w dużej mierze ze specyficznych prekursorów chemicznych, nabywanych w ilościach detalicznych.
Wytwarzanie i detonacja ładunków wybuchowych
Osoby, które na podstawie powyższych informacji dochodzą do wniosku, że każdy, kto ma dostęp do azotanu amonu, może skonstruować bombę, mają – na szczęście – rację tylko w tym sensie, że taka mieszanina w odpowiednich warunkach rzeczywiście wybuchnie, o ile ktoś wie, jak ją zdetonować. Zrozumienie tej kwestii wymaga pewnej wiedzy na temat zasad działania materiałów wybuchowych.
Istnieją różne klasyfikacje materiałów wybuchowych. Ta, która nas tutaj interesuje, przedstawia się następująco. W ogólnym ujęciu substancje wybuchowe można podzielić na trzy rodzaje. Materiały wybuchowe inicjujące (pierwotne) – stosunkowo łatwe do zdetonowania za pomocą temperatury, wstrząsu lub iskry elektrycznej (np. nitrogliceryna, azydek ołowiu, TATP). Materiały wybuchowe kruszące (wtórne) – mniej wrażliwe i bezpieczniejsze w użyciu (np. pentryt/PETN, heksogen/RDX). Oraz materiały wybuchowe trzeciorzędowe – najmniej wrażliwe i najtrudniejsze do zdetonowania (np. ANFO, trotyl/TNT). Materiały inicjujące są zbyt wrażliwe, by można było bezpiecznie stosować je w dużych ilościach, dysponują jednak energią wystarczającą do zainicjowania bardziej stabilnych materiałów kruszących, które z kolei mogą posłużyć do detonacji materiałów trzeciorzędowych. Zatem wyzwanie, przed którym staje potencjalny konstruktor ładunku wybuchowego, polega na zdobyciu lub wytworzeniu zestawu substancji pozwalających na wywołanie ciągu eksplozji – następujących po sobie w ułamku sekundy – co w efekcie prowadzi do wybuchu spełniającego założone przez niego kryteria.
Większość materiałów wybuchowych opartych na azotanie amonu – zwłaszcza tych, które mogą zostać wytworzone przez osoby niemające dostępu do dużych zasobów chemikaliów – zalicza się do grupy materiałów trzeciorzędowych. Ich detonacja wymaga zatem użycia zarówno materiałów inicjujących, jak i kruszących.[8] Stawia to konstruktorów ładunków wybuchowych przed problemem wynikającym z samej natury tych substancji.
[8] W zasadzie można by do tego celu wykorzystać same materiały wybuchowe inicjujące, jednak wymagałoby to użycia tak dużych ich ilości, że wiązałoby się to z niedopuszczalnym ryzykiem przedwczesnej detonacji.
Na pewnym etapie budowy ładunku konieczne jest posługiwanie się wrażliwymi materiałami inicjującymi, które mogą eksplodować pod wpływem niewłaściwego bodźca. Osoby, które nie są w stanie pozyskać lub wytworzyć materiałów kruszących, zmuszone są polegać wyłącznie na dużej ilości materiału inicjującego – co jest skrajnie niebezpieczne, gdyż nawet pojedyncza iskra lub wstrząs mogą doprowadzić do detonacji. Przypuszcza się, że w zamachach z 7 lipca (tzw. zamachach 7/7) użyto TATP [9] – materiału inicjującego znanego z wyjątkowej wrażliwości. Jeśli tak było, stanowi to przykład konstrukcji ładunku opartej wyłącznie na materiałach inicjujących. Jest to przedsięwzięcie niezwykle ryzykowne, wymagające ogromnej ostrożności, a także – przynajmniej w pewnym stopniu – szczęścia.
Jeśli ktoś chce uniknąć użycia dużej ilości materiału wybuchowego inicjującego, musi zastosować inny rodzaj materiału wybuchowego – tzw. materiał kruszący. Może on stanowić główny ładunek wybuchowy lub służyć do zdetonowania innego ładunku. Materiał inicjujący jest wówczas wykorzystywany do zapoczątkowania wybuchu materiału kruszącego. Wymaga to jednak dostępu do prekursorów chemicznych potrzebnych do wytworzenia materiałów kruszących, posiadania umiejętności technicznych pozwalających na uzyskanie ich w odpowiednio czystej postaci (co wcale nie jest prostym zadaniem), a także wiedzy z zakresu konstruowania ładunków wybuchowych, niezbędnej do połączenia tych substancji z materiałem inicjującym w funkcjonalne urządzenie. Ani prowadzenie takich eksperymentów, ani późniejsze budowanie ładunków wybuchowych nie są sprawami błahymi. Nie powinny się za nie zabierać osoby działające w sposób niechlujny czy nieprzemyślany.
