Upadek moralny / korupcja: nagradzanie najgorszych i karanie najlepszych - Charles Hugh Smith, OfTwoMinds, 22.10.2026.
Upadek moralny i korupcja nie są pojęciami abstrakcyjnymi. Nagradzanie najgorszych – ludzi pozbawionych skrupułów i fundamentów etycznych – przy jednoczesnym karaniu najlepszych, czyli osób o wysokich standardach moralnych, tworzy samonapędzający się mechanizm, który prowadzi system do nieuchronnego rozpadu. Najgorsi prosperują tak dobrze, że przejmują kontrolę nad całym systemem, podczas gdy najlepsi stają się ofiarami wyzysku lub marginalizacji, sprowadzeni do roli "podatkowych osłów" czy wręcz przymusowych robotników, pracujących na rzecz tych pierwszych.
Oto czwarty esej z serii "Prawdę mówiąc..." (Truth Be Told).
Społeczeństwo i kultura, które zatraciły swój kompas moralny, tracą znacznie więcej niż tylko zasady czy własną duszę. Tracą wszystko, co stanowi fundament sprawnego funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki. Chodzi tu o spójność społeczną, wspólny cel, kulturę współżycia, zaufanie do przywódców, instytucji i wymiaru sprawiedliwości, a także wiarę w uczciwość systemu (czyli równe szanse dla wszystkich). Co najważniejsze, znika przekonanie, że uczciwość i ciężka praca zostaną nagrodzone, a nie wykorzystane czy wręcz rozgrabione.
Upadek moralny i korupcja niszczą te fundamenty, stanowiąc systemowy koszt promowania dążenia do osobistego wzbogacenia się kosztem wszystkiego innego. Każdy element moralnego fundamentu społeczeństwa zostaje wydrążony przez mechanizmy "wielkiego oszustwa" (The Big Con). System ten – choć deklaruje przywiązanie do szlachetnych wartości – w rzeczywistości obraca je w pył, dążąc bezwzględnie do gromadzenia prywatnego majątku i władzy wszelkimi dostępnymi środkami.
Każde źródło autentycznej wartości jest deprecjonowane dla osobistych korzyści, a puste frazesy – takie jak "zwiększanie wartości dla akcjonariuszy" – są wykorzystywane do maskowania monopolizacji władzy, mającej na celu wynagradzanie najbardziej skorumpowanych kosztem tych, którzy nie mają siły, by powstrzymać grabież najgorszych, dla których nie ma żadnych ograniczeń w korupcji w kulturze i gospodarce, w której każdy ma swoją cenę.
Ten moralny upadek / korupcja sam się napędza, albowiem ci, którzy mają choćby odrobinę etyki, odchodzą/wycofują się, albo są zwalniani/wysyłani na "cyfrową Syberię", pozostawiając przy władzy jedynie tych, którzy postrzegają wszystko jako okazję do osobistego wzbogacenia się, bez względu na konsekwencje dla innych lub dla systemu jako całości.
W swoim patologicznym narcyzmie postrzegają system jako bezdenne koryto, z którego mogą czerpać dla własnego wzbogacenia się, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji wynikających z tego, że każdy, kto ma dostęp do tego koryta, objada się do syta. System się załamuje.
Ta korupcyjna gorączka w pogoni za niezasłużonymi pieniędzmi zainfekowała całe spektrum amerykańskiego społeczeństwa – bogatych, biednych i wszystkich pomiędzy. Od fałszywych wniosków o rentę inwalidzką po sfałszowane faktury – w Ameryce kwitnie każda forma oszustwa. Rodzi to cztery ważne kwestie:
- Na niższych szczeblach drabiny społeczno-ekonomicznej istnieją jeszcze pewne ograniczenia dotyczące oszustw i korupcji. Mimo ogromnych nakładów przeznaczanych na unikanie kontroli i audytów, sprawcy nadużyć bywają czasami wykrywani i skazywani.
- W przypadku najbogatszych żadne ograniczenia nie istnieją – nie muszą oni uciekać się do oszustw, by pomnażać swój majątek. Dzięki posiadanym środkom po prostu zmieniają zasady gry tak, by służyły ich własnym interesom. Dla miliarderów sto milionów dolarów to kwota nieistotna, a jednocześnie wystarczająca, by wykupić cały aparat polityczno-sądowniczy państwa.
