Ameryka do swoich wierzycieli: Nie możemy was chronić. Ale kupujcie dalej nasze obligacje - James Hickman, Schiff Sovereign, 23.10.2026
W lipcu 1974 roku William Simon – były makler rynku obligacji, który został politykiem – wsiadł w bazie sił powietrznych Andrews do prywatnego samolotu, rozpoczynając dwutygodniową podróż po Europie i Bliskim Wschodzie. Simon pełnił funkcję sekretarza skarbu zaledwie od dwóch miesięcy, a rząd miał poważny problem.
Trzy lata wcześniej Nixon zerwał powiązanie dolara ze złotem. Następnie, po wojnie z 1973 roku, król Arabii Saudyjskiej Faisal zainicjował arabskie embargo naftowe, co doprowadziło do mniej więcej czterokrotnego wzrostu cen ropy. Kluczowym punktem wyprawy była czterodniowa wizyta w Dżuddzie (Jeddah), podczas której zadaniem Simona było przekonanie Saudyjczyków do finansowania amerykańskiego deficytu.
Układ był prosty: Arabia Saudyjska sprzedaje swoją ropę tylko za dolary i inwestuje swoje "petrodolary” w amerykańskie obligacje skarbowe. W zamian Ameryka kupuje ropę, sprzedaje Saudyjczykom broń i gwarantuje bezpieczeństwo królestwu. Król Faisal wyraził zgodę, stawiając jeden warunek: sprawa musiała pozostać w tajemnicy.
W rezultacie Departament Skarbu umożliwił Saudyjczykom nabywanie obligacji w ramach specjalnych transakcji, które nie figurowały w oficjalnych zestawieniach.
Sekret ten utrzymywał się przez 41 lat, aż do 2016 roku, kiedy to agencji Bloomberg udało się dotrzeć do odpowiednich danych. Wynikało z nich, że Arabia Saudyjska posiadała amerykańskie papiery dłużne o wartości 117 miliardów dolarów – przy czym, jak stwierdził były urzędnik Departamentu Skarbu, rzeczywista kwota była prawdopodobnie dwukrotnie wyższa.
Zapis dotyczący gwarancji bezpieczeństwa nigdy nie został sformalizowany na piśmie, lecz był dla wszystkich oczywisty. Jimmy Carter wyraził to wprost w swoim orędziu o stanie państwa (State of the Union Address) w 1980 roku, stwierdzając, że każda próba przejęcia kontroli nad Zatoką Perską przez siły zewnętrzne "spotka się z odporem przy użyciu wszelkich niezbędnych środków, w tym siły militarnej”.
Tak wyglądało to porozumienie, które obowiązywało przez pięćdziesiąt lat. Oznaczało ono również, że saudyjska ropa miała być nadal sprzedawana wyłącznie za dolary amerykańskie. Wymuszało to na reszcie świata gromadzenie dolarów – choćby po to, by móc kupować ropę od krajów zrzeszonych w OPEC. Skoro niemal każde państwo na świecie potrzebuje ropy, kraje zagraniczne zaczęły gromadzić dolary amerykańskie… a w konsekwencji – również amerykańskie obligacje skarbowe. W rezultacie rząd USA może pozwolić sobie na coś, co w kategoriach fiskalnych jest odpowiednikiem morderstwa: dług w wysokości 40 bilionów dolarów – kwotę przewyższającą roczną wartość całej amerykańskiej gospodarki.
W tym tygodniu jednak wysłannik Trumpa przekazał państwom Zatoki Perskiej, że amerykańska część dotychczasowego układu przestaje obowiązywać.
Tom Barrack, ambasador USA w Turcji oraz specjalny wysłannik Trumpa ds. Syrii i Iraku, stwierdził w wywiadzie udzielonym podczas konferencji poświęconej bezpieczeństwu w Dosze (Doha) że amerykańska ochrona ropy naftowej z regionu Zatoki nie wpisuje się już w obecne cele USA.
"Ameryka jako gwarant bezpieczeństwa na świecie – rola, którą pełniła przez ostatnie 80 lat – przestaje istnieć” – powiedział. Amerykanie nie chcą już poświęcać życia na Bliskim Wschodzie, a państwa Zatoki powinny szukać oparcia w mniejszych sojuszach, takich jak nowy pakt obronny zawarty między Arabią Saudyjską, Pakistanem a Turcją.