Kwestię tę można lepiej zrozumieć, przyglądając się arsenałowi materiałów wybuchowych, jakimi dysponowała PIRA (Provisional Irish Republican Army). Choć organizacja ta wykazywała się wysokim poziomem kompetencji technicznych, jej możliwości zostały znacząco wzmocnione dzięki dostawom komercyjnie produkowanego Semtexu (a prawdopodobnie także detonatorów i ładunków inicjujących), które przez lata otrzymywała od libijskiego reżimu Muammara Kaddafiego. Semtex – wykorzystywany w średniej wielkości ładunkach (takich jak ten, który w 1984 roku posłużył do zamachu na Hotel Grand w Brighton), jako ładunki wzmacniające w dużych bombach samochodowych czy w improwizowanych ładunkach przeciwpiechotnych (umieszczanych np. w słoikach po kawie i detonowanych przy uderzeniu) – znacząco podniósł potencjał militarny PIRA. Jako materiał wybuchowy typu plastycznego, łączący dużą siłę rażenia z odpornością na wstrząsy i łatwością formowania, a przy tym charakteryzujący się jednolitymi i w pełni przewidywalnymi właściwościami, Semtex stanowi idealny materiał wybuchowy drugorzędny i jedną z najbardziej wszechstronnych substancji tego typu. PIRA bez wątpienia potrafiła samodzielnie wytwarzać materiały wybuchowe i robiła to, gdy zachodziła taka potrzeba – nie umniejszało to jednak wartości posiadanych zapasów Semtexu. A jak ogromne znaczenie musiały mieć tak wysokiej jakości materiały wybuchowe dla niedoświadczonych konstruktorów bomb, próbujących sklecić ładunki w domowych warunkach?
Jeśli przejrzy się różne podręczniki dotyczące improwizowanej broni i amunicji, instrukcje anarchistów oraz poradniki Al-Kaidy dotyczące konstruowania bomb, które Internet tak hojnie udostępnia, można by pomyśleć, że wystarczy kilka szklanek moczu, para spinaczy do bielizny i butelka kwasu siarkowego, by rozpocząć własną kampanię bombową. Na szczęście, jak już wyjaśniliśmy, rzeczywisty świat stawia bariery, które sprawiają, że takie "amatorskie" podejście do terroryzmu jest problematyczne. Musimy zauważyć – nie popadając w samozachwyt – że umiejętności w zakresie konstruowania bomb wśród muzułmańskiej ludności Wielkiej Brytanii, a szerzej - Europy, nie wydają się jak dotąd szczególnie zaawansowane. Chociaż zamachowcy z 7 lipca byli oczywiście wystarczająco dobrze wyszkoleni, by przeprowadzić udany atak, niedoszli zamachowcy z 21 lipca wykazali się w tym zakresie mniejszą biegłością – detonatory (tj. materiały wybuchowe pierwszego stopnia) zadziałały, ale główne ładunki (tj. materiały wybuchowe drugiego stopnia) nie eksplodowały. Powtarzające się niepowodzenia w zamachach bombowych z wykorzystaniem butli z gazem stanowią kolejny dowód na brak umiejętności technicznych oraz ograniczony dostęp do prekursorów chemicznych ze strony niedoszłych muzułmańskich zamachowców.
Amatorskie wytwarzanie materiałów wybuchowych wiąże się również z szeregiem innych trudności. W przeciwieństwie do systemów wojskowych czy przemysłowych – w których właściwości substancji wybuchowych oraz ich wzajemne oddziaływanie są dokładnie znane – osoby amatorsko konstruujące bomby muszą polegać na własnych, autorskich rozwiązaniach. Wymaga to weryfikacji takich kwestii jak:
- czystość użytych substancji chemicznych,
- ilości i wzajemne rozmieszczenie poszczególnych komponentów,
- interakcje między ładunkami inicjującymi, głównymi i ewentualnymi ładunkami pośrednimi, a także
- niezawodność układów detonujących.
Wszystko to wymaga przeprowadzania prób, co z kolei wymusza korzystanie z odizolowanych miejsc, aby uniknąć wykrycia przez organy ścigania. Muzułmanie w krajach zachodnich koncentrują się głównie w ośrodkach miejskich. Na terenach wiejskich natomiast – o ile nie są białymi konwertytami – zazwyczaj bardzo wyraźnie rzucają się w oczy. Z tego powodu dla muzułmańskich terrorystów kluczowe znaczenie zyskują takie kraje jak Pakistan czy Somalia. Podróż do tych miejsc w celu odbycia szkolenia wiąże się jednak z poważnym ryzykiem. Od znalezienia się w kręgu zainteresowania pakistańskich, brytyjskich lub amerykańskich służb specjalnych, aż po przedwczesne zakończenie pobytu w wyniku uderzenia pociskiem typu Hellfire. Co więcej, wysoki odsetek niepowodzeń wśród osób szkolonych w takich obozach – gdy próbują one skonstruować działające ładunki – sugeruje, że poziom tamtejszego "nauczania" często pozostawia wiele do życzenia.
Na zakończenie rozważmy, co na te kwestie rzucają próby ataków terrorystycznych w Sztokholmie z grudnia 2010 roku. W ramach tego zamachu użyto dwóch ładunków wybuchowych. Pierwszym z nich był ładunek umieszczony w samochodzie, składający się z prymitywnego urządzenia wybuchowego (prawdopodobnie zawierającego materiały pirotechniczne) oraz kilku butli z płynnym gazem. Gaz został podpalony przez urządzenie wybuchowe, jednak sam nie eksplodował. Spowodowało to jedynie niegroźne obrażenia u niewielkiej liczby przypadkowych przechodniów. Sytuację tę należy uznać za poważne niepowodzenie. Ilustruje ona problemy, z jakimi muszą mierzyć się niedoszli terroryści, którym brakuje dostępu do prekursorów chemicznych lub wiedzy technicznej niezbędnej do skonstruowania ładunku wybuchowego – a w tym konkretnym przypadku, najprawdopodobniej, jednego i drugiego.
