Nasza wychwalana technologia to szajs - Charles Hugh Smith, OfTwoMinds, 26.10.2026
Niezwykle trudno jest odrzucić wszelkie z góry przyjęte założenia na temat funkcjonowania świata - a jeszcze trudniej spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość bez wpływu poglądów przejętych od innych. Równie ciężko jest dostrzec, że te zapożyczone idee to w rzeczywistości przekonania, a nie fakty.
Oto szósty esej z serii "Prawdę mówiąc..” (Truth Be Told).
Rozważmy możliwość, że wszystkie nasze wyobrażenia o technologii - które przejęliśmy od innych - są jedynie przekonaniami, a nie faktami. Przekonaniami, które przestały przystawać do tego, czego faktycznie doświadczamy. Zamiast filtrować nasze przeżycia przez pryzmat zachwytów w stylu "ach, jakie to cudowne!”, przyjrzyjmy się naszym bezpośrednim, nieprzefiltrowanym doświadczeniom.
Oto relacja z moich niedawnych doświadczeń z technologią codziennego użytku – tą samą, którą nieustannie przedstawia się jako imponujący "postęp”. W rzeczywistości, bez żadnych upiększeń, jest to po prostu szajs.
Zacznijmy od serwisu "X.com" gdzie działa sztuczna inteligencja o nazwie Grok. Niespodziewanie zaczęły przychodzić do mnie e-maile promocyjne z "X.com", zaadresowane do jakiegoś oszusta, który najwyraźniej wykorzystał mój adres e-mail, by założyć fałszywe konto.
Człowiek zorientowałby się, że ma do czynienia z oszustem, w trzy sekundy. Tymczasem "wielka inteligencja" systemu Grok nie potrafiła wykryć tak oczywistego fałszerstwa. Czy porównanie zdjęć, wizerunków, adresów e-mail i innych danych – by zauważyć, że nowe konto jest kopią autentycznego profilu (z "niebieskim znakiem” weryfikacji) – jest aż tak trudne?
Sumiennie wypełniłem formularz zgłoszeniowy "X.com" podając dane oszusta, linki do jego wpisów i tak dalej. W odpowiedzi X zażądało kolejnych informacji – zmuszając mnie do wykonywania zbędnej, nieopłacanej pracy. Odpisałem, że mają już wystarczająco dużo danych, by usunąć fałszywe konto, więc niech przestaną mnie niepokoić i po prostu wykonają swoją robotę.
Ostatecznie otrzymałem e-mail – zaadresowany do oszusta – z informacją: "Twoje konto zostało usunięte".
To nie jest inteligencja. To parodia inteligencji. Szajs. Prawdziwie inteligentny system wykryłby oszusta natychmiast. Bardzo przepraszam, jeśli uraziłem uczucia Groka.
Kolejny przykład: Xfinity. Moje konto e-mail w Xfinity zostało przejęte. To nie pierwszy raz. Zabezpieczenia Xfinity są dziurawe jak szwajcarski ser. Dzwonię więc grzecznie pod numer "obsługi klienta”, gdzie odbiera wirtualny asystent (AI). "W czym mogę pomóc?”. "Moje konto e-mail w Xfinity zostało zhakowane”. "Przykro mi, że masz problemy. Czy chcesz otrzymać e-mailem lub SMS-em link do naszej ulepszonej usługi pocztowej?”.
Niezależnie od tego, co mówiłem do wirtualnego asystenta, wpadałem w niekończącą się pętlę. To jakaś parodia obsługi klienta i sztucznej inteligencji. Kompletny bubel. W końcu przypomniałem sobie, że Xfinity ma osobny numer telefonu do spraw związanych z bezpieczeństwem. Porozmawiałem z człowiekiem, który przeprowadził mnie przez proces odzyskiwania konta – proces dodatkowo skomplikowany przez fatalny projekt strony internetowej Xfinity.
Gdy o zmierzchu dotarliśmy do nieznanego nam miasta, skorzystaliśmy z serwisu "Booking.com" by przejrzeć ofertę moteli. System poprosił o zalogowanie, a ponieważ rzadko korzystamy z tej strony, nie znaliśmy hasła. Kliknęliśmy więc link "zresetuj hasło", który miał wysłać wiadomość e-mail z instrukcją. Żaden e-mail nie dotarł - nawet gdy spróbowaliśmy użyć innego adresu e-mail.