- Skala tego bogactwa sprawia, że zgoda rządzonych przestaje być potrzebna. Dlatego właśnie obecny stan rzeczy w Ameryce nazywam "sprywatyzowanym totalitaryzmem": najbogatsi dyktują prawo tak, aby zaspokoić swój nieustanny głód "więcej" – więcej pieniędzy, więcej władzy.
Jak trafnie zauważył korespondent Simons Chase: "to, co moralne, jest tym, co zgodne z prawem, a to, co zgodne z prawem – jest na sprzedaż". Te jedenaście słów stanowi podsumowanie korupcji, która doprowadziła Amerykę do stanu agonalnego.
- W tej fazie ostatecznego upadku moralnego i "sprywatyzowanego totalitaryzmu" uchwalanie kolejnych ustaw nie powstrzyma erozji fundamentów etycznych, niezbędnych do funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki. Rozdział 57 "Tao Te Ching" opisuje mechanizmy, które mają tu kluczowe znaczenie:
Im więcej jest ograniczeń i restrykcji,
tym bardziej ludzie będą zubożać.
Im więcej broni posiadają ludzie,
tym większy chaos zapanuje w kraju.
Im bardziej ludzie są przebiegli i podstępni,
tym więcej dziwnych rzeczy się wydarzy.
Im bardziej egzekwuje się zasady i nakazy,
tym więcej pojawi się bandytów i oszustów.
W tym powszechnym szaleństwie oszustw i dążenia do własnego wzbogacenia się, najlepsi wycofują się i znikają w cieniu. W rezultacie system zostaje pozbawiony wszelkich talentów – z wyjątkiem tych, które służą osobistemu zyskowi, wielkim przekrętom czy sztucznościom "przetworzonego życia". Dążenie do własnego wzbogacenia się i sztuczność prowadzą do samozagłady. Gdy tylko zostanie rozgrabione wszystko, co dało się zagarnąć, nie pozostaje żaden fundament, na którym mogłoby funkcjonować społeczeństwo i gospodarka.
Temu upadkowi moralnemu towarzyszy upadek intelektualny: pojęcia takie jak "wolność", "demokracja" czy "innowacja” zostają – za sprawą manipulacyjnych sztuczek wielkiej machiny PR-owej – sprowadzone do karykatur swojego pierwotnego znaczenia. Każda statystyka jest fałszowana, każdy rynek poddawany manipulacjom, każda zasada wypaczana, a wszelka zdolność do adaptacji i twórczego działania – duszona w zarodku, byle tylko utrzymać władzę.
Poniższy fragment książki Michaela Granta "Upadek Cesarstwa Rzymskiego" niezwykle trafnie opisuje obecny moment w historii Ameryki:
W tym sposobie myślenia nie było miejsca na nową, apokaliptyczną sytuację, która właśnie się pojawiła – sytuację wymagającą rozwiązań równie radykalnych, jak ona sama. Cała jego postawa sprowadza się do biernej akceptacji stanu rzeczy, bez ani jednej nowej idei.
Postawie tej towarzyszył skrajnie przesadny optymizm co do teraźniejszości i przyszłości. Nawet gdy do końca pozostało już tylko sześćdziesiąt lat, a Imperium chwiało się w posadach i gwałtownie chyliło ku upadkowi, Rutilius wciąż zwracał się do ducha Rzymu z tą samą niezachwianą pewnością siebie.
To ślepe trzymanie się idei przeszłości plasuje się wysoko wśród głównych przyczyn upadku Rzymu. Jeśli ktoś dał się wystarczająco uśpić tym tradycyjnym fikcjom, nie było żadnej potrzeby podejmowania jakichkolwiek praktycznych działań ratunkowych.
I tak, podczas gdy najgorsi nakładają plastry na rozprzestrzeniające się nowotwory, przedstawiając je jako "rozwiązania" (sztuczna inteligencja! stablecoiny! bazy na Księżycu!), my stoimy na plaży, patrząc, jak pędzi w naszą stronę tsunami konsekwencji wynikających z nagradzania najgorszych i karania najlepszych.
W tej chwili przyszłość nie wydaje się już realna, a w chaosie teraźniejszości radykalne działania niezbędne do zmiany wyniku wydają się niemożliwe. Jeśli nie możemy biec, być może nadal możemy iść w kierunku wyżej położonego terenu, pozostawiając na wilgotnym piasku ślady, za którymi pójdzie niewielu.