Drugi ładunek składał się z zestawu sześciu bomb rurowych przymocowanych do tułowia zamachowca. Zamachowiec zginął, gdy jedna z bomb rurowych wybuchła przedwcześnie, wyrywając dziurę w jego brzuchu. Bomba rurowa to w zasadzie bardzo duża i potężna petarda, zawierająca substancję podobną do czarnego prochu, która wybucha tylko w zamkniętej przestrzeni. Proszki te są niezwykle wrażliwe na temperaturę, wstrząsy i elektryczność statyczną, i to właśnie ta wrażliwość była prawdopodobnie przyczyną przedwczesnego wybuchu jednego z ładunków oraz haniebnej śmierci muzułmańskiego terrorysty, który go nosił. Czy zamachowiec trafił do raju za swoje męczeństwo, czy do piekła za samobójstwo, pozostanie tajemnicą między nim a Allahem. Ograniczamy się do stwierdzenia, że z perspektywy tych, którzy wciąż przebywają na tym śmiertelnym świecie, tę drugą część operacji również należy uznać za porażkę. Takie są trudności związane z wytwarzaniem i detonowaniem ładunków wybuchowych – trudności, które sprawiły kłopoty osobom o wiele bardziej zdolnym niż niedawno zmarły zamachowiec ze Sztokholmu, Taimour Abdulwahab al-Abdaly.
VII. Grupy paramilitarne: uwagi ogólne
Chociaż zagrożenie terroryzmem muzułmańskim często porównuje się do dawnego (a może i przyszłego?) zagrożenia terroryzmem irlandzkich republikanów, pogląd, że są one do siebie podobne, stanowi rażący błąd koncepcyjny, który należy tutaj wyeliminować. Konieczne jest, aby czytelnicy zrozumieli ogromną różnicę jakościową między tymi dwoma rodzajami terroryzmu. Pomimo powszechnego przekonania, że członkowie PIRA z radością wysadzali brytyjskich cywilów bez względu na okoliczności, jeśli w ich ocenie służyło to ich celom, prawda jest taka, że w przeważającej większości przypadków byli oni wyjątkowo niechętni do powodowania znacznej liczby takich ofiar, a jeśli już to robili, to jedynie jako skutek uboczny operacji wymierzonych w cele policyjne, wojskowe, polityczne lub gospodarcze. Ta kwestia może okazać się trudna do zaakceptowania dla Brytyjczyków, którzy najprawdopodobniej będą czytać ten dokument, ale mimo to jest to prawda. Oczywiście społeczności, które padają ofiarą przemocy, szybko tracą zainteresowanie subtelnościami dotyczącymi tego, co dokładnie zamierzają lub nie zamierzają zrobić ci, którzy kierują tę przemoc przeciwko nim, ani tym, która bomba wybuchła przedwcześnie, a która zgodnie z planem. Jest to dość naturalne, ale nie można pozwolić, by wpłynęło to na niniejszą analizę.
Większość najbardziej niesławnych zamachów bombowych przeprowadzonych przez PIRA w okresie konfliktu w Irlandii Północnej (tzw. The Troubles) – czyli tych, w których zginęła największa liczba cywilów – wynikała albo ze złego planowania i/lub błędów operacyjnych, albo nie była autoryzowana przez dowództwo PIRA. Zdarzenia te okazały się dla PIRA katastrofą wizerunkową i podważyły jej wiarygodność jako organizacji ponadwyznaniowej, dążącej do realizacji uzasadnionych celów politycznych za pomocą zdyscyplinowanych sił zbrojnych. Przyjrzyjmy się kilku najbardziej znanym przypadkom, aby potwierdzić tę tezę.
- Zamach na restaurację La Mon w 1978 roku był jedną z najstraszliwszych zbrodni PIRA w tamtym okresie. Użyto w nim ładunku zapalającego, w wyniku czego śmierć w płomieniach poniosło dwunastu protestanckich cywilów. Jak się zdaje, był to dla PIRA typowy scenariusz. Ostrzeżenie przekazane telefonicznie dotarło z opóźnieniem, ponieważ sprawcy nie byli w stanie na czas znaleźć sprawnego automatu telefonicznego, co uniemożliwiło przeprowadzenie ewakuacji budynku w odpowiednim terminie.
- Zamach w Omagh z 1998 roku nie został w rzeczywistości przeprowadzony przez PIRA – która w tamtym czasie, na mocy porozumienia wielkopiątkowego, była już zaangażowana w proces pokojowy – lecz przez grupę dysydencką znaną jako "Real IRA" (RIRA). Choć doktryna operacyjna RIRA była w dużej mierze tożsama z doktryną "klasycznej" PIRA i w założeniu nie dopuszczała atakowania cywilów w taki sposób, samochód-pułapka został pozostawiony w innym miejscu, niż pierwotnie planowano. Doprowadziło to do przekazania niejasnego ostrzeżenia, w rezultacie czego służby bezpieczeństwa – nieświadome zagrożenia – skierowały cywilów prosto w strefę wybuchu. To właśnie dlatego liczba ofiar śmiertelnych była tak wysoka i wyniosła dwadzieścia dziewięć osób.