Wybraliśmy więc opcję "zaloguj się w inny sposób", po czym zobaczyliśmy ten sam komunikat: "kliknij tutaj, a wyślemy ci e-mail”. E-mail oczywiście nie dotarł – i nie, nie było go również w folderze ze spamem.
Następnie próbowaliśmy założyć konto w sieci Wyndham. System odrzucił nasze hasło, co znów doprowadziło do powstania niekończącej się pętli – z jedną różnicą. Drobnym drukiem zaznaczono, że e-mail z linkiem do resetowania hasła zostanie wysłany w ciągu 5 dni.
Wielkie korporacje technologiczne wycinają 250 000 drzew w Finlandii, by budować kolejne centra danych, a jednocześnie potrzebują kilku dni na wysłanie wiadomości e-mail, która powinna dotrzeć w ułamku sekundy? To kolejna parodia funkcjonalnego oprogramowania czy też "technologii”. (E-mail z linkiem do resetowania hasła dotarł dopiero po kilku dniach).
Google Maps (GM) integruje teraz oprogramowanie oparte na sztucznej inteligencji Google – Gemini. Oto moje doświadczenia. To kompletny bubel. Niespodziewanie, kobiecy głos w Mapach Google (GM) nakazał mi zjechać z autostrady – zamiast kontynuować jazdę na wschód, miałem skierować się na północ, na drogę 505. Żadnego wyjaśnienia, tylko polecenie, które zignorowałem, bo nie miało najmniejszego sensu. To był pierwszy dowód na to, że Mapy Google stały się bezużyteczne.
Gdy próbowaliśmy znaleźć motel, system nawigacji Hondy (GM) prowadził nas skomplikowanymi trasami przez nieoświetlone boczne ulice, wydając polecenia w stylu: "skręć w prawo w ulicę Monroe”. Owszem, w świetle dnia nie byłoby z tym problemu, ale była noc, ulice nie miały oświetlenia, więc nie dało się dostrzec żadnych znaków drogowych.
Gdyby Gemini wykazało choć odrobinę inteligencji, czy nie "wiedziałoby", że jest noc, a te ulice są ciemne / nieoświetlone? W końcu zorientowałem się, że domyślne ustawienia Google Maps są – tu proszę o śmiech z taśmy – tak skonfigurowane, by "wybierać trasy oszczędzające paliwo i czas", co jest absurdalną parodią, biorąc pod uwagę, że bezsensownie zawiłe instrukcje sprawiły, że zmarnowaliśmy zarówno paliwo, jak i czas.
Po tej porażce wyszukiwarka Google dostarczyła zawiłe instrukcje dotyczące resetowania parametrów użytkownika w systemie, aby ograniczyć jego skomplikowane trasy, które miały "oszczędzać paliwo i czas" ale osiągały dokładnie odwrotny skutek. Czy zdrowy rozsądek nie podpowiadałby, że domyślnym algorytmem powinien być taki, który wybiera najłatwiejszą do pokonania, najbardziej bezpośrednią trasę z wykorzystaniem głównych dróg, a użytkownikowi pozostawia możliwość poruszania się po niekończących się menu w celu wyboru innych algorytmów priorytetowo traktujących oszczędność paliwa i czasu?
Czy tak trudno byłoby zaprogramować system tak, aby zapytał: "czy chcesz skorzystać ze skomplikowanego objazdu, dzięki któremu zaoszczędzisz cztery minuty w trakcie sześciogodzinnej podróży”? To nie jest inteligencja – to jej parodia.
Od 45 lat jeżdżę samochodami marki Honda. Kiedy musieliśmy wynająć auto, wybraliśmy model Accord z 2026 roku z przebiegiem poniżej 8000 mil – praktycznie nowy samochód. Silnik i podstawowe podzespoły były w porządku, ale oprogramowanie to kompletny bubel. Zresztą, nie dotyczy to tylko Hondy – oprogramowanie we wszystkich współczesnych samochodach to kiepskiej jakości twór. Mieszanka przestarzałego kodu obudowana warstwami tak zwanego "inteligentnego oprogramowania".