Dodał również: "To, co dzieje się za obecnej administracji, nie jest porzuceniem sojuszników. To sygnał, że czas na zmianę układu sił. A taki proces przypomina wychowywanie nastolatka – nie jest to łatwe".
Warto pamiętać, kto w tej metaforze jest 'nastolatkiem": Arabia Saudyjska.
Wojna, którą USA i Izrael rozpoczęły przeciwko Iranowi w lutym, doprowadziła do otwarcia drugiego frontu w Jemenie. Wspierani przez Iran bojownicy Huti atakują stamtąd Arabię Saudyjską za pomocą rakiet i dronów. 10 października uderzyli w lotnisko w Rijadzie, zabijając co najmniej 13 osób, a w środę zaatakowali port lotniczy w Ad-Dammam oraz pola naftowe koncernu Aramco, co pociągnęło za sobą kolejne cztery ofiary śmiertelne.
Następca tronu, książę Muhammad ibn Salman, co najmniej dwukrotnie zwracał się do Trumpa o wsparcie militarne. Jak dotąd otrzymał jedynie dane wywiadowcze i pomoc w namierzaniu celów, ale nie doczekał się amerykańskich uderzeń zbrojnych.
Odpowiedź Toma Barracka brzmi: Trump popiera Arabię Saudyjską i zapewni jej "niezbędne wsparcie logistyczne". Jednak kwestia jemeńskich Huti, libańskiego Hezbollahu czy irackich milicji? "To nie jest zadanie dla Ameryki”.
W środę, dzień po tym wywiadzie, Departament Stanu nakazał pracownikom amerykańskiej administracji, których obecność w Arabii Saudyjskiej nie była niezbędna, oraz członkom ich rodzin opuszczenie kraju. W skrócie, przesłanie Ameryki skierowane do krajów Zatoki Perskiej brzmi więc następująco: nie będziemy was już chronić, ale prosimy, nadal sprzedawajcie swoją ropę za dolary amerykańskie i kupujcie obligacje skarbowe.
Jeśli się nad tym zastanowić, to absurdalne. Obcokrajowcy nie potrzebują już żadnych dodatkowych powodów, by przestać kupować amerykańskie obligacje skarbowe. Skrajna niekompetencja amerykańskiej klasy politycznej sprawia, że obligacje skarbowe stają się inwestycją, której należy unikać. Politycy nie potrafią uchwalić budżetu. Nie potrafią wyeliminować nawet najbardziej ewidentnych nadużyć. Co więcej, nikogo zdaje się nie obchodzić fakt, że deficyt rośnie z roku na rok.
Do tego dochodzą inne kontrowersyjne działania – od chaotycznej polityki celnej po wykorzystywanie dolara jako narzędzia nacisku politycznego – co sprawia, że zagraniczni inwestorzy są już po prostu wyczerpani i zrezygnowani. Trend ten znajduje odzwierciedlenie w liczbach. Piętnaście lat temu obcokrajowcy posiadali blisko połowę wszystkich zbywalnych amerykańskich obligacji skarbowych. Dziś mają ich mniej niż jedną trzecią.
To poważny problem, ponieważ przy rocznym deficycie budżetowym rzędu 2 bilionów dolarów, Ameryka desperacko potrzebuje każdego dostępnego wierzyciela. Krótko mówiąc, Ameryka ogłasza światu, że przestaje pełnić rolę "światowego żandarma" – jednocześnie jednak wciąż oczekuje finansowania, które z tą rolą było dotąd związane.
Zagraniczne rządy i banki centralne już teraz ograniczają swoje portfele amerykańskich obligacji skarbowych, a ten ruch może jeszcze bardziej przyspieszyć wspomniany trend. Oznacza to, że stopy procentowe będą nadal gwałtownie rosnąć… aż w końcu Rezerwa Federalna wkroczy do akcji, by ratować Departament Skarbu, wywołując inflacyjną gorączkę.
Miejmy nadzieję, że rozsądek weźmie górę i kurs obrany przez Amerykę zostanie zmieniony. Nadzieja nie jest jednak strategią działania – dlatego tak rozsądnie jest mieć "plan B".