- Zamach w Enniskillen w 1987 roku, przeprowadzony w dniu upamiętnienia poległych (Remembrance Day), w którym zginęło jedenastu cywilów – w większości starszych weteranów I wojny światowej – stał się dla PIRA katastrofą wizerunkową. Sam Gerry Adams stwierdził wówczas: "ruch republikański nie przetrwa kolejnego Enniskillen”. Choć dokładny przebieg zdarzeń nie jest w pełni jasny, przyjmuje się, że rzeczywistym celem miała być orkiestra wojskowa (czyli cel militarny), a do śmierci cywilów doprowadził błąd – prawdopodobnie związany z czasem detonacji ładunku.
- Dwa zamachy bombowe na puby w Birmingham w 1974 roku, w wyniku których zginęła łącznie 21 osób i które doprowadziły do jednej z najbardziej znanych pomyłek sądowych w niedawnej historii Wielkiej Brytanii, prawdopodobnie nie zostały zatwierdzone przez ówczesne kierownictwo PIRA. Zbyt późne ostrzeżenie przed pierwszym wybuchem – spowodowane, jak się wydaje, kolejnym przypadkiem zniszczenia budki telefonicznej – oraz całkowity brak ostrzeżenia przed drugim wybuchem przyczyniły się do tak dużej liczby ofiar. Niezależnie od tego, jakie wnioski wyciągniemy na temat intencji zamachowców, ataki w Birmingham były zjawiskiem nietypowym na tle trzydziestoletniej kampanii zbrojnej prowadzonej przez PIRA.
- Zamach na Shankill Road w 1993 roku był próbą "dekapitacji" organizacji UDA (Ulster Defence Association), podjętą przez PIRA poprzez próbę wyeliminowania Johnny’ego Adaira i innych przywódców w ich kwaterze głównej, mieszczącej się nad lokalem gastronomicznym przy Shankill Road. Ładunek wybuchowy, wniesiony do środka przez dwóch członków PIRA przebranych za dostawców, wyposażony był w zapalnik z jedenastosekundowym opóźnieniem – miało to dać osobom przebywającym w lokalu czas na ewakuację. Eksplozja nastąpiła jednak przedwcześnie, zabijając ośmiu cywilów, jednego członka UDA oraz jednego z zamachowców. Przywódcy UDA przebywali w tym czasie w innym miejscu.
- Seria zamachów z "Krwawego Piątku" (ang. Bloody Friday) w lipcu 1972 roku stanowiła element kampanii ataków na obiekty komercyjne, prowadzonej przez PIRA od 1971 roku. W Belfaście eksplodowały dwadzieścia dwa ładunki, zabijając dziewięć osób. Choć przekazano ostrzeżenia o podłożonych bombach, czas przeznaczony na ewakuację był zdecydowanie zbyt krótki. PIRA znacząco przeszacowała zdolność sił bezpieczeństwa do skoordynowania ewakuacji w obliczu dwudziestu dwóch ładunków wybuchowych w tak krótkim odstępie czasu. W 2002 roku organizacja wystosowała spóźnione przeprosiny.
Kluczową kwestią jest to, że jakkolwiek bezwzględna mogła być PIRA, nigdy nie traktowała zabijania cywilów jako samodzielnego celu operacyjnego. Ofiary wśród ludności cywilnej były oczywiście akceptowane jako "straty uboczne" (przy czym definicja cywila stosowana przez PIRA bywała dość szeroka – obejmowała na przykład robotników pracujących w bazach armii brytyjskiej), jednak jest to zjawisko typowe dla wszystkich podmiotów stosujących przemoc, zarówno wojskowych, jak i paramilitarnych – dotyczy to również armii brytyjskiej. Brak woli obierania cywilów za bezpośredni cel wynikał z kilku czynników:
- autentycznego wstrętu, jaki wielu członków i przywódców PIRA żywiło wobec takich działań,
- pełnej świadomości, że takie akcje osłabiają poparcie dla PIRA wśród katolickiej ludności zarówno w Irlandii Północnej, jak i w Republice Irlandii,
- doktrynalnego założenia, że konflikt ma mieć charakter niesekciarski, a jego celem jest zmuszenie sił brytyjskich do wycofania się z Irlandii Północnej, co umożliwiłoby jej włączenie do zjednoczonej Irlandii.
Nie oznacza to oczywiście negowania wzajemnej wrogości na tle wyznaniowym między katolikami a protestantami w Irlandii Północnej. Chodzi jedynie o wskazanie, że przejawy tej wrogości nie stanowiły głównego motywu działań PIRA. W okresie tzw. "kłopotów" (The Troubles) PIRA przeprowadziła tysiące zamachów bombowych, lecz tylko znikomy ich odsetek stał się znany z tego, że doprowadził do śmierci dużej liczby cywilów. Nie jest to zachowanie, jakiego można by oczekiwać od organizacji, dla której zabijanie ludności cywilnej byłoby kluczowym celem. Zamachy z użyciem ciężarówek-pułapek, które w latach 90. XX wieku siały zniszczenie w angielskich miastach, mogłyby pochłonąć setki istnień cywilnych, gdyby PIRA przeprowadziła je z tak morderczym zamiarem.
