Zgodnie z ruchem wskazówek zegara i przeciwnie do niego - Gefira, 24.10.2026

Pozwólcie, że przeprowadzę was przez trzy fazy trudnej sytuacji, w której się znaleźliście.


Kiedy zachodnie rządy i elity podjęły decyzję o sprowadzeniu ludzi z krajów Trzeciego Świata, posłużyły się hasłem: asymilacja. Asymilacja przywodzi na myśl podobieństwo – stanie się niemal takimi samymi lub bardzo zbliżonymi do reszty społeczeństwa. Zakładano, że przybysze z czasem staną się identyczni z mieszkańcami kraju przyjmującego lub przynajmniej nieodróżnialni od nich.

Szybko jednak okazało się, że nic takiego nie nastąpiło. Przybysze nie stali się ani tacy sami, ani nawet w najmniejszym stopniu podobni. Pozostali dokładnie tymi samymi ludźmi, którymi byli przed przybyciem. Dlaczego tak się stało?

Pierwszym i najważniejszym powodem jest to, że przybysze reprezentują odmienny typ antropologiczny. Wmawiano wam, że nie zdołali się zasymilować z powodu różnic kulturowych, jednak kultura nie stanowi tu sedna problemu. Kultura nie jest czymś, co spada z nieba ani nie przybywa z Marsa. Różne ludy wykształcają odmienne kultury, ponieważ reprezentują odrębne typy antropologiczne i biologiczne. Kultura jest po prostu zbiorowym wyrazem psychiki danej grupy ludzi. Tworzą ją sami ludzie i jest ona wytworem określonego typu antropologicznego. Tego nie da się zmienić.

Choć porównanie to może niektórych urazić, sytuacja przypomina różnice między rasami psów. Jedne są mało aktywne, inne wykazują nadaktywność. Jedne szczekają bez przerwy, inne robią to rzadko. Jedne łatwo nawiązują więź z człowiekiem, inne nie. Nie da się nauczyć naturalnie mało aktywnej rasy bycia aktywną. O wszystkim decyduje podłoże biologiczne. Dana grupa ludzi nie może przyjąć kultury, która stanowi wyraz zbiorowej psychiki innej grupy – tak samo, jak jedna rasa psów nie może przejąć wrodzonych cech charakteru innej rasy.

Drugą przyczyną jest kwestia liczebności. Ludzie sprowadzani do Europy i Stanów Zjednoczonych z innych kontynentów przybywali – i wciąż przybywają – w liczbach zbyt dużych, by mogli kiedykolwiek wtopić się w społeczeństwo przyjmujące, nawet gdyby było to w ogóle możliwe. Naturalną koleją rzeczy przybysze trzymają się razem, przebywają w swoim gronie i tworzą odrębne wspólnoty, w których pielęgnują własną kulturę – tę, która najlepiej wyraża ich zbiorową psychikę. Co więcej, lewicowi intelektualiści w krajach przyjmujących nieustannie przypominali przybyszom o przysługujących im prawach człowieka, a konkretnie o prawie do zachowania własnej tożsamości. Skoro powiedziano im, że pielęgnowanie własnej kultury jest całkowicie akceptowalne, to po co mieliby w ogóle dążyć do asymilacji? Dlaczego mieliby dobrowolnie porzucić swoją tożsamość lub zrzec się takiego prawa?

W rezultacie asymilacja zakończyła się niepowodzeniem. Skoro jednak narody przyjmujące potrzebowały wyjaśnienia zaistniałej sytuacji, lewicowe elity wprowadziły nowe hasło: "integracja".

Czym integracja różni się od asymilacji? Integracja nie wymaga od przybyszów porzucenia własnej tożsamości i upodobnienia się do społeczeństwa przyjmującego. Zakłada jedynie, że mają oni wpasować się w szerszą strukturę – tak jak element staje się częścią większej całości. Właśnie na tym polega źródłowy sens słów takich jak "integracja", "integralność" czy "integralny" – wszystkie one odnoszą się do pojęcia całości. W tym modelu przybysze mogą otwarcie manifestować swoją odrębność, pod warunkiem że funkcjonują jako trybiki w większym mechanizmie. Mogą zachować swoją kulturę, religię i tradycje, o ile nie naruszają spójności całej struktury.

Jednak nawet to podejście zawiodło z tych samych powodów. Przybysze po prostu nie byli w stanie wpasować się w szersze społeczeństwo, albowiem ich biologiczne uwarunkowania na to nie pozwalały. Znaczącą rolę odegrała tu ponownie ich ogromna liczebność oraz wszechobecna retoryka dotycząca prawa do zachowania własnej tożsamości.

Gdy zarówno asymilacja, jak i integracja okazały się nieskuteczne, lewica wymyśliła trzecią koncepcję: inkluzywność. Oznacza ona akceptację faktu, że przybysze nie będą próbowali ani się asymilować, ani integrować – godzimy się na to, by pozostali dokładnie tym, kim są. Pod sztandarem inkluzywności nasi ideologiczni przywódcy oczekują, że społeczeństwa przyjmujące będą tolerować te zasadniczo niekompatybilne grupy i włączać je w swoje struktury, pozostawiając je w niezmienionym kształcie.

Oto trzy etapy – i trzy towarzyszące im hasła – które od dziesięcioleci wpajano nam do głów. Jednak pierwsze dwa zakończyły się fiaskiem, a trzeci jest na skraju załamania, więc czeka nas powtórka tego cyklu – tyle że tym razem przebiegnie on w odwrotnym kierunku.

Kolejnym krokiem – czwartą fazą – będzie powrót do integracji, ale tym razem będzie ona wymagała integracji krajów przyjmujących z kulturą przybyszów. Ze względu na stale rosnącą liczbę osób zalewających Europę Zachodnią, Stany Zjednoczone i Kanadę, a także pod wpływem ideologii wymagającej od białych ciągłego klękania i przepraszania za rasizm i kolonializm, od pozostałych członków społeczeństw krajów przyjmujących będzie się oczekiwać, a ostatecznie zmusi się ich do integracji z obcymi kulturami, które osiedliły się wśród nich. Już teraz obserwujemy zmiany w lokalnych zwyczajach żywieniowych oraz zniesienie tradycyjnych świąt religijnych w celu ustąpienia wobec żądań przybyszów. Proces ten będzie się tylko nasilał.

Na koniec nastąpi piąta faza: odwrócona asymilacja. Osłabione ideologicznie, liczebnie przytłoczone i psychologicznie zniewolone poczuciem niemożliwej do odkupienia winy wobec osób niebiałych, narody gospodarzy będą – częściowo z własnej woli, a częściowo pod przymusem – asymilować się z napływającymi populacjami z krajów Trzeciego Świata. Doświadczymy zatem asymilacji ponownie, lecz tym razem wektory będą skierowane w przeciwną stronę. Ta piąta, ostatnia faza oznaczać będzie całkowite przejęcie świata zachodniego przez ludność nie-białą oraz pełne podporządkowanie dawnych narodów gospodarzy nowym przybyszom.