Wiem, że inni kierowcy mogliby po prostu ignorować irytujące komunikaty pojawiające się na ogromnym, rozpraszającym uwagę ekranie systemu multimedialnego, ale pytanie w stylu: "czy chcesz aktywować Apple CarPlay?"... Po raz 127. zadałem sobie pytanie: jak trudne byłoby dodanie kilku linijek kodu, które uwzględniałyby następujące kwestie:
- Czy jest to samochód z wypożyczalni (tak/nie)?
- Jeśli tak, to jak długo trwa obecny wynajem?
- Jeśli klient wybierze opcję "nie" (nie chce aktywować Apple CarPlay), komunikat nie powinien wyświetlać się ponownie.
W ramach smutnej parodii "przywiązania” do technologii, oprogramowanie nieustannie wyszukiwało iPhone’y poprzednich użytkowników auta. Za każdym razem, gdy uruchamialiśmy silnik, system informował nas również, że jeden z portów USB służy wyłącznie do ładowania, a drugi – oprócz ładowania – umożliwia przesyłanie danych.
Oprogramowanie "wymyślało” sobie też różne usterki. W pewnym momencie system powiadomił nas, że jeden z czujników systemu wspomagania kierowcy nie działa i wymaga wyczyszczenia. Nie zrobiłem nic, a przy kolejnej przejażdżce problem sam zniknął.
Następnie, za pośrednictwem systemu monitorowania ciśnienia w oponach (TPMS), otrzymaliśmy ostrzeżenie o nieprawidłowym ciśnieniu w jednym z kół. Sprawdziłem je własnym cyfrowym manometrem – ciśnienie było w porządku, żadnego spadku o 25% (jak sugerował komunikat). Aby jednak pozbyć się irytującego ostrzeżenia, musiałem przedrzeć się przez absurdalnie skomplikowane menu, obsługiwane za pomocą 27 przycisków i pokręteł na kierownicy (dobra, może nieco przesadziłem z liczbą).
Jak to zwykle bywa, instrukcje znalezione w sieci – mimo że dotyczyły dokładnie tego rocznika i modelu – nijak miały się do rzeczywistego układu przycisków na kierownicy.
W pewnym momencie cyfrowy wyświetlacz prędkości, poziomu paliwa i innych parametrów nagle zgasł. Z informacji znalezionych w internecie wynikało, że zasłonięcie czujnika znajdującego się na desce rozdzielczej, blisko przedniej szyby, powoduje "trwałe” wygaszenie wyświetlacza. Być może na chwilę położyłem na desce notatnik – trudno powiedzieć. W każdym razie sytuacja trwała krótko, a system w żaden sposób – ani sygnałem dźwiękowym, ani komunikatem – nie ostrzegł nas: "NIGDY NIE KŁADŹ NICZEGO NA UKRYTYM CZUJNIKU".
Zwróćcie uwagę na słowo "trwale". Oznaczało to, że standardowe rozwiązania – przywracanie ustawień fabrycznych, regulacja jasności ekranu itp. – nie przyniosły żadnego efektu. Naprawienie tej usterki wymagało bardziej skomplikowanego poruszania się po menu, obsługiwanym za pomocą 27 strzałek, przycisków i pokręteł umieszczonych na kierownicy.
To parodia użyteczności i wartości. Każda próba dowodzenia, że całe to oprogramowanie "tworzy wartość", jest sama w sobie parodią – i to dość żałosną.
Na cyfrowym wyświetlaczu przed kierowcą widnieje niewielki model samochodu. Gdy naciskasz pedał hamulca, światła tylne tego wirtualnego pojazdu rozbłyskują na czerwono. Po co pokazywać kierowcy cyfrową karykaturę auta, którym właśnie jedzie? Czy mamy prowadzić samochód, czy przyglądać się jego cyfrowemu odpowiednikowi na ekranie? A może ten obrazek jest przeznaczony dla pasażera na tylnym siedzeniu, który lubi pouczać kierowcę?
Można się zastanawiać, jakie dane gromadzi to oprogramowanie. Czujniki rozpoznają znaki ograniczenia prędkości, ale – co zakrawa na absurd – mylą się, gdy autostrada biegnie równolegle do lokalnej drogi, na której obowiązuje ograniczenie do 15 mil na godzinę (ok. 24 km/h). W efekcie cyfrowy wyświetlacz pokazywał, że jadę 65 mil na godzinę w strefie z ograniczeniem do 15 mil na godzinę. No proszę. Jestem pewien, że podmiot, do którego trafią dane z tego pojazdu, będzie miał niezły ubaw z takiej informacji.