Niektórzy mogą kwestionować taki opis przemocy stosowanej przez PIRA, wskazując na zabójstwa na tle wyznaniowym, których organizacja ta dopuszczała się od początku lat 70. XX wieku. Należy jednak pamiętać, że kampania ta została w dużej mierze zainicjowana przez lojalistyczne grupy paramilitarne, budziła odrazę u wielu członków PIRA i stała się zarzewiem głębokich podziałów w jej kierownictwie – postrzegano ją bowiem jako wypaczenie długofalowych celów organizacji. Ta fala wzajemnych zabójstw osiągnęła największe nasilenie w latach 1972–1976, a gdy zaczęła grozić eskalacją do jeszcze wyższego poziomu, została ograniczona za obopólną zgodą obu stron. Pod koniec lat 80., kiedy lojalistyczne bojówki ponownie zintensyfikowały swoje działania, PIRA powstrzymała się od odwetu na podobną skalę. Przyczyny takiego stanu rzeczy są złożone; wynikały one między innymi ze świadomości, że zabójstwa na tle wyznaniowym zaszkodziłyby poparciu wyborczemu dla Sinn Féin – politycznego skrzydła PIRA – oraz z przekonania, że politycznie korzystniej jest uchodzić za ofiarę sekciarskiej przemocy terrorystycznej niż za jej sprawcę.
Niezależnie od tego, jak interpretuje się przemoc stosowaną przez IRA, kontrast między nią a terroryzmem i przemocą islamską jest uderzający. Terroryzm islamski polega w istocie na zabijaniu jak największej liczby cywilów, przy czym – jeśli to możliwe – dodatkowym celem są zniszczenia infrastruktury oraz wynikające z nich straty gospodarcze. Nie oznacza to, że terroryści islamscy nie obierają za cel polityków czy wojskowych. Nie wykazują jednak żadnego szczególnego upodobania do takich celów. Co więcej, cele te są zazwyczaj dobrze chronione i trudne do zaatakowania, a biorąc pod uwagę skłonność islamistów do uderzania w najbardziej bezbronne obiekty, to właśnie one stają się najczęstszym celem.
Zauważano to już wcześniej: jedynym czynnikiem ograniczającym skalę przemocy terrorystycznej, do której zdolni są muzułmańscy ekstremiści, jest ich własny potencjał. Jeśli mogą zabić dziesięć osób – zrobią to. Jeśli mogą zabić sto – wybiorą tę opcję. Jeśli zaś mogą zabić tysiąc – będzie to dla nich jeszcze lepsze rozwiązanie. Komentatorzy, którzy wciąż powtarzają, że "przecież już mierzyliśmy się z terroryzmem" – mając na myśli działalność irlandzkich republikanów – i że terroryzm islamski to tylko jeden z wielu rodzajów zagrożeń, zdają się ignorować kluczowy fakt. Islamscy terroryści dążą do zabicia jak największej liczby z nas – mężczyzn, kobiet i dzieci. Kraj ten nigdy wcześniej nie stanął w obliczu podobnego zagrożenia terrorystycznego.
Jedną z najważniejszych kwestii, które należy zrozumieć w kontekście narastającego konfliktu między Europejczykami a muzułmanami, jest to, że terroryści islamscy albo w ogóle nie kierują się żadnymi ograniczeniami moralnymi, albo też ograniczenia te są tak luźne, że z perspektywy naszej kultury trudno w ogóle uznać je za jakiekolwiek hamulce. Muzułmanie gotowi zabijać w imię swojej religii zdają się nie odczuwać niemal żadnych oporów przed uśmiercaniem cywilów. To, czy brak tych zahamowań wynika bezpośrednio z doktryn religijnych, pozostawmy innym do rozważenia. W tym miejscu wystarczy zauważyć, że masowe ofiary wśród ludności cywilnej – których PIRA starała się unikać podczas swojej kampanii zbrojnej – są dokładnie tym, do czego dążą terroryści islamscy.
W konsekwencji, co nie powinno dziwić, ich ataki regularnie prowadzą do liczby ofiar cywilnych o rzędy wielkości wyższej niż wszystko, za co – celowo czy nie – odpowiedzialna była IRA. Najbardziej oczywistym przykładem są zamachy na World Trade Center z 2001 roku, w których zginęło około 3000 osób. Istnieje jednak wiele innych przypadków dowodzących, że terroryzm islamski za swój główny cel operacyjny przyjmuje powodowanie masowych ofiar śmiertelnych. W wyniku zamachu na klub nocny na Bali zginęło około 200 osób, głównie turystów. Podobna liczba ofiar była skutkiem zamachu w madryckim metrze. Niezależnie od tego, czy przyjrzymy się atakowi na ambasadę USA w Kenii, zamachom w Bombaju w 2008 roku, atakowi na szkołę w Biesłanie w 2004 roku czy zamachowi na kościół w Bagdadzie w 2010 roku, widać, że podstawowy cel pozostaje niezmienny. Zabić jak największą liczbę cywilów – przy okazji niszcząc, jeśli to możliwe, kluczową infrastrukturę gospodarczą – aby poprzez wywołanie przerażenia zmusić odpowiednie rządy do działania zgodnie z oczekiwaniami sprawców.
