Ukryte grabieże dokonywane przez bogatych prowadzą do fizycznej grabieży dokonywanej przez tych, którzy zostali ograbieni - Charles Hugh Smith, OfTwoMinds, 21.10.2026
To, że ukryte grabieże dokonywane przez bogatych prowadzą do fizycznych grabieży ze strony tych, którzy zostali okradzeni, jest tak oczywiste, iż stanowi absolutne tabu w "wytwornych” kręgach osób odpowiedzialnych za ochronę owych ukrytych grabieży. Chroni się je za pomocą wyświechtanych haseł o "rynkowych siłach" oraz szeregu starannie zamaskowanych mechanizmów, takich jak państwowe dotacje, ulgi podatkowe, wykorzystywanie informacji poufnych, manipulacje rynkowe i tym podobne.
Jeden z wnikliwych czytelników ujął tę dynamikę niezwykle trafnie: "Grabieże dokonywane przez bogatych są ukryte, ciche i nie podlegają penalizacji, podczas gdy fizyczne grabieże dokonywane przez biednych są jawne, głośne i uznawane za przestępstwo”.
Warto zauważyć, że to nie "rynek" decyduje o tym, co jest legalne, a co stanowi przestępstwo. O tym rozstrzyga państwo. Prowadzi to do drugiej prawdy, która w obecnym porządku jest tematem tabu:
"Rynek" i państwo stanowią jeden system. Każde twierdzenie, jakoby były to odrębne byty, jest jedynie wyrachowaną manipulacją. Zastanówmy się, jaka jest różnica między sytuacją, w której przeciętny obywatel kontaktuje się ze swoim przedstawicielem w organach władzy lub agencją regulacyjną, a sytuacją, w której miliarder z branży technologicznej zwraca się do nich z propozycją przekazania 10 milionów dolarów na kampanię wyborczą w zamian za zmianę określonych przepisów czy kodeksów podatkowych.
Prawda jest taka, że "państwo” stanowi "rynek" korupcji i samowolki, na którym sam "rynek" pozostaje ukryty przed wzrokiem. Aukcję, która decyduje o tym, co jest legalne, a co przestępstwem, wygrywają ci, którzy zaoferują najwyższą cenę – a są to oczywiście nieliczni najbogatsi i najpotężniejsi – którzy następnie dyktują politykę państwa mającą na celu powiększanie i ochronę ich bogactwa oraz władzy poprzez grabież bezsilnej większości.
Francuski ekonomista Frédéric Bastiat w słynny sposób opisał tę dynamikę, w ramach której "rynek” i "państwo” generują "legalną grabież”, czyli legalne plądrowanie. Gdy nabywanie władzy państwowej w celu osobistego wzbogacenia się staje się normą – co nazywam rozkładem moralnym prowadzącym do moralnego upadku – bardziej opłaca się zajmować się zalegalizowaną grabieżą niż faktycznie tworzyć autentyczną wartość.
Właśnie dlatego obserwujemy wzrost skrajnych nierówności w zakresie bogactwa i władzy, podczas gdy jakość towarów i usług gwałtownie spada. Nie ma żadnych "korzyści" dla nielicznej grupy najbogatszych, by ryzykować kapitał poprzez podnoszenie jakości towarów i usług, gdy wpływy polityczne są zarówno tanie, jak i pozbawione ryzyka: wystarczy "kupić" ulgę podatkową, dotację lub przepisy, które chronią twoje hojne kontrakty państwowe przed konkurencją i rozszerzają władzę twojego monopolu lub kartelu.
Politycy, którzy nie "całują pierścienia" miliarderów z sektora technologicznego, by pozyskać miliony dolarów na kampanie wyborcze, przegrywają wybory. W rezultacie osoby choćby w minimalnym stopniu uczciwe same eliminują się z tego polityczno-rynkowego szamba.
Jak ujął to Bastiat, status quo sprowadza się do tego, "co widać", i tego, czego "nie widać". To, co widać, to niekończąca się lawina peanów na cześć "rynku" – opowieści o nieustępliwych innowatorach tworzących w garażach nowe produkty, które generują miliardy bogactwa, bla-bla-bla – albo peanów na cześć państwa chroniącego nas przed złem wyzysku, bla-bla-bla – a wszystko to stanowi niezbędną przykrywkę, mającą na celu zamaskowanie systemu państwowo-rynkowo, polegającego na zalegalizowanym wyzysku przez bogatych oraz kryminalizacji wszelkich prób przeciwstawienia się ze strony tych, którzy są okradani.
Jesteśmy grabieni na tak wiele sposobów, których nie dostrzegamy, dopóki nie spadną nam łuski z oczu. Miliarderom udaje się wykorzystywać ulgi podatkowe przeznaczone dla klasy średniej, aby chronić zyski warte miliony dolarów przed wszelkimi podatkami. Inflacja cen towarów i usług, która niszczy 90% najbiedniejszych, nie dotyka bogatych, albowiem wydają oni tylko znikomą część swojego majątku i dochodów na podstawowe towary i usługi.
Jak w każdym konflikcie wyreżyserowanym na pokaz, "rynek" bywa wychwalany niczym świętość, a "państwo" – demonizowane (choć bywa i odwrotnie). Żaden z tych scenariuszy nie oddaje prawdy. Istnieje tylko jeden system, a jedynym możliwym efektem tego pozbawionego moralnych zasad mechanizmu wzbogacania się jest niepohamowana eskalacja grabieży, aż do momentu, w którym cały system ulegnie załamaniu.
To:

Prowadzi do tego:

Legalne grabieże dokonywane przez bogatych – którzy wyeliminowali zarówno moralne fundamenty społeczeństwa, jak i możliwości dochodzenia zadośćuczynienia, uznając je za przeszkody w nieustannym powiększaniu swojego bogactwa i władzy – prowadzą do zemsty: niekontrolowanych grabieży ze strony tych, którzy zostali ograbieni.