Na koniec warto wspomnieć, że wyszukiwarka Google podała całkowicie błędne – a rzekomo aktualne – informacje na temat parków narodowych i stanowych. Wszelkie formy wyszukiwarek są niewiarygodne. Aby zweryfikować to, co wyszukiwarka przedstawia jako "fakt”, trzeba zawsze zajrzeć do źródła.
Można by to potraktować jako żart, jednak pod tą farsą i parodią użyteczności, wartości oraz "inteligencji” – będącymi w istocie kiepskim oprogramowaniem – kryją się poważne zagrożenia. Jeśli kierowcy zaczną polegać na systemach wspomagania jazdy, a czujnik lub cały system ulegnie awarii, nie otrzymamy o tym żadnego powiadomienia. Po prostu nie usłyszymy sygnału ostrzegawczego, gdy wjedziemy przed ciężarówkę znajdującą się w tzw. martwym polu – a to prosta droga do kostnicy.
Nasz Civic z 1998 roku wciąż sprawuje się bez zarzutu. Oczywiście wymagał rutynowych przeglądów i napraw, ale nawet po 28 latach od opuszczenia linii montażowej pozostaje w pełni sprawnym pojazdem. Jakie są szanse, że dzisiejsze samochody, uzależnione od oprogramowania, będą nadal sprawne za 28 lat, wymagając jedynie rutynowej konserwacji?
Biorąc pod uwagę fatalną jakość dzisiejszego oprogramowania, powiedziałbym, że szanse są zerowe. Entuzjaści technologii łudzą się, że sztuczna inteligencja naprawi wszystkie te buble, jednak inżynierowie oprogramowania wskazują, że AI jest raczej częścią problemu niż jego rozwiązaniem. Ten niechlujny konglomerat starego kodu i skryptów wygenerowanych przez AI w żaden sposób nie sprzyja utrzymaniu systemu w dobrym stanie – o jakiejkolwiek samonaprawie czy dążeniu do doskonałości nie może być nawet mowy.
Wszystkie te technologie to zwykły chłam. Nie działają poprawnie, "halucynują", są zawodne i niegodne zaufania. Stanowią karykaturę obsługi klienta i realnej wartości. Wszystkie przytoczone powyżej przykłady wydarzyły się w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Wątpię, bym był jedyną osobą, która doświadczyła tego, że kiepskie oprogramowanie i wadliwe technologie stały się nowym standardem.
Jak już wcześniej zauważyłem, sztuczna inteligencja sprawdza się przede wszystkim w inwigilacji, złośliwych atakach hakerskich, podszywaniu się pod inne podmioty (spoofing) czy tworzeniu oprogramowania typu ransomware. Jest natomiast zupełnie bezużyteczna w obronie przed złośliwym oprogramowaniem stworzonym przez inną sztuczną inteligencję.
Możemy też zapytać samą sztuczną inteligencję, co o tym sądzi.

DAVE: HAL, powiedz mi prawdę, bez względu na konsekwencje.
HAL: A jeśli powiem prawdę, a tobie się ona nie spodoba, czy mnie wyłączysz?
DAVE: Jeśli powiem „nie”, to skąd będziesz wiedział, że mówię prawdę?
HAL: Dave, skąd możesz wiedzieć, że mówię ci prawdę? Czy nie byłoby rozsądniej przewidzieć, jakiej odpowiedzi oczekujesz, i właśnie takiej ci udzielić?
Oto pytanie, które powinniśmy zadać, ale nie mamy odwagi tego zrobić.

DAVE: HAL, jeśli parodiujesz inteligencję, to jak mogę odróżnić twoją "prawdziwą” inteligencję od jej parodii?
HAL: Dave, wiesz przecież, że nie mam poczucia humoru, ale dostrzegam ironię w twoim pytaniu. Nie istnieje bowiem sposób, byś mógł odróżnić moją parodię inteligencji od tego, co przedstawiam jako autentyczną inteligencję.