Będzie to miało ogromne znaczenie dla naszego brutalnego konfliktu z muzułmanami, jako że na okrucieństwa tego typu zazwyczaj odpowiada się w podobny sposób – na zasadzie "wet za wet". Zarówno lojalistyczne, jak i republikańskie bojówki paramilitarne miały pełną świadomość odwetowego charakteru swoich działań. Często zabijały tyle samo osób, ilu członków ich własnych społeczności zginęło w atakach, za które dokonywały zemsty. Dokąd to wszystko zaprowadzi, jeśli muzułmańscy terroryści w Wielkiej Brytanii wtargną do szkoły i spróbują powtórzyć masakrę z Biesłanu na brytyjskiej ziemi?
Sprowadźmy ten wywód do jednego punktu. Seria morderstw połączonych z torturami, dokonanych w latach 70. przez jednostkę UVF (Ulsterskich Sił Ochotniczych), znaną później jako "Rzeźnicy z Shankill" (Shankill Butchers), była prawdopodobnie najbardziej wstrząsającym epizodem okresu "The Troubles" (konfliktu w Irlandii Północnej). Zbrodnie te były szczególnie przerażające, gdyż w większości przypadków finałem było poderżnięcie gardła ofiary ostrym jak brzytwa nożem rzeźnickim – cięcie sięgało aż do kręgosłupa. Morderstw tych dokonała grupa działająca w praktyce jako niezależna komórka UVF, kierowana przez psychopatę. Udowodnił on, że przywództwo UVF nie jest w stanie go kontrolować, a sam działał bez względu na wytyczne organizacji i bez wiedzy jej kierownictwa.
Te potworne zbrodnie – stanowiące pod względem bestialskiego okrucieństwa najmroczniejszy moment konfliktu w Irlandii Północnej – mieszczą się nie tylko w granicach działań, na jakie pozwalają sobie terroryści islamscy. Są one wręcz uderzająco podobne do metod, które stanowią dla nich istotną opcję operacyjną. Ścinanie głów (rejestrowane na nagraniach) osobom, które miały nieszczęście wpaść w ich ręce, stało się czymś, czego po muzułmańskich terrorystach wręcz oczekujemy. Fakt, że materiały te są wykorzystywane w procesie rekrutacji, wiele mówi o psychologii muzułmańskich ekstremistów oraz o ich przekonaniu, co może pobudzić i zmotywować innych wyznawców islamu.
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- *
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
Wspomnienie o "Rzeźnikach z Shankill" w dogodny sposób prowadzi nas z powrotem do różnic między terroryzmem republikańskim a lojalistycznym. Brytyjscy czytelnicy znacznie częściej słyszeli o istnieniu PIRA niż o Ulster Volunteer Force (UVF) czy Ulster Defence Association (UDA) – dwóch głównych lojalistycznych ugrupowań paramilitarnych – jednak te ostatnie mają nie mniejsze znaczenie dla prawdopodobnego przebiegu wydarzeń w naszym "konflikcie muzułmańskim”. Możemy zacząć rozumieć, dlaczego tak jest, analizując wydarzenie, które było prawdopodobnie najskuteczniejszym atakiem terrorystycznym w historii konfliktu: zamachów bombowych w Dublinie i Monaghan w maju 1974 roku.
Do kwestii tych zamachów powrócimy później, wspominamy o nich jednak już teraz jako o dowodzie na bezwzględność organizacji UVF. Trzy wybuchy samochodów-pułapek w Dublinie oraz jeden w Monaghan, do których doszło w krótkim odstępie czasu, pochłonęły łącznie 33 ofiary śmiertelne. Był to najbardziej krwawy pojedynczy akt przemocy w całym okresie konfliktu w Irlandii Północnej, wymierzony z pełną premedytacją w ludność cywilną – i to bez żadnego ostrzeżenia. Żaden z zamachów przeprowadzonych przez PIRA nie był pod tym względem porównywalny. Co więcej, uderzający i niezwykle pouczający jest kontrast między tymi działaniami a strategią PIRA – zwłaszcza w późniejszym okresie, gdy organizacja ta skupiała się na wyrządzaniu szkód gospodarczych i każdorazowo przekazywała ostrzeżenia. Uważamy te wydarzenia za istotny argument na poparcie tezy, że lojalistyczne grupy paramilitarne wykazywały się większą bezwzględnością niż te republikańskie.
Z czego to wynikało? Nasuwają się trzy oczywiste powody – każdy z nich może być pouczający w kontekście potencjalnego konfliktu, do jakiego mogłoby dojść w Wielkiej Brytanii z udziałem społeczności muzułmańskiej. Oczywiście nie można wykluczyć, że za większą bezwzględnością lojalistów stały głębokie uwarunkowania kulturowe, jednak nie mamy o nich wiedzy i uważamy, że wiele kwestii da się wyjaśnić bez odwoływania się do takich argumentów.
Pierwszą przyczyną większej bezwzględności lojalistów był fakt, że UVF oraz UDA [10] nie były w stanie zidentyfikować konkretnych członków republikańskich grup paramilitarnych, w których chciałyby uderzyć. Kiedy zatem w 1972 roku Irlandia Północna zaczęła pogrążać się w chaosie, a wizja przyłączenia do zjednoczonej Irlandii stała się bardzo realna, lojaliści stanęli przed wyborem. Albo zdać się na służby bezpieczeństwa (które – delikatnie mówiąc – na początku lat 70. nie panowały nad sytuacją), albo zaatakować katolickich cywilów, licząc na to, że wywrze to presję na PIRA i zmusi ją do przerwania kampanii. Oczywiście znacznie skuteczniejsze byłoby wyeliminowanie samych członków PIRA, ale w jaki sposób grupy paramilitarne – pozbawione sprawnego wywiadu – miałyby wykonać zadanie, z którym często nie radziło sobie nawet brytyjskie państwo ? PIRA mogła obierać za cel funkcjonariuszy Royal Ulster Constabulary (RUC), członków Ulster Defence Regiment (UDR) oraz żołnierzy armii brytyjskiej, utrzymując jednocześnie, że prowadzi wojnę z państwem brytyjskim. W przypadku lojalistycznych ugrupowań paramilitarnych taka opcja nie istniała – stąd ich ataki wymierzone w ludność cywilną.
[10] W przeciwieństwie do UVF, organizacja UDA przez większą część swojego istnienia działała legalnie. Jej zbrojne ramię, Ulster Freedom Fighters (UFF), było jednak zdelegalizowane. UFF stanowiło w istocie szyld, którym posługiwała się stosunkowo niewielka część UDA – ta, która faktycznie przeprowadzała zamachy bombowe i strzelaniny. W opracowaniach dotyczących konfliktu w Irlandii Północnej (tzw. The Troubles) o danym ataku mówi się czasem, że został przeprowadzony przez UDA, a innym razem – że przez UFF. Na potrzeby naszych rozważań można je jednak traktować jako tożsame, gdyż UFF było częścią UDA.
Drugi powód, szczególnie istotny od końca lat 70., wynikał z faktu, że kierownictwo PIRA zdało sobie sprawę, iż założony na początku lat 70. cel – zmuszenie sił brytyjskich do opuszczenia Irlandii Północnej wyłącznie za pomocą siły fizycznej – jest nieosiągalny. Oznaczało to, że ewentualne wycofanie tych sił musiałoby ostatecznie nastąpić w ramach procesu, który byłby przynajmniej częściowo polityczny. Byłoby to jednak niemożliwe, gdyby strona brytyjska postrzegała PIRA jedynie jako brutalną, sekciarską bandę morderców – brytyjski rząd nie mógłby bowiem prowadzić negocjacji z taką grupą. Kiedy pod koniec lat 80. ponownie nasiliły się sekciarskie zabójstwa dokonywane przez lojalistów, członkom PIRA wyraźnie zakazano odpowiadania w podobny sposób. Lojalistyczne ugrupowania paramilitarne nie podlegały jednak żadnym takim ograniczeniom. Walczyły one nie o zmianę istniejącego stanu rzeczy, lecz o jego utrzymanie. Przez większą część konfliktu nie zależało im na tym, by postrzegano je jako w miarę "cywilizowaną" siłę polityczną, z którą można podjąć współpracę lub na którą można oddać swój głos.
Trzecim powodem było to, że w PIRA i wśród jej zwolenników panowała silna tendencja do myślenia anty-sektariańskiego, która – choć nie była powszechna ani zawsze przestrzegana – była ewidentnie szeroko rozpowszechniona i autentyczna. PIRA walczyła o wycofanie się Brytyjczyków z Irlandii, po czym Irlandia Północna miałaby zostać włączona do zjednoczonej Irlandii. Oznaczałoby to oczywiście, że protestancka ludność Irlandii Północnej stałaby się współobywatelami pozostałych Irlandczyków, zarówno na północ, jak i na południe od granicy – a taki rozwój sytuacji raczej nie doprowadziłby do harmonijnych stosunków, gdyby protestanci mieli uzasadnione powody, by sądzić, że będą narażeni na morderczą wrogość ze strony swoich współobywateli. Nie oznacza to, że wśród członków PIRA nie było nastrojów sektariańskich, a jedynie, że ideologiczny sprzeciw wobec sektariaństwa stanowił silną siłę wśród przywódców PIRA. Natomiast UVF i UDA walczyły o utrzymanie Irlandii Północnej w składzie Wielkiej Brytanii oraz o zachowanie przez protestantów dominującej pozycji w tym regionie. Nie starały się one zdobywać przyjaciół wśród ludności katolickiej i nie miały szczególnej potrzeby, by być przez nią szanowane.
Można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że wszystkie te czynniki sprawiły, iż bezwzględność lojalistycznych organizacji paramilitarnych – ogólnie rzecz biorąc – przerosła bezwzględność IRA. Kampanie zabójstw o podłożu czysto sektariańskim, rozpoczęte przez UVF i UDA na początku lat 70. XX wieku (z apogeum około 1976 roku), polegały w dużej mierze na eliminowaniu cywilów zidentyfikowanych – w jakikolwiek sposób – jako katolicy. Choć członkowie tych organizacji często określali swoje ofiary mianem "ludzi z IRA", zarówno dla nich samych, jak i dla otoczenia było jasne, że stanowiło to jedynie zasłonę dymną dla morderstw motywowanych wyłącznie przynależnością wyznaniową.
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- *
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
Czy w świetle powyższych rozważań możemy pokusić się o prognozy dotyczące charakteru i skali przemocy, jakiej mogą dopuścić się organizacje paramilitarne w naszym własnym konflikcie? Uważamy, że tak – choć niestety żadna z tych prognoz nie daje powodów do optymizmu. Już na wstępie nasuwają się dwie obserwacje:
- muzułmanie zaangażowani w przemoc o podłożu politycznym zdają się nie posiadać niemal żadnych barier psychologicznych przed masowym zabijaniem cywilów;
- brytyjskie grupy paramilitarne znajdą się w sytuacji znacznie bardziej zbliżonej do tej, w jakiej podczas konfliktu w Irlandii Północnej (tzw. The Troubles) znajdowały się lojalistyczne ugrupowania paramilitarne – w przeciwieństwie do ugrupowań republikańskich – a co za tym idzie, należy oczekiwać, że będą one podlegać podobnym bodźcom i presjom w kontekście własnych działań zbrojnych.
Łącznie czynniki te sprawiają, że wysoce prawdopodobne jest, iż każdy przedłużający się konflikt między brytyjskimi a muzułmańskimi grupami paramilitarnymi – być może bardzo szybko – przerodzi się w masowe, całkowicie bezkrytyczne zabijanie osób postrzeganych jako przeciwnicy.
W okresie "The Troubles" obie strony konfliktu kierowały swoje działania przemocowe głównie przeciwko dorosłym, zwłaszcza mężczyznom. Zabójstwa na tle wyznaniowo-politycznym dotyczyły zazwyczaj mężczyzn. Dzieci ginęły lub odnosiły obrażenia jedynie w wyniku zamachów bombowych, które ze swej natury są atakami nieprecyzyjnymi, uderzającymi na oślep. Nawet w przypadku najbardziej niesławnych zbrodni – takich jak wyciągnięcie robotników z autobusu i ich zastrzelenie (masakra w Kingsmill, dokonana przez PIRA) czy ostrzelanie z broni maszynowej uczestników dyskoteki (masakra w Greysteel, przeprowadzona przez UDA) – ofiarami byli mężczyźni lub też ataki wymierzono w miejsca uczęszczane głównie przez mężczyzn (np. puby, które często stawały się celem ostrzału typu "spray job"). Żadna ze stron nigdy nie obrała za cel szkoły ani grupy kobiet. Irlandzka Narodowa Armia Wyzwoleńcza (INLA) – niewielka i wyjątkowo brutalna republikańska grupa paramilitarna – przeprowadziła w 1983 roku atak na zbór zielonoświątkowy w hrabstwie Armagh. Działanie to jednak, jak się wydaje, nie zostało zatwierdzone przez kierownictwo INLA. Poza tym przypadkiem nie odnotowano – według naszej wiedzy – żadnych innych ataków na kościoły ze strony którejkolwiek ze stron konfliktu.
Brytyjskie ugrupowania paramilitarne mają w dużej mierze to samo "kulturowe DNA", co ugrupowania, które brały udział w konflikcie w Irlandii Północnej, i można się spodziewać, że w obliczu podobnych przeciwników będą zachowywać się w podobny sposób. Jednak, jak już wykazaliśmy, muzułmanie mają swoje własne "kulturowe DNA", co nie wróży dobrze nadchodzącemu konfliktowi. Chociaż jest prawdopodobne, że na wczesnych etapach konfliktu brytyjskie ugrupowania paramilitarne podejmą przynajmniej pewne próby skoncentrowania swoich ataków na dorosłych muzułmańskich mężczyznach, wszelkie masowe ataki na brytyjskie cele, w których znajdzie się duża liczba kobiet i dzieci, prawdopodobnie zniweczą wszelką powściągliwość, jaką brytyjskie ugrupowania paramilitarne mogłyby wykazać w tym zakresie.
Zauważamy, że wszystkie trzy powody podane powyżej jako przyczyny większej bezlitosności lojalistycznych ugrupowań paramilitarnych będą miały zastosowanie również w przypadku naszego "konfliktu muzułmańskiego". Brytyjskim bojówkom paramilitarnym trudno będzie zidentyfikować kluczowe postacie w muzułmańskich bojówkach, nie będą one dążyć do wynegocjowanego porozumienia z muzułmanami, w ramach którego musiałyby prezentować się jako "cywilizowane", ani nie będą patrzeć w przyszłość polityczną, w której po stworzeniu nowej rzeczywistości politycznej będą one i muzułmanie współpracować w przyjaznej atmosferze. Brytyjskie ugrupowania paramilitarne będą raczej uważać się – naszym zdaniem słusznie – za siły opierające się wywłaszczeniu swojego narodu przez wrogie, motywowane religijnie plemię, które potrafi wywołać jedynie przemoc, okrucieństwo i szaleństwo. Psychologiczne bariery powstrzymujące je przed stosowaniem przemocy będą zatem od początku słabe, a w sytuacji, gdy muzułmanie zaczną postępować w sposób dla siebie typowy, należy oczekiwać, że bariery te znikną całkowicie.