Potężne załamanie w Brazylii to zapowiedź tego, co czeka Zachód - James Hickman, Schiff Sovereign, 28.10.2026

W niedzielę wieczorem Brazylia ponownie wybrała na prezydenta lewicowego polityka, Lulę da Silvę. W ​​poniedziałek rano giełda w São Paulo zanotowała tak gwałtowny spadek na otwarciu, że wstrzymano na niej handel – po raz pierwszy od czasu pandemii.


Gdy notowania wznowiono, brazylijski rynek akcji kontynuował spadki.

Nie był to drobny ruch w dół ani zwykła korekta. Doszło do pełnowymiarowego krachu giełdowego – indeksy spadły o około 14%, co stanowiło najgorszy wynik od czasu pandemii COVID-19. Brazylijska waluta, real, straciła około 8% wobec dolara – był to najgorszy dzień dla tej waluty od lat 90. XX wieku.

Warto zauważyć, że w weekend w brazylijskiej gospodarce nie zaszły żadne istotne zmiany. Inwestorzy po prostu postawili na innego kandydata. Większość sondaży wskazywała na zwycięstwo senatora Flávio Bolsonaro, który obiecywał ograniczenie wydatków rządowych. Wybory wygrał jednak socjalista Lula, a inwestorzy wyrazili swoje niezadowolenie, masowo wyprzedając brazylijskie aktywa.

Sytuacja stała się jeszcze bardziej dramatyczna. Zaledwie dzień po przegranych wyborach brazylijski Sąd Najwyższy nakazał Bolsonaro (przegranemu kandydatowi) oddanie paszportów. Nagle stał się on przedmiotem dochodzenia w sprawie prania pieniędzy… czyżby dzień przed wyborami nie było wystarczających dowodów, by odebrać mu paszporty?

Prawdziwa telenowela. Skłoniło mnie to jednak do refleksji: jak daleko za tym scenariuszem pozostają Stany Zjednoczone? Uważam, że powyborczy krach, podobny do tego w Brazylii, wcale nie jest już nierealny.

Spójrzmy na zadłużenie. Rząd Brazylii przeznacza około 25% swoich wpływów podatkowych na samą obsługę odsetek od długu. Brzmi to jak statystyka typowa dla "republiki bananowej”. Tymczasem w zakończonym niedawno roku budżetowym rząd USA wydał na odsetki 1,36 biliona dolarów – co również stanowi mniej więcej 25% jego wpływów podatkowych.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA – czyli koszt, jaki rząd amerykański ponosi z tytułu zaciągania pożyczek na okres dekady – osiągnęła w tym miesiącu najwyższy poziom od 24 lat i wciąż utrzymuje się w okolicach 5%. Załamanie rynku obligacji w takiej sytuacji oznaczałoby gwałtowny, niemal natychmiastowy wzrost rentowności do poziomu 6,5% lub 7% – do czego doszłoby, gdyby znaczna liczba inwestorów jednocześnie uznała, że ​​nie chce już posiadać amerykańskich obligacji skarbowych.

Dokładnie to wydarzyło się w Wielkiej Brytanii w 2022 roku. Ówczesna premier Liz Truss ogłosiła plan wydatków, który nie zyskał aprobaty rynku obligacji, co wywołało jego krach. W rezultacie musiała ona ustąpić ze stanowiska w niesławie.

Za kilka miesięcy rozpocznie się w USA kolejna kampania prezydencka. Jednym z czołowych kandydatów Demokratów jest Gavin Newsom – polityk, który przyczynił się do zrujnowania Kalifornii poprzez wprowadzenie jednych z najwyższych podatków i najbardziej restrykcyjnych regulacji w całym kraju, a także przepisów klimatycznych, które skłoniły koncern Chevron do przeniesienia swojej głównej siedziby do Teksasu i doprowadziły do ​​zamknięcia dwóch ogromnych rafinerii ropy naftowej.

Wystarczy poczekać i zobaczyć, co się stanie, jeśli Newsom dostanie szansę zrobienia tego w skali całego kraju. A jeśli nie on, to może to być równie dobrze demokratyczna socjalistka AOC (Alexandra Occasio-Cortez).

Być może nie dojdzie do całkowitego załamania giełdy, ale paniczna wyprzedaż akcji jest jak najbardziej możliwa. Wykorzystywanie wymiaru sprawiedliwości jako broni – na wzór brazylijski – stało się już rzeczywistością także w Ameryce (tzw. "lawfare")

Trumpowi postawiono cztery akty oskarżenia, gdy nie sprawował już urzędu, a FBI podczas przeszukania w Mar-a-Lago – dotyczącego przechowywania dokumentów – skonfiskowało nawet jego paszporty. Gdy Trump wrócił do władzy, kierowany przez jego ludzi Departament Sprawiedliwości odpłacił pięknym za nadobne, stawiając zarzuty Jamesowi Comeyowi oraz prokurator generalnej stanu Nowy Jork, Letitii James – tej samej, która wcześniej za wszelką cenę szukała powodów, by postawić Trumpa w stan oskarżenia.

Obecnie Demokraci w Izbie Reprezentantów otwarcie planują wszczęcie dochodzeń i ściganie urzędników z administracji Trumpa, gdy tylko przejmą władzę.

Czy naprawdę tak trudno sobie wyobrazić, że w którymś momencie - podczas kolejnych 2–3 wyborów -przegrany poczuje się zmuszony do ucieczki z kraju? To są realne zagrożenia, nad którymi warto się zastanowić.

Nie oznacza to jednak, że nadchodzi koniec świata. Cywilizacja, jaką znamy, nie stoi na krawędzi upadku. Kluczem do "planu B" jest jednak zachowanie racjonalności i niepozwalanie, by strach kierował naszymi działaniami.

Brazylijczycy, którzy przeżyli okropny poniedziałek, to ci, którzy mieli wszystko w jednym kraju, w jednej walucie i w jednym systemie bankowym. Ci rozsądni już wiele lat temu, kiedy nikt jeszcze nie wpadł w panikę, przenieśli część swoich oszczędności i aktywów poza Brazylię.