Europejskie zamieszki to rachunek za socjalizm i globalizm - Fred Fleitz, American Greatness, 30.10.2026
Niedawno wygłosiłem przemówienie w Chatham House w Londynie, jednym z czołowych europejskich think tanków o orientacji globalistycznej – a zarazem na terenie wrogim dla amerykańskich konserwatystów. Podczas tej wizyty miałem okazję z pierwszej ręki zapoznać się z niektórymi czynnikami oraz rażącym zaprzeczaniem faktom, które stały za przerażającymi zamieszkami, jakie wybuchły w tym miesiącu we Francji i innych krajach europejskich.
To, co pod koniec września zaczęło się od blokad szkół średnich na przedmieściach Paryża – placówek przeludnionych i cierpiących na brak personelu – 17 i 18 października przerodziło się w falę przemocy, jakiej Francja nie widziała od dziesięcioleci. Ponad pół miliona ludzi wyszło na ulice, protestując przeciwko rosnącym kosztom życia i niewydolnym usługom publicznym. Uczestnicy zamieszek – z których wielu niosło palestyńskie flagi – podpalali samochody oraz budynek ratusza, zniszczyli lub splądrowali co najmniej 3000 firm i zranili ponad 500 policjantów. Aresztowano blisko 2400 osób, a władze wprowadziły godzinę policyjną w części Paryża i innych miastach. Podobne protesty rozprzestrzeniły się również na Belgię i Włochy.
Podczas jednej z dyskusji w Chatham House, w atmosferze nieustającej krytyki polityki zagranicznej, bezpieczeństwa wewnętrznego oraz samego prezydenta, pewna amerykańska wykładowczyni akademicka zszokowała mnie swoim całkowicie oderwanym od rzeczywistości spojrzeniem na politykę graniczną prezydenta Trumpa.
W kwestii bezpieczeństwa granic stwierdziła, że prawdziwym celem ubiegłorocznej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych oraz wysiłków prezydenta Trumpa na rzecz powstrzymania nielegalnej imigracji jest promowanie chrześcijańskiego białego nacjonalizmu. Odpowiedziałem, że to nieprawda: prezydent Trump nigdy nie wzywał do niczego takiego, a w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego nigdzie o tym nie ma mowy. Kiedy upierała się, że właśnie to "naprawdę" oznacza ten dokument, zwróciłem uwagę, że sama właśnie przyznała, iż nic takiego w nim nie jest napisane – po prostu wczytywała w niego swoje własne poglądy.
Zaznaczyłem również, że administracja Trumpa w pełni popiera imigrację, o ile imigranci przybywają do naszego kraju legalnie. Odparła, że wypowiedzi urzędników Trumpa o ratowaniu zachodniej cywilizacji przed niekontrolowaną imigracją sprowadzają się do planu stworzenia białego, chrześcijańskiego narodu. Tak nie jest. Strategia ostrzega, że Europie grozi "zanik cywilizacyjny" – jest to ostrzeżenie dotyczące niekontrolowanej migracji i spadku liczby urodzeń, a nie kwestii rasowych. Moja ostateczna odpowiedź brzmiała, że jest to typowe liberalne przekręcanie faktów. Utożsamianie konserwatywnych wysiłków na rzecz zabezpieczenia granic i ochrony naszego narodu z rasizmem.
Warto dodać, że słuchacze nie zgłosili żadnych zastrzeżeń wobec wypowiedzi wspomnianego akademika, natomiast moje słowa spotkały się z licznymi głosami sprzeciwu.
Podczas drugiego zamkniętego panelu w Chatham House, odbywającego się zgodnie z zasadą Chatham House, jeden z panelistów wysunął równie absurdalne twierdzenie, że Europa jest znacznie bardziej wolna i oferuje znacznie wyższą jakość życia niż Ameryka, a także znacznie więcej możliwości dla młodych ludzi. Byłem oszołomiony, tym bardziej, że nikt w sali nie zaprzeczył tym słowom. Twierdzeniom tym wyraźnie przeczą niższe podatki w Ameryce, większe możliwości gospodarcze, łatwiejszy proces zakładania działalności gospodarczej, niższe bezrobocie oraz liczne inne dobrze udokumentowane zalety. Jeśli chodzi o wolność, to właśnie w Europie, a nie w Ameryce, obywatele są aresztowani i ścigani za posty w mediach społecznościowych. Uczestnik panelu wyjaśnił później, że Europa jest lepsza ze względu na wszystkie te "darmowe rzeczy" – bezpłatną opiekę zdrowotną, bezpłatne studia, hojne świadczenia socjalne, rządowe emerytury i tak dalej.
To wyjaśnienie nie było zbyt przekonujące. Twierdzenia te odzwierciedlają w rzeczywistości pogląd światowej elity, zgodnie z którym Europa jest rajem, a Ameryka Trumpa – prymitywną prowincją. W rzeczywistości nic nie jest za darmo. Europejczycy płacą za te świadczenia, ponosząc jedne z najwyższych podatków w świecie rozwiniętym, a rządy, które nie są w stanie pokryć tych kosztów, pożyczają pozostałą kwotę. Dług publiczny Francji przekracza obecnie 110 procent PKB, a koszty jej zadłużenia osiągnęły najwyższy poziom od ponad dwóch dekad. Niedawne katastrofalne i gwałtowne demonstracje we Francji i innych krajach europejskich jasno pokazały, że Europa nie jest ani lepsza od Ameryki, ani rajem dla większości młodych Europejczyków.
Główną przyczyną jest fakt, że niezwykle kosztowne, socjalistyczne państwo opiekuńcze w Europie po prostu nie działa. Zamieszki we Francji rozpoczęły się w szkołach średnich, które były tak przepełnione i niedofinansowane – z dotkliwym brakiem personelu – że uczniowie zablokowali je w ramach protestu. Państwo, które rozrzutnie wydaje środki na emerytury i zasiłki, nie jest w stanie zapewnić nawet odpowiedniej liczby nauczycieli w szkołach. Tymczasem europejskie gospodarki i bezpieczeństwo znajdują się pod presją ogromnego napływu migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, co wiąże się z ogromnymi kosztami świadczeń socjalnych, a jednocześnie przyczynia do wzrostu przestępczości i radykalnego islamu.
Postawa negacjonizmu, z którą zetknąłem się w Londynie, jest wszechobecna. Weźmy na przykład niedawny felieton w "New York Timesie”, którego autor wysnuł nieprawdopodobny wniosek, jakoby zamieszki we Francji były częścią studenckiej rewolucji, mającej na celu zbudowanie lepszej Francji. Albo stację BBC, która określiła paryskie zamieszki mianem "w przeważającej mierze pokojowych". Czy też pewnego uczestnika debaty w programie "MS NOW", który wysunął absurdalne twierdzenie, że choć nie wiemy, kto stoi za zamieszkami ani jakie są ich motywy, to z pewnością odpowiedzialny za nie jest Trump.
Elity te nie chcą przyznać, że Europa znajduje się w poważnych tarapatach, albowiem socjalistyczna i globalistyczna polityka niszczą europejską cywilizację – i że aby ją ocalić, niezbędne są radykalne